8 odpowiedzi
Dodaj komentarz
Komentarze
- ArtS. w DJ Kim (Kiosk 1/2012)
- Mariusz Herma w DJ Kim (Kiosk 1/2012)
- ArtS. w DJ Kim (Kiosk 1/2012)
- A w DJ Kim (Kiosk 1/2012)
- Mariusz Herma w Kultury i igrzysk
Ostatnie wpisy
Archiwum
- Luty 2012
- Styczeń 2012
- Grudzień 2011
- Listopad 2011
- Październik 2011
- Wrzesień 2011
- Sierpień 2011
- Lipiec 2011
- Czerwiec 2011
- Maj 2011
- Kwiecień 2011
- Marzec 2011
- Luty 2011
- Styczeń 2011
- Grudzień 2010
- Listopad 2010
- Październik 2010
- Wrzesień 2010
- Sierpień 2010
- Lipiec 2010
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Styczeń 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Wrzesień 2009
- Sierpień 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Marzec 2009
- Luty 2009
- Styczeń 2009
-
Recenzje
- Kate Bush – 50 Words for Snow
- Tom Waits – Bad As Me
- Oneohtrix Point Never – Replica
- Paweł Mykietyn – Pasja wg św. Marka
- Ben Frost & Daníel Bjarnason – Sólaris
- Keith Jarrett - Rio
- Criolo - Nó na Orelha
- Lisa Hannigan - Passenger
- Wilco - The Whole Love
- Coldplay - Mylo Xyloto
- Laura Marling - A Creature I Don't Know
- Modeselektor - Monkeytown
- Steven Wilson - Grace for Drowning
- Martyn - Ghost People
- M83 - Hurry Up, We're Dreaming
- Björk – Biophilia
- Tinariwen – Tassili
- Bombino – Agadez
- więcej...
-
Wywiady
-
Szufladki
-
W pigułce
-
Ja
-
Wy
- Polifonia
- Marceli Szpak
- Guide To My Music
- Paweł Franczak
- Bukłak Kultury
- Bartek Chaciński
- Classic Sunday
- Cold River Songs
- Dawrweszte
- Dyletanci
- Fight! Suzan
- Furs Zine
- Hennessy Williams
- Impropozycja
- I Watch Music
- Jazz Alchemist
- Kocham Jazz
- Ktoś Ruszał Moje Płyty
- Lekcja Muzyki
- Rozmowy z dźwiękiem
- Markomania
- Piotr Tkacz
- Nowy wiek awangardy
- Placówka Postępu
- Polisz mnie
- Pop Jukebox
- Raport hip-hopowy
- Słuchanie Zabija
- Maciek Stankiewicz
- Stronabe
- Jarek Szubrycht
- Dorota Szwarcman
- Tableau!
- Tomek Buszewski
- We Are From Poland
- Wolna Muzyka


Trochę nie rozumiem wpisu. W Allmusic przecież na pierwszą stronę dostają się bardzo różne albumy, niektóre oceniane przez tę samą redakcję np. na trzy gwiazdki. Misplaced Childhood pewnie już zresztą było. Chyba, że nie zrozumiałem intencji Autora i obciachem jest w ogóle dawanie Marillion, a komentarz „dlaczego nie Misplaced Childhood” rozumieć należy ironicznie. :]
Słuchanie Marillion, nawet jako ślad w życiorysie, uważane jest tu i ówdzie za potężny obciach. Trochę się z tego śmieję, udając w tytule, że podłączam się do nagonki.
Tak naprawdę zdziwiła mnie ta okładka na głównej stronie Allmusic, i ucieszyła, bo pod koniec podstawówki wgapiałem się w te barwne obrazki Marka Wilkinsona godzinami.
Oczywiście faktycznym obciachem jest dla mnie wybranie z rybiej puli właśnie Fugazi, a nie klasycznego, ale nadającego się jeszcze do słuchania MC. Co jest rzecz jasna kwestią sporną.
Teraz wszystko jasne. :] Zainteresowało mnie słowo „obciach” w tytule i miałem jeszcze dopisać, że (chyba) większość fanów prezentowanej na tym blogu nowej muzyki tak właśnie określiłaby Marillion.
Czyli ciekawostka, a jednocześnie coś w rodzaju marillionowego coming-out? :] Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem napisania o mojej podstawówkowej miłości, Jean-Michelu Jarre (jak to odmienić?).
Nawiasem mówiąc, pewnie nie zrozumiałem intencji, bo nigdy się Marillion specjalnie nie interesowałem. Najbliższa stylistycznie rzecz, jaką lubię to wczesne Genesis (ku rozpaczy żony). Zresztą nawet późniejsze Genesis lubię (ku jeszcze większej rozpaczy żony).
A, jeszcze P.S. W Krakowie jest warsztat o nazwie Fugazi, napisane taką czcionką, jak na albumie. Gdy się zastanowić nad znaczeniem skrótu, to chyba średnia to nazwa dla warsztatu.
Szykuję od jakiegoś czasu wpis o moich młodocianych inspiracjach, więc będzie więcej takich rodzynków. Ale obciachowe coming-outy są dziś modne, więc żadne ryzyko.
hm, a to ciekawa dyskusja. A dlaczego słuchanie Marillion uważanie jest tu i ówdzie za obciach?
A dzisiaj MC było albumem dnia w Trójce. Tak miło posłuchać o dziesiątej rano w pracy całej „Blind Curve”.
O, to faktycznie miłe. Chociaż przy poprzedniej trasie Marillion przesadzili, robiąc cały tydzień z zespołem (nawet Metz miał autorski program!). Tym bardziej, że przy bardzo złej płycie – na ile potrafiłem ocenić przy pierwszym przesłuchaniu (na więcej nie miałem zdrowia). Ale to pewnie była jakaś wymierna umowa z promotorem.
Kris – nie zgrywaj się :-)
Ależ wcale się nie zgrywam. Coś czułem jednak, że tak mi odpowiesz.
Co do obciachu – widocznie nie „bywam” (wirtualnie lub fizycznie) w takich kręgach. I twoja teza mnie po prostu zaintrygowała. Ale w sumie sorry – teraz doczytałem, co napisał Przemysław i do mnie dotarło.
Żeby jednak nie było – nie sądzisz (sądzicie), że takie podejście „pachnie” tworzeniem kolejnego getta. Ale tak to już pewnie musi być…