Jaga Jazzist – wywiad

Czego Jaga Jazzist życzy sobie w nowej dekadzie? (rozmawialiśmy 8 stycznia 2010 – mh)

Lars Horntveth: Grać więcej. Naprawdę trudno sfinansować tak duży zespół. To dlatego tak rzadko koncertujemy.

A ostatnio równie rzadko nagrywacie – poprzedniczkę „One-Armed Bandit” wydaliście w 2005 roku.

Po „What We Must” byliśmy piekielnie zmęczeni zarówno pracą w studiu, jak i trasą. Musieliśmy odreagować w innych projektach. Ludzie myślą, że od pięciu lat się obijamy, a przecież w tym czasie ukazało się 20-30 płyt z udziałem członków Jaga Jazzist! „One-Armed Bandit” powstawało nie dłużej niż osiem miesięcy, ale mieliśmy opóźnienia. W trakcie miksów rozchorował się nasz inżynier i szukaliśmy zastępstwa. Szczęśliwe przygarnął nas John McEntire. Miał tylko zmiksować ścieżki, ale nie byliśmy w stanie oprzeć się potężnej kolekcji syntezatorów, jaką trzyma w studiu.

Frank Zappa, Fela Kuti, Steve Reich, Wagner – to naprawdę wasze najnowsze inspiracje?

Rzadko inspiruję się innymi muzykami, ale gdy coś mnie chwyci… W utworze tytułowym mamy szybką, na swój sposób głupią partię – cały Zappa! (śmiech) Fela Kuti był swoistą ściągawką, kiedy naszła mnie ochota na afro-beat. Z niemieckiego romantyzmu wzięliśmy mocniejsze, bardziej agresywne partie. Ale mam nadzieję, że tego wszystkiego tak naprawdę nie słychać.

Słychać ogromną dyscyplinę.

Wcześniej działaliśmy trochę jak rockowa kapela, kompozycje powstawały spontanicznie. Tym razem przygotowałem kompletne demówki, rozpisałem je na partytury i dałem reszcie zespołu do rozczytania. Wymagała tego złożoność samej muzyki, liczba detali. Nie było lekko, bo część z nas od lat nie miała do czynienia z nutami. Nowi w zespole Stian Westerhus i Øystein Moen w ogóle nie grali w ten sposób. No, ale jest więcej nowości. Każdy wniósł swoje nowe odkrycia ostatnich lat. Schedą po moim solowym albumie jest orkiestrowe podejście do dęciaków. Moja siostra Line, która gra na tubie, opanowała także flet i glockenspiel. A trębacz Mathias Eick sięga teraz również po kontrabas i wibrafon.

Już na dobre porzuciliście jazz?

Rzeczywiście nie ma go tutaj wiele, poszliśmy raczej w kierunku prog-rocka. Ale my w ogóle nie myślimy o Jaga Jazzist jak o kapeli jazzowej. Wielu z nas ma jazzową przeszłość, to musi jakoś przenikać do muzyki, chociażby poprzez improwizowane partie, ale…

Tyle że na „One-Armed Bandit” prawie ich nie ma.

Jest solo trąbki, jest też jedno saksofonu. Faktycznie, to wszystko. Mieliśmy 18 dni na nagranie albumu, a to dziewięć bardzo złożonych kompozycji trwających po 6-7 minut. Dwa dni na utwór – to nie daje wiele miejsca na twórcze błądzenie.

Skąd wziąłeś okładkowo-tytułowy motyw jednorękiego bandyty?

Odpowiedź znajdziesz w kompozycji „One-Armed Bandit”. Akurat ślęczałem nad tymi arpeggiami i skojarzyły mi się z automatami do gry, z tym hipnotyzującym ruchem. Z czasem arpeggia stały się motywem przewodnim albumu, to im zawdzięcza on swoją intensywność, nadzwyczajną energię. I to się rewelacyjnie sprawdza na żywo. Na niektórych koncertach wykonujemy wyłącznie nowy materiał i muszę przyznać, że dawno nie mieliśmy takiej radości ze wspólnego grania.

Będziemy mogli przekonać się o tym w Polsce ?

Plan jest taki, by przyjechać latem. Możesz to wydrukować. (W marcu było już wiadomo, że wystąpią pod koniec sierpnia na festiwalu Nowa Muzyka – mh)

Pytanie na koniec: słuchasz dzisiaj czegoś, czego nie byłbyś w stanie przetrawić 10-15 lat temu?

Pewnie! Kiedy masz 21-22 lata bardzo pilnujesz tego, czego „powinieneś” słuchać i jaką muzykę „powinieneś” tworzyć. Wtedy miałem bardzo wąskie horyzonty muzyczne, trzymałem się określonych gatunków, to minęło. Na pewno kiedyś nie zniósłbym prog-rocka. Z drugiej strony nauczyłem się doceniać takich wykonawców Elton John. (śmiech)

Nic bardziej wstydliwego? Do czego nigdy byś się publicznie nie przyznał?

Hmmm… No dobra, Shania Twain.

(Machina, luty 2010)

Fine.




Dodaj komentarz