Ekranowanie Jacaszka

W jutrzejszym „Przekroju” piszę o coraz powszechniejszym komponowaniu na małym ekranie, w pociągu, hotelu, w poczekalni. Przy tej okazji pytałem Jacaszka.

*

Jakie w twojej muzyce są proporcje muzykowania „okiem” – zapętlanie na ekranie – oraz bardziej tradycyjnego grania „uchem”?
— Praca z sekwencerem i samplerem przypomina mi metodę, jaką posługiwałem się przy malowaniu obrazów. Moje prace malarskie były wynikiem swoistej walki na płótnie: spekulacji barwnych, szlifowania kształtów, mozolnego budowania kompozycji poprzez niekończące się dodawanie, eliminowanie lub „przesuwanie” pojawiających się form.
W sekwencerze podczas pracy nad muzyką wygląda to podobnie. Tyle że warsztat jest czystszy i bardziej przejrzysty. Klocki-brzmienia można wielokrotnie przetwarzać, szukając odpowiedniej formy – manipulować nimi, przesuwać, nakładać kolejne barwy przy pomocy samplera – a w razie niepowodzenia cofnąć się do stanu początkowego bez żadnych konsekwencji. W malarstwie było to dużo trudniejsze. Ekran wraz z możliwością edycji to wygoda.

Jak ta wygoda przekłada się na efekt końcowy?
— Nie dostrzegam bezpośrednich analogii pomiędzy ekranową strukturą sekwencera a dźwiękami, które w nim powstają. Biorąc pod uwagę cały XX wiek – czyli pojawienie się fonografii, urządzeń zapisujących i emitujących dźwięk – da się wskazać silniejsze związki muzyki i technologii. Wydaje mi się, że dla twórców najważniejsza była możliwość zapętlania i nieskrępowanego łączenia ze sobą dźwięków przy pomocy taśmy analogowej. W tym sensie rewolucję mamy już za sobą. Komputer wraz z ekranem, czyli „zwizualizowanie” procesu cięcia taśmy, to jedynie technologiczne ułatwienie, zwieńczenie wcześniejszej epoki, a nie jakiś ważny zwrot warunkujący współczesną estetykę.

A nagła migracja muzyki do do komputerów? W tej chwili odruchem młodego człowieka, który zamierza „robić muzykę”, nie jest już sięganie po gitarę czy pianino, ale po laptop.
— Pojawienie się cyfrowych narzędzi skutkuje przede wszystkim większą ilością produkcji muzycznych. Oprócz kreowania brzmienia, można samemu zaaranżować cały utwór, po czym od razu mieć nagranie. Konsekwencje są dwojakie: powstają tony muzycznych śmieci, ale jednocześnie ujawnia się znacznie więcej wartościowych artystów, którzy odnaleźli nowe metody kreacji. To według mnie korzystna tendencja. Słaba muzyka umiera śmiercią naturalną, pozostałe rzeczy realnie wzbogacają kulturę.

Coraz częściej słyszy się o albumach nagranych w całości na iPadzie, o komponowaniu na iPhonie w pociągu czy samolocie. Takie firmy jak Moog czy Korg oferują aplikacje na smartphone’y. Wyobrażasz sobie tworzyć głównie lub nawet wyłącznie na takim sprzęcie?
— Wartość dzieła artystycznego nie jest zależna od metod i narzędzi. Nie ma więc żadnych ograniczeń w tym względzie: muzykę można komponować pisząc nuty, improwizując na instrumencie, aranżując na laptopie, bądź też posłużyć się fuzją różnych technik. Ja osobiście nie potrafiłbym tworzyć w pociągu z uwagi na hałas i zamieszanie. Smartphone natomiast jest za mały i jak dla mnie niewygodny. Ale dla innych sytuacja podróży może być inspirująca. Dźwięki lotniska składnikiem muzyki? Powtórzę więc slogan: najważniejsza jest kreatywność, wolność tworzenia, nieskrępowana wyobraźnia.

Żadnych zagrożeń?
— Jak wspominałem, jedyną negatywną konsekwencją łatwości tworzenia dźwięków są olbrzymie ilości publikowanych odpadów. Jest to męczące i utrudnia orientację, dotarcie do wartościowych twórców. Poza tym widzę same zalety.

Na jakich aplikacjach osobiście pracujesz? Polecisz coś początkującym?
— Jestem w tej kwestii mało kompetentny, przyzwyczaiłem się do dwóch-trzech narzędzi, którymi posługuję się od lat. Podejrzewam, że na początkujących twórców czeka masa kapitalnych aplikacji. Polecam stronę freemusicsoftware.org. To usystematyzowany, podzielony na kategorie spis większości muzycznego oprogramowania, które – to najważniejsze – dostępne jest nieodpłatnie.

 

 

Fine.




3 komentarze

  1. iammacio napisał(a):

    fragment o „czytaniu” muzyki to chyba powtórka z któregoś wpisu na blogu, nie? i podobało mi się jak uciekłeś od oceny albumu gorillaz. co do opisywanych spraw – nie mam zdania;p

  2. Mariusz Herma napisał(a):

    No tak, tamten fragment to streszczenie tego wielgaśnego wpisu
    http://www.ziemianiczyja.pl/2010/11/jak-zwizualizowalismy-muzyke-2/

  3. […] Jacaszek o komponowaniu w czasach komputerów. […]

Dodaj komentarz