RSS

W rytmie hype’u

07.02.2010 | Skomentuj

Delphic — Acolyte (Chimeric Records)

Co jest gorsze od hype’u oddolnego? Hype odgórny. Wyniesione zeszłorocznym singlem „Doubt” na podium kompilowanej przez BBC listy Sound of 2010 (skądinąd wyjątkowo słabej w tym roku), Delphic ma być „antidotum na skostniałe indie i bezduszny dance”.

Zbyt miękka to techniawka, przynajmniej w albumowym całokształcie, by zdolna była rozruszać ciało. A żeby poruszyć głowę – zbyt toporna i schematyczna. Jeszcze większym nadużyciem jest używanie w stosunku do Delphic określenia „nowe”. Mam podejrzenie, że chodzi tutaj o przynależność do tych zespołów przyszłości, których kariera kończy się w dniu wydania debiutu.

Lindstrøm & Christabelle — Real Life Is No Cool (Smalltown Supersound)

Hype dla odmiany amerykański, nieoczekiwany, a do tego przez pierwszą minutę płyty wygląda na stuprocentowo trafiony. Potem napięcie opada, bo ów wstęp jest ciekawszy niż pozostałe trzy kwadranse „Real Life Is No Cool” i po nim można zasadniczo zakończyć uważne słuchanie płyty.

Ale jako że życie obfituje w okazje, kiedy potrzeba poprawnego, niewiejskiego, umiarkowanie melodyjnego chilloutu (no, przy „Baby Can’t Stop” od biedy można potańczyć), to ukoronowanie lat współpracy Lindstrøma z Christabelle będzie na takie chwile kandydatem niemal idealnym, rasowym, nawet szlachetnym.

Poziom stężenia treści w czasie nie dorasta do liczby pochlebstw, jakie L&Ch ostatnio zbierają, ale to przecież nie ich wina. Poza tym nie tylko świetnie zaczynają, bo i bajecznie kończą, a po tym, jak wiadomo, to i owo się poznaje.

Hot Chip — One Life Stand (Parlophone)

Ktoś zliczył liczbę powtórek w „Hand Me Down Your Love”? Albo spotkał się z bardziej tandetnym użyciem klawiszy, stopki i auto-tune’a niż w „I Feel Better”? Bardziej zmarnowaną szansą niż w „Slush”? (Kicz-ballada roku?)

Na moje ucho przyłożyli się tylko do tytułowego singla, ale podobnie jak „Brothers” po dwóch przesłuchaniach będzie wam wychodził bokami. Równolegle z „One Life Stand” słuchałem koweru „Boy From School” w wykonaniu Grizzly Bear podlinkowanego przez Maćka i to on zgarnął resztę drzewek.

Irak etc.

06.02.2010 | 3 odpowiedzi

Kingdom (2007) < Jarhead (2005) < The Hurt Locker (2008)

Najlepsze z 2010

05.02.2010 | 23 odpowiedzi

Płyty:

Four Tet – There Is Love In You (Domino)
Owen Pallett – Heartland (Domino)
Richard Skelton – Landings (Type)
Yeasayer – Odd Blood (Secretly Canadian)
Massive Attack – Heligoland (EMI)
Gil Scott-Heron – I’m New Here (XL)
Jónsi – Go (XL)
Vampire Weekend – Contra (XL)
Toro y Moi – Causers of This (Carpark)
Univers Zéro – Clivages (Cuneiform)
Beach House – Teen Dream (Sub Pop)
Joanna Newsom – Have One On Me (CD1) (Drag City)
Pantha du Prince – Black Noise (Rough Trade)
Tord Gustavsen Ensemble – Restored, Returned (ECM)
Freeway & Jake-One – The Stimulus Package (Rhymesayers)
Aga Zaryan – Looking Walking Being (Blue Note)
Dan le Sac vs Scroobious  Pip – Logic of Chance (Sunday Best)
Yellow Swans – Going Places (Type)
The Knife – Tomorrow, in a Year (Mute)
Laura Marling – I Speak Because I Can (Virgin)
Caribou – Swim (Merge)
Alva Noto – For 2 (Line)
Flying Lotus – Cosmogramma (Warp)
Ty – Special Kind Of Fool (BBE)
Actress – Splazsh (Honest Jon’s Records)
Food – Quiet Inlet (ECM)
Lila Downs Y La Misteriosa – En Paris (Live A Fip) (World Village)
Sleigh Bells – Treats (Mom & Pop Music)
Ana Moura – Leva-me aos fados (Universal)
Akala – DoubleThink (Illastate)
Frank Bretschneider – EXP (Raster Noton)
Sierra Leone’s Refugee All Stars – Rise & Shine (Cumbancha)
Eric Whitacre – Choral Music (Elora Festival Singers, Noel Edison) (Naxos)
Yundi Li – Chopin: Nocturnes (EMI)
Janelle Monáe – The ArchAndroid (Bad Boy)
The Roots – How I Got Over (Def Jam)
The Irrepressibles – Mirror Mirror (V2)
Big Boi – Sir Lucious Left Foot The Son of Chico Dusty (Def Jam)
Brooklyn Rider – Dominant Curve (In a Circle)
Tamikrest – Adagh (Glitterhouse)
Twilite – Else EP (Ampersand)
Skream – Outside the Box (Tempa)
Menomena – Mines (City Slang)
Bonobo – Black Sands (Ninja Tune)
Mural – Nectars of Emergence (Sofa Music)
Laurie Anderson – Homeland (Warner)
Jamie Lidell – Compass (Warp)
The Foreign Exchange – Authenticity (FE Music)
Baths – Cerulean (Anticon)
Marconi Union – A Lost Connection (Just Music)
Oval – O (Thrill Jockey)
Indigo Tree – Blanik (Antena Krzyku)
Arvo Pärt – Symphony No. 4 (Los Angeles) (ECM New Series)
Next Stop… Soweto Vol. 3: Giants, Ministers and Makers – Jazz in South Africa 1963-84 (Strut)
Shugo Tokumaru – Port Entropy (P-Vine)
Rökkurró – Í Annan Heim (gogoyoko)
Valentin Silvestrov – Sacred Works (Kiev Chamber Choir, Mykola Hobdych) (ECM New Series)
Tame Impala – Innerspeaker (Modular)
J.Tillman – Singing Ax (Western Vinyl)
Junip – Fields (Mute)
Shed – The Traveller (Ostgut Ton)
Antony and the Johnsons – Swanlights (Secretly Canadian)
Fennesz Daniell Buck – Knoxville (Thrill Jockey)
Sufjan Stevens – The Age of Adz (Asthmatic Kitty)
Vijay Iyer – Solo (ACT)
Deerhunter – Halcyon Digest (4AD)
Richard A. Ingram – Consolamentum (White Box)
Glasser – Ring (True Panther)
Guillermo Klein – Domador de Huellas (Sunnyside)
Afrocubism – Afrocubism (A World Circuit)
Ólöf Arnalds – Innundir Skinni (One Little Indian)
John Roberts – Glass Eights (Dial)
Ryan Bingham & the Dead Horses – Junky Star (Lost Highway)
Tristan Perich – 1-Bit Symphony (Cantaloupe)
Magnetic Man – Magnetic Man (Sony)
Aloe Blacc – Good Things (Stones Throw)
Jason Moran – Ten (Blue Note)
Darkstar – North (Hyperdub)
Mikrokolektyw – Revisit (Delmark)
Kanye West – My Beautiful Dark Twisted Fantasy (Roc-A-Fella / Def Jam)
William Parker Organ Quartet – Uncle Joe’s Spirit House (AUM Fidelity)
Małe Instrumenty – Grają Chopina (Format)
Amir ElSaffar & Hafez Modirzadeh – Radif Suite (Pi)
Curren$y – Pilot Talk II (DD172)
環Roy – Break Boy (PopGroup)
Artifact iTi (Bauer/Nilssen-Love/Lehn/Vandermark)  – Live In St. Johann (Okka Disk)
Thomas Adès – Tevot, Violin Concerto, etc (EMI Classics)

Ścieżki:

Massive Attack – Paradise Circus (feat. Hope Sandoval)
Joanna Newsom – Good Intentions Paving Company
Yeasayer – Ambling Alp
Tord Gustavsen Ensemble – Left Over Lullaby No. 1 – Oh Stand, Stand at the Window
Die Antwoord – Enter the Ninja
Four Tet – Love Cry

Toro y Moi – Fax Shadow
Vampire Weekend – White Sky
Beach House – Zebra
Paperplain – 1130
Jónsi – Go Do
Tunng – Hustle
Mose Allison – My Brain
Niwea – Generał Hermaszewski
LCD Soundsystem – Pow Pow
Autechre – Ilanders
Sam Amidon – How Come That Blood
Kouhei Matsunaga – 2m&3x30s
Flying Lotus – …And the World Laughs with You (ft. Thom Yorke)
Actress – Bubble Buts and Equations
Ty – Wait (feat. Leo Ihenacho & Soweto Kinch)
Andreya Triana – Lost Where I Belong (Flying Lotus Remix)
Villagers – Becoming a Jackal
Oval – Ah!
Pan Sonic – Voltos Bolt
Benga – Stop Watching
The Flashbulb – Tomorrow Untrodden
Blitzen Trapper – Laughing Lover
Deadboy – Long Way 2 Go
Big Boi – The Train Part II (Sir Lucious Left Foot Save the Day)
James Blake – CMYK
Esperanza Spalding – Wild is the Wind
Tamikrest – Aratane N’adagh
J. Tillman – One Task
Giggs – Little Man And Me Ft. ML
Jamie Lidell – Compass
Autechre – y7
Sufjan Stevens – Djohariah
Shugo Tokumaru – Lahaha
Vijay Iyer – Human Nature
Foreign Exchange – All Roads
Antony and the Johnsons – Fletta (feat. Björk)
Afrocubism – Jarabi
John Roberts – August
Aloe Blacc – Good Things
Curren$y – King Kong
Robert Plant – Even This Shall Pass Away
Silje Nes – Crystals
William Parker Organ Quartet – Let’s Go Down to the River
Carolina Chocolate Drops – Hit ‘Em Up Style
Maurice Brown – Fly by Night
Chris Lightcap’s Bigmouth – Ting
Shad – Call Waiting (Interlude)
Laura Marling – Hope in the Air

Fine.

I tyle po awangardzie

04.02.2010 | 4 odpowiedzi

Artysta nazywa się Celeste Boursier-Mougenot

. Lepsze niż Boris.

Fine.

Norah Jones – wywiad

02.02.2010 | Skomentuj

Wiosną ubiegłego roku zarzekałaś się, że zrobisz sobie długie wakacje i objedziesz cały świat. Udało się?
– Nie za bardzo… Wyskoczyłam na chwilę do Teksasu (śmiech). Po prostu za bardzo lubię siedzieć w domu. Podróże to część mojej pracy i trudno latać po świecie, kiedy ma się wolne!

Miałaś też plany bardziej zawodowe: pisać więcej piosenek. „The Fall” rzeczywiście składa się głównie z utworów, które napisałaś sama.
– Na poprzedniej płycie też było ich sporo, ale tym razem wzięłam sprawy w swoje ręce. Nawet rzeczy pisane wspólnie z Ryanem Adamsem, Willem Sheffem czy Jessem Harrisem są zasadniczo „moje”.

A w jakich okolicznościach powstawały? Innymi słowy, co działo się u ciebie przez ostatnie dwa lata?
– To był dla mnie okres przejściowy. Sprzyjał temu fakt, że miałam sporo wolnego czasu – najwięcej, odkąd zaczęłam karierę. Chyba powoli się starzeję, bo coraz więcej rozmyślam i… śpiewam o tym wszystkim, co wymyślę. Ale nie potrafię o tym mówić. Użyjcie własnej wyobraźni!

Zawsze wydawałaś płyty na przełomie stycznia i lutego, a ta ukazuje się jesienią i jesień ma nawet w tytule. Jakaś metafora?
– Och, po prostu nie mogłam się już doczekać i wypuściłam ją tak szybko, jak to było możliwe, dodając adekwatny tytuł. Podoba mi się jego dwuznaczność („fall” oznacza jesień, ale także upadek – przyp. mh), ale nie ma w tym żadnego ukrytego przesłania.

Ten pies na okładce też nie ma znaczenia?
– Też nie (śmiech). Fotograf wpadł na ten pomysł i przekonał mnie do niego gotowymi zdjęciami. Aczkolwiek na końcu płyty jest piosenka poświęcona mojemu psu – „Man of the Hour”.

Konkretny zamysł zapewne krył się za wyborem producenta. Dlaczego Jacquire King, człowiek kojarzony głównie z rockowymi Kings of Leon czy Modest Mouse?
– Dość długo szukałam kogoś, kto wygoni mnie z mojego własnego podwórka. Jacquire był pierwszym i jedynym, który rozumiał, o co mi chodzi.

A o co ci chodziło?
– O zmianę brzmienia. O to, by wyciągnąć z perkusji więcej rytmu. By nadać piosenkom bardziej rockowego charakteru. Oczywiście teoria swoje, a praktyka swoje i praca w studiu przyniosła sporo niespodzianek. Część pomysłów się nie sprawdziła, inne przyniosły świetne efekty. Eksperymenty dotyczyły wyłącznie brzmienia, bo piosenki miałam gotowe na rok przed nagraniami.

Skąd decyzja, by w tak dużym stopniu oprzeć płytę na instrumentach elektrycznych, czy nawet elektronice?
– Nasłuchałam się ostatnio nowej muzyki, więc to chyba musiało się wydarzyć. Santigold, debiut MGMT – na okrągło do nich wracam. Ale także do Neila Younga!

Za to jak gdyby na dobre porzuciłaś jazzowe korzenie.
– Te korzenie były i zawsze będą obecne w mojej muzyce, ale już od dłuższego czasu podążam w innym kierunku. Moją rozłąkę z jazzem rozpoczęłam w zasadzie wraz z wydaniem debiutu: wtedy po raz pierwszy napisałam własne piosenki i podjęłam się śpiewania czegoś innego, niż jazz. Można powiedzieć, że cała moja kariera to jednak wielka próba uwolnienia się od jazzu. Kocham tę muzykę, ciągle mnie inspiruje, ale nigdy nie nagrałam jazzowej płyty – wbrew temu, co się często pisze.

Kiedy dziś patrzysz wstecz, to komu jako wokalistka zawdzięczasz najwięcej?
– Aretha Franklin, Ray Charles, Billie Holiday, Hank Williams, Willie Nelson – to oni są moimi muzycznymi rodzicami, bo nauczyłam się śpiewać, nucąc sobie ich piosenki.

Co powiedziałabyś tym, którzy teraz podobnie nucą sobie twoje piosenki?
– Gromadźcie jak najwięcej inspiracji, bo różnorodność jest tutaj kluczowa. Ale nie próbujcie nikogo imitować, lecz uparcie szukajcie własnego głosu!

A co z twoją karierą filmową? „Jagodowa miłość” będzie jej początkiem i końcem?
– Kręcenie filmów to mnóstwo zabawy, ale jeszcze więcej pracy. Kino wymaga dużych poświęceń i nie wyobrażam sobie występowania co roku w kolejnym filmie. Dostałam kilka ofert, ale nic poważnego. Mimo wszystko nie jestem jeszcze postrzegana jako aktorka. Miałam szczęście, że trafiłam na Wong Kar Waia, ponieważ on nie oczekiwał po mnie umiejętności hollywoodzkich. A ja nie mam ani czasu, ani ochoty zgłębiać aktorskie rzemiosło.

 

 

Fine.

Żywe legendy i zamaskowani bibliści (Kiosk 1/10)

01.02.2010 | 1 odpowiedź

Ramblin Jack Elliott (fot. Jamie-James Medina dla Observer Music Monthly)

W swoim ostatnim numerze – dosłownie ostatnim, po siedmiu latach działalności – Observer Music Monthly” żegna się z czytelnikami serią zdjęć żyjących amerykańskich legend wraz z komentarzami gwiazd młodego – no, przynajmniej młodszego – pokolenia. Fotki przez długi rok pstrykał Jamie-James Medina. Les Paula złapał na dwa miesiące przed śmiercią.

A skoro zaczynam od legend, to Brian Eno wraz z dziesiątkami innych myślicieli na łamach „The Edge” opowiada, jak internet zmienił jego życie. Fragment:

„I notice that the idea of ‘expert’ has changed. An expert used to be
‘somebody with access to special information’. Now, since so much
information is equally available to everyone, the idea of ‘expert’
becomes ‘somebody with a better way of interpreting’. Judgement has
replaced access”.

Temat rankingów dekady trwa, bo trafiłem na podsumowanie kobiece oraz japońskie. Notabene Japończykom zmiany w prawie zabronią wkrótce tego, co na razie wolno i polskim internautom. To z kolei powinno ucieszyć rosnącą rzeszę wkurzonych cyfrową swawolą muzyków na czele z DJ-em Shadowem. W ramach głębszej lektury polecam materiał o absurdach prawa autorskiego w USA. (Dobrze, że nie widzieli polskiego).

„Guardian” pisze o kolejnych formach symbiozy fan-artysta, BBC o następcy mp3, a „Independent” docieka, czemu indie-amerykanka śpiewa o Bogu, podczas gdy Wyspiarze wolą o sobie. Watykan odkrył, że U2 to zamaskowani bibliści, a dzięki pomocy Jacka White’a wiemy,  w co wierzy BP Fallon (sporo tego, a teledysk zabawny). „NME” wybrało 50 najgorzej zatytułowanych płyt, a lider Vampire Weekend okazał się eksrecenzentem.

„The National” terminem World Music 2.0 chrzci wykwit kapel czysto wirtualnych, a Sasha Frere-Jones  zaimponował mi artykułem o The xx, chociaż myślałem, że wszystko już o dzieciakach napisano. Teksty mniej świetne wyłapuje i, cóż, komentuje Ripfork. Kilka wyróżnień: Longest Sentence, Most Emo Phrase, Most Hyphens in One Sentence.

Jeśli kogoś interesuje kondycja przemysłu muzycznego, to dostępne są już zarówno zbiorcze, jak i szczegółowe dane za 2009 rok. Tamci jęczą, choć rośnie, a YouTube spienięża zasoby, uruchamiając projekt Disco, konkurenta dla Last.fm czy Pandory. Jako samograj imprezowy pomysł może wypalić, bo co druga posiadówa tak czy siak kończy się na Tubie.

Przygotowując dla „Przekroju” tekst o gitarach (z filmem „Będzie głośno” w tle), natrafiłem na galerie tychże w wydaniu z flagami oraz z odchyłami (Frankenstein Pata Metheny’ego wygrywa). Aczkolwiek wzrok najbardziej zachwyciły ostatnio Beatlesowskie wykresy – już nie tylko tym, „jak”, ale „co” można zwizualizować – oraz festiwal form prostych, czyli dwie animowane minuty o współpracy dwóch wymiarów z trzema.

Udał się wariatom z OK Go nowy teledysk, aczkolwiek tytuł Ubawu Miesiąca wędruje do Blackout Crew – dotrwajcie do 30 sekundy! – i Wayne’a Coyne’a z The Flaming Lips za pozowanie Google. A na deser także wyjaśnienie…

• do czego służy instrument Tenori-on
• czemu nie trzeba opłakiwać pisma ręcznego (dłuższe)
• w którym mieście zmontowano największą kulę dyskotekową na świecie
• dlaczego w Chinach ścigają za playback
• …i cenzurują karaoke
• czemu lider Magnetic Fields przerobił Petera Gabriela na disco-hymn
•i dlaczego wymyślono fotografię cyfrową – w minach Calvina.

Fine.