08.09.2009 |
Ledwie poprosiłem Artura, aby mi “kiedyś” przygotował japoński niezbędnik muzyczny, a oto już dostałem odpowiedź. Chomikowanie jej byłoby grzechem, więc dzielę się i dziękuję w imieniu swoim (6/11 nie znałem) oraz wszystkich, którzy skorzystają. Jeśli macie swoje typy, to zapraszam, a sam też postaram się dorzucić kilku moich ulubieńców. Póki co zapuściłem Merzbowa, którego ostatnio słuchałem dokładnie 4,5 roku temu (takie chwile się pamięta).
Od autora: kolejność alfabetyczna.
1. Acid Mothers Temple & the Melting Paraiso U.F.O.
Niezwykle intensywne, często sięgające kilkudziesięciu minut improwizacje, w których kraurockowa motoryka łączy się ze space-rockowym klimatem i garage’owym brzmieniem, zapewniły im status chyba największej ikony japońskiej neo-psychodelii. Wydawali mnóstwo, ale generalnie formuła grania jest mniej więcej podobna. Płyty, które szczególnie warto poznać, to: “Univers Zen Ou de Zero a Zero” i “La Novia”; dla bardziej zaawansowanych także: “Electric Heavyland” (chyba najcięższa) i “In C” (chyba najbardziej awangardowa).
►Acid Mothers Temple – Electric Love Machine
2. Altered States
Bardzo ciekawe power-trio, złożone z wyśmienitych muzyków, którzy poruszają się pomiędzy kompozycją i improwizacją, przeważnie zbaczając w stronę tej drugiej. Unikalne brzmienie zawdzięczają głównie gitarzyście – Kazuhisa Uchihashi z niezwykłą wprawą posługuje się mnóstwem elektronicznych przetworników, a jego styl nie przypomina żadnego innego znanego mi muzyka (fajnie ogląda się go na żywo: najpierw słyszysz fizyczne uderzenie w struny, a dopiero chwilę potem właściwy dźwięk, często przetworzony nie do poznania). Dwójka pozostałych muzyków jest również wyśmienita, a na późniejszych płytach osiągnęli taki stopień porozumienia, że czasem ciężko zgadnąć, czy to umówione, czy spontaniczne granie (mają kilka albumów 100% free). Rzeczy do poznania: “4″, “6″ i “Cafe 9.15″ (z Rothenbergiem na saksofonie).
► Altered States
3. Boredoms
Zespół szalonych eksperymentatorów o sporym poczuciu humoru. Łączyli hałas z zabawą, nie przywiązując się na długo do żadnego gatunku i dzięki temu często osiągając zaskakujące i ciekawe rezultaty. Moją ulubioną płytą jest “Pop Tatari”, ale na pewno warto też poznać bardziej elektroniczne “Super Ae” czy krautrockowe “Vision Creation Newsun”. To ważny zespół i stąd ma tu swoje miejsce, choć ja – szczerze powiedziawszy – bardziej lubię późniejsze wcielenia tych muzyków, a było ich sporo (wokalista Yamatsuka Eye darł ryja w Zornowskim Naked City, gitarzysta Seiichi Yamamoto założył trans-rockowe Rovo, a perkusistka Yoshimi P-We niedefiniowalną grupę OOIOO).
►Boredoms – Telehorse Uma
4. Boris
Jeden z najważniejszych zespołów sludge/doom/drone, choć te etykietki nie oddają złożoności ich muzyki. Na swych kolejnych wydawnictwach z zaskakującą elokwencją dokonują radykalnej dekonstrukcji rockowej tradycji, poruszając się przy tym po niezwykle szerokim spektrum gatunkowym: od ekstremalnego drone-doom metalu (“Absolutego”, 1996), przez radykalną psychodelię (“Amplifier Worship“, 1998) i mega-ciężki stoner-rock (“Heavy Rocks“, 2002, “Pink”, 2006), po muzykę filmową (“Mabuta no Ura“, 2005). Właściwie wszystko to jest warte wysłuchania, plus jeszcze “Feedbacker”, ale jeśli chcesz krótkiego przeglądu przez ich różne oblicza to posłuchaj po prostu “Akuma no Uta”.
► Boris – Statement
5. DJ Krush
Nie wiem, czy warto tu pisać o kimś, kto jest tak znany, ale chciałem ukazać w miarę szerokie spektrum stylistyczne, a poza tym facet tworzy naprawdę świetną muzykę. Pamiętam, że jak kiedyś oglądałem film “Scratch”, to miałem wrażenie, że autorzy nie bardzo wiedzieli, jak włączyć tam Krusha, a zarazem nie mogli go tak po prostu pominąć. Ma więc swój własny, króciutki segment, który wyraźnie odstaje od reszty filmu, zresztą tak, jak jego klimatyczny, kontemplacyjny hip-hop odstaje od muzyki innych, efekciarskich turntablistów. Płyty do przesłuchania to np. “Kakusei” czy “Zen” oraz koniecznie “Ki-Oku” z równie niesamowitym trębaczem – Toshinorim Kondo.
► DJ Krush – Kemuri
6. Haino Keiji
Niezwykle ciekawa postać: wszechstronny muzyk, wokalista, performer, udzielający się w wielu różnych projektach, ale każdy z nich naznacza swoją silną osobowością. Muszę przyznać, że często jego muzyka jest dla mnie pod pewnymi względami zbyt radykalna, ale kilka rewelacyjnych pozycji w jego dorobku i dla siebie znalazłem, np. “Tenshi no Gijinka” (tylko na instrumenty perkusyjne i głos), “Watashi Dake” (gitara akustyczna i głos) czy projekt Sanhedolin/Sanhedrin (radykalny noise-rock – tu pewno trzeba by wymienić także jego słynne trio Fushitsusha, które jest jednak bardziej eksperymentalne i ciężkostrawne).
► Haino Keiji Live
7. Otomo Yoshihide New Jazz Ensemble/Quintet/Orchestra
Nie jestem wielkim zwolennikiem japońskiego jazzu, ale ten projekt jest wyjątkowy pod wieloma względami i uznaję go za jeden z najważniejszych zespołów jazzowych ostatniej dekady na świecie. Koniecznie trzeba posłuchać płyty “Dreams” z przepięknie rozimprowizowanymi piosenkami, doskonałych nagrań kwintetu, jak “ONJQ Live” i “Tails Out” oraz “ONJQ+OE” (jedna z najciekawszych prób łączenia jazzu z elektroniką, jaką znam), a także orkiestrowej “Plays Eric Dolphy’s “Out to Lunch” ze wspaniałą dekonstrukcją klasyki, która tu zyskuje nowe życie.
► Otomo Yoshihide’s New Jazz Ensemble – Dreams
8. Ruins
Jeden z zespołów, które określały oblicze japońskiej awangardy lat 90. Duet bas i perkusja. Surowa energia, dziwaczne wokale w wymyślonym języku i najbardziej połamane rytmicznie podziały, jakie tylko można sobie wyobrazić. Perkusista i założyciel Tatsuya Yoshida próbował potem przenieść ten styl na różne inne projekty, czasem z bardzo dobrym skutkiem (Koenji Hyakkei, Knead, duety z Satoko Furii i Kazuhisą Uchihashim). Najlepiej zacząć od najbardziej przystępnej płyty “Tzomborgha”, bardziej radykalne oblicze zespół prezentuje np. na “Hyderomastgroningen”.
► Ruins – Pallaschtom ~ Snare ~ Ghallalvish Perrdoh
9. Tomokawa Kazuki
Niesamowity japoński bard, występujący zarówno solo, jak i z zespołem. Ma bardzo charakterystyczny styl śpiewania z łamaniem się głosu, warknięciami, krzykiem itp. Pisze świetne utwory i utrzymuje wysoki poziom na kolejnych płytach, ale kilka niewątpliwie jest wyjątkowych, np.: “Beauty Without Mercy” czy zeszłoroczna “Red Water, Blue Water” to dla mnie jego szczytowe osiągnięcia, ale mógłbym tu polecić i tuzin innych (na pewno koncertówki warto przesłuchać).
► Kazuki Tomokawa – Waltz
10. Tujiko Noriko
Jako przedstawicielka laptopowych Japonek, których na tamtejszej scenie jest całe mnóstwo, ale nie każda może pochwalić się takim dorobkiem płytowym, jak Tujiko. Muzycznie to introwertyczna elektronika, która wykorzystuje szumy, owadzie szmery i inne, często uchodzące za brzydkie, dźwięki do tworzenia w miarę melodyjnych piosenek. Mój typ płytowy to “From Tokyo to Naiagara”, ale zaraz za nim są “Make Me Hard” i nagrana z Takamasą Aokim “28″.
► Tujiko Noriko – Fly
10+1 Merzbow
Nie wiem, czy się skusisz, ale chyba warto przynajmniej spróbować przesłuchać w całości jakąś płytę najbardziej ikonicznej postaci sceny noise. Wbrew pozorom jego dorobek jest całkiem zróżnicowany, a przynajmniej obejmuje pozycje reprezentujące różne stadia hałasu. Ja sugerują rzucić się na głęboką wodę i załączyć “Venereology” lub “1930″, obie bardzo fizyczne i gęste, dobrze oddają specyfikę japońskiej odmiany noise.
