Najlepsze płyty 2009 wg ?Przekroju?

31.12.2009 | 25 odpowiedzi

Polska:

1. Kucz/Kulka “Sleepwalk”
2. Hey “Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”
3. The Black Tapes “The Black Tapes”
4. Tomasz Stańko “Dark Eyes”
5. Gaba Kulka “Hat, Rabbit”
6. Paristetris “Paristetris”
7. Pustki “Kalambury”
8. Pablopavo “Telehon”
9. Kapela ze Wsi Warszawa “Infinity”
10. Tides From Nebula “Aura”, Indigo Tree “Lullabies of Life & Death”, Behemoth “Evangelion”

• Komentarz
• Listy indywidualne

Świat:

1. The Flaming Lips “Embryonic”
2. Speech Debelle ?”Speech Therapy”
3. Grizzly Bear “Veckatimest”
4. Sonic Youth “The Eternal”
5. Yo La Tengo “Popular Song”
6. Tinariwen “Imidiwan: Companions”
7. The xx “xx”
8. K?naan “Troubadour”
9. Dave Matthews Band “Big Whiskey and the GrooGrux King”?
10. Them Crooked Vultures “Them Crooked Vultures”

• Komentarz
• Listy indywidualne

Fine.

Wyczynowcy dekady (wybór)

28.12.2009 | 11 odpowiedzi

1. Radiohead. Już w tygodniu premiery “Kid A” zmusili ćwierć miliona osób do zapłacenia za te psychodeliczne hałasy, katapultując je z miejsca na szczyt Billboardu. Przy okazji, ku zdziwieniu własnemu i cudzemu, odkryli, że internetowy wyciek może być niezłym narzędziem marketingowym (niektórzy ugięli się przed tym faktem dopiero przy ostatnim Animal Collective), że dobrej płycie nie zaszkodzi ani krytyka, ani błędy wytwórni, że zamiast prób sprostania niebotycznym oczekiwaniom, lepiej zająć się czymś poważniejszym.

O doniosłych dokonaniach późniejszych – skandalicznej cenie ?In Rainbows? czy konstruktywnych ekologicznych wariactwach – pisać nie trzeba, bo wystarczy samo “Kid A” i skutki.

7. Portishead. Za samo odrodzenie z klasą po 11 latach hibernacji należy się bukiet róż, jakim w większość powracających nieumarlaków można co najwyżej rzucić. Ale to coś więcej: niespotykane dziś podejście do dźwięku (weźmy proceder zgrywania całego materiału na archaiczne taśmy – interesujący w teorii, fascynujący w praktyce), i bezbłędne wyczucie, ile awangardy potrafi unieść pop, zanim przestanie być popem.

Mniejsza o to, ile z 1,5 miliona osób, które  przeciągu półrocza kupiły “Third”, od razu wyrzuciło ją do kosza. Ważne, że pod koniec dekady polegającej w dużej mierze na odświeżaniu dziesięcioleci minionych, Portishead spojrzało na dwuwymiarową przeszłość przez trójwymiarowe okulary.

5. T-Pain. Że potrafił wmówić ludziom dorastającym przy “Believe” Cher, iż niejakie Auto-Tune jest w porzo, to jeszcze rozumiem. Ale kolegom muzykom? Nie zauważyli mrugnięcia okiem? Już widzę gitarzystów zamieniających fendery i piecyki na osprzęt “Guitar Hero”.

26. Amerie. Za jedną rzecz.

12. Sufjan Stevens. Tym razem nie o muzykę chodzi, ale o sam koncept Projektu 50 Stanów. Którego ani przez moment nie miał zamiaru realizować, zresztą nie byłby w (nomen omen) stanie. Ale pomysł okazał się na tyle fajny, że automatycznie pojawia się przy każdej wzmiance o Sufjanie, i to po oficjalnym dementi. Spotkałem już rodaka, który myślał o Projekcie 16. Województw. Nawet jeśli równie niezobowiązująco, pomysł na darmowy PR genialny.

40 i 4. Michael Jackson i The Beatles. Bo nawet kiedy ich nie ma – są.

3 i 9. Joanna Newsom oraz CocoRosie. Asia harfy wyprowadziła z filharmonii, a umęczone suity wypuściła z ciemnej z piwnicy, gdzie na siedem spustów zamknęli je krytycy wychowani na punku. Sierra i Bianca wyprowadziły łazienki na salony. Ona za piękno, one za wpływ. Za oryginalność cała trójka.

75. Artur Rojek. Gdy przestał robić dobrą muzykę, zaczął robić dobrze muzyce.

10. Animal Collective, Grizzly Bear, Dirty Projectors i wszyscy indie-towarzysze broni. O tych pierwszych pod koniec tej pięknej dekady dyskutowało się najwięcej i najciekawiej. Ci drudzy wepchnęli wartościową muzykę (to jest prowokacja) na 8. miejsce Billboardu i to mimochodem. Ci ostatni zszokowali miliony widzów Lettermana – głównie tym, że nieznane nie znaczy niestrawne. Jeśli na początku nowej dekady nie trafi nam się kolejne The Strokes i nie sprawi, że wszyscy znów zaczną traktować gitary dosłownie, to może być ciekawie.

Fine.

*

23.12.2009 | 1 odpowiedź

..

Ścieżki 2009

21.12.2009 | 7 odpowiedzi

Jeden wykonawca = jeden utwór (w połowie przypadków bolało). Będzie rosło.

Animal Collective – Brothersport
Antony and the Johnsons – The Crying Light ♫
Arvo Pärt – Main Weg ♫
Ben Sharpa – Callin’ It Quits (We’re Here) ♫
Beirut – My Night With The Prostitute From Marseille ♫
Bibio – Dwrcan (Eskmo Remix) ♫
Bike for Three! – All there is to Say about Love ♫
Bill Callahan – My Friend ♫
Blue Roses – I Am Leaving ♫
Dan Deacon – Padding Ghost ♫
David Lang – In the Dawn of Morning
Devendra Banhart – First Song for B ♫
Dirty Projectors – Stillness is the Move ♫
Dizzee Rascal – Bonkers ♫
FaltyDL – Made Me Feel So Right ♫
Fink – Sort of Revolution ♫
Fuck Buttons – Space Mountain ♫
Grizzly Bear – While You Wait for the Others ♫
James Blackshaw – Cross  /
Jon Hopkins – Light Through The Veins ♫
Junior Boys – Hazel ♫
Kapela ze Wsi Warszawa – Serce (feat. Natalia Przybysz) ♫
Kate Miller-Heidke – The One Thing I Know ♫
K’Naan – Take a Minute ♫
Lisa Hannigan – Sea Song ♫
Lisa Mitchell – Neopolitan Dream ♫
Malcolm Middleton – Red Travelling Socks ♫
Maxwell – Pretty Wings ♫
Memory Tapes – Plain Material
Ochre – Raido ♫
Passion Pit – Make Light ♫
Phoenix – Lisztomania ♫
Porcupine Tree – Time Flies ♫
Quarta 330 – Bleeps from Outer Space ♫
Regina Spector – Laughing With ♫
Sleigh Bells – Crown on the Ground ♫
Soap & Skin – Spiracle ♫
Sondre Lerche – Heartbeat Radio ♫
Speech Debelle – Searching ♫
Sufjan Stevens – You Are the Blood ♫
Sunn O))) – Alice
Susie Ro & Ayla – As the Ivy Grows Tall ♫
Taken by Trees – My Boys ♫
The Antlers – Epilogue ♫
The Books & José González – Cello Song ♫
The Car is On Fire – Ombarrops! ♫
The Dead Weather – Treat Me Like Your Mother ♫
The xx – Fantasy ♫
The Streets – Trust Me ♫
Tinariwen – Imazaghen N Adagh
Tomasz Stańko – So Nice ♫
Wilco – You and I ♫
Yeasayer – Ambling Alp ♫
Zomby – Godzilla

Fine.

?

Tako rzecze Nathaniel Anthony Ayers

21.12.2009 | Skomentuj

O książce pisałem prawie rok temu tutaj, o jej bezdomnym bohaterze jesienią w “Przekroju”, a o filmie kinowym nie, bo jest taki sobie. Ale pod koniec stycznia ukaże się na DVD i w tej formie można obejrzeć. To jeszcze dorzucam kilka wypowiedzi.

O matce: “Była kosmetyczką, zajmowała się pięknem. Muzyka jest pięknem, więc pewnie dlatego zacząłem grać”.

O zasadach: “Szanuj matkę i ojca, nie lekceważ ludzi, bądź dobry, a muzyka może zatroszczy się sama o siebie”.

O Bogu: “Mój Bóg nie ma specjalnego imienia. Beethoven mógłby być moim Bogiem”.

O I koncercie fortepianowym Chopina: “Takie dźwięki wydaje serce dziecka. Tak wygląda Bóg”.

O reszcie: “Muzyka mówi: życie nie jest takie złe”.

Fine.

Wielowyznaniowość

19.12.2009 | 4 odpowiedzi

muzyka to nie religia (1)

?

muzyka to nie religia (2)

?

muzyka to nie religia (3)

???

...czyli wielowyznaniowość.

.

Trafiłem wczoraj przypadkiem na to zabawne billboardowe zaliczenie zajęć z socjologii reklamy, klejone  w Wordzie równo pięć lat temu. Niech będzie autokomentarzem (usprawiedliwieniem?) do mojego niedawnego podsumowania 2009.

We wtorkowym, świątecznym ?Przekroju? znajdziecie już bardziej tradycyjny ranking redakcyjny, z Jarka Szubrychta Bartka Chacińskiego (kraj) i moim (świat) komentarzem. Polecam o tyle, że to raczej ostatni głosowany w tak zacnym składzie. Zestawienia z lat poprzednich znajdziecie tutaj.

Fine.

2010-20, czyli prognoza pogody

16.12.2009 | 6 odpowiedzi

Zabawa w przepowiadanie przyszłości na życzenie miesięcznika “Magiel“, przedrukowana za pozwoleniem. Rozmiar tekstu pozwala tylko poślizgać się po przyszłej dekadzie, a czy prognoza się sprawdzi? To tak, jak z wiatrem: słaby i umiarkowany, miejscami silny i porywisty.

Zczegośmy sobie doskonale zdawali sprawę na przełomie 1999 i 2000 roku? Jeszcze przed debiutem Eminema było wiadomo: najbliższe lata hip-hop spędzi na szczycie Billboardu. Nad drugim brzegiem Atlantyku spostrzegawczy bywalcy klubów dyskutowali już o dziwnym nawrocie mody na gitary. Nie było jeszcze iPoda, ale kilku pionierów sprzedawało “przenośne odtwarzacze dźwięku cyfrowego” i to z pamięcią rzędu kilku GB. Muzyka postanowiła uwolnić się od grawitacji, a wolność od cen od paru miesięcy głosił prorok Napster, pierwszy z wielu męczenników za Web 2.0.

Wykwit sypialnianego lo-fi zapowiadał ostateczne wyrwanie środków produkcji muzycznej z rąk fonograficznej burżuazji, a co za tym idzie – spektakularną nadpodaż muzyki. (Dziś w USA wydaje się trzy razy więcej albumów niż na początku wieku). Nie było jeszcze MySpace ani YouTube, a blogi liczyło się w rozsądnych liczbach, za to po przeprowadzce do Chicago “Pitchfork” wyewoluował w codziennie aktualizowany serwis, który – świecąc przykładem młodym dziennikarzom z całego świata – ostentacyjnie ignorował wycelowany w kreowanie gwiazd muzyczny przewód pokarmowy, który wiadomo, gdzie się kończy, oraz tradycyjną siatkę powiązań łączących media i wytwórnie.

Przedłużenie tych trendów wyraźnie prowadziło do punktu, w którym jedne i drugie miały okazać się potrzebne do szczęścia tylko nielicznym – odpowiednio – słuchaczom i artystom. Ale coś w tych zmianach nas zaskoczyło: skala i tempo.

Po pierwsze: pożegnanie z własnością

Prosta analogia pozwala oczekiwać po następnym dziesięcioleciu tego, co już się zaczęło, tyle że bardziej i szybciej. Sprzedaż mp3 w 2009 roku po raz pierwszy przekroczyła miliard plików. A to dopiero początek? Gdzie tam. Może nie tak szybko, jak ukochane przez biznes dzwonki telefoniczne (3 dolary za fragment utworu, który w całości kosztuje 0,99 dolara? Jak to w ogóle przeszło?), ale muzykę z sieci też przestaniemy ściągać – legalnie czy normalnie.

Dzisiaj link do YouTube, jutro do całego albumu na Spotify, pojutrze do “totalnej” bazy muzycznej, dostępnej z laptopa, z komórki (patrz działająca także offline aplikacja Spotify na iPhone’a), z radia, z lodówki. Jeśli za ten luksus doliczą ci marne 10 zł do abonamentu, to w sekundę zapomnisz o składni “animal collective site:mediafire.com“. Zapomnisz też o iTunes, bo po co “posiadać” coś, co i bez prawa własności daje się wykorzystywać do woli? Pozostaje już tylko fetysz – fakt, nie taki znowu rzadki wśród melomanów.

Po drugie: long live longplay

Brzmi na wyrost? Rzućmy okiem na amerykański rynek DVD. Odkąd filmy można oglądać “na żądanie”, szybko, tanio i z własnego fotela, sprzedaż płyt uległa tak drastycznemu załamaniu, że niektóre markety usuwają je z półek, a wypożyczalni nie ratuje nawet technologia Blu-ray. Równolegle wirtualna sprzedaż (wypożyczanie) dóbr audiowizualnych rośnie w tempie 70-90 proc. rocznie. Czy to miałoby oznaczać, że nie będziemy już kupować kompaktów, kaset, ani nawet mp3 – w ogóle muzyki? Ależ będziemy. Na winylu. Na prezent.

Wbrew czarnym prognozom nie zginie za to album, nawet jeśli pogrzebiemy kojarzony z nim nośnik. W USA i Europie 85 procent słuchaczy wciąż deklaruje, że są żywo przywiązani do dłuższej narracji. Pojedyncze “tracki” satysfakcjonują, uwaga, 1-2 procent pytanych. Nawet jeśli pierwszy wskaźnik spadnie o połowę, a drugiemu przybędzie zero, albumy wciąż jeszcze pozostaną longplayami.

No bo niby jak w zalewie codziennych, cogodzinnych premier singlowych zwrócić na siebie uwagę fanów? I to coraz częściej fanów muzyki, a nie gatunków czy – ilu z was pamięta tamte czasy? – konkretnych wykonawców. Udostępnianie nowego numeru co miesiąc jest fajne, ale tylko dopóki nie robią tego wszyscy twoi koledzy po fachu. Dyskusje toczą się wokół albumów.

Po trzecie: koncerty

Nowe formy dystrybucji jednak już teraz zasadniczo zakłócają rytm wydawniczy. Jeśli muzycy z nienawiścią wypowiadali się o tradycyjnym cyklu promocyjnym i półrocznych trasach koncertowych, to teraz będą nerwowo siedzieć na walizkach, tak aby złapać coraz trudniejszą do przewidzenia, a co dopiero programowania hossę: wywołaną blogowym efektem motyla bądź reklamą telewizyjną. Wobec przesytu muzyką studyjną to koncerty staną się “właściwym” przeżyciem melomana.

Jonas Woost, założyciel Last.fm i szef muzyczny serwisu, jesienią ubiegłego roku tak odpowiadał na naszą “Przekrojową” ankietę Kultura 2020: “Bardziej cenić będziemy muzykę wykonywaną na żywo, niż tę rejestrowaną w studiu. Muzyka powróci więc do swoich korzeni, czyli formy społecznego doświadczenia, w którym ważne jest nie tylko czego, ale i z kim się słucha. Festiwale muzyczne będą coraz większe, ale świetnie poradzą sobie także imprezy niszowe, które dzięki Internetowi coraz łatwiej, szybciej i taniej będą docierać do publiczności”.

Przewidywania te potwierdza nawet polski wysyp niszowych imprez, sponsorom których o dziwo nie przeszkadza, że ściągają kilkaset, może parę tysięcy osób. I zapowiadanie kolejnych występów wykonawcy w chwilę po tym, jak poprzedni się wyprzedał, zupełnie bez z związku z aktywnością studyjną (patrz np. Archive).  Nie wiemy za to jeszcze, czy koncerty transmitowane na żywo w sieci zostaną zaakceptowane jako “doświadczenie społeczne”.

Po kryjomu: rewolucja

Jako się rzekło, te wizje to przedłużenie zjawisk już znanych, niekoniecznie lubianych. A czego się nie spodziewamy? Mimo nadzwyczajnej różnorodności muzyki, codziennych narodzin oraz śmierci mikrogatunków, dawno tak wielu nie narzekało na ogólny zastój. I słusznie, bo największym odkryciem ostatnich kilkunastu lat było to, że wszystko można zmieszać ze wszystkim.

Poprzednie stulecie dało nam jazz we wszystkich jego przejawach oraz dojrzałego bluesa. Dało rock’n'rolla z niezliczonymi jego odnogami. Dało soul, hip-hop i elektronikę. Nie, XXI wiek w muzyce jeszcze się nie zaczął. Uszanujmy skalę wyrysowaną przez poprzedni, nie obniżajmy oczekiwań, przyznajmy się do niepełnej satysfakcji. O nikłej historycznej wadze muzyki ostatniej dekady – nie ujmując nic poszczególnym premierom, bo znakomitości trudno zliczyć – najlepiej świadczy to, że więcej mówiło się o dystrybucji muzyki i sposobach jej “konsumowania”, niż o samej muzyce.

Dziesięć lat temu rzucilibyśmy: Cobain, Shields, 3D, Yorke, Buckley, Björk, Gallagher, DJ Shadow, Dr. Dre, Vedder, 2Pac, Coyne, Harvey, Aphex Twin, itd. Wyrazy najtrafniej definiujące kończącą się dekadę to: mp3, iPod, iTunes, YouTube, MySpace, Spotify, Napster, torrent, p2p. Z tej perspektywy dawne debaty o wadach i zaletach płyty CD zdają się miłym wspomnieniem, bo dziś więcej osób wygląda premiery nowego iPhone’a niż nowości muzycznych. I właśnie dlatego, że nikt się tego nie spodziewa – nowe nadejdzie.

Fine.

Posłuchaj z 2009

12.12.2009 | 53 odpowiedzi

I tak się zdarzyło w Roku Pańskim 2009, że najciekawsze płyty rapowane mają niewiele wspólnego z hip-hopem, najbardziej ożywcze wyczyny grup z gitarami, perkusją oraz basem wypada nazwać “rockowymi” tylko z braku lepszego określenia, a niezależność nurtu “indie” polega dziś raczej na wolności od ograniczeń gatunkowych niż fonograficznych. Na szczęście większy problem z dobrymi etykietkami niż z dobrą muzyką – uzupełnienia prawdopodobne.

Hip-hop / Rap:

Speech Debelle – Speech Therapy
K’Naan – Troubadour 
Bike for Three! – More Heart than Brains
Ben Sharpa – B. Sharpa
Finale – A Pipe Dream and a Promise
Blockhead – The Music Scene

Rock / Indie:

Grizzly Bear – Veckatimest
Dirty Projectors – Bitte Orca
The xx – xx
Passion Pit – Manners
Junior Boys – Begone Dull Care
The Antlers – Hospice
Phoenix – Wolfgang Amadeus Phoenix
Wild Beasts – Two Dancers
Twiggy Frostbite – Through Fire

Pieśniarki:

Blue Roses – Blue Roses
Lisa Mitchell – Wonder
Taken by Trees – East of Eden
Jesca Hoop – Hunting My Dress
Lisa Hannigan – Sea Sew
Kucz / Kulka – Sleepwalk
Josephine Foster – Graphic As A Star

Pieśniarze:

Antony and the Johnsons – The Crying Light
Fink – Sort of Revolution
The Avett Brothers – I and Love and You
Barzin – To an Absent Lover
Devendra Banhart – What Will We Be
Bill Callahan – Sometimes I Wish We Were an Eagle

R&B / Pop:

Kinny – Idle Forest of Chit Chat
Charlie Winston – Hobo
Annie – Don’t Stop
Me’Shell NdegéOcello – Devil’s Halo
Maxwell – Blacksummers’ Night
Norah Jones – The Fall
Jamie Cullum – The Pursuit

Jazz:

Keith Jarrett – Testament – Paris/London
Portico Quartet – Black & White Sessions
Vijay Iyer Trio – Historicity
Tomasz Stańko Quintet – Dark Eyes
Allen Toussaint – The Bright Mississippi
Mark Feldman, Uri Caine, Greg Cohen & Joey Baron – Secrets
Rempis Percussion Quartet – The Disappointment of Parsley
Trzaska, Zerang, Gasser – Nadir & Mahora
Lars Danielsson – Tarantella

Elektronika:

Ochre – Like Dust of the Balance
SND – Atavism 
Fuck Buttons – Tarot Sport
Jon Hopkins – Insides
Dan Deacon – Bromst
Zomby – One Foot Ahead of the Other EP
The Young Lovers – The Young Lovers
Moderat – Moderat
Oneohtrix Point Never -  Rifts
V/A – 5 Years of Hyperdub

Ambient:

Alva Noto – Xerrox Vol. 2
Alva Noto + Ryuichi Sakamoto – Utp
Monolake – Silence
Tim Hecker – An Imaginary Country
Jónsi & Alex – Riceboy Sleeps
Mika Vainio – Time Examined
Richard Skelton – Landings
Luigi Rubino – A Theme For The Moon
Jacaszek  – Pentral

Abstrakcje:

David Sylvian – Manafon?(wokalizowany free-jazz)
Małe Instrumenty – Ananiasz ?(muzyczka poważna)
Sunn O))) – Monoliths & Dimensions?(ambientyzowany drone-metal)
The RAah Project – Score  ?(triphiphopowo-bigbandowy soul)
The Mount Fuji Doomjazz Corporation – Succubus?(jazz drone-ambientowy)
Colin Steele – Stramash ?(ufolkowiony jazz szkocki)
Natural Snow Buildings – Shadow Kingdom?(brzmienia czyste, a brudne)
Broadcast & the Focus Group – Investigate Witch Cults of the Radio Age (eklektyzm utopijny)

World / Folk:

Kapela ze wsi Warszawa – Infinity
Tinariwen – Imidiwan: Companions
Staff Brenda Bilili – Tres Tres Fort
Fareed Ayaz, Abu Muhammad & Bros – Soul of the Sufi
Oumou Sangaré – Seya
Dziczka – Tradycyjne pieśni z Ukrainy
Bassekou Kouyate & Ngoni ba – I Speak fula
Kroke – Out of Sight

Muzyka filmowa:

A.R. Rahman, M.I.A. – Slumdog Millionaire
The Cinematic Orchestra – Les Ailes Pourpres
Nick Cave & Warren Ellis – The Road
Clint Mansell – The Moon

Klasyka / Muzyka współczesna:

David Lang – The Little Match Girl Passion
Arvo Pärt – In Principio

Piotr Anderszewski – At Carnegie Hall
Rafał Blechacz – Chopin. Koncerty fortepianowe
James Blackshaw – The Glass Bead Game
Michael Nyman & Motion Trio – Michael Nyman & Motion Trio
Christopher Tignor – Core Memory Unwound
Andreas Eklöf – Nor

Muzyka dawna:

Jordi Savall – Jérusalem
Ensemble devotio moderna – God Sy Gelovet: Musik aus dem Kloster Lüne
Rolf Lislevand – Diminuito

Fine.

?

Wulgarne MySpace-przykład

12.12.2009 | 2 odpowiedzi

wulgarne myspace Ledwie przebrnąłem przez długi, ale polecenia godny reportaż The Rise and Fall of MySpace” Financial Timesa, a oto na wulgarnym przykładzie objawiła mi się opisywana tam nieporadność dzisiejszych sterników serwisu. Wciąż jeszcze lepiej spytać człowieka niż Google Translator.

“Zobacz wszystkich K’NAAN- znajomi?” Ten trik nie działa niestety we wszystkich językach.

Fine.

Wczuł się

10.12.2009 | 4 odpowiedzi

Sting grudniowy zasieciowiony z: www.nytimes.comNie słyszałem jeszcze “If on a Winter’s Night…” Stinga, ale po zobaczeniu tej foty z wtorkowego koncertu (kradzież z nytimes.com) czuję, że powinienem. Faktycznie brody wracają do mody.

Fine.