RSS

Też pytanie

26.10.2011 | 52 odpowiedzi

Spytałem kolegę po fachu:

Odpisz pierwszą myślą bez oszukiwania: najlepsza płyta ever?

Odparł:

Tak na serio, to spróbuję się wymigać od odpowiedzi. Co miesiąc zmieniam zdanie co do najlepszej płyty 2010. W grudniu będę chyba losował tą ‘naj’ z tego roku. I jak mogę myśleć o tej ‘ever’?

Upierałem się:

No, ale jakaś pierwsza myśl była. Jaka? Niezobowiązująco!

Uległ:

Talk Talk. Spirit of Eden. Niezobowiązująco.

To jaka jest twoja pierwsza myśl? Niezobowiązująco.

.

Fine.

52 odpowiedzi

  1. Sharanchia  

    wish you were here pink floyd, chociaż się wahałem przez pół minuty.



  2. wieczór  

    ja mam dokładnie tak, jak ten kolega po fachu, nie wiem.

    ale pierwsza myśl była taka: kyuss. welcome to sky valley. zaś druga: neil & crazy horse. zuma.



  3. Marceli Szpak  

    Bitches Brew, zanim mnie pokusi napisać Endtroducing



  4. Kamil  

    Bez wątpienia Kid A. Druga myśl – gdyby miała się pojawić – to Astral Weeks.



  5. Parowka  

    Ys!



  6. Szubrycht  

    proste: Reign in Blood



  7. Tomek_W  

    MBV – Loveless



  8. Jedras  

    Fear Of A Black Planet albo Glider (EP).



  9. żemi  

    tom waits – mule variation
    (ostatnio znów się nim jaram całościowo więc tylko jego płyty przychodzą mi obecni do głowy, nie umiem odpowiedzieć tak serio serio, nie było żadnej myśli zw. z albumem jak padło to pytanie, poważnie, waits przyszedł bo dużym wysiłku:)



  10. koko  

    A Love Supreme



  11. warna  

    Merriweather Post Pavilion



  12. Pablo Renato  

    Dajesz zadanie równie okrutne, jak to, które miał przed sobą bohater „Wierności w stereo” (tam to było top ten).

    Nie ma co się silić na oryginalność: „Abbey Road”. Bo tam jest wszystko.
    Chyba, że mamy na myśli nagranie w ogóle, wtedy J.S.Bach „Koncerty Brandebuskie” w wyk.Il Giardino armonico.



  13. A  

    The Moon and Antarctica, chociaż pierwsze w głowie pojawiło mi się Pet sounds,



  14. Łukasz Halicki  

    Nah und Fern, a klasycznie no to abbey Road



  15. lkonatowicz  

    dokładnie taka sama jak kolegi z notki!



  16. Bartek Chacinski  

    Pierwsza myśl, jaką mam, gdy mnie ktoś tak pyta, to „Wal się”.



  17. Bartek Chacinski  

    (niezobowiązująco oczywiście)



  18. dawrweszte  

    The Beatles. Whatever. Ale chyba ‘Magical Mystery Tour’.



  19. 20_miles_to_highland  

    Doolitle – Pixies



  20. Pablo Renato  

    Ale, ale: nie odgrywaj tu cwaniaka, Mariusz. Nas wziąłeś na spytki, to w rewanżu dawaj, ale już – jaka jest twoja „The best of the best”?



  21. michał  

    Sonic Youth – NYC Ghosts & Flowers



  22. hotsos  

    Pierwsza myśl to była płyta Bonobo – Black Sands, potem przeszła mi przez głowę Melassa Kazika, ale to chyba ze względu na sentyment, a tak ogólnie to nie pamiętam i nie wiem.



  23. s.niemczyk  

    Mam tak samo jak kolega po fachu. Interesujące.



  24. Mariusz Herma  

    Pablo, takie pytania zadaje się po to, by na nie samemu nie odpowiadać. Której z wymienionych płyt nie znam – też się nie przyznam.

    Dziękuję za dotychczasowe typy.

    Rozwiązałem też Bartkową zagadkę:



  25. Killamanjaro  

    Sufjan Stevens – Illinois



  26. Bartek Chaciński  

    Jeśli już zawężamy, to wolę oczywiście „69 Love Songs”. :-) A z dotychczasowych z całą pewnością nigdy nie słyszałem „Koncertów brandenburskich” w tej wersji. Na mojej kopii jest napisane Gewandhausorchester. Łapie się to-to chociaż do wszechświatowej pierwszej setki wykonań?



  27. cisnowiec  

    lark`s tongues in aspic, niepodważalnie



  28. Bartek Chaciński  

    A wracając do pytania, Mariusz, to najlepszą płytą Ever jest – jeśli ufać RYM – EP-ka „The Unraveling”: http://rateyourmusic.com/release/ep/ever/the_unraveling/ Zresztą to również jedyna płyta Ever oceniona w RYM, jakkolwiek potężny byłby to serwis.



  29. Mariusz Herma  

    Ów jedyny oceniający zna jednak 13 lepszych płyt:
    http://rateyourmusic.com/collection/Amberline/r5.0



  30. patryk t  

    Kid A



  31. Bartek Chacinski  

    @Mariusz Herma –> No i z tej jego listy to już nie znam ładnych paru…



  32. Pablo Renato  

    @ Bartek
    „Łapie się to-to chociaż do wszechświatowej pierwszej setki wykonań?”
    Przykro mi, według oficjalnych danych i odgórnych wytycznych – miejsce 101.

    ;)

    @Mariusz
    Cykor, cykor!



  33. koko  

    dziś: TO I TAO Kwartetu Jorgi



  34. Sharanchia  

    próbujemy być oryginalni i wymyślamy, czy to rzeczywiście najlepsze płyty?



  35. kkuba  

    jak „ever” to może coś stąd?

    http://www.discogs.com/search?q=ever&btn=&type=all

    ;-)



  36. matziek  

    pewnie wypadałoby podać coś z popularnego kanonu, ale obawiam się, że takie coś jak „najlepsza płyta ever” po prostu nie istnieje :-)



  37. Sharanchia  

    W sumie lepszym pytaniem byłoby pytanie o najlepsza płytę ever w tym tygodniu :)



  38. Warszawa  

    King Crimson – Islands



  39. Przemysław  

    Pierwsza myśl? „The Best of Simon and Garfunkel”, ale bez „Cecilii”.
    Ale potem się zorientowałem, że składanki się chyba nie liczą. Więc, siląc się na pewną oryginalność, pomyślałem „Abbey Road”.



  40. Mariusz Herma  

    Jeśli to ten sam składak, który pojawił się u nas na kasetach (chyba Taktu) na początku lat 90., to byłby mój pierwszy w życiu oficjalny „ulubiony album muzyczny ever” :-)



  41. Pangolin  

    Wu-Tang Clan „Enter the Wu-tang (36 Chambers)”! Prawdopodobnie przez to, że Przemysław już czwarty dzień raczy domowników składanką Simona i Garfunkela od rana do wieczora.A potem pokazuje mi gdzie o tym napisał.



  42. fripper  

    Pierwsze myśli, niezobowiązująco:

    - Pink Floyd „Wish You Were Here”
    - David Bowie „Hunky Dory” (a może „Heroses”? a może „Outside”?)
    - U2 „Achtung Baby”

    ale to raczej podchodzi pod „ulubione” niż „najlepsze”.



  43. Mariusz Herma  

    Pangolin, przynajmniej znów słucha tego, co naprawdę lubi :-)
    U mnie w weekend pod wpływem powyższych komentarzy grały zupełnie inne rzeczy, niż zwykle by. Simon też, ale solo.



  44. Szary  

    Spirit of Eden – to wcale nie jest głupia myśl. Dla tej płyty powinny być „punkty za pochodzenie” – jak w ciągu zaledwie 4 płyt zespół mógł przejść taką drogę – od kiczu do postmuzyki!



  45. Alicja  

    the rise and fall of ziggy stardust and the spiders from mars



  46. Kuba  

    No to bez namysłu (bo gdyby był, to już byłoby trudno). Ale tak naprawdę to chyba bardziej kieruje chęć podzielenia się, może ktoś to odkryje dla siebie też.

    Screaming Headless Torsos „Screaming Headless Torsos”
    Sleepytime Gorilla Museum „Grand Opening and Closing”… albo „Of Natural History”, a z elektroniki to „Geogaddi” Boards of Canada.



  47. Spotkamy się w grobie | Polifonia  

    [...] krępujące, ale czasem ludzie zadają sobie tego rodzaju pytania. Ja ostatnio usłyszałem takie pytanie od pewnej (przyzwoitej zresztą) stacji radiowej. [...]



  48. lsd  

    13 blur. sorry



  49. Grzesiek  

    Przeczytałem pytanie i nie musiałem nawet myśleć. Samo wpadło do głowy: Marek Grechuta „Szalona lokomotywa”!



  50. Mariusz Herma  

    Śliczna płyta. Miałem znajomego – jemu po części zawdzięczam odkrycie i nieprzemijającą fascynację Grechutą – który na to pytanie zawsze odpowiadał ze zdecydowaniem: „Ewa Demarczyk śpiewa piosenki Zygmunta Koniecznego”.



  51. nie.spokoj  

    od paru miesiecy hood i cycle of days and seasons



  52. fripper  

    Widzę, że nie tylko w moim wypadku nazwisko Grechuta sąsiaduje ze słowem „znajomi”. Miałem w liceum grono bliskich przyjaciół kompletnie zakochanych w Grechucie i w Demarczyk także. Starali się mnie ostro tym zarazić, a ja ich Floydami i m.in. Davidem Bowie. Załapałem się nawet na koncert Grechuty, choć – ze względu na stan zdrowia artysty – było to raczej przykre przeżycie. Co ciekawe, zarażanie podziałało w obie strony, choć u mnie z nieco opóźnionym zapłonem. Grechuta zawsze będzie mi się już kojarzył z liceum, ale naprawdę doceniłem go dopiero na studiach. Zacząłem słuchać jeszcze raz, już jakby na własną rękę i mnie zachwyciło. Pierwsze 6 płyt MG to moim zdaniem rzeczy wybitne w skali światowej, przy czym absolutnie oryginalne i bardzo „polskie” w najlepszym tego słowa znaczeniu. Anawa to też najlepszy okres dla Pawluśkiewicza, nigdy później już nie zrobił nic nawet w połowie tak wartościowego. Demarczyk bardzo szanuję, ale już to nie do końca moja bajka. Za to uwielbiam Koniecznego jako twórcę muzyki filmowej i teatralnej i uważam, że jest cokolwiek niedoceniony w swojej oryginalności i nowatorstwie. Jego hipnotyczne, transowe, okołominimalistyczne rozwiązania spokojnie mogą sąsiadować z Góreckim.

    Na koniec jeszcze jeden kamyczek w ramach właściwego tematu tego wątku:

    - Laurie Anderson „Big Science”



Dodaj komentarz