Polak potrafi (zrobić festiwal)

Polak potrafi (zrobić festiwal)

Pewnie kwestię wodną rozwiązano by znacznie wcześniej, tak jak przed rokiem kontrowersje konkursowe, może nawet uprzedzając protesty. Może line-up byłby bardziej różnorodny stylistycznie, a przede wszystkim geograficznie. A ze strefy gastronomicznej znakomicie oglądałoby się koncerty na głównej scenie. Wciąż mało kto chciałby chyba, żeby Off Festivalem nie kierował ręcznie Artur Rojek, ale jakaś międzynarodowa korporacja.

Mimo wszelkich wątpliwości, obojętności, a choćby i niechęci to samo można powiedzieć o imprezach organizowanych przez Mikołaja Ziółkowskiego i Mariusza Adamiaka, Filipa Berkowicza i Janusza Prusinowskiego, Marię Pomianowską i Marcina Kydryńskiego, Matta Schulza i Jurka Owsiaka… Dla decyzji festiwalowych ich nazwiska bywają równie ważne – a w ostatnim przypadku nawet ważniejsze – niż nazwy wykonawców.

Jest specyfiką polskiej sceny festiwalowej, że kierują nią tacy właśnie pasjonaci – na dobre i na złe. Ich pasji zawdzięczamy niewątpliwie stosunkowo szybkie nadrobienie zaległości muzycznych. Pytanie, jak poradzą sobie na dojrzałym rynku z wymagającą publicznością i wymagającymi artystami – i o to samo pytam, raczej niż odpowiadam, w nowej Polityce.

Na razie ich największym problemem wydają się złośliwe komentarze na Facebooku, które mimo niewątpliwej irytacji biorą sobie do serca.

Fine.




Dodaj komentarz