Mono
- Hymn To The Immortal Wind (Temporary
Residence)
Ocena: 3/5
Typowy j-rockowy patos
oraz nieznające synkop melodie sytuują Mono jako kapelę wymarzoną dla
twórców kinowych baśni z Dalekiego Wschodu. Najwyższy
czas przestać postrzegać grupę jako post-postrockowych epigonów
Mogwai (ci zresztą od lat chodzą po własnych śladach). Tkwiąc przez
równą dekadę uparcie przy gitarowo-perkusyjnych crescendach,
Mono przez zasiedzenie uczyniło tę instrumentalną stylistykę własną.
Obsadzenie po raz trzeci z rzędu Steve'a Albiniego w roli producenta
wygląda na asekuranctwo i pójście na łatwiznę.
Znacznie
cenniejszą, krytyczną dla nastroju albumu (a przecież w muzyce Mono
tylko i wyłącznie o nastrojowość chodzi) okazuje się obecność
20-osobowej sekcji smyczkowej, która odpowiada za głębię i
najładniejsze fragmenty „Hymnu”. Niemniej jednak piąty
już krążek Mono zdaje się potwierdzać hipotezę, że w nazwie grupy nie
chodzi ani o dźwięk jednokanałowy, ani o japoński odpowiednik słowa
„rzecz”, ale raczej o monotonię.
Mariusz Herma (źródło: Machina)