Wrzesień 2016

Wyspy Owcze

Wyspy Owcze

Czuję się zaszczycony, gdy przed resztą świata mogę odkryć tak utalentowanych wykonawców jak Konni Kass z Wysp Owczych. A co dopiero wymienić z nią parę maili.

Najbardziej chciałbym ją usłyszeć śpiewającą po farersku, ale – niestety! – na debiucie wszystko będzie po angielsku. Ale „Sounds” to i tak jedna z piękniejszych+ciekawszych piosenek, jakie w tym roku słyszałem.

 

fine4


Polskie teledyski na eksport: Motion Pikczer

Polskie teledyski na eksport: Motion Pikczer

Z winy serwisu beehype obejrzałem w ostatnich latach kilka tysięcy teledysków z całego świata. I co jakiś czas wpadały mi w oko polskie nazwiska czy też polsko brzmiące nazwy studiów filmowych. Stąd też wziął się pomysł na artykuł o polskich twórcach zagranicznych teledysków oraz rozmowa z Michałem Marczakiem o jego klipie dla Marka Pritcharda z udziałem Thoma Yorke.

Podczas gdy Marczak dopiero zadebiutował w świecie teledysków, jedną z osób o polsko brzmiącym nazwisku, jakie najczęściej spotykałem podczas takich eskapad za granicę, był Michał Liszcz. Pod szyldem grupy filmowej Motion Pikczer nakręcił już blisko dwadzieścia zagranicznych teledysków. Dlatego wydało się naturalnym, by to z nim o eksportowych współpracach dłużej porozmawiać.

Poniżej rozmowa z reżyserem, a wcześniej mały wybór naszych eksportowych klipów – można uzupełniać:

*

Jak wygląda wasze obecne teledyskowe portfolio?

Michał Liszcz, Motion Pikczer: W ciągu pięciu lat funkcjonowania Motion Piczker nakręciliśmy 18 teledysków dla różnych wykonawców. Przy czym pierwsze dwa lata to na dobrą sprawę zbieranie chętnych artystów, żeby wyrobić sobie markę i stworzyć portfolio. Wtedy powstało około pięć teledysków. Ostatnie lata są zdecydowanie bardziej owocne. W tej chwili mamy zaklepane kolejne dwie realizacje muzyczne.

Skąd wzięło się u was to eksportowe nastawienie?

Budując swoje portfolio, zaczynaliśmy od razu za granicą. Polscy wykonawcy czy raczej agencje często są nieufne. Jeśli proponuje się im coś za darmo, z dobroci serca – zapala się czerwona lampka. „Czego do cholery od nas chcecie!?”. A początkujący twórca klipów największy problem ma właśnie z artystami. Konkretnie ich brakiem. Dziś mamy już pewną markę i polscy twórcy zgłaszają się do nas tabunami. Czasem w ciągu tygodnia dostajemy kilkanaście zapytań o same teledyski. Bardzo nam to schlebia, bo to znaczy, że praca nie poszła w las.

W praktyce jak wyglądały kontakty z zagranicznymi wykonawcami?

Głównie była to współpraca na odległość. Muzyk przesyłał utwór, my tworzyliśmy scenariusz. Po zaakceptowaniu wizji, zbieraliśmy ekipę i znajomych aktorów i kręciliśmy. W Polsce. Bo trzeba sobie powiedzieć, że dla zagranicznych artystów widoki z Polski są tak egzotyczne i niesamowite, jak dla nas widoki planów w USA czy Japonii.

Jak długo taki teledysk zazwyczaj powstaje?

Mając utwór, w ciągu około tygodnia tworzymy scenariusz i dogadujemy szczegóły dotyczące aktorów, lokacji. Czas nagrywania to najczęściej jeden, dwa dni zdjęciowe. Postprodukcja i montaż zajmują 10-15 dni roboczych. W sumie wychodzi więc około 20 dni. Obecnie nie podejmujemy się produkcji więcej niż 2-3 teledysków miesięcznie, głównie ze względu na szacunek do artystów. Każdemu trzeba poświęcić sporo czasu i serca. Motion Pikczer zajmuje się na równi produkcją teledysków i spotów reklamowych. Więc decyzję o współpracy z muzykami podejmujemy świadomie. Nie wyobrażam sobie robienia tego na pół gwizdka.

A budżet takiego teledysku?

To chyba najbardziej zróżnicowana kwestia. Rozrzut jest olbrzymi. Robiliśmy teledyski o łącznym budżecie od pięciu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Znając budżet, już podczas kreowania scenariusza wiemy, na co możemy sobie pozwolić, a gdzie nie możemy przegiąć. Bo wycena naszej pracy zależy od naszego zaangażowania w projekt, liczby dni zdjęciowych, gaży aktorów, wynajmu lokacji. Oczywiście nie kierujemy się tylko cyferkami. Wiele technik czy pomysłów da się stworzyć własnymi środkami.

Motion Pikczer_klipy7

Z jakimi oczekiwaniami zgłaszają się do was muzycy?

Tak naprawdę nie ma standardowych życzeń. To jest najbardziej pociągające w tej branży. Muzycy są świadomi, jakie teledyski ma ich „konkurencja”. Każdego ciągnie do odważnych i nowatorskich pomysłów. Nie zawsze ma to sens, bo ile filmów rocznie robi się o miłości?

A nie jest tak, że wszyscy liczą na swoje „Gangnam Style” i „Happy”?

Wizja takiego zasięgu jest kusząca. Umówmy się jednak, że taki viral to łut szczęścia. Często kampanie, które od samego początku nastawione są na zasięg globalny, wykręcają kilkadziesiąt wyświetleń na YouTube. Oczywiście jeżeli wszystkie czynniki są sprzyjające – znana gwiazda, świeży pomysł, humor – to łatwiej o taki łut. Tak było chociażby z naszym teledyskiem dla Sea Oleeny i dla dziewczyn z Lor. Wiedzieliśmy, że materiał jest świetny. Ale wszystko wyszło głęboko z serca i z chęci pomocy młodym artystkom. Dla nas to doskonała odskocznia od biznesowego aspektu Motion Pikczer. A tu nagle taka sytuacja!

Znacie się z innymi polskimi twórcami teledysków? Jaka jest atmosfera w branży?

Raczej nikt ze sobą nie rozmawia, nie wymienia się uwagami. Jedni kręcą disco polo, drudzy komercyjny pop, inni idą w alternatywę. Każdy trzyma swoje know-how głęboko w głowach. Tak jak gdyby nie dało się 99% tych informacji znaleźć na YouTube. My staramy się uświadamiać naszych klientów i ludzi zainteresowanych teledyskami, jak to wygląda od kuchni. Dlatego prowadzimy bloga i wrzucamy wiele treści do mediów społecznościowych.

A konkurencja ze strony amatorów – gdy klip można w zasadzie nakręcić smartfonem? Czy granica pomiędzy amatorami i profesjonalistami się rozmyła, czy paradoksalnie – przeciwnie?

Wszystko zależy od charakteru zespołu i jego wizerunku. Amatorskie nagrywanie mini filmików zza kulis podczas koncertów? To ma wielki urok. I to jest moja ulubiona część YouTube. W internecie znajdzie się miejsce dla wszystkich. Sam jednak wiem, jak wiele wizerunkowo potrafi zrobić profesjonalnie zrealizowany teledysk. Dla wielu muzyków, z którymi pracowaliśmy, była to trampolina na wyższy poziom.

Jak na myślenie o teledyskach w ogóle wpłynął YouTube?

To wszystko bardzo szybko się zmienia. Trzeba się trochę poddać nurtowi, mniej trzymać się zasad jak kiedyś. Dziś często wykorzystujemy właśnie elementy amatorskiego YouTube, by wyrazić autentyczność. Każdy ma dostęp do kamery. Chociażby w swoim smartfonie. I mnie to cieszy. A ludzie się tego boją. Konkurencja czuje, że nie będzie pracy, bo każdy zrobi to sam. Nieprawda, wideo to po prostu kolejny sposób komunikowania.

Motion Pikczer_klipy5

Co myślisz o nowych trendach – teledyskach 360 stopni czy ekspansji dronów?

Jestem za! Osobiście jestem gadżeciarzem, dlatego tak bardzo lubię produkcję filmów. Sporo tutaj fajnego elektronicznego sprzętu. Nie zapominajmy, że to tylko inne medium. Czy będzie to dron, klip w 360, czy rozszerzona rzeczywistość – najważniejsze są emocje i historia. Pamiętasz telewizory 3D? Nawet ich posiadacze często nie pamiętają, gdzie w menu mają taką opcję. Wiele z tych technik na pewno odejdzie za parę lat.

A sama rola teledysku?

Myślę, że to nie zmieniło się od samego początku. Chodzi o promocję artysty. Nawet jeśli ktoś robi artystyczny, czarno-biały, jednoujęciowy klip z widokami z Islandii. Chodzi o zaciekawienie odbiorcy. Bodźcie wizualne dobrze zespolone z muzyką potrafią zatrzymać ludzi przynajmniej na parę sekund. A te kilka sekund wystarczy, żeby zalajkować fanpage, zasubskrybować kanał i być z artystą za pan brat. Tak jak dzisiejsze firmy doskonale rozumieją rolę wideo w budowaniu marki, tak twórcy szukają ekip, które stworzą klip, za którym przyjdą fani. Naszą rozpoznawalną cechą jest mieszanie technik używanych w teledyskach w filmach reklamowych i na odwrót. Spot reklamowy dużego przedsiębiorstwa w kolorystyce vintage z lekkim ziarnem? Jak najbardziej! Nowoczesny klip w czystej, korporacyjnej kolorystyce? To kolejny miks.

Spośród wszystkich teledysków Motion Pikczer, z których jesteś najbardziej zadowolony?

Paradoksalnie z każdego najnowszego. Jako perfekcjonista staram się wykonać robotę najlepiej, jak w danej chwili potrafię. Wiadomo, że są momenty, które można by poprawić, zmienić. Ważne, żeby iść do przodu, ścigać się z samym sobą. Tylko wtedy w perspektywie roku możesz powiedzieć sobie szczerze: „Tak, w tym roku zrobiliśmy lepsze filmy niż w ubiegłym”. Na pewno każdy w naszej ekipie ma jakiś ulubiony klip. Ale myślę, że od samej jakości teledysku ważniejsze są emocje, które towarzyszą jego tworzeniu.

A jakiemu artyście bez najmniejszego zawahania zgodzilibyście się nakręcić teledysk?

Radiohead, Sigur Rós i na pewno komuś w stylu Beyoncé czy Rihanna (śmiech). Ważne, by nie ograniczać się do jednego podwórka.

 

fine4


Jak Thom Yorke wylądował w Górach Izerskich

Jak Thom Yorke wylądował w Górach Izerskich

A dokładnie w kamieniołomie „Stanisław”. Stało się to za sprawą Michała Marczaka i jego nowego teledysku dla Marka Pritcharda, w którym oglądamy obolałe oblicze wokalisty Radiohead:

Chciałem połączyć futuryzm twarzy bohatera z vintage’owym charakterem jego ubioru. Tak jakby jakiś kosmita wszedł w Google, wstukał frazę „Człowiek z gór”, otrzymał zbiór przeróżnych referencji i w trochę przypadkowy sposób spróbował je wszystkie na siebie nałożyć.

Przegadaliśmy z reżyserem godzinę na temat „Beautiful People” i jego współpracy z Radiohead przy okazji 30-sekundowych „winietek” promujących nową grupę zespołu.

Sama premiera „Beautiful People”, pierwotnie na festiwalu Sundance Next, była pretekstem do większego artykułu o polskich reżyserach zagranicznych teledysków. Zaraz wracam do tego tematu.

Fine.