Mrtvi

(Stąd).




10 komentarzy

  1. Marcin pisze:

    Spotify ma w sumie 101%. Nieźli są, słuchacze tak walą drzwiami i okniami, że zakrzywiają matematykę.

  2. Mariusz Herma pisze:

    1% zapłacił, a następnie zapomniał/ zrezygnował/ umarł?

  3. W. pisze:

    raczej błąd zaokrąglenia

  4. za zlinkowanym artykułem: 'this is a problem that affects all businesses that have a free tier that requires registration…’. Po prostu.

    Mnie bardziej zdziwiły, na plus zdziwiły, proporcje free/płacący. Spodziewałem się raczej że płacą nieliczni, może dlatego że sam używam wersji darmowej, a tu proszę, Deezer ma ten stosunek prawie 50/50.

  5. Mariusz Herma pisze:

    To prawda. Przy czym wykres Spotify jest trochę przeterminowany (z winy samej firmy). Ale mówi się o 5 mln płacących z ponad 20 mln (w domyśle aktywnych free+paid).

    „A report by DigitalMusicNews has shown that Deezer‘s paid subscriber rate is growing faster than that of Spotify‘s. Deezer has seen a grwoth of 114% from December 2011 to December 2012, versus Spotify’s 86% growth. ”

    http://www.rudebaguette.com/2013/01/08/deezers-subscriber-count-is-growing-faster-than-spotifys/

  6. Ciekawie zacznie się robić kiedy rynek okrzepnie i zamiast próbować zdobywać nowych klientów firmy skoncentrują się na utrzymywaniu dotychczasowych i awansowniu free na paid. Myślę że kiedy powstanie naprawde ciekawy wachlarz aplikacji i rozwiązań po prostu wygodnych na co dzień proporcje free/paid mogą się dowrócić. Do wtedy może też pojawić się nowy model biznesowy streamingu, kto wie. Te dotychczasowe, wiadomo, zostawiają wiele do życzenia.

    Tak na marginesie bardzo ciekawa jest decyzja Deezera żeby odpuścić wymagający rynek amerykański. Z jednej strony pozwalają Spotify toczyć wszystkie bitwy o legalność, sens etc. streamingu zachowując czyste konto, z drugiej amerykański słuchacz w tej chwili już utożsamia streaming z marką Spotify. Deezer nie może tak dużego rynku ignorować bez końca, a im dłużej czekają będzie trudniej.

  7. Mariusz Herma pisze:

    Po co przepychać się na rynku amerykańskim, gdzie do silnej konkurencji – oprócz Spotify wszystkie Rapsodie, Pandory, MOG-i i Rdia – dołączy wkrótce Apple i Google i Amazon i licho wie, co jeszcze. Pewnie lepiej skoncentrować się na pozostałych 6,7 mld mieszkańców planety…

    Billboard puścił niedawno spory tekst o fenomenie streamingu w takiej Brazylii (200 mln ludzi). Oswojenie Indii – bo Chiny zajęte już przez lokalsów – to ustawienie się na amen. Kraje Arabskie. Afryka. Akurat w przypadku streamingu zamożność społeczeństwa nie ma tak wielkiego znaczenia, bo abonamenty wszędzie są dosyć niskie, a w Stanach przy takiej konkurencji najszybciej dążyć będą do zera – czyli podejrzewam zupełnego włączenia w opłaty za internet, komórkę czy prąd. Albo sprowadzenia do roli bonusów do kont bankowych i kart lojalnościowych Starbucksa.

  8. Z takiego dokładnie założenia wyszli. Moim zdaniem w końcu się złamią. Ale pal licho Amerykę Północną. Wychodzi na to że cała Afryka, Ameryka Południowa z Karaibami, Bliski Wschód i Australia warte są tyle co Europa:
    http://www.internetworldstats.com/stats.htm
    Będą się o nas bili, oj będą.
    Chiny to połowa populacji internetowej Azji, znika kawałęk tortu wielkości Europy i zostaje drobnica wielkości kolejnej Europy (Indie niewiele ponad 10%).

    Z zapowiedzią lokalnych biur i ofert Deezer będzie generował niezłe koszty administracyjne (160 krajów na koniec 2012).

    Wejściem na rynek wielkich z Googla czy Amazonu bym się nie przejmował. Google juz próbował walczyć z Applem swego czasu, kto dziś pamięta Google Play? Amazon próbował streamingu filmów, Boże uchowaj przed Lovefilm!

    Ale wzorując się na steamie video i House of Cards Netflixu: może tu jest przyszłość? Widzisz Deezer, etc. za parę lat w roli wydawcy? Na pierwszy rzut oka podręcznikowy przykład redukcji łańcucha wartości.

  9. Mariusz Herma pisze:

    W roli wydawcy (o ile będzie im się chciało ceregielić z licencjonowaniem – bo sprzedaży i produkcji nie będzie tudzież pozostanie domeną specjalistycznych labeli dla tradycjonalistów), redakcji muzycznej (patrz już WiMP), promotora i dystrybutora koncertowego („kup bilet” przy „posłuchaj” – już w drodze), telewizji muzycznej (transmisje live – już teraz), muzycznego facebooka (profile artystów w Deezerze) i pięciu innych, o których to rolach jeszcze nie wiemy. Będą kiedyś o tej dekadzie pisać książki. Znaczy eBooki.

  10. Ciekawe jak daleko się to posunie. Niesamowite, jak stare wielkie wytwórnie/sklepy przespały ten moment.

Dodaj komentarz