M83 – wywiad

Ostatni album „Saturdays = Youth” wyniósł cię z alternatywnej niszy na piedestał. Przełom?
Anthony Gonzalez: – Dla mnie każdy album był punktem zwrotnym, bo oznaczał podjęcie ryzyka. Tym razem zaryzykowałem zmianę stylu – przy zachowaniu pewnych cech charakterystycznych – na bardziej piosenkowy. Ale w muzyce najbardziej kocham właśnie ciągłą pogoń za nowością. To eksperymenty uzasadniają nagrywanie kolejnych płyt. Gdy byłem nastolatkiem, interesowały mnie podziemne kapele – im dziwniej, tym lepiej. Dzisiaj potrzebuję rzeczy prostych i bezpośrednich. Dlatego nagrałem album popowy.

Dlaczego w duchu lat 80.?
– „Saturdays = Youth” to mój hołd dla jednej z najważniejszych dekad w historii muzyki. Nagrania z tamtych czasów nadal są niezwykle poruszające. Choć był to czas poszukiwań, zrodził całe mnóstwo przepięknych piosenek.

A czego słuchasz dzisiaj?
– Siedzę po uszy w muzyce poważnej. Ale bez obaw, w najbliższym czasie nie będę się zabierał do grania klasyki! Od dawna marzy mi się jednak podwójny album, potężnie brzmiący, zróżnicowany gatunkowo. Być może nadszedł właściwy moment.

Kiedyś M83 było duetem. Lepiej czujesz się jako solista?
– Uwielbiam samotnie dłubać w studiu. Tylko ja i muzyka. Grając w zespole, nie byłbym w stanie wspiąć się na taki poziom szczerości, co tworząc solo. Łatwiej przekazywać emocje w samotności. Nie musisz nikogo przekonywać, ani silić na wyjaśnienia.

To, że śpiewasz po angielsku, nie przeszkadza twoim rodakom?
– Fakt, trudno nam się przebić we Francji. Czasem gramy w Paryżu, bo to wielkie miasto, ale poza stolicą jest spory kłopot. W radiu nas właściwie nie ma. Cóż zrobić – o muzyce myślę po angielsku, większość moich ulubionych kapel pochodzi z Ameryki i Wielkiej Brytanii. Na szczęście ostatni album trochę poprawił sytuację.

Słyszałem, że w tytułowe soboty zwykle brałeś narkotyki?
– Nie tylko w soboty! (śmiech) Ale chodzi o coś innego. Kiedy jesteś dzieckiem, sobota to najważniejszy dzień. Masz za sobą cały tydzień nauki, a nie myślisz jeszcze o poniedziałku. Słuchasz muzyki, oglądasz filmy, chodzisz na koncerty, spędzasz czas z przyjaciółmi – otwierasz się na świat. Na sobotę czekasz przez całą resztę tygodnia.

(„Przekrój” 26/2009)

 

 

Fine.




Dodaj komentarz