Piosenki z listopada & all that shit

Piosenki z listopada & all that shit

Oceniając po tych naszych comiesięcznych playlistach, rok muzycznie nie wydaje się jakoś odbiegać od poprzednich – także w listopadzie.

Ale ja mam jednak wrażenie, że pewne sceny zgasły lub wręcz zniknęły z naszego radaru, co tylko częściowo da się wytłumaczyć osobistą sytuacją korespondentów w danych krajach. Zresztą sam muszę przyznać, że niewiele w tym roku słyszałem rzeczy z Polski, które chciałem podać dalej korespondentom z innych państw.

Pytałem dwóch rodaków, kolegów po fachu, czy też mają takie wrażenie. Jeden zaprzeczył, chwaląc szczególnie polską jesień. Drugi w pełni się zgodził.

Te i inne rozkminy sprawiły, że po raz pierwszy od startu bihajpa zastanawiałem się, czy powinniśmy robić podsumowanie roku. Pytałem paru korespondentów i też mieli mieszane uczucia, ale w końcu nasz Libańczyk – człowiek poszkodowany przez wybuch w Bejrucie – zamknął temat:

“I think we should definitely do a Best Albums feature because if anything, music is what kept the world going in 2020, amid the pandemic and all that shit”.

 


Dziwna normalność

Dziwna normalność

Australia pochwaliła się dziś pierwszym dniem bez nowych covidów od pięciu miesięcy, ale to (powiedzmy) sąsiednia Nowa Zelandia nie przestaje imponować – łatwiej o to oczywiście, będąc wyspą na krańcach świata.

Spytałem naszego korespondenta tamtejszego, czy w takiej sytuacji ichniejsza muzyka ma się lepiej, czy jednak tak jak wszędzie indziej?

“Live music has been back down here for months Mariusz. Things are pretty normal here. It’s good but eerie.”

Eerie jest dobrym słowem natenczas, odpowiadamy na bihajpie październikową playlistą nieco inną niż tradycyjnych, bo z (niemal) samymi dziewczynami.

 


O wydobywaniu muzyki

O wydobywaniu muzyki

 




Pod koniec 2008 roku wypaliłem bliskim składankę “Odloty” z utworami, które w tamtym roku szczególnie mi się spodobały i wydawały się uniwersalnie przyjemne. Aby mieli jakąś korzyść z tej mojej całorocznej roboty. Tak zaczęła się gwiazdkowa tradycja: Odpływy 2009, Odmiany 2010, Odwyki 2011, Oddechy 2012, Odskoki 2013, Odłamki 2014, Odprawy 2015, Odczyny 2016, Odcienie 2017, Odnowy 2018, Odwagi 2019… Większości tytułowych aluzji już nie pamiętam.

W tym roku przez covid zacząłem trochę jeździć (pożyczonym) samochodem i gdy ostatnio znudziło mi się słuchanie samych podcastów, trafiłem przypadkiem na jedną z tych moich składanek, pozostawioną przez właścicieli samochodu w schowku. I sprawiłem tym sobie wielką przyjemność, bo przecież te kawałki uwielbiam, ale w pędzie za nowościami do nich nie wracam.

Przerzuciłem więc na pendrive’a kilka innych płytek i ostatnio podczas dłuższej, nocnej trasy zapodałem rocznik 2016. Jakoś szczególnie w tej aurze ucieszyłem się epickim i zarazem przytulnym utworem brazylijskim. To w sumie niezły fart – pomyślałem – że znam ten utwór i tak go sobie właśnie słucham. I że za sprawą tamtej składanki poznało go kilkanaście innych osób w Polsce. No a dzięki bihajpowi jeszcze kilkaset czy kilka tysięcy poza ojczyzną artysty, gdzie też wielką gwiazdą nie jest.

To z kolei przypomniało mi o refleksjach z czasu, gdy zajmowałem się nie tylko pisaniem o muzyce, ale też trochę pisaniem muzyki. Przyszedł moment, gdy zwyczajnie nie wystarczało czasu na jedno i drugie. A we mnie za sprawą internetowej nadpodaży narastało przekonanie, że muzyki jest zdecydowanie zbyt dużo, a ludzi łowiących rzeczy ciekawe w tym strumieniu – zbyt mało. Stopniowo oddryfowałem więc od domowego studia, rozdałem sprzęty i instrumenty.

Wspomnienia zostały, została też odrobina żalu – szczególnie gdy właśnie dostajesz maila od bihajpowego korespondenta z Indii, który cię przeprasza, że tak długo się nie odzywał, ale w zasadzie zarzucił robotę krytyka i od paru miesięcy robi własną muzykę, jeszcze nie jest gotów, by wyjść z cienia, ale potrzebuje feedbacku, masz tutaj tajny link, chętnie pozna twoje zdanie. A ty myślisz: może tak trzeba było?

Te wątpliwości zwykle rozwiewają się w momencie, gdy się posłucha takich prób – w 99 proc. przypadków w porywach poprawnych, zresztą na sto maili wpadających do bihajpowej skrzynki też cieszy jeden czy dwa. Ale cenniejsze wydaje mi się to, co uświadomił mi ów Brazylijczyk: że jego kawałek udało się nam wydobyć z niebytu dla iluś tam osób, trochę tak, jakbyśmy sami ten utwór napisali, a dla moich bliskich – jakbym sam go napisał. Inaczej by go, dla nich, nie było.

Tak oto dowartościowawszy się, postanowiłem udostępnić na Spotify moje Odloty z ery bihajpowej, korzystając przy okazji z faktu, że te egzotyczne kawałki – niegdyś cholernie ciężkie nawet do kupienia, oj podawało się numer karty dziwnym lokalnym sklepikom mp3 – obecnie z nielicznymi wyjątkami wiszą sobie w serwisach streamingowych z nadzieją, że ktoś je wydobędzie.

 



Dzieje się

Dzieje się

Tego lata nie miałem prawie urlopu, ale nie narzekam z dwóch powodów: pracuję od dwóch miesięcy z pogranicza Pienin/Gorców z jeziorem w zasięgu kwadransa (a zarazem w czerwonej strefie); dzieje się tyle, że i tak siedziałbym na łączach.

Dzieje się przede wszystkim w Białorusi. Czuję się zaszczycony, że mogłem o tych sprawach na bieżąco korespondować z bihajpowym weteranem z Mińska (kiedyś piliśmy nawet ichnią wódkę, gdy nocował u mnie w drodze do Łodzi na wymarzony koncert The Cure), a przede wszystkim że dał się namówić na ten zestaw. Słuchanie słuchaniem, ale ta opowieść, która wyrasta z jego notek…

Dzieje się też w Bejrucie i też czuję się zaszczycony, że mogę co parę dni dopytywać tamtejszego korespondenta jak jego rodzina (średnio), przyjaciele (jeszcze gorzej), jak on (na szczęście całkiem spoko, bo mieszka daleko od portu). W ciągu kilkunastu dni przygotował i wypuścił ten zestaw.

A myśmy właśnie przygotowali playlistę sierpniową, chyba tak mało angielskiego języka jeszcze nie mieliśmy. Mnóstwo za to hiszpańskiego. W Polsce – mam wrażenie, proszę mnie poprawić – wiosna i lato jakoś przespane.

Foto: Максим Мирович


Trendy kowidowe

Trendy kowidowe

Po raz pierwszy od początku pandemii udało mi się napisać coś większego, oczywiście o niej – zebrałem garść ciekawych zjawisk, jakie wirus rozkręcił w muzyce.

Patrząc na te oraz inne wątki można odnieść wrażenie, że także w muzyce dzieje się to, o czym szerzej pisał Jacek Dukaj:

XXI wiek stał dotąd pod znakiem wyczekiwania na przyszłość, która ciągle jakoś się spóźniała. Nie pomnę, w ilu dyskusjach brałem udział, gdzie wszyscy się zgadzali, że taka czy inna zmiana musi zajść; a jednak czemuś nie zachodzi. (…)

Tak to miesiąc po miesiącu, rok po roku napinała się sprężyna nieziszczonych konieczności. Aż pojawił się COVID-19.

Wracając do tekstu, mnie najbardziej ciekawi nowa lokalność – i czy się utrzyma, gdy już będzie szczepionka?

A także czy zamknięcie milionów muzyków w domach przełoży(ło) się na jakiś wybuch kreatywności, który odczujemy za parę miesięcy – w końcu przez parę tygodni wszyscy byliśmy jak Islandczycy zimą.

Przy okazji: jest już czerwcowa playlista bihajpowa.


Na radarach

Na radarach

Jak ten czas leci: w poprzednim wpisie polecałem historie z zamykających się krajów, a parę dni temu dostałem maila od naszego korespondenta w Szanghaju, że chodzi już sobie na koncerty.

W międzyczasie opublikowaliśmy dwie playlisty: kwietniową i majową. Robi się je z jednej strony coraz przyjemniej, bo też lokalne zasoby Spotify wyraźnie wzbogaciły się w ciągu ostatnich 1-2 lat. A z drugiej strony coraz trudniej, bo w związku z tym sam Radar Premier wypluwa mi co piątek po 70-80 nowych utworów, do czego oczywiście dochodzą rekomendacje przysyłane przez korespondentów.

Swoją drogą po tym, jak już dodałem do obserwowanych wszystkie ważniejsze odkrycia bihajpowe, uświadomiłem sobie, że kilka lat wcześniej robiłem to samo na Soundcloudzie. Ostatnio coraz bardziej opustoszałym, ewentualnie służącym artystom do wrzucania demówek i koncertówek, których nie warto publikować na Spotify.

Skoro zacząłem wirusowo, to na koniec dość uniwersalne scenki z Indonezji.

 


Historie wirusowe

Historie wirusowe

Wspominałem tu zaledwie trzy miesiące temu, jak korespondencje muzyczne krzyżują się na bihajpie z politycznymi i życiowymi.

Teraz nasiliło się to naturalnie w związku z pandemią, a raczej nabrało zupełnie innego charakteru, bo wcześniej jeden-na-jeden dyskutowałem z korespondentami o lokalnych protestach, klęskach żywiołowych czy sprawach prywatnych. Teraz wszyscy przeżywamy to samo, co najwyżej z lekkim poślizgiem.

Dobrze widać to w komentarzach, które dołączamy do naszej marcowej playlisty. Kolega z Chin właśnie skończył swoją kwarantannę, Włoch jest w środku, a Nowozelandczyk właśnie zaczyna. Sporo łączy wątki dotyczące sytuacji w muzyce.

A najbardziej spodobała mi się powiedzenie belgijskie – Optimist tot in de kist, czyli optymiści aż po grób – i kończąca notkę uwaga tamtejszego bihajpowca: trzeba poświęcić wiosnę, żeby uratować lato.

 


Może się przyda

Może się przyda

Nie czas na eksperymenty, kilkanaście planszówkowych i karciankowych rekomendacji wybranych dla Polityki – po konsultacjach także ze znajomymi rodzicami – to same sprawdzone klasyki i pewien plastikowy hit z Japonii.

Na ilustracji jedna z moich ulubionych planszówek w ogóle, a zarazem jedna z tych, do których najtrudniej znaleźć współgraczy – bo zasady Zimnej Wojny zgłębia się miesiącami, a nawet po latach pewne sytuacje wymagają zajrzenia do sieciowych FAQ.

 


Co po tej wiośnie

Co po tej wiośnie

Najsmutniejsza wiosna świata ma swoje nieoczekiwane skutki uboczne, które kolekcjonuję od momentu, gdy napisaliśmy fiszkę o 50 zarażonych w Wuhan, i które pomagają oderwać się od trupiego wykresu, w który wpatruję się codziennie od tamtego momentu, razem z milionami innych osób, z rosnącym niedowierzaniem.

I tak pocieszam się, że np. w kolejnych ogniskach epidemii nagle znika smog, co może ostatecznie uratuje więcej osób, niż zabierze choroba – j jeszcze przystopuje klimat? No i brak aut na ulicach to także brak wypadków, podobno u nas ubyło ich połowę. I że światowa epidemiologia odkryła właśnie XXI wiek. Docenimy też bardziej lasy – w moim Kabackim od tygodnia czuję się jak jeszcze miesiąc temu w centrum.

*

Mnie siedzenie na dupie dało czas na to, by oprócz śledzenia nowości muzycznych – szykuje się ich lawina, skoro artyści na całym świecie pozamykali się w domowych studiach i wszyscy są jak Islandczycy zimą – dało czas na sentymenty. Odkopałem notatki z odsłuchów sprzed lat, żeby sprawdzić, co z tego warto dziś zaserduszkować w Spotify.

A w związku z wiosną zastanawiam się też – co po Talk Talk?

Ustaliliśmy rok temu, również w dramatycznych okolicznościach, że muzyka Marka Hollisa to zaledwie kilka godzin. Jako pierwszy zwykle przychodzi mi do głowy rówieśnik Hollisa, David Sylvian. Choćby płyta “Dead Bees on a Cake” koresponduje z końcówką dyskografii Talk Talk, a z jej początkami oczywiście Japan. W młodszym pokoleniu no-man rozwijał się w podobnym kierunku – od tańca do różańca.

Czy na późniejszych płytach Hollis nie kojarzy się trochę z Robertem Wyattem, tym z “Rock Bottom”? A czy z manier ich obu nie czerpał Thom Yorke?

Spotify w powiązanych wykonawcach przy Talk Talk wymienia, przynajmniej u mnie: Japan, The The, Bryan Ferry, Heaven 17, Ultravox, The Human League, ABC, The Blue Nile, China Crisis, Propaganda, Blancmange, Simple Minds, Yazoo, Thomas Dolby, Roxy Music, David Sylvian, Prefab Sprout, Bronski Beat, Gary Numan, Frankie Goes to Hollywood.

AllMusic proponuje nieco inny zestaw, słusznie przypominając na wstępie o znakomitym projekcie ekipy Sylvian/Japan: Rain Tree Crow, The Blue Nile, Japan, New Order, Split Enz, Ultravox, Visage, ABC, David Sylvian, Papa Sprain, Soft Cell, Thomas Dolby, Simple Minds, Kate Bush, Prefab Sprout, Sandra, Tears for Fears, The Human League.

Kate Bush – oczywiście! Co prowadzi wprost do Petera Gabriela, który również miotał się między dźwiękiem a ciszą, szczególnie na płytach z cyferkami i w muzyce filmowej.

Baby, life’s what you make it
Can’t escape it

A co poleciłby beehype? Algorytmów jeszcze nie stosujemy, a na przejrzenie już 3,5 tys. rekomendacji kwarantanny nie starczy (mam nadzieję). Wróciłem jednak do naszego podsumowania 2019 roku i myślę, że lubiący Hollisa i Sylviana, Bownessa i Yorke’a, Bush i Gabriela, mogliby osłodzić sobie kwarantannę tymi młodszymi, dla odmiany głównie kobiecymi głosami:

*

I po tym ostatnim pozytywnym akcencie przypomnijmy, że wbrew wszystkiemu przywoływaliśmy już wiosnę w 2019, 2018201720162015201420132012201120102009.