Maj 2017

Może i mój najlepszy wywiad

Może i mój najlepszy wywiad

Choć w sumie nie do końca mój, dlatego się z niego wyciąłem. Panowie pociągnęli rozmowę tak, że wystarczyło pilnować dyktafonu i tylko od czasu do czasu stuknąć krzesiwem.

Dla mnie to było tak naprawdę pierwsze spotkanie ze Zbigniewem Wodeckim – ostatnim był fenomenalny koncert na Off Festivalu. I jak sądzę w tym epizodycznym, ale jakoś uroczystym i niezwykle radosnym spotkaniu z artystą przy okazji jego powrotu do porzuconych marzeń nie byłem osamotniony.

Superową historię podarowali jemu i całej polskiej muzyce popularnej Mitch & Mitch tym swoim odkryciem i wydobyciem młodego Wodeckiego.

MORETTI: Czyli gdyby nie „Pszczółka Maja”…

WODECKI: Byłbym offowym artystą.

 

Fine.


Jak Pitchfork dorastał

Jak Pitchfork dorastał

To opisał w swoim niedawnym artykule „Bloomberg”. Generalnie ton opowieści przypomina artykuły, które pisywaliśmy w okolicach boomu na Arcade Fire: że z Pitchforkiem trzeba się liczyć.

Wydaje się więc nieco spóźniony, przeczytać jednak nie zaszkodzi. A moją uwagę zwróciły dwie niejako poboczne informacje:

– Jak szybko Pitchfork zaczął zarabiać sensowne pieniądze: już w połowie lat 2000 dostawali z reklam 5 mln dolarów. Niezły wynik jak na „dużego bloga”, który dopiero miał osiągnąć mainstreamową rozpoznawalność. Polskie serwisy, mimo że u szczytu popularności, walczyły wtedy o zarobienie na koszty serwera.

– Że liczba czytelników Pitchforka stale rośnie: w październiku 2015 roku mieli 2,7 mln odwiedzających, a rok później aż 4,1 mln. Chciałbym wiedzieć, z czego ten wzrost wynika: bo raczej nie z docierania do kolejnych fanów ambitnej krytyki muzycznej. Tych ostatnio przecież ubywa raczej niż przybywa – ewentualnie wystarcza im Facebook?

Obstawiam raczej poszerzenie bazy dzięki produkcjom wideo czy rozmaitym współpracom. Ale jednocześnie po samej stronie Pitchforka nie widać specjalnie, żeby przeszli na lifestyle. Przyznam, że od dłuższego czasu nie czytuję recenzji Pitchforka – ale poziomu chyba też specjalnie nie spłycili?

Cały tekst pisany jest w kontekście przejęcia Pitchforka przez Condé Nast, czyli wydawcę „New Yorkera”, „Vanity Fair”, „Vogue” oraz „Wired”. Wydaje się, że straszący upadkiem ostatniego bastionu alternatywy też nieco przesadzali.

Tymczasem przypomniało mi się, że 6 lat temu sam rozmawiałem z naczelnym Pitchforka. Ciekawie w kontekście bihajpa brzmią te słowa:

Mój pomysł na Pitchfork miał bardzo prostą formułę: wzorcowo realizować zasadniczy obowiązek prasy muzycznej, jakim jest przedstawianie słuchaczom nowych wykonawców. A nie odczekiwanie, co stanie się popularne i relacjonowanie tego po fakcie.

 

Fine.