Grudzień 2011

2011: Koncerty

Sufjan Stevens wzruszał, Tinariwen czarowali, a koncertowe podium zamyka awaryjny koncert Finka z instrumentalnym minimum i repertuarowym maksimum. W rekordowym dla mnie sezonie festiwalowym (osiem!) najświetniejszym okazał się jeszcze letni wrześniowy tydzień spędzony w Krakowie na Sacrum Profanum. Największą porażkę poniosłem przed bramkami Eryki Badu, dla której olałem Off Festival. Ale co poradzić, gdy akredytacja nie dociera, kasa biletowa przyjmuje tylko gotówkę, a najbliższy bankomat jest zbyt daleko? Słucha się zza płotu.

Poniżej pełna lista przegapień z roku 2011:

(więcej…)


2011: Popisali się

Prosiłem o autoreklamę.

Łukasz Warna-Wiesławski dopadł w Krakowie LA Vampires (offline)
Bartek Chaciński w tym samym mieście Aphex Twina
Marceli Szpak
 wspomina dekadę Skinnera
Paweł Franczak słucha ciał pierwszego Minimum-Maksimum
Dorota Płuchator zgłębia masę trzeciego Asymmetry Festival (offline)
Piotr Nowak spuszcza powietrze z Oxbow
Kamil Dachnij podsumowuje Rodzinę Soprano
Michał Fundowicz odnajduje męstwo u Billa Orcutta
Sebastian Gabryel racjonalizuje Noto + Sakamoto
Daniel Barnaś rokuje witch-rockowi Implodes
Stachu Bręczewski w poczekalni duma o czasie
Jakub Knera wybucha śmiechem z Jamesem Leylandem Kirbym
Maciek Kaczmarski
 fabularyzuje Dale Cooper Quartet & The Dictaphones
Łukasz Halicki przyznaje się do fanowania Psychocukrowi
Michał Wieczorek
na OFF Festivalu zderza Afrykę z Ameryką (offline)
Piotr Kowalczyk przesłuchuje chór The Langley Schools Music Project
Sebastian Niemczyk
umiejscawia Bon Iver, Bon Iver
…o której to płycie pisze także Maciek Lisiecki 
Bartosz Sadulski wiele wyznaje Lykke Li
Dawrweszte męczy nałóg
Jakub Popielecki sprawdza, czy magia wycieka z Hollywood
Paweł Sajewicz
 chatuje z Chazem Bundickiem
Karol Kućmierz
 lekko irytuje się Gusem Van Santem
Marka J. Sawickiego prawdziwe rozmaitości
Jan Błaszczak wyciąga dolary z Mortona Subotnicka
Filip Szałasek studzi hype na Nerwowe Wakacje
Marcin Gładysiewicz stawia na podium Milesa (ale nie Davisa)
Jacek
 żegna R.E.M. i epokę legend
Łukasz Konatowicz komple(men)tuje The Car is on Fire
Piotr Lewandowski
przyłapuje Thurstona Moore’a po Sonic Youth
A Guide to My Music przeładowuje The Twilight Singers
Mateusz Dobrowolski
gada z R.U.T.Ą. (1, 2)

.

Fine.



2011: Wejścia z Google

30. o czym mówi przysłowie śliczna, ale niczyja
29. znała karate
28. składanka na wieczory we dwoje szara okładka
27. michał szpak na kolejnej okładce… bardziej męski niż zwykle
26. jak sie pisze mariusz
25. mam chawtowaną didżejowom
24. ziemia cziczyja
23. ziemia za 1000 lat optymiści
22. ziemia stary dawno temu
21. prawy miesien peji

20. zdjęcie z balonem zamiast twarzy
19. mariusz semik hipnotyzer
18. piractwo lozkowe
17. nie chce juz niczyjej rady, niczyjej, niczyjej , rozumiesz
16. zabija nas to co najbardziej kochamy tatuaż
15. porownanie malej a duzej kukulskiej
14. bejsbol lata 50
13. w jaki sposób wyciągnąć dłoń do współczesnej dziewczynki z zapałkami?
12. instrumenty jako źródło dźwięku
11. ołów w firankach

10. czy ma ktoś odpowiedzi na sprawdzian z geografii puls ziemi 2 ameryka grupa a
9. uloz trzy zdania z litera h
8. przejechal traktor, przedawkowal narkotyki
7. wąchanie pupy
6. wymyśl nową postać,taką jak robin hood lub zorro i opowiedz jedną z jej przygód
5. xx wiek w muzyce
4. mariusz herma dzieci się ze mnie śmieją
3. życie po 90
2. co najbardziej ogłupia
1. pisk w spłuczce

0. ułóż zdanie z wyrażeniem nie podskoczywszy

.

Fine.


2011: Pochwal się

Opłaciło się przed rokiem, więc znów apeluję:

Wyłącz na chwilę skromność i pochwal się linkiem do tekstu, który w tym roku udał ci się najbardziej.

*Ankieta już zamknięta – zapraszam za rok. Wyniki tu.

.

Fine.


Top Japanese Albums 2011

Best 11 Albums of Difficult Japanese 2011:

.
• Off-Beat Singing:

Salyu x Salyu – S(o)un(d)beams (Toy’s Factory)
If Kate Bush continued her vocal experiments from ‚Aerial’  album, one day she might form an extravagant vocal duo with Salyu.

.

• J-Beat:

ShinSight Trio „Moonlight Sunrise” (Teichiku)
Shin-Ski, a producer with a Composition graduate. Insight, a rapper with a Y Society diploma. And Ryow, a turntablist from Nagoia. Dream team!

.

• J-J Dilla:

Nujabes – Spiritual State (Hydeout)
Great Japanese producer’s first and allegedly last posthumous album. The quintessence of Nujabes’s elegant flair with piano scattered all around it.
http://youtu.be/ndEy2mm56yY

.
• Multichannel Rock:

Tokyo Jihen – Daihakken (EMI Music Japan)
‚If the older Tokyo Jihen albums were different TV stations, this must be somebody zapping through them’.
http://youtu.be/LlhTxYYuNmw

.
• Scored drone:

Toshio Hosokawa – Landscapes (ECM New Series)
Shō with string background, and without.

.
• Dreamwriting:

Caroline – Verdugo Hills (Temporary Residence)
Born in Okinawa, educated in Boston and settled in California records a lovely dream-pop album without much Japanese influences though.

.
• J-Step:

Himuro Yoshiteru – 7th Shapeshifting (Bedroom Research)
British have Rustie and his ‚Glass Swords’. Americans got Kuedo’s ‚Severant’. Japan’s irrepressible guide to post-dubstep is Himuro.

.
• Lost-Rock:

Vampillia – Alchemic Heart (Important)
Some call them ‚hardcore Arcade Fire’, which is wrong. They prefer to call themselves a ‚brutal orchestra’, which is wrong as well. Try it if you miss the Godspeed You! Black Emperor / A Silver Mt. Zion family.

.
• Farewell Ambient:

Alva Noto + Ryuichi Sakamoto – Summvs (Raster-Noton)
Noto succumbs to Sakamoto.

.
• J-Rap:

Coppu – Twilight (In Ditch)
Wonderfully reserved flow plus the atmosphere you could expect from an album titled ‚Twilight’ and promoted with a single ‚Slumber’.

.
• Lost Between Stations:

Toshimaru Nakamura – Maruto (Erstwhile)
Do you ever stop the tuner between stations?

.


Tom Waits – Bad As Me

Tom Waits – Bad As Me (Anti)

 

Plan był prosty: „Wejść. Wyjść. Żadnych ceregieli”. Posiadacz najbardziej zachrypniętego głosu na zachód od flamenco nawet nie próbuje udawać, że nad swoim nowym dziełem pracował aż siedem lat – bo tyle czasu upłynęło, odkąd Tom Waits wydał swój poprzedni album studyjne. „Bad As Me” to dzieło zwięzłe, dosadne i szalenie charyzmatyczne. Niezależnie od tego, czy snuje właśnie nad fortepianem smętną balladę, piekli się przy akompaniamencie dęciaków, cytuje starą szkocką melodię albo próbuje śpiewać falsetem – Waits jest w życiowej formie.

62-letniego pieśniarza tradycyjnie dopingowała i wydatnie wspierała żona Kathleen Brennan. To ona postanowiła, że na płytę trafi 12 krótkich, trzyminutowych piosenek – choć ostatecznie jest ich o jedną więcej i trwają dokładnie 44 minuty i 44 sekundy. To Kathleen wymusiła na mężu, by niektóre ze swoich partii wokalnych dopracował, bo dla Waitsa śpiewanie do mikrofonu niczym nie różni się od nucenia pod nosem w samochodzie. To żona wreszcie podsunęła mu pomysł – „Kochasz jego muzykę, on kocha twoją i obaj mieszkanie w Nowym Jorku, więc co stoi na przeszkodzie?” – by oprócz kilkunastu innych muzyków zaprosić do studia także Keitha Richardsa. Legendarny gitarzysta The Rolling Stones miał przytargać na nagrania „około 600 gitar”. Zagrał ostatecznie w czterech utworach, a w rzewnym „Last Leaf” nawet zaśpiewał w duecie z gospodarzem o efektach starzenia.

Stonesom Waits dedykuje ponadto utwór „Satisfied”. W tej płomiennej odpowiedzi na wielki przebój „Satisfaction” zwraca się wprost do Micka Jaggera i Richardsa, dosłownie wypluwając z siebie litanię człowieka już usatysfakcjonowanego lub satysfakcji bliskiego. Jak przystało na człowieka, który właśnie nagrywa swoją siedemnastą płytę – i jedną z najlepszych.

gościnnie „Bluszcz”

.

Fine.


Kate Bush – 50 Words for Snow

Kate Bush – 50 Words for Snow (Fish People)

 

I grzeje, i ziębi

To był dobry rok dla weteranów. Wspaniałe płyty wyśpiewali nam 70-letni Paul Simon i niewiele młodszy Tom Waits. Debiutująca kilka lat po nim Björk pod przykrywką futurystycznych gadżetów ukryła jedne z lepszych melodii w swoim dorobku. Ale tuż przed zamknięciem rocznych podsumowań prosto na podia wskakuje Kate Bush.

W towarzyszących jej nowej płycie zimowych porównaniach nie chodzi jedynie o mroźną okładkę, poszukiwania yeti w singlowym „Wild Man” czy zapowiadaną w tytule recytację pięćdziesięciu różnych określeń śniegu, z których część – jak „spangladasha” – wymyśliła sama artystka. Zatrudnienie własnego syna Alberta w roli śnieżynki, opowieść o namiętnym bałwanie, którego libido rozgrzało tak bardzo, że skończył w kałuży, albo historia psa o imieniu Płatek Śniegu – to również zaledwie pokrywa muzycznego lodowca, jakim jest „50 Words for Snow”.

Na wydanym przed sześciu laty dwupłytowym „Aerial” Bush pomieściła kilka stylistyk, kilkanaście instrumentów – od akordeonu przez didgeridoo po śpiew ptaków – oraz 23 utwory. Na zawartość „50 Words for Snow” składa się raptem siedem piosenek w wykonaniu czterech do pięciu osób. Fortepian i wokal na pierwszym planie, w tle nagminnie próżnujące bębny, miękki bas, sporadycznie gitara, klawisze i smyczki. Tylko tyle Bush potrzebowała, by nagrać najpiękniejszy album w swojej karierze.

Minimalizm objął także kompozycję. Otwierające „Snowflake” to w zasadzie jeden motyw pianina zapętlony na dziesięć minut. Pozostałe utwory też dałoby się streścić w paru taktach. Gdy więc w ten ascetyczny krajobraz wkracza czuły szept Bush, to słuchającemu każdorazowo grozi powtórzenie losu bałwana. Bodaj całą dostępną sobie paletę wokalną artystka prezentuje w zjawiskowym, trwającym blisko kwadrans „Misty”. Krzykiem w „Snowed in at Wheeler Street” wyznaje Eltonowi Johnowi, że czekała na niego całą wieczność (z wzajemnością). I znów sam jej głos wystarcza do tego, by lodowcowy krajobraz rysowany ascetycznymi aranżacjami ocieplić i wypełnić – powiedzmy to głośno – miłością.

„Przekrój”

.

Fine.


Oneohtrix Point Never – Replica

Oneohtrix Point Never – Replica (Software/Mexican Summer)

 

Najbardziej przereklamowana płyta 2011 roku

W kopiowanie i wklejanie strzępów telewizyjnych spotów z lat 80. trzeba uwierzyć. Materiał genetyczny swojej nowej płyty Daniel Lopatin przekuł bowiem w kompozycje na tyle spójne i „poważne”, by zasłużyć na skojarzenia ze słynną magazynową odkrywką DJ Shadowa sprzed półtorej dekady.

„Replica” dzieli swoje 40 minut pomiędzy wytrawny, ciepło zabarwiony ambient a plądrofoniczne łamańce na czele ze znakomitym „Sleep Dealer”. W tych drugich ujawnia się nowa pasja producenta z Brooklynu: tropienie melodii w zwykłych ludzkich konwersacjach. Cały longplay niejako streszcza się w schizofrenicznym „Nassau”, które samo w sobie rozdarte jest pomiędzy gębową kotłowaniną („odgłosy satysfakcji po wypiciu jakiegoś napoju”) a stoickim pulsem dwóch akordów. Co zaskakujące, ta jawnie retrospektywna płyta, której geneza sięga jeszcze „Come Out” Steve’a Reicha, w całym dorobku Lopatina wydaje się tą najmniej retro.

„Machina”

.

Fine.