<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Massive Attack &#8211; Heligoland</title>
	<atom:link href="http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/</link>
	<description>Ekumenizm muzyczny w praktyce</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 22:35:29 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: Mariusz Herma</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1231</link>
		<dc:creator>Mariusz Herma</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 10:21:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1231</guid>
		<description>Pewnie chodzi im o to klaskanie, ów nadmiar eksperymentów :-)

Ale zaskakująco niska ocena jak na Allmusic, bo ostatnio walą samymi czwórkami i piątkami nawet przy najgorszych gniotach. Podejrzewam, że w trosce o stosunki z majorsami.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Pewnie chodzi im o to klaskanie, ów nadmiar eksperymentów :-)</p>
<p>Ale zaskakująco niska ocena jak na Allmusic, bo ostatnio walą samymi czwórkami i piątkami nawet przy najgorszych gniotach. Podejrzewam, że w trosce o stosunki z majorsami.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Adrian</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1233</link>
		<dc:creator>Adrian</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2010 19:00:55 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1233</guid>
		<description>Na serwisie allmusic wreszcie pojawiła się recenzja nowego Massive Attack. Album dostał 3,5 gwiazdki - najsłabiej ze wszystkich płyt studyjnych. I nie zgadnie redaktor Herma co tam napisali, chyba że czytał. :) Napisali dokładnie odwrotnie niż redaktor Herma w &quot;Przekroju&quot;. W skrócie: na płycie brakuje klasycznego MA, a za dużo eksperymentów. Całość brzmi jak jakiś soundtrack. Nie znaleźli równowagi w przeciwieństwie do ostatniego Portishead pomiędzy eksperymentem a emocjami. Wniosek dość banalny: każdy oczekuje czegoś innego. Jedni zaskoczeń, a drudzy &quot;zwyczajnego trip-hopu&quot;. Biedni ci artyści.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Na serwisie allmusic wreszcie pojawiła się recenzja nowego Massive Attack. Album dostał 3,5 gwiazdki &#8211; najsłabiej ze wszystkich płyt studyjnych. I nie zgadnie redaktor Herma co tam napisali, chyba że czytał. :) Napisali dokładnie odwrotnie niż redaktor Herma w &#8222;Przekroju&#8221;. W skrócie: na płycie brakuje klasycznego MA, a za dużo eksperymentów. Całość brzmi jak jakiś soundtrack. Nie znaleźli równowagi w przeciwieństwie do ostatniego Portishead pomiędzy eksperymentem a emocjami. Wniosek dość banalny: każdy oczekuje czegoś innego. Jedni zaskoczeń, a drudzy &#8222;zwyczajnego trip-hopu&#8221;. Biedni ci artyści.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: pola</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1232</link>
		<dc:creator>pola</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2010 18:04:24 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1232</guid>
		<description>połowa piosenek jest dobra, w tym dwie bardzo (Splitting.. i  Saturday..), a jednej to słucham ostatnio na repeacie - Rush Minute!!! a to taka do bólu zwyczajna piosenka!!! czyli nie trzeba aż tak daleko szukać żeby zrobić dobrze.. 

naturalnie mówię o przyjemności słuchania..

cóż, jesteśmy zdani na sumienia artystów ;)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>połowa piosenek jest dobra, w tym dwie bardzo (Splitting.. i  Saturday..), a jednej to słucham ostatnio na repeacie &#8211; Rush Minute!!! a to taka do bólu zwyczajna piosenka!!! czyli nie trzeba aż tak daleko szukać żeby zrobić dobrze.. </p>
<p>naturalnie mówię o przyjemności słuchania..</p>
<p>cóż, jesteśmy zdani na sumienia artystów ;)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Mariusz Herma</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1239</link>
		<dc:creator>Mariusz Herma</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2010 15:49:36 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1239</guid>
		<description>Ostatecznie decyduje artysta. A artyści, obawiam się, zawsze są przekonani, że mają &quot;dobry powód&quot;. I nawet gdy chodzi o opłacenie rachunków, albo spłatę zobowiązań względem wytwórni, w zasadzie trudno odmówić im racji.

My pewnie powinniśmy się zająć raczej pytaniem, czy mamy wystarczająco dobry powód, by słuchać (danej) muzyki. Bo od miałkiego słuchania biorą się miałkie płyty, zaspokajające miałki popyt :-)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatecznie decyduje artysta. A artyści, obawiam się, zawsze są przekonani, że mają &#8222;dobry powód&#8221;. I nawet gdy chodzi o opłacenie rachunków, albo spłatę zobowiązań względem wytwórni, w zasadzie trudno odmówić im racji.</p>
<p>My pewnie powinniśmy się zająć raczej pytaniem, czy mamy wystarczająco dobry powód, by słuchać (danej) muzyki. Bo od miałkiego słuchania biorą się miałkie płyty, zaspokajające miałki popyt :-)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: ArtS.</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1238</link>
		<dc:creator>ArtS.</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Feb 2010 15:40:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1238</guid>
		<description>Życie i sztuka to nie to samo. To truizm, ale może warto go powtarzać. Nasze własne życie jest jedynym które mamy, czego o tworach artystycznych powiedzieć się nie da: obcujemy z wieloma, które możemy zestawiać, porównywać, oceniać względem siebie. Dlatego, gdy komuś umrze bliska osoba, to jest to tragedia, osobista i indywidualnie przeżywana, ale gdy oglądamy film z cyklu &quot;okruchy życia&quot; na TVP1, który przedstawia taką sytuację, to jest to oparty na kliszach banał. 

Oczywiście sprawa jest bardziej skomplikowana, co słusznie wydobywasz swoimi pytaniami. Bo np. są ludzie, którzy autentycznie się wzruszają przy oglądaniu takich filmów. I co wtedy? Kto ma oceniać? Na pewno nie większość, bo to właśnie jest dyktat rynku. Elita intelektualna, która czyniła to przez dość długi okres historii kultury zachodniej, dawno już się rozpadła i przy obecnym obiegu informacji raczej nie ma szans na powrót do dawnej funkcji. Jedyna możliwość to chyba: każdy na swój własny indywidualny użytek. Dlatego piszę, że ja nie potrzebuję muzyki dostatecznie dobrej, ale zjawiskowej, a kryterium wynika oczywiście z tego, co w życiu słyszałem, kiedy, etc. To, jak inni ludzie słyszą muzykę pozostanie chyba jedną z nierozwiązanych tajemnic wszechświata.

Oczywiście niedoskonałość jest niezwykle ważna dla doświadczenia sztuki, ale przecież mi nie chodzi o dehumanizację i wyeliminowanie wszystkich usterek. Chodzi raczej o pewną postawę, zarówno twórczą, jak i odbiorczą; o gotowość poniesienia ryzyka transgresji. Inaczej brzmi niedoskonałość, który płynie z nieudanej próby osiągnięcia czegoś wielkiego, a inaczej niedoskonałość, która jest po prostu rezultatem miałkości. Inaczej mówiąc: &quot;musi istnieć dobry powód zaistnienia danej muzyki&quot;.

Kwestia dążenia do ideału wywodzi się jeszcze z Antyku więc niekoniecznie musi mieć coś wspólnego z rynkiem, podobnie jak z &quot;patologią&quot;, ale to na tyle skomplikowane i filozoficzne problemy, że lepiej ich tu nie rozstrząsajmy. :)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Życie i sztuka to nie to samo. To truizm, ale może warto go powtarzać. Nasze własne życie jest jedynym które mamy, czego o tworach artystycznych powiedzieć się nie da: obcujemy z wieloma, które możemy zestawiać, porównywać, oceniać względem siebie. Dlatego, gdy komuś umrze bliska osoba, to jest to tragedia, osobista i indywidualnie przeżywana, ale gdy oglądamy film z cyklu &#8222;okruchy życia&#8221; na TVP1, który przedstawia taką sytuację, to jest to oparty na kliszach banał. </p>
<p>Oczywiście sprawa jest bardziej skomplikowana, co słusznie wydobywasz swoimi pytaniami. Bo np. są ludzie, którzy autentycznie się wzruszają przy oglądaniu takich filmów. I co wtedy? Kto ma oceniać? Na pewno nie większość, bo to właśnie jest dyktat rynku. Elita intelektualna, która czyniła to przez dość długi okres historii kultury zachodniej, dawno już się rozpadła i przy obecnym obiegu informacji raczej nie ma szans na powrót do dawnej funkcji. Jedyna możliwość to chyba: każdy na swój własny indywidualny użytek. Dlatego piszę, że ja nie potrzebuję muzyki dostatecznie dobrej, ale zjawiskowej, a kryterium wynika oczywiście z tego, co w życiu słyszałem, kiedy, etc. To, jak inni ludzie słyszą muzykę pozostanie chyba jedną z nierozwiązanych tajemnic wszechświata.</p>
<p>Oczywiście niedoskonałość jest niezwykle ważna dla doświadczenia sztuki, ale przecież mi nie chodzi o dehumanizację i wyeliminowanie wszystkich usterek. Chodzi raczej o pewną postawę, zarówno twórczą, jak i odbiorczą; o gotowość poniesienia ryzyka transgresji. Inaczej brzmi niedoskonałość, który płynie z nieudanej próby osiągnięcia czegoś wielkiego, a inaczej niedoskonałość, która jest po prostu rezultatem miałkości. Inaczej mówiąc: &#8222;musi istnieć dobry powód zaistnienia danej muzyki&#8221;.</p>
<p>Kwestia dążenia do ideału wywodzi się jeszcze z Antyku więc niekoniecznie musi mieć coś wspólnego z rynkiem, podobnie jak z &#8222;patologią&#8221;, ale to na tyle skomplikowane i filozoficzne problemy, że lepiej ich tu nie rozstrząsajmy. :)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Mariusz Herma</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1240</link>
		<dc:creator>Mariusz Herma</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Feb 2010 21:43:29 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1240</guid>
		<description>Zgoda, dzięki za ten cytat, z jedną uwagą: kto ma ocenić? Czy jeśli się trafi siedemset osób, dla których nowa płyta MA jest &quot;TAKĄ&quot; - czy to już legitymuje jej istnienie, czy dopiero od tysiąca? Musi od razu lądować w podsumowaniach dekady?

Oczywiście w ten sposób sankcjonujemy największy szit, bo zawsze ktoś się znajdzie. Ale może tak właśnie powinno być, przy braku narzędzi obiektywnej oceny. 

Poza tym w rozmaitych dziedzinach życia (w tym wszelkich odcieniach sfery prywatnej) &quot;dobrze&quot; wystarczy, a ściganie się z ideałem uważane jest za patologię (a szczególnie rezygnowanie z dążenia, jeśli ideał jest nieosiągalny). Czemu w muzyce tylko przełomowe, dziejowe miałoby się liczyć? Pościg za optimum kojarzy mi się z rynkiem, a nie ze sztuką, która gdzieś tymi wszystkimi niedoskonałościami oddycha.

No i być może - w zasadzie jestem tego pewien - dzięki przeciętniakom rozpoznajemy nieprzeciętnych. Stephen King radził pisarzom-aspirantom, by regularnie czytali złą prozę.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Zgoda, dzięki za ten cytat, z jedną uwagą: kto ma ocenić? Czy jeśli się trafi siedemset osób, dla których nowa płyta MA jest &#8222;TAKĄ&#8221; &#8211; czy to już legitymuje jej istnienie, czy dopiero od tysiąca? Musi od razu lądować w podsumowaniach dekady?</p>
<p>Oczywiście w ten sposób sankcjonujemy największy szit, bo zawsze ktoś się znajdzie. Ale może tak właśnie powinno być, przy braku narzędzi obiektywnej oceny. </p>
<p>Poza tym w rozmaitych dziedzinach życia (w tym wszelkich odcieniach sfery prywatnej) &#8222;dobrze&#8221; wystarczy, a ściganie się z ideałem uważane jest za patologię (a szczególnie rezygnowanie z dążenia, jeśli ideał jest nieosiągalny). Czemu w muzyce tylko przełomowe, dziejowe miałoby się liczyć? Pościg za optimum kojarzy mi się z rynkiem, a nie ze sztuką, która gdzieś tymi wszystkimi niedoskonałościami oddycha.</p>
<p>No i być może &#8211; w zasadzie jestem tego pewien &#8211; dzięki przeciętniakom rozpoznajemy nieprzeciętnych. Stephen King radził pisarzom-aspirantom, by regularnie czytali złą prozę.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: ArtS.</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1236</link>
		<dc:creator>ArtS.</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 17:50:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1236</guid>
		<description>Nie chodzi mi o przeginanie z krytyką, bo nie piszę przecież, że jest to rzecz kiepska i beznadziejna. Ale coraz częściej towarzyszy mi przekonanie, że skoro płyta, która jest po prostu dobra ląduje w koszu po kilku odsłuchach, to może po prostu niepotrzeba mi takiej muzyki? Ostatnio przeczytałem fajną wypowiedź Jona Abbeya, twórcy wytwórni Erstwhile, którą pozwolę sobie przytoczyć:

&quot;Jeśli chcesz wydawać płyty, bez względu na to, czy jesteś muzykiem, czy prowadzisz wytwórnię płytową, czy jedno i drugie - musisz mieć dobry powód powstania każdej z nich. Nie wydawaj ich tylko dlatego, że są OK, albo tylko dlatego, że chcesz sprawdzić co myślą o nich inni ludzie. Ukazuje się naprawdę zbyt wiele dostatecznie dobrych płyt, a tych znakomitych wciąż za mało. Dąż do stworzenia czegoś wielkiego kiedy tylko to możliwe. Nawet jeśli się nie uda, lepsze to niż wydanie kolejnej porządnej płyty.&quot;

Bardzo mi się to sposobało. Uświadomiłem też sobie, że znacznie bardziej cenię artystów, którzy są w stanie podjąć to ryzyko, nawet jeśli rezultat nie jest dla mnie zadowalający. Weźmy ostatni Portishead - nie cenię jej muzycznie, ale sam fakt, że nagrali TAKĄ płytę sprawia, że patrzę na nią przychylniejszym okiem, niż na Massive Attack, którzy poszli drogą bezpieczną, zapraszając (za) dużo uznanych postaci i tworząc &quot;dostatecznie dobrą płytę&quot;.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Nie chodzi mi o przeginanie z krytyką, bo nie piszę przecież, że jest to rzecz kiepska i beznadziejna. Ale coraz częściej towarzyszy mi przekonanie, że skoro płyta, która jest po prostu dobra ląduje w koszu po kilku odsłuchach, to może po prostu niepotrzeba mi takiej muzyki? Ostatnio przeczytałem fajną wypowiedź Jona Abbeya, twórcy wytwórni Erstwhile, którą pozwolę sobie przytoczyć:</p>
<p>&#8222;Jeśli chcesz wydawać płyty, bez względu na to, czy jesteś muzykiem, czy prowadzisz wytwórnię płytową, czy jedno i drugie &#8211; musisz mieć dobry powód powstania każdej z nich. Nie wydawaj ich tylko dlatego, że są OK, albo tylko dlatego, że chcesz sprawdzić co myślą o nich inni ludzie. Ukazuje się naprawdę zbyt wiele dostatecznie dobrych płyt, a tych znakomitych wciąż za mało. Dąż do stworzenia czegoś wielkiego kiedy tylko to możliwe. Nawet jeśli się nie uda, lepsze to niż wydanie kolejnej porządnej płyty.&#8221;</p>
<p>Bardzo mi się to sposobało. Uświadomiłem też sobie, że znacznie bardziej cenię artystów, którzy są w stanie podjąć to ryzyko, nawet jeśli rezultat nie jest dla mnie zadowalający. Weźmy ostatni Portishead &#8211; nie cenię jej muzycznie, ale sam fakt, że nagrali TAKĄ płytę sprawia, że patrzę na nią przychylniejszym okiem, niż na Massive Attack, którzy poszli drogą bezpieczną, zapraszając (za) dużo uznanych postaci i tworząc &#8222;dostatecznie dobrą płytę&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Mariusz Herma</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1241</link>
		<dc:creator>Mariusz Herma</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 22:08:54 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1241</guid>
		<description>O nierówności Heligoland jak widać nie trzeba mnie przekonywać. Ale przeginanie z krytyką grozi przegapieniem kilku fajnych utworów, a to zdecydowanie &quot;już coś&quot;. Przesłuchałem tę płytę z dziesięć razy i mam ochotę na jeszcze (choćby wyrywkowo), a to w tym roku dotyczy na razie tylko Hebdena, mimo że niczego genialnego też nie nagrał.

No a cecha &quot;nie będzie się do niej wracać&quot; nie dotyczy (dzisiaj?) maksimum kilku płyt rocznie, czyli kilkudziesięciu z całej minionej dekady.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>O nierówności Heligoland jak widać nie trzeba mnie przekonywać. Ale przeginanie z krytyką grozi przegapieniem kilku fajnych utworów, a to zdecydowanie &#8222;już coś&#8221;. Przesłuchałem tę płytę z dziesięć razy i mam ochotę na jeszcze (choćby wyrywkowo), a to w tym roku dotyczy na razie tylko Hebdena, mimo że niczego genialnego też nie nagrał.</p>
<p>No a cecha &#8222;nie będzie się do niej wracać&#8221; nie dotyczy (dzisiaj?) maksimum kilku płyt rocznie, czyli kilkudziesięciu z całej minionej dekady.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: airborell</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1244</link>
		<dc:creator>airborell</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 15:44:22 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1244</guid>
		<description>Ciekawe, bo dla mnie Girl I Love You to jeden z niewielu fajnych momentów na tej płycie. IMO do zapomnienia.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Ciekawe, bo dla mnie Girl I Love You to jeden z niewielu fajnych momentów na tej płycie. IMO do zapomnienia.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: ArtS.</title>
		<link>http://www.ziemianiczyja.pl/2010/02/massive-attack-heligoland/comment-page-1/#comment-1237</link>
		<dc:creator>ArtS.</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 10:02:50 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.ziemianiczyja.pl/?p=11228#comment-1237</guid>
		<description>Dlatego ukuto takie pojęcie jak intersubiektywność. :) 

Ja nie oczekuje od MA żadnego przełomu, bo generalnie mało przywiązuję się do nazw i staram się nie postrzegać muzyki tylko przez pryzmat autorski/biograficzny. Przeważnie jednak, gdy wkładam płytę do odtwarzacza oczekuję, że będzie spójna, równa, intrygująca, trzymająca w napięciu od początku do końca. O &quot;Heligoland&quot; tego się powiedzieć nie da. To płyta, która ma momenty i jest dobrze zagrana/wyprodukowana, a to dla mnie mało. Czterech gwiazdek bym nie dał. Wracać do niej też nie będę, bo wolę posłuchać np. zeszłorocznej King Midas Sound.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Dlatego ukuto takie pojęcie jak intersubiektywność. :) </p>
<p>Ja nie oczekuje od MA żadnego przełomu, bo generalnie mało przywiązuję się do nazw i staram się nie postrzegać muzyki tylko przez pryzmat autorski/biograficzny. Przeważnie jednak, gdy wkładam płytę do odtwarzacza oczekuję, że będzie spójna, równa, intrygująca, trzymająca w napięciu od początku do końca. O &#8222;Heligoland&#8221; tego się powiedzieć nie da. To płyta, która ma momenty i jest dobrze zagrana/wyprodukowana, a to dla mnie mało. Czterech gwiazdek bym nie dał. Wracać do niej też nie będę, bo wolę posłuchać np. zeszłorocznej King Midas Sound.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

