Jóhann
Jóhannsson – Fordlândia
(4AD)
Ocena: 5/5
Słuchając ścieżki
dźwiękowej Clinta Mansella do „Źródła” łatwo było
przewidzieć, jak niesamowity będzie sam film. Podobnie trafne
przeczucia rodziło Massive Attack ze swoją muzyką do „Danny the
Dog”. Strach pomyśleć, jak wstrząsająco piękny byłby film
„Fordlândia” - gdyby powstał.
Póki co Johann
Johannsson, 40-letni Islandczyk i z ciała, i z odcienia artystycznego
ducha, za jednym zamachem nagrał swoje prywatne magnum opus, muzyczną
zapowiedź naciągającej skandynawskiej zimy i bodaj najpiękniejszą w
tym roku rzecz pogranicza minimalizmu, muzyki filmowej oraz łagodnej
elektroniki. Z kompozytorskimi ciągotami ku temu, co majestatyczne,
ale i z szacunkiem dla pojedynczego dźwięku. Z eksperymentalną
perspektywą i świadomością trendów, ale wystarczającą
samokontrolą, by trzymać się własnych emocjonalnych priorytetów.
Idealna muzyka tła, gdyby nie fakt, że ona się z tego tła bez przerwy
wyrywa.
Mariusz Herma (źrodło: Machina)