RSS

DJ Kim (Kiosk 1/2012)

02.02.2012 | 4 odpowiedzi

Gdyby „The Economist” udostępnił felieton o stanie Hollywood nieco wcześniej, zaoszczędziłbym dobrych kilkanaście złotych na kserowaniu go dla znajomych (pierwotnie ukazał się w dodatku „Intelligent Life”). Klikalny jest już również tekst ze świątecznego numeru pisma o „7 sekundach, które zmieniły muzykę” – czyli słynnym Amen Break.

Magazyn N+ opublikował już całość urodzinowej, wszechstronnej sylwetki Pitchforka. Na łamach tego drugiego Tom Ewing zakończył sagę Poptimist, a Simon Reynolds wyniuchał nowy trend w elektronice: digital maximalism. Z Reynoldsem oraz Bartkiem Chacińskim pozwolił mi sąsiadować Maciek Stankiewicz w swoim artykule o blogach muzycznych.

Po zapoznaniu się z analizą liryk U2 autorstwa Elmo Keep, która co rusz nakrywa zespół na sadomasochizmie, „One” nigdy nie brzmi już tak samo. Na dyrygentów patrzę inaczej po lekturze Justina Davidsona zmagań z batutąz którą poradził sobie jednak znacznie lepiej niż z jubilatem Philipem Glassem. Z kolei starania K-Popu o rynek amerykański kompetentnie podsumował na łamach „The Atlantic” dziennikarz „Japan Timesa”, a tekst celnie uzupełnił w komentarzach użytkownik A_Lee.

Sensacją trudno nazwać kolejne doniesienia o tym, że pogromcy piratów też piratują, nowością jest za to możliwość samodzielnego drukowania płyt winylowych. Można też – szczyt nostalgii? - dokować iPoda w gramofonie. „New York Times” rozpisał się na temat składanek charytatywnych w kryzysie, Matt Ingram znany jako Woebot ujawnił fragment swojej książki o zaginionych płytach z lat 70., a „Slate” zmieścił 40-letnią historię automatów perkusyjnych w pigułce.

Biały wiersz pewnego trębacza jazzowego – przepraszam, wykonawcy „postmodernistycznej muzyki nowoorleańskiej” – o tym, że jazz nie jest (już) cool, zaprószył w światku jazzowym pięknego flame’a, którego efektem było kilka ciekawych rozprawek. Chociażby innego trębacza – tyle że białego – list do białych jazzmanów. O kondycji gatunku dobrze chyba świadczy to, że wnet rozpętała się kolejna, równie owocna czytelniczo wojenka – tym razem o czytanie z nut.

Drzewo genealogiczne hip-hopu w formie świetnego komiksu ma już cztery odcinki: 1, 2, 3, 4. Rapoholicy mogą się też dowiedzieć, jak mash-upowcy i mixtaperzy z El-P na czele przechytrzyli prawo autorskie, co na Wu-Tang Clan miało FBI, jaki jest udział dziwek w repertuarze Jaya-Z, które hiphopowe concept-albumy Questlove ceni szczególnie i jakie są najlepsze niewydane wydawnictwa Death Row. Analogicznie, pewna austriacka gazeta napisała relację z koncertu, który się nie odbył.

Naukowcy z Montrealu potwierdzili, że najwięcej dopaminy generuje czekanie na refren. Ich koledzy po fachu nie mogli się nadziwić, że amnezja nie przeszkadza w graniu. Inni chcą wszystkich uczyć słuchu absolutnego (ale tylko do lat czterech), a pewien profesor psychologii dowiódł na sobie, że nigdy nie jest za późno na naukę gry na gitarze. Efekt Mozarta okazał się zaś być efektem Bacha.

Bacha Maseckiego zrelacjonowała Dorota Szwarcman, która odwiedziła także kryzysowe Midem. W walce ze sztucznym pompowaniem statystyk Billboard postanowił wykluczyć ze swoich list przesadne wyprzedaże, za to „Guardian” odnotował autentyczny wzrost popytu na trudną muzykę (filharmoniczną). Szansą dla fonografii może być także moda na playlisty do czytania książek.

Erykah Badu wyznała przed kamerą, dlaczego z pożaru płytoteki wyniosłaby „Dark Side of the Moon”Big Boi skomplementował Kate Bush, Barack Obama publicznie hajpował Janelle Monae, Jacaszek na emigracji reklamował polską pogodę, poezję i kobiety, a Vangelis odbył głęboką rozmowę z Al Jazeerą – miejscami także o muzyce. Wyłącznie o swych ulubionych płytach opowiedział Alec Baldwin.

100 najlepszych gitarzystów wytypowali… najlepsi gitarzyści. W uzasadnieniach Keith Richards mówi o Chucku Berrym, Eddie Van Halen o Ericu Claptonie, a Hendriksa wspomina Tom Morello. „Frieze” zorganizował ankietkę, w której 15 artystów i krytyków wypowiedziało się na temat „ważnych muzyków i wydawnictw z ostatnich 20 lat”. Mistrzostwem jest wszakże „Los Angeles Times”, który wybrał 20 najlepszych muzyków wszelkich czasów i gatunków. Stereogum poprzestało na 10 zespołach z bezczynnymi członkami.

Własnego bloga doczekały się fotografie Kim Dzong Ila u boku sławnych didżejów. A w godnych swego czasu trwania multimediach także gigantyczny theremin, całe „Requiem Mozarta”, streszczenie 25 lat wideokariery Kylie Minogue i klikalna mapa muzyki kolumbijskiej (kto zrobi coś takiego u nas?). Dowiedziałem się także, czemu równa się Bon Jovi + Bon Iver oraz jak tańczyć do Skrillexa. I na koniec rada: bezwzględnie wyłączajcie komórki przed wejściem do filharmonii, bo nie zawsze kończy się to tak przyjemnie.

Calvin wstańka.

.

Fine.

Kultury i igrzysk

31.01.2012 | 3 odpowiedzi

O przepychu kulturalnym, który będzie towarzyszyć nadchodzącej Olimpiadzie w Londynie, o prawdopodobnej biedzie artystycznej Euro 2012 i o tym, dlaczego to my możemy mieć rację (szkoda że przez zaniedbanie, a nie zrozumienie mechanizmów) pisałem w tekście dla „Polityki” – dostępnym już online.

Kopalnią wiedzy z zakresu relacji sport-kultura okazał się kanadyjski profesor Duncan Low. W tekście nie zmieściłem miedzy innymi takiej oto ciekawostki:

I have visited China twice on cultural delegations. The delegations were so staged that it would be impossible to assess what was real and what wasn’t. For example, during my trip to Shanghai in 2004 I was part of a group of ten presenters / producers invited to attend the Shanghai Festival.

One afternoon we were given a tour of Shanghai’s Street of Culture. When we got off the bus the street was bustling with cultural activity, music, dance, theatre, shops and cultural cafes. I returned two days later on my own. When I got out of the taxi I found the street of culture was practically deserted. The cultural exhibits and shops were all closed – the entire situation had been staged for our benefit. Hence I do not feel that Beijing could be assessed in the same way as other Cultural Olympiads.

It will be very interesting to see what happens in Sochi 2014 because they are turning a summer vacation spot into a winter paradise.

.

Fine.

Dół Leo

28.01.2012 | 5 odpowiedzi

W szesnastej sekundzie nowej płyty Leonarda Cohena musiałem zerknąć na spektrogram Foobara. Wokale interesują mikserów zazwyczaj od częstotliwości 120-150Hz w górę, nierzadko powyżej 200Hz. W żeńskim popie liczą się głównie przedziały czterocyfrowe. Najlepszy utwór Aaliyah w wersji a capella wygląda przykładowo tak:

A Aaliyah śpiewała przecież zupełnie pełnym głosem, przynajmniej w porównaniu z taką Amerie. Ta rzadko zniża się do poziomu poniżej 500Hz. Ogołocona z instrumentów w „1 Thing” niemal przez całą długość utworu prezentuje się następująco (dwa słupki po lewej to niesłyszalne śmieci mikrofonowe):

Naturę w obu przypadkach wspomógł oczywiście equalizer. Odcinając doły i podciągając góry, zadbał o wokal świetlisty i czytelny nawet w gęstym aranżu i takimże korku.

Są jednak pieśniarze, jak Johnny Cash w końcówce kariery, którym sam Rick Rubin nie śmiałby amputować częstotliwości. Leonard Cohen przegina jednak w drugą stronę, schodząc do niedostępnego większości głośników biurkowych podziemia. Otwierający jego nową płytę utwór „Going Home” tak prezentuje się przed wejściem wokalu:

A tak po:

Albo więc Cohena nie interesuje zupełnie publiczność laptopowo-iPodowa, co jest dosyć prawdopodobne, albo celuje w zestawy kina domowego wyposażone w subwoofer, albo też jest kolejną gwiazdą, która chce się załapać na boom dubstepowy.

 

.

Fine.

Przymus reklamowania

25.01.2012 | Skomentuj

Smolik takiego problemu nie miał i też reklamował, za to przynajmniej nie czepia się innych. W opracowaniu „The new radio: music licensing as a response to industry woe” Bethany Klein wyjaśnia również – ustami szefa jednej z agencji reklamowych – związek pomiędzy topniejącymi stawkami za licencje a więdnącą debatą o sprzedawaniu się. Bo w epoce autentyzmu…

.

Fine.

Stradiściema

23.01.2012 | Skomentuj

Po raz pierwszy w historii tego typu badań brzmienie legend ze współczesną konkurencją porównywała nie pozbawiona wizji publiczność, ale najbardziej zainteresowani – czyli skrzypkowie. 21 ochotników dostało czarne gogle oraz parę Stradivarich, parę Guarnerich i trzy świeżo klejone instrumenty wykonane wszakże według tych samych wzorców kremońskich. Wszystkie wyperfumowane, tak żeby nikt nie zdołał wyniuchać metryki.

Testerzy najpierw porównywali sprzęty dwójkami – po jednym starym i nowym, po minucie na duet – a następnie każdy mógł spędzić 20 minut z symetrycznie dobranym sekstetem. Kiedy przyszło do oceniania walorów instrumentów według czterech parametrów (najbardziej podoba mi się „grywalność”), okazało się, że kolejny muzyczny mit jest niestety tylko mitem, choć na zachowania w domach aukcyjnych nie będzie to miało pewnie żadnego wpływu. Ale może to i dobrze.

.

Fine.

2011: Japonia

12.01.2012 | 10 odpowiedzi

11 faworytów z przydługim wstępem.

.

2011: Pochwal się

20.12.2011 | 8 odpowiedzi

Opłaciło się przed rokiem, więc znów apeluję:

Wyłącz na chwilę skromność i pochwal się linkiem do tekstu, który w tym roku udał ci się najbardziej.

*Ankieta już zamknięta – zapraszam za rok. Wyniki tu.

.

Fine.

Top Japanese Albums 2011

20.12.2011 | 1 odpowiedź

Best 11 Albums of Difficult Japanese 2011:

.
• Off-Beat Singing:

Salyu x Salyu – S(o)un(d)beams (Toy’s Factory)
If Kate Bush continued her vocal experiments from ‘Aerial’  album, one day she might form an extravagant vocal duo with Salyu.

.

• J-Beat:

ShinSight Trio „Moonlight Sunrise” (Teichiku)
Shin-Ski, a producer with a Composition graduate. Insight, a rapper with a Y Society diploma. And Ryow, a turntablist from Nagoia. Dream team!

.

• J-J Dilla:

Nujabes – Spiritual State (Hydeout)
Great Japanese producer’s first and allegedly last posthumous album. The quintessence of Nujabes’s elegant flair with piano scattered all around it.

.
• Multichannel Rock:

Tokyo Jihen – Daihakken (EMI Music Japan)
‘If the older Tokyo Jihen albums were different TV stations, this must be somebody zapping through them’.

.
• Scored drone:

Toshio Hosokawa – Landscapes (ECM New Series)
Shō with string background, and without.

.
• Dreamwriting:

Caroline – Verdugo Hills (Temporary Residence)
Born in Okinawa, educated in Boston and settled in California records a lovely dream-pop album without much Japanese influences though.

.
• J-Step:

Himuro Yoshiteru – 7th Shapeshifting (Bedroom Research)
British have Rustie and his ‘Glass Swords’. Americans got Kuedo’s ‘Severant’. Japan’s irrepressible guide to post-dubstep is Himuro.

.
• Lost-Rock:

Vampillia – Alchemic Heart (Important)
Some call them ‘hardcore Arcade Fire’, which is wrong. They prefer to call themselves a ‘brutal orchestra’, which is wrong as well. Try it if you miss the Godspeed You! Black Emperor / A Silver Mt. Zion family.

.
• Farewell Ambient:

Alva Noto + Ryuichi Sakamoto – Summvs (Raster-Noton)
Noto succumbs to Sakamoto.

.
• J-Rap:

Coppu – Twilight (In Ditch)
Wonderfully reserved flow plus the atmosphere you could expect from an album titled ‘Twilight’ and promoted with a single ‘Slumber’.

.
• Lost Between Stations:

Toshimaru Nakamura – Maruto (Erstwhile)
Do you ever stop the tuner between stations?

.

Rekreacja

16.12.2011 | 5 odpowiedzi

.

feat. Ty

15.12.2011 | 1 odpowiedź

Małe Instrumenty na okoliczność przełomu 2011/2012 planują nagrać i wydać niskonakładową płytę z jednym, napisanym specjalnie utworem zawierającym Twój głos! Duchy repetywności, krautrocka, polimetrii i F.Rzewskiego obejmują patronat artystyczny.

Płyta będzie ściśle limitowaną edycją, w ilości równej liczbie biorących udziału w nagraniu.
Planujemy działanie w/g poniższego scenariusza:

- każdy zainteresowany nagrywa w dowolnej jakości 8 słów , które mają dla niego wybitne, indywidualne znaczenie w roku 2011.
– używamy dowolnych form gramatycznych, rodzajów części (rzeczowniki, czasowniki, przymiotniki, imiesłowy, partykuły, przyimki, etc – w dowolnych odmianach!)
– używamy dowolnej ekspresji (szepczemy, krzyczymy, informujemy, recytujemy, śpiewamy, mruczymy, etc.)
– nagranie realizujemy dowolnymi technikami (telefon, laptop, rekorder każdego rodzaju)
– format pliku najlepiej mp3, 256kb
– dźwięk przesyłamy mejlem na adres info@maleinstrumenty.pl
– termin do końca roku, decyduje data stempla mejlowego
– podaj swój adres, jeśli nie możesz odebrać płyty osobiście.
– dopisz, że zgadzasz się, by Twoje nagranie zostało wykorzystane na płycie.

Muzyka Małych Instrumentów będzie towarzyszyła kreatywnemu mixowi warstwy tekstowej i efekt tego spotkania opublikujemy na płycie na początku stycznia. Każdy, kto przyśle do nas swoje nagranie, dostanie potwierdzenie mejlowe, że je odebraliśmy a później otrzyma pocztą lub odbierze osobiście egzemplarz płyty. Wznowień nie przewidujemy. Teraz albo nigdy ;)

Małe Instrumenty

.

Fine.