Nie taki nowy Yorke

Nie taki nowy Yorke

Cieszę się z własnego spóźnienia w komentowaniu ostatniego wyczynu Thoma Yorke’a. Bo z perspektywy – zabawne, że o dwóch tygodniach można dziś powiedzieć „z perspektywy” – łatwiej odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy ma on jakiekolwiek znaczenie.

Miało znaczenie udostępnienie „In Rainbows” przed siedmiu laty poprzez stronę Radiohead, przy jednoczesnej pozwoleniu nabywcom, by sami decydowali o cenie płyty. Po pierwsze, popularyzowało to, a dla wielkiego biznesu wręcz legalizowało narzędzie dystrybucji, jakim naprawdę niezależni posługiwali się od lat. I w latach kolejnych. Jakaś część tych, którzy udostępniają dziś swoją muzykę na Bandcampie za płać-ile-chcesz, naśladuje w ten sposób swoich idoli. Po drugie, poznaliśmy nieco prawdy o zachowaniach masowej – wciąż „ambitnej” – publiczności w sieci. Nawet kultowemu Radiohead fani poskąpili pieniędzy, a często woleli darmowego pirata z torrentów od darmowego legala ze strony oficjalnej. Jednocześnie okazali pewną lojalność, bo gdy pojawiły się CD, ochoczo sięgnęli do portfela i zapłacili za materialną wersję materiału, który zna na pamięć. Wreszcie Radiohead uświadomiło innym wielkim świata muzyki to, że czasem łatwiej zwrócić na siebie uwagę metodą dystrybucji, niż jej przedmiotem. Stąd przedświąteczna niespodzianka Beyonce i stąd niedawne U2 rozdane milionom za free.

Wrzucenie „Tomorrow’s Modern Boxes” do sieci BitTorrent zapowiadało konsekwencje jeszcze donioślejsze. Oto piracki oręż oficjalnie zaprzęgnięto w służbie dobra, czyli dla ominięcia korporacyjnej sitwy w jej nowoczesnej, streamingowej postaci – a nawet poczciwych firm hostingowych. Nikt konkretny materiału nie przechowywał ani nie dystrybuował. Rozchodził się niejako sam. Przynosząc za to niebagatelny zysk: 90 proc. od utargu przy zachowaniu przyzwoitej ceny 6 dolarów od sztuki. Teoretycznie hit, w praktyce – wydaje się – klapa.

Według dotychczasowych informacji album ściągnięto z BitTorrenta 100 tysięcy razy w ciągu pierwszej doby oraz ponad milion razy w ciągu tygodnia. Tyle że chodzi o pakiet darmowy. O wersji płatnej nic nie wiemy. Ale skoro przed kilku laty większość zrezygnowała z darmowego egzemplarza umieszczonego na oficjalnej stronie na rzecz torrentów, to ile osób oleje płatne torrenty chociażby na rzecz darmowego, oswojonego YouTube?

Tym bardziej że Yorke wybrał metodę:

Niepraktyczną. W sieci liczy się wygoda, która mierzy się liczbą wymaganych kliknięć i pól do wypełnienia. Nabycie płyty w sklepie internetowym w dowolnym formacie to dziś kwestia minuty. Znalezienie jej w streamingu – sekund. Tymczasem sam przymus instalowania czegokolwiek dodatkowego na komputerze może odrzucać, a w przypadku oprogramowania kojarzonego z piractwem – wręcz niepokoić. Wprawdzie szczególnie wytrwali zdołali oprotestować ten obowiązek i mimo to dostać muzykę, ale wymaga to jeszcze większej liczby kliknięć. Kiedy ostatnio kupowanie płyty wymagało pisania listu?

• Przestarzałą. Torrenty i inne podobne obiegi nieoficjalne były w modzie, kiedy dawały dostęp do ograniczonych i/lub drogich dóbr kultury. Poniekąd dzięki presji ich obecności doczekaliśmy się czasów, kiedy dobra te – a przynajmniej ich bliższa mainstreamowi część, do której Yorke zdecydowanie się zalicza – są już dostępne i łatwo, i tanio. Albo wręcz za darmo. W tym kontekście cofanie się do epoki p2p trudno nazwać odkrywaniem przyszłości. Dystrybucja przez p2p przyniosła Yorke’owi nadspodziewane efekty, ale to było 15 lat temu.

Nieuzasadnioną. Yorke tłumaczy, że chce artystom oddać z powrotem (?) kontrolę nad ich dziełami. Tak aby mogli sprzedawać je samodzielnie z pominięciem tzw. gate-keeperów. Rzecz w tym, że artyści od dobrych kilku lat prezentują i sprzedają swoją twórczość dokładnie w taki sposób, jaki sobie tylko wymarzą. Jedni wybierają YouTube, inni Bandcampa, jedni stawiają na crowdfunding, inni handlują na własnej stronie. Jeśli nikt przedtem nie wpadł na pomysł, by sprzedawać płyty poprzez sieci p2p, to raczej nie chodzi o to, że to pomysł wybitnie oryginalny.

Na pewno wybitnie korzystny dla BitTorrenta. Yorke oddaje firmie 10 proc. utargu, mimo że faktyczną dystrybucją zajmują się internauci. Oni grosza za swoją przysługę jednak nie otrzymają. A to może budzić wprawdzie dalekie, ale jednak skojarzenia z niesławną aferą Amandy Palmer, która po zebraniu miliona na Kickstarterze wciąż chciała outsourcingować aranżacje za piwo. Yorke’a stać na to, by zapłacić 10 proc. za dystrybucję ludziom, którzy faktycznie się nią zajmują. Chociażby poczciwemu Bandcampowi.

Specjalnością muzyków Radiohead nigdy nie było wymyślanie nowego, ale raczej recycling i popularyzowanie cudzych wynalazków. Tak było (muzycznie) z „Kid A” i tak było (ekonomicznie) z „In Rainbows”. Po raz pierwszy Thom Yorke spróbował czegoś własnego i, niestety, nie wyszło. A po dwóch tygodniach wiemy również, że zawartość „Tomorrow’s Modern Boxes” – niech padnie wreszcie tytuł albumu – też do rewolucyjnych nie należy.

Fine.




11 komentarzy

  1. Marcin Niewęgłowski napisał(a):

    Jeżeli chodzi o Twój pierwszy zarzut – trudno się z Tobą nie zgodzić. Tym samym może to spowodować, iż LP zostanie ściągnięty x razy mniej aniżeli przy nieco bardziej przemyślanym i łatwiejszym sposobie dystrybucji. Co do drugiego zarzutu, to zupełnie nie zgadzam się z Tobą. Z BitTorrenta miesięcznie korzysta (z tego co dobrze pamiętam) 20 mln ludzi. I jakoś nie słyszę branżowych newsów o tym, jakoby BitTorrent tracił na popularności.

    Podobnie, jak Ty również i ja czekam na statystyki jeżeli chodzi o ściągnięcie płatnych wersji LP Yorke’a. Z tego co pamiętam, to najnowsze informacje mówią o 1,8 mln ściągnięć, ogółem.

  2. Mariusz Herma napisał(a):

    Tak, zbliża się do dwóch milionów. Czy można mieć nadzieję, że z tej oszałamiającej liczby chociaż jeden procent osób – niespełna 20 tysięcy – płytę kupiło? Sam bym na to nie stawiał.

    Co do wypierania torrentów (i innych metod) przez streaming, szczególnie w muzyce, to jednak wierzę w tego typu wykresy:

  3. Marcin Niewęgłowski napisał(a):

    Mariusz, ok ale o trendzie można mówić w przypadku, gdy dotyczy co najmniej paru reprezentatywnych rynków. To, że w Skandynawii streaming dominuje jako forma „kontaktu” ludzi z muzyką, wcale nie oznacza, że tak musi być w każdym innym kraju :) No ale obserwujmy dalej, jak to wszystko się rozwinie :-)

  4. Mariusz Herma napisał(a):

    Jeśli w krajach-pionierach streamingu (także np. Korea Płd.) metoda ta błyskawicznie wypiera piractwo, to wolno zakładać, że tak samo stanie się w państwach, które się spóźniają. Internauci w różnych krajach aż tak bardzo się od siebie nie różnią. Streaming w Wielkiej Brytanii w rok zrobił więcej dla zwalczania piractwa, niż rozmaite projekty antypirackie przez 10 lat.

    Poza tym: naprawdę nie widzisz tego wśród znajomych? Wokół mnie 3/4 osób, które do niedawna ściągały filmy, teraz streamuje je legalnie – odpłatnie i nieodpłatnie. O rezygnacji ze ściągania mp3 na rzecz YouTube/Bandcampa/Spotify nawet nie wspominam.

    W każdym razie płatny BitTorrent nie kojarzy mi się w ogóle z czymś, co za rok-dwa mogłoby się stać powszechnie stosowanym modelem – jakim stało się sprzedawanie muzyki poprzez własne strony i opcja płać-ile-chcesz. Może się mylę.

  5. fripper napisał(a):

    A tak w ogóle, to jestem ciekawy, jak sama płyta. Ja na razie słyszałem jeden kawałek i całkiem całkiem. Nie rewolucyjne, ale czy od razu znaczy to, że złe? Przecież umówmy się, że i tak wszyscy wiemy, że po „Amnesiac” już nic rewolucyjnego się nie wydarzy, co nie znaczy, że potem nie było dobrych płyt (ja np. bardzo lubię „In Rainbows” i wracam do niej częściej niż np. „Kid A”, które chyba bardziej podziwiam i doceniam niż lubię). Wytyka się Yorke’owi, że odwraca uwagę od muzyki formą dystrybucji, ale trochę szkoda, że tak łatwo samemu się w to wpada. Nie chodzi akurat o Ciebie, bo ten wpis jest zgodny z tematyka poruszanym na blogu, ale trochę poczytałem o tej płycie artykułów (a jakoś nie mogę znaleźć czasu, żeby ją zdobyć i posłuchać) i niemal niczego się nie dowiedziałem o zawartości muzycznej.

  6. Mariusz Herma napisał(a):

    Też lubię „In Rainbows”, podobnie jak „The Eraser”, ale to nie ten poziom. Płyta tylko poprawna i trudno się dziwić, że o kwestii torrentów pisze się więcej – bo to zwyczajnie ciekawszy temat. Sam Yorke też rozpisał się na temat dystrybucji płyty, a nie znajdującej się na niej muzyce.

    Podobnie U2 raczej nie powinno mieć światu za złe, że więcej pisało się ostatnio o Apple i iTunes niż o ich nowej – a właśnie, jak zatytułowanej? – płycie, skoro sami to sprowokowali.

  7. Bartosz Nowicki napisał(a):

    Ha! Mój wpis o płycie Yorke’a zaczyna się dokładnie tam gdzie kończy się twój. Pozdrawiam.

  8. Mariusz Herma napisał(a):

    Podlinkujmy.

    Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście „self-released” :-)

  9. Jan napisał(a):

    Ta metoda jest o tyle nieudana, że zmusza słuchacza do pobrania programu, z którego niekoniecznie ma ochotę skorzystać, natomiast wydaje mi się, że nie można potępiać Yorke’a w czambuł za to, że próbuje czegoś nowego. Metodą prób i błędów pewnie prędzej czy później dojdzie do optymalnego sposobu dystrybucji swojej muzyki. Poza tym mam wrażenie, że ta akcja z Bittorrentem ma na celu przetarcie szlaków dla kolejnego wydawnictwa Radiohead, które przecież może się pojawić lada moment. A i jeszcze ten 1% z 2 milionów to moim zdaniem spore niedoszacowanie, myślę, że nie docenia Pan oddania fanów, przecież wersję discbox płyty In Rainbows po 40 funtów kupiło 100 000 osób, a cd 1,7 miliona. A można było mieć za darmo. Wiadomo, że Yorke solo, to nie Radiohead, ale mimo to myślę, że TMB ma znacznie lepsze wyniki niż ten 1%. Mam nadzieję, że prędzej czy później statystyki się pojawią.

  10. Mariusz Herma napisał(a):

    Trudno powiedzieć, jak to jest z tymi fanami – nie mam wątpliwości, że znacznie chętniej kupiliby bezpośrednio ze strony Yorke’a czy Bandcampa przy pomocy trzech kliknięć, niż ściągając i instalując źle kojarzące się oprogramowanie. Eksperymenty mają sens, jeśli da się je jakoś uzasadnić. Bo w czym Bittorrent lepszy od takiego Bandcampa? W tym, że zamiast oferować własny hosting, wykorzystuje komputery i łącza użytkowników?

  11. […] Bono, który empetrójkowe iTunes potraktował jako banner reklamowy. Do tego dochodzi niedawny numer Thoma Yorke, pogłębiający pomieszanie pojęć. Obieg kojarzony z piractwem – od piętnastu lat […]

Dodaj komentarz