<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Ewolucja wspomnień</title>
	<atom:link href="http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/</link>
	<description>Ekumenizm muzyczny w praktyce</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 13:02:41 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: macio</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1229</link>
		<dc:creator>macio</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 16 Feb 2010 14:59:06 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1229</guid>
		<description>taki video bonusik
http://www.youtube.com/watch?v=OyaNk2NrZwg
[ociera łze]
może się kiedyś wczytam w zapis dyskusji dokładnie, ale póki co nie mam czasu. czytam podsumowanie na screenagers</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>taki video bonusik<br />
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=OyaNk2NrZwg" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=OyaNk2NrZwg</a><br />
[ociera łze]<br />
może się kiedyś wczytam w zapis dyskusji dokładnie, ale póki co nie mam czasu. czytam podsumowanie na screenagers</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: ArtS.</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1228</link>
		<dc:creator>ArtS.</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 20:01:38 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1228</guid>
		<description>Generalnie podział na funkcje społeczną/religijną/estetyczną w muzyce jest dość umowny i używam go tylko w celach heurystycznych. Uważam, że wszystkie trzy zawsze były wplecione w muzykę, choć można mówić o zmieniających się relacjach mięrdzy nimi w różnych okresach czasu. I tak, jak Mariusz zauważył, estetyczny aspekt muzyki to stosunkowo późny wymysł. Przecież jeszcze Bach tworzyły tyle tych cholernych kantat, żeby zdążyć na cotygodniowe msze i dopóki muzyka funkcjonowała przede wszystkim w kościele, służyła celom rytualnym: sławienie i kontakt z sacrum oraz integracja wspólnoty wierzących. Idee kontemplacji i powiązanie muzyki z uczuciami to na dobrą sprawę wynalazki Romantyzmu, choć można się kłócić czy wynalezienie harmonii i narodziny opery w XVIII w. nie wyznaczają punktu przełomowego. 

Tak czy inaczej to społeczne funkcje muzyki nie są specyfiką najnowszych czasów. To, że przybierają one formy wymienione powyżej przez marcela, a nie zbiorowych praktyk szamanistycznych czy wspólnego udziału w liturgii, to już znacznie szersza kwestia, związana z przemianami więzi społecznej w ogóle.

Nie mogę też się zgodzić z tezami dotyczącymi filmu i kina. Na jakich danych się opierasz? Bo z tego co mi wiadomo, to w Polsce w przeciągu ostatnich dwóch lat frekwencja w kinach bije rekordy a na świecie jest chyba podobnie. Liczba festiwali filmowych w kraju też jest chyba większa niż kiedykolwiek i cieszą się one popularnością (tu akurat danych nie czytałem, ale utrzymują się na rynku więc źle być nie może). Nijak mi stąd nie wynika, że film przenosi się w domowe zacisze (powiedziałbym nawet, że generalna tendencja jest odwrotna - mamy renesans kina, choć nie wiem, czy to nie za mocne).</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Generalnie podział na funkcje społeczną/religijną/estetyczną w muzyce jest dość umowny i używam go tylko w celach heurystycznych. Uważam, że wszystkie trzy zawsze były wplecione w muzykę, choć można mówić o zmieniających się relacjach mięrdzy nimi w różnych okresach czasu. I tak, jak Mariusz zauważył, estetyczny aspekt muzyki to stosunkowo późny wymysł. Przecież jeszcze Bach tworzyły tyle tych cholernych kantat, żeby zdążyć na cotygodniowe msze i dopóki muzyka funkcjonowała przede wszystkim w kościele, służyła celom rytualnym: sławienie i kontakt z sacrum oraz integracja wspólnoty wierzących. Idee kontemplacji i powiązanie muzyki z uczuciami to na dobrą sprawę wynalazki Romantyzmu, choć można się kłócić czy wynalezienie harmonii i narodziny opery w XVIII w. nie wyznaczają punktu przełomowego. </p>
<p>Tak czy inaczej to społeczne funkcje muzyki nie są specyfiką najnowszych czasów. To, że przybierają one formy wymienione powyżej przez marcela, a nie zbiorowych praktyk szamanistycznych czy wspólnego udziału w liturgii, to już znacznie szersza kwestia, związana z przemianami więzi społecznej w ogóle.</p>
<p>Nie mogę też się zgodzić z tezami dotyczącymi filmu i kina. Na jakich danych się opierasz? Bo z tego co mi wiadomo, to w Polsce w przeciągu ostatnich dwóch lat frekwencja w kinach bije rekordy a na świecie jest chyba podobnie. Liczba festiwali filmowych w kraju też jest chyba większa niż kiedykolwiek i cieszą się one popularnością (tu akurat danych nie czytałem, ale utrzymują się na rynku więc źle być nie może). Nijak mi stąd nie wynika, że film przenosi się w domowe zacisze (powiedziałbym nawet, że generalna tendencja jest odwrotna &#8211; mamy renesans kina, choć nie wiem, czy to nie za mocne).</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: marcel_</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1203</link>
		<dc:creator>marcel_</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 16:52:05 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1203</guid>
		<description>Właściwie jestem produktem dwóch ostatnich faz, więc w sumie powinienem być niemal wyprany z tego społecznego podejścia do zjawisk w muzyce, tak samo jak większość moich znajomych. OK, w myślenickim sklepiku z &quot;compactami&quot; w fazie głębokiego gimnazjalizmu udało mi się za uciułane dwie dyszki kupić kasetę Linkin Park. I właściwie tyle wspomnień z obcowania z nośnikiem. 

Jednak jeśli chodzi o społeczne doznania związane z muzyką- doświadczam niemal codziennie- chociażby na maleńkich koncertach niszowych zespołów, na których poznałem masę znajomych i na których (ewentualnie na jakichś afterparty) wykluły się przyjaźnie. Wszystko przy okazji rozmów o muzyce. Teraz na te koncerciki chodzę to wiadomo, kogo się spodziewać. A potem gadamy o koncertach, obgadujemy recki z p4k, podajemy sobie  zakładamy jeszcze bardziej niszowe zespoliki, tworzymy jakąś udającą elektroniczną awangardę muzę z laptopów na stancjach, zakładamy kolektywy didżejskie, pełen ferment w małej społeczności, w której ludzie wzajemnie na siebie działają. Jako produkt bezdusznego, internetowego, lastefemowego, spotifajowego, rapidszerowego, podejścia do muzyki muszę zakrzyknąć: nie! 

A to podejście to z tego co widzę spodziewana wersja finalna, mająca niby zastąpić całkowicie słuchanie z nośników. To rzecz jasna inna sprawa niż dawniej, kiedy człowiek miał sentyment nie tylko do muzyki, ale i nośnika. Jednak u mnie rośnie sentyment do wspomnień obcowania z muzyką właśnie we wspomnianych wyżej warunkach koncertowych- tak wspominek dotyczących samej muzyki i przyległości, ale też np. oglądania zdjęć z koncertów, wspominania długich podróży pociągiem, noclegów na podłogach u kumpli, nocy w namiocie na festiwalach.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Właściwie jestem produktem dwóch ostatnich faz, więc w sumie powinienem być niemal wyprany z tego społecznego podejścia do zjawisk w muzyce, tak samo jak większość moich znajomych. OK, w myślenickim sklepiku z &#8222;compactami&#8221; w fazie głębokiego gimnazjalizmu udało mi się za uciułane dwie dyszki kupić kasetę Linkin Park. I właściwie tyle wspomnień z obcowania z nośnikiem. </p>
<p>Jednak jeśli chodzi o społeczne doznania związane z muzyką- doświadczam niemal codziennie- chociażby na maleńkich koncertach niszowych zespołów, na których poznałem masę znajomych i na których (ewentualnie na jakichś afterparty) wykluły się przyjaźnie. Wszystko przy okazji rozmów o muzyce. Teraz na te koncerciki chodzę to wiadomo, kogo się spodziewać. A potem gadamy o koncertach, obgadujemy recki z p4k, podajemy sobie  zakładamy jeszcze bardziej niszowe zespoliki, tworzymy jakąś udającą elektroniczną awangardę muzę z laptopów na stancjach, zakładamy kolektywy didżejskie, pełen ferment w małej społeczności, w której ludzie wzajemnie na siebie działają. Jako produkt bezdusznego, internetowego, lastefemowego, spotifajowego, rapidszerowego, podejścia do muzyki muszę zakrzyknąć: nie! </p>
<p>A to podejście to z tego co widzę spodziewana wersja finalna, mająca niby zastąpić całkowicie słuchanie z nośników. To rzecz jasna inna sprawa niż dawniej, kiedy człowiek miał sentyment nie tylko do muzyki, ale i nośnika. Jednak u mnie rośnie sentyment do wspomnień obcowania z muzyką właśnie we wspomnianych wyżej warunkach koncertowych- tak wspominek dotyczących samej muzyki i przyległości, ale też np. oglądania zdjęć z koncertów, wspominania długich podróży pociągiem, noclegów na podłogach u kumpli, nocy w namiocie na festiwalach.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Marceli Szpak</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1204</link>
		<dc:creator>Marceli Szpak</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 10:46:44 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1204</guid>
		<description>@ starożytności i w średniowieczu albo była to mniej lub bardziej serio traktowana religia, albo coś bliżej teatru/kabaretu niż koncertu.

A bo Ty o funkcji społecznej w sensie &#039;&#039;przeżycia&#039;&#039;, &#039;&#039;katharsis&#039;&#039; i takich tam, a ja o tej, która w pewnym momencie doprowadziła do tego, że rozmowy o muzyce zaczęły spełniać tę sama rolę, co towarzyskie dialogi o pogodzie. I jak pierwsza przetrwa (choć też pewnie w zmienionej formie - zauważ, że parę dziedzin sztuki tradycyjnie &#039;&#039;społecznej&#039;&#039; przechodzi powoli na pozycję sztuki, którą najlepiej odbiera się jednak w kameralnych domowych warunkach  - np oglądanie filmu w kinie z przypadkowa publiką, zdecydowanie staje się dużo słabszym wrażeniem, niż zobaczenie go w domu), tak ta druga mogłaby zaginąć bez szkody dla nikogo, tak właściwie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ starożytności i w średniowieczu albo była to mniej lub bardziej serio traktowana religia, albo coś bliżej teatru/kabaretu niż koncertu.</p>
<p>A bo Ty o funkcji społecznej w sensie &#8221;przeżycia&#8221;, &#8221;katharsis&#8221; i takich tam, a ja o tej, która w pewnym momencie doprowadziła do tego, że rozmowy o muzyce zaczęły spełniać tę sama rolę, co towarzyskie dialogi o pogodzie. I jak pierwsza przetrwa (choć też pewnie w zmienionej formie &#8211; zauważ, że parę dziedzin sztuki tradycyjnie &#8221;społecznej&#8221; przechodzi powoli na pozycję sztuki, którą najlepiej odbiera się jednak w kameralnych domowych warunkach  &#8211; np oglądanie filmu w kinie z przypadkowa publiką, zdecydowanie staje się dużo słabszym wrażeniem, niż zobaczenie go w domu), tak ta druga mogłaby zaginąć bez szkody dla nikogo, tak właściwie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Mariusz Herma</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1205</link>
		<dc:creator>Mariusz Herma</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 10:35:43 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1205</guid>
		<description>Oj, pierwotnie to funkcja społeczna była głównym, jeśli nie jedynym powodem wykonywania muzyki. Te czysto estetyczne zachwyty mają może kilkaset lat, bo jeszcze w starożytności i w średniowieczu albo była to mniej lub bardziej serio traktowana religia, albo coś bliżej teatru/kabaretu niż koncertu.

Muzyka - coraz bardziej jestem co do tego przekonany - wraca nam do korzeni. A jeśli tak, to i jej społeczna funkcja powinna raczej nabierać na znaczeniu, niż zanikać. Co nie musi być sprzeczne z zanikaniem kontekstu - coraz mniej nas interesuje, kto wykonuje muzykę, słucha się jej nawet w całkowitej nieświadomości tła. Za to jakże chętnie sprawdzamy, co inni myślą na jej temat. I dokładnie tak było na początku: pieśni nie miały autorów, były wspólnoty.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Oj, pierwotnie to funkcja społeczna była głównym, jeśli nie jedynym powodem wykonywania muzyki. Te czysto estetyczne zachwyty mają może kilkaset lat, bo jeszcze w starożytności i w średniowieczu albo była to mniej lub bardziej serio traktowana religia, albo coś bliżej teatru/kabaretu niż koncertu.</p>
<p>Muzyka &#8211; coraz bardziej jestem co do tego przekonany &#8211; wraca nam do korzeni. A jeśli tak, to i jej społeczna funkcja powinna raczej nabierać na znaczeniu, niż zanikać. Co nie musi być sprzeczne z zanikaniem kontekstu &#8211; coraz mniej nas interesuje, kto wykonuje muzykę, słucha się jej nawet w całkowitej nieświadomości tła. Za to jakże chętnie sprawdzamy, co inni myślą na jej temat. I dokładnie tak było na początku: pieśni nie miały autorów, były wspólnoty.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Marceli Szpak</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1207</link>
		<dc:creator>Marceli Szpak</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 10:27:28 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1207</guid>
		<description>@ Budowanie statusu, podtrzymywanie więzi, określanie przynależności to funkcje społeczne muzyki

A ja sobie właśnie wieszczę, że te funkcje społeczne będą jednak powoli zanikać, poza salami koncertowymi. Sam wyżej pisałeś, że muzyka istnieje dłużej niż 100 lat, ale to wlaśnie te ostatnich sto lat dominacji popkulturowego podejścia do muzyki, tak przestawiły wajchę, że funkcja społeczna stała się główna, a w wielu przypadkach jedyną funkcja muzyki. I tak - był to pewien fascynujący etap rozwoju, taki, który nas kształtował w dużym stopniu i do końca życia pewnie będziemy szukać jakiejś &quot;społeczności&quot; poprzez muzykę, ale z drugiej strony jesteśmy chyba jednym z ostatnich pokoleń, które się na to załapało. 

Obserwowanie jak się to wszystko zmienia jest naprawdę fascynujące, chciałbym doczekać czasów, że któryś z nas będzie mógł powiedzieć, że miał rację. I właściwie wolałbym, żeby to była Twoja racja, ale nie wydaje mi się, że bedzie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ Budowanie statusu, podtrzymywanie więzi, określanie przynależności to funkcje społeczne muzyki</p>
<p>A ja sobie właśnie wieszczę, że te funkcje społeczne będą jednak powoli zanikać, poza salami koncertowymi. Sam wyżej pisałeś, że muzyka istnieje dłużej niż 100 lat, ale to wlaśnie te ostatnich sto lat dominacji popkulturowego podejścia do muzyki, tak przestawiły wajchę, że funkcja społeczna stała się główna, a w wielu przypadkach jedyną funkcja muzyki. I tak &#8211; był to pewien fascynujący etap rozwoju, taki, który nas kształtował w dużym stopniu i do końca życia pewnie będziemy szukać jakiejś &#8222;społeczności&#8221; poprzez muzykę, ale z drugiej strony jesteśmy chyba jednym z ostatnich pokoleń, które się na to załapało. </p>
<p>Obserwowanie jak się to wszystko zmienia jest naprawdę fascynujące, chciałbym doczekać czasów, że któryś z nas będzie mógł powiedzieć, że miał rację. I właściwie wolałbym, żeby to była Twoja racja, ale nie wydaje mi się, że bedzie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: marcel_</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1208</link>
		<dc:creator>marcel_</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 09:03:20 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1208</guid>
		<description>Czyli za parę już nie będę mógł objechać marnego pismaka, co się tak marnie napocił o koncercie mojej ulubionej kapeli X, że się on nie zna i że powinien krowy wypasać? Smutne!</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Czyli za parę już nie będę mógł objechać marnego pismaka, co się tak marnie napocił o koncercie mojej ulubionej kapeli X, że się on nie zna i że powinien krowy wypasać? Smutne!</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: ArtS.</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1209</link>
		<dc:creator>ArtS.</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 21:31:45 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1209</guid>
		<description>@pszemcio

W poprzednich wypowiedziach bynajmniej nie chodziło mi o  utożsamianie CD ze złem wszelakim, a jedynie o słynne McLuhanowskie &quot;przekaźnik jest przekazem&quot;. Innymi słowy, że nośnik do pewnego stopnia warunkuje to, jak słuchamy i czym jest dla nas muzyka. Przy czym nie chodzi o kwestie techniczne, czy jest nagrana na czterośladzie czy w cyfrowym studio, ale o praktyki odbioru i znaczenia, które im nadajemy.

@Marceli Szpak; Mariusz

Muzyka nigdy nie spełniała tylko estetycznych funkcji i nie wierzę, że kiedyś to nastąpi. Z bardzo prostej przyczyny: jest ona zanurzona w prozie życia, w naszych codziennych doświadczeniach, w kulturze i języku. Dlatego rozmawianie o muzyce nie jest jedynie &quot;pochodną&quot; przemysłu muzycznego, ale jest immanentne wobec samej idei muzyki. Mówiąc inaczej: w naturze istnieją tylko dźwieki, żeby stały się &quot;muzyką&quot; konieczny język, który nada dźwiękom znaczenie i zakwalifikuje je jako takie. Język poprzedza muzykę i jest jej warunkiem. Stąd każda kultura musi wypracować jakieś formy mówienia o muzyce, a czy będzie to mit czy felieton czy wpis na blogu, to już inna broszka. Na pewno jesteśmy świadkami zmian na tym polu, ale nigdy nie uwierzę, że zmiany te mogłyby doprowadzić do wymarcia zjawiska. O muzyce będzie się gadać, bo tylko tak możemy się określić, zdecydować co lubimy, odróżnić między geniuszem a szmelcem, zbesztać kogoś za kiepski gust a zaprzyjaźnić się z kimś innym, kto podziela nasze zainteresowania. Budowanie statusu, podtrzymywanie więzi, określanie przynależności to funkcje społeczne muzyki, tak samo od niej nieodłączne, jak np. doznania estetyczne czy kontakt z sacrum.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@pszemcio</p>
<p>W poprzednich wypowiedziach bynajmniej nie chodziło mi o  utożsamianie CD ze złem wszelakim, a jedynie o słynne McLuhanowskie &#8222;przekaźnik jest przekazem&#8221;. Innymi słowy, że nośnik do pewnego stopnia warunkuje to, jak słuchamy i czym jest dla nas muzyka. Przy czym nie chodzi o kwestie techniczne, czy jest nagrana na czterośladzie czy w cyfrowym studio, ale o praktyki odbioru i znaczenia, które im nadajemy.</p>
<p>@Marceli Szpak; Mariusz</p>
<p>Muzyka nigdy nie spełniała tylko estetycznych funkcji i nie wierzę, że kiedyś to nastąpi. Z bardzo prostej przyczyny: jest ona zanurzona w prozie życia, w naszych codziennych doświadczeniach, w kulturze i języku. Dlatego rozmawianie o muzyce nie jest jedynie &#8222;pochodną&#8221; przemysłu muzycznego, ale jest immanentne wobec samej idei muzyki. Mówiąc inaczej: w naturze istnieją tylko dźwieki, żeby stały się &#8222;muzyką&#8221; konieczny język, który nada dźwiękom znaczenie i zakwalifikuje je jako takie. Język poprzedza muzykę i jest jej warunkiem. Stąd każda kultura musi wypracować jakieś formy mówienia o muzyce, a czy będzie to mit czy felieton czy wpis na blogu, to już inna broszka. Na pewno jesteśmy świadkami zmian na tym polu, ale nigdy nie uwierzę, że zmiany te mogłyby doprowadzić do wymarcia zjawiska. O muzyce będzie się gadać, bo tylko tak możemy się określić, zdecydować co lubimy, odróżnić między geniuszem a szmelcem, zbesztać kogoś za kiepski gust a zaprzyjaźnić się z kimś innym, kto podziela nasze zainteresowania. Budowanie statusu, podtrzymywanie więzi, określanie przynależności to funkcje społeczne muzyki, tak samo od niej nieodłączne, jak np. doznania estetyczne czy kontakt z sacrum.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Marceli Szpak</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1217</link>
		<dc:creator>Marceli Szpak</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 18:12:51 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1217</guid>
		<description>Ale właśnie - bo ja sobie chętnie przeczytam, jak na przykład zrobisz wywiad z Małymi Instrumentami (przy okazji dzięki, bo rewelacja), ale już takie stricte recenzenckie/rekomendacyjne/ słuchaj_bo_to_dobre teksty większość z nas łyka coraz częściej od znajomych (sieciowych/życiowych)niż z mediów. I to się już raczej nie odwróci, bo patrz akapit 3.

A taką funkcję - wywiad z artystą, omówienie jakiegoś zjawiska muzycznego w kontekście społecznym - spokojnie mogą przejąć blogi, czy nawet dodatki kulturalne do prasy codziennej (niezależnie od tego, czy nadal będzie wydawana na martwych drzewach, czy jak wszystko inne zacznie być całkowicie cyfrowa)

Rozumiem radość z pisania o muzyce, bo ogólnie rozumiem radość z pisania :), ale jako odbiorca takich tekstów, mam z nich coraz mniej. I owszem - również z tego powodu, że media, czy to sieciowe, czy analogowe, mają zbyt duże opóźnienie w stosunku do blogerów, twitterowców i całej reszty, która nie musi przechodzić przez cykle redakcyjne, tylko leci na szybko i spontanicznie. W związku z czym, każda medialna recenzja, to jest już dziś przedwczorajszy koklet i choćby była napisana perfekcyjnie, to i tak nie mówi niczego, czego nie wiedziałbym wcześniej - czy tego chcemy czy nie, szukając info na temat jakiejś płyty, z reguły docieramy do tych samych źródeł, co &#039;&#039;uznani recenzenci&#039;&#039; i mamy dokładnie te same informacje (ostatnia radość, jaka tak naprawdę została z czytania recenzji, to tropienie pierwotnego tekstu źródłowego, który ekhmm, najczęściej okazuje się promocyjnym press-kitem:)

Kolejny problem z pisaniem tekstów rekomendujących - konsument jest dziś świadomy w mniejszym lub większym stopniu, że media nie istnieją w próżni, że każdy tytuł prasowy, program muzyczny, dziennikarz jest osadzony w jakiejś sieci układów i powiązań z rynkiem produkującym muzykę i nie ma absolutnie żadnej gwarancji, że pisze od siebie. Co wytwarza dość paranoiczną sytuację, bo jak sprawdzę coś z Twoich rekomendacji blogowych, to tak już z tym, o czym piszesz w P. mam o tyle problem, że nie wiem, jak duży nacisk wywiera na ciebie redakcja i jej wpływy/układy(pewnie żaden, ale paranoja zobowiązuje:)  i podchodzę do takich recenzji z dużo mniejszym zaufaniem, choć autor jest ten sam. Zresztą robisz to za pieniądze, co momentalnie powoduje obniżenie wiarygodności (sam nie wierzę w to, co piszę za kasę, więc robię projekcje na innych:).

Zgodzę się, że potrzeba rozmowy o muzyce może przetrwać, ale nie do końca wierzę, że będzie to ta komunikacja jaką znamy, pisemna, z jakimiś długimi dyskusjami na forach czy blogach. Skończy się raczej na puszczaniu tubek i klikaniu like/don&#039;&#039;t like.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ale właśnie &#8211; bo ja sobie chętnie przeczytam, jak na przykład zrobisz wywiad z Małymi Instrumentami (przy okazji dzięki, bo rewelacja), ale już takie stricte recenzenckie/rekomendacyjne/ słuchaj_bo_to_dobre teksty większość z nas łyka coraz częściej od znajomych (sieciowych/życiowych)niż z mediów. I to się już raczej nie odwróci, bo patrz akapit 3.</p>
<p>A taką funkcję &#8211; wywiad z artystą, omówienie jakiegoś zjawiska muzycznego w kontekście społecznym &#8211; spokojnie mogą przejąć blogi, czy nawet dodatki kulturalne do prasy codziennej (niezależnie od tego, czy nadal będzie wydawana na martwych drzewach, czy jak wszystko inne zacznie być całkowicie cyfrowa)</p>
<p>Rozumiem radość z pisania o muzyce, bo ogólnie rozumiem radość z pisania :), ale jako odbiorca takich tekstów, mam z nich coraz mniej. I owszem &#8211; również z tego powodu, że media, czy to sieciowe, czy analogowe, mają zbyt duże opóźnienie w stosunku do blogerów, twitterowców i całej reszty, która nie musi przechodzić przez cykle redakcyjne, tylko leci na szybko i spontanicznie. W związku z czym, każda medialna recenzja, to jest już dziś przedwczorajszy koklet i choćby była napisana perfekcyjnie, to i tak nie mówi niczego, czego nie wiedziałbym wcześniej &#8211; czy tego chcemy czy nie, szukając info na temat jakiejś płyty, z reguły docieramy do tych samych źródeł, co &#8221;uznani recenzenci&#8221; i mamy dokładnie te same informacje (ostatnia radość, jaka tak naprawdę została z czytania recenzji, to tropienie pierwotnego tekstu źródłowego, który ekhmm, najczęściej okazuje się promocyjnym press-kitem:)</p>
<p>Kolejny problem z pisaniem tekstów rekomendujących &#8211; konsument jest dziś świadomy w mniejszym lub większym stopniu, że media nie istnieją w próżni, że każdy tytuł prasowy, program muzyczny, dziennikarz jest osadzony w jakiejś sieci układów i powiązań z rynkiem produkującym muzykę i nie ma absolutnie żadnej gwarancji, że pisze od siebie. Co wytwarza dość paranoiczną sytuację, bo jak sprawdzę coś z Twoich rekomendacji blogowych, to tak już z tym, o czym piszesz w P. mam o tyle problem, że nie wiem, jak duży nacisk wywiera na ciebie redakcja i jej wpływy/układy(pewnie żaden, ale paranoja zobowiązuje:)  i podchodzę do takich recenzji z dużo mniejszym zaufaniem, choć autor jest ten sam. Zresztą robisz to za pieniądze, co momentalnie powoduje obniżenie wiarygodności (sam nie wierzę w to, co piszę za kasę, więc robię projekcje na innych:).</p>
<p>Zgodzę się, że potrzeba rozmowy o muzyce może przetrwać, ale nie do końca wierzę, że będzie to ta komunikacja jaką znamy, pisemna, z jakimiś długimi dyskusjami na forach czy blogach. Skończy się raczej na puszczaniu tubek i klikaniu like/don&#8221;t like.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Mariusz Herma</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/ewolucja-wspomnien/comment-page-1/#comment-1210</link>
		<dc:creator>Mariusz Herma</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 16:28:22 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11208#comment-1210</guid>
		<description>Dyskutowanie o muzyce i czytanie dobrych tekstów o niej (i, eee, pisanie ich) to dla mnie radość wielka i nie chciałbym z niej rezygnować, nawet jeśli tych dyskusji i tekstów nie będę potrzebował jako słuchacz (czy to nie już?).

Pisanina muzyczna - profesjonalna, amatorska - nie jest dla mnie funkcją muzyki, to raczej pochodna gałąź rozrywki, w dużej mierze równoległa. Czy prasa piłkarska jest piłce koniecznie potrzebna, skoro mecze można zobaczyć na żywo? Nie, ale wielu lubi mecz obejrzeć, ale potem o nim poczytać, pogadać. W ten weekend więcej około-muzycznego ożywienia w mojej głowie wywołały dyskusje tutejsze (dziękuję), niż rzeczy, których akurat słuchałem.

Po chwili zastanowienia - w zasadzie nie pamiętam, kiedy ostatnio czytywałem prasę muzyczną (głównie) w poszukiwaniu rekomendacji. Lata 90? Głowy nie dam, bardziej ufałem znajomym. Przyjemność z czytania, reszta to bonus. Przy obecnym czytelnictwie prasy muzycznej - o Polsce nawet nie wspominam, ale NME z nakładem pięciocyfrowym? - mam wrażenie, że te gazety kupują już tylko takie niedobitki.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dyskutowanie o muzyce i czytanie dobrych tekstów o niej (i, eee, pisanie ich) to dla mnie radość wielka i nie chciałbym z niej rezygnować, nawet jeśli tych dyskusji i tekstów nie będę potrzebował jako słuchacz (czy to nie już?).</p>
<p>Pisanina muzyczna &#8211; profesjonalna, amatorska &#8211; nie jest dla mnie funkcją muzyki, to raczej pochodna gałąź rozrywki, w dużej mierze równoległa. Czy prasa piłkarska jest piłce koniecznie potrzebna, skoro mecze można zobaczyć na żywo? Nie, ale wielu lubi mecz obejrzeć, ale potem o nim poczytać, pogadać. W ten weekend więcej około-muzycznego ożywienia w mojej głowie wywołały dyskusje tutejsze (dziękuję), niż rzeczy, których akurat słuchałem.</p>
<p>Po chwili zastanowienia &#8211; w zasadzie nie pamiętam, kiedy ostatnio czytywałem prasę muzyczną (głównie) w poszukiwaniu rekomendacji. Lata 90? Głowy nie dam, bardziej ufałem znajomym. Przyjemność z czytania, reszta to bonus. Przy obecnym czytelnictwie prasy muzycznej &#8211; o Polsce nawet nie wspominam, ale NME z nakładem pięciocyfrowym? &#8211; mam wrażenie, że te gazety kupują już tylko takie niedobitki.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

