Kim-pop

Kim-pop

W nowej „Polityce” piszę krótko o najbardziej niespodziewanym przeboju: nowy wytwór północnokoreańskiej propagandy, którego grupą docelową są wszak poddani reżimu, ewentualnie jeszcze południowy sąsiad, prawem wiralu rozszedł się po całym globie, szczególnie na TikToku. Ale nawet na YouTube przebiła już milion odsłon.

W tekście zajmuje się głównie kontekstem, ale co z samym przebojem? Ano mimo że jest siermiężną krzyżówką ABBY i okolic z klasycznymi czołówkami wschodnioazjatyckich bajek, uwagi po prostu nie mogła nie zwrócić sama inność kawałka, wielu tiktokowców pewnie nigdy w życiu czegoś takiego nie słyszało. No i znów się potwierdza, że lokalne języki górą.

Mam tylko nadzieję, że żadne tantiemy z tych (także moich) odsłuchów do Kima nie spływają.

 

 

 


beehype w podkaście

beehype w podkaście

Jakieś 11 lat temu zapukałem do pokoju Bartka Chacińskiego w redakcji „Polityki” – wtedy jeszcze z nią luźno współpracowałem – żeby mu opowiedzieć o szalonym pomyśle na serwis, który gromadziłby dziennikarzy muzycznych z całego świata w celu polecania sobie wzajemnie i publiczności fajnej lokalnej muzyki.

Bartek wysłuchał i powiedział coś w rodzaju: rób.

O tym, co z tego wyszło, rozmawiamy w podkaście kulturalnym „Polityki”, można posłuchać na naszej stronie albo ulubionym agregatorze. A teledysk, który polecam pod koniec rozmowy (z niego obrazek powyżej), znajdziecie tutaj.


Dekada pszczół

Dekada pszczół

Równo dziesięć lat temu usprawiedliwiałem się tutaj, dlaczego mimo pierwszego dnia wiosny nie piszę o Talk Talk. Powody były dwa: rozmówca odmówił mi rozmowy i właśnie tego dnia, po roku przygotowań, zadebiutował beehype.

Czytam swoje komentarze pod tamtym wpisem, przeglądam korespondencję z tamtego czasu, odezwał się wtedy do mnie nawet Robert Sankowski. I widzi mi się, że tamte przemyślenia są wciąż aktualne.

Mimo pewnej ekspansji muzyki nie po angielsku, o czym sam pisałem, i łatwego dostępu do „lokalnej” muzyki za sprawą globalizacji Spotify i reszty – gdy beehype startował, cokolwiek można było znaleźć tylko na YouTube i Soundcloudzie, ale często błagaliśmy zespoły o wrzucenie tam materiału – statystycznie ludzie wciąż słuchają głównie muzyki krajowej i anglosaskiej. Mimo że oglądają, czytają i zjadają wynalazki ze świata całego.

Byłem przekonany tę dekadę temu, że powszechną oczywistością stanie się to, co postulujemy i wyrośnie nam taka konkurencja, że będzie trzeba zamknąć ten ul. Tymczasem inicjatyw tego typu wręcz ubyło: znikł Music Alliance Pact i globalne rekomendacje Guardiana, znikły też zżynki z beehype’a – za jedną okazał się stać nasz francuski korespodent, który kilka miesięcy wcześniej dziwnie przestał podrzucać rekomendacje.

Wychodzi więc na to, że wciąż możemy się przydać garstce obieżyświatów, że nadal warto to ciągnąć w tej czy innej formule: o nią od dłuższego czasu sam siebie pytam. Aktualna pozostaje na pewno motywacja osobista: nadal nic nie cieszy mnie jako słuchacza i dziennikarza jak to, gdy znajduję kogoś ciekawego i nieznanego z Japonii, Chile, Turcji czy Czech. Wspominałem tutaj w dniu debiutu beehype’a:

W ostatnich tygodniach spływała do mnie ta muzyka i mam poczucie, że to był najprzyjemniejszy muzycznie miesiąc w moim życiu.

Szczęśliwie wciąż ta muzyka spływa i mam poczucie, że to była najprzyjemniejsza muzycznie dekada w moim życiu.

A tej przyjemności dopełnia prezent, jaki sobie i Wam przyszykowaliśmy z okazji dziesiątych urodzin: kolekcję klasyków. Gdybyśmy anglosasów nie olewali i gdybym to ja odpowiadał za brytyjską selekcję, to bez wątpienia pojawiłoby się tam i Talk Talk.

 

 


Wertykale albo wcale

Wertykale albo wcale

„Jak zaczniesz, to już nie skończysz” – rzekł mi prawie cztery lata temu kuzyn z Pienin, gdy pierwszy raz pobiegłem z nim w góry, po ucieczce z miasta po długim lockdownie. Wyśmiałbym go wtedy, ale brakowało mi tchu.

Miał rację. Powody próbuję wyjaśnić w nowej Polityce. A zdjęcie z dzisiejszego wertykału, oczywiście Pieniny.


Szmery Madery

Szmery Madery

W ciągu trzech lat udało mi się trzy razy odwiedzić Maderę (i planuję kontynuować ten trend), więc chyba uczciwie polecam w nowej „Polityce” podróż na tę niezwykłą wyspę.

Na papierze i nie tylko zmieściła się nawet wzmianka o moich dwóch ulubionych miejscówkach na zachodnim skraju Madery:

Strefę słońca zamykają na zachodzie dwa sąsiadujące, lecz jakże różniące się miasteczka. Jardim do Mar to zwarty labirynt wąskich chodników wyłożonych czarno-białymi kamieniami, z otaczającą wszystko półkolem nadmorską promenadą i wszechobecnymi kotami. Z kolei Paul do Mar ciągnie się kilometrami wzdłuż falochronu, od przystani rybackiej po sady bananowe, a po drodze włóczą się psy. W obu można się poczuć jak na końcu świata, choć to tylko koniec Europy: najbliższa za wielką wodą jest Brazylia.

 


Japońskość niezgody

Japońskość niezgody

Prywatnie od początku omijałem temat ukraińskiej Miss Japonii, szczególnie gdy z mediów japońskich (i ukraińskich) przeskoczył się do międzynarodowych, a zaraz potem do polskich.

Gdy więc od redaktora działu Świat w „Polityce” dostałem zapytanie o tekst na ten temat – podparty słuszną uwagą, że od lat (dekady?) obiecuję coś dla niego napisać – broniłem się, że już wszyscy o tym napisali. Odparł, że my zrobimy to „głębiej”.

No to w nowym numerze „Polityki” próbuję trochę pogłębić.

 


Wideoklipy z 2023

Wideoklipy z 2023

Co roku martwię się, czy uda się zebrać chociaż dyszkę fajnych teledysków do podsumowania wideo, bo w ciągu roku wiele zjawiskowych rzeczy się nie widzi. A potem pojawia się problem z nadmiarem.

Podoba mi się to, że gdy przegląda się je jeden po drugim, to równie dużą przyjemność jak te symfoniczne, robione za ogromną kasę – i często świetne, patrz tegoroczny hymn futbolowy – dają te kameralne, gdzie braki budżetowe uzupełniają wyobraźnia i humor.

Tylko co z tą Polską?!


Najlepsze z 2023

Najlepsze z 2023

Już patrzenie na bihajpową listę płyt 2023 roku cieszy, bo tak barwnych i dobrych okładek chyba jeszcze nie było. Ale w trakcie redagowania podsłuchiwałem i sporo notowałem, przydałoby się parę tygodni postu od premier już noworocznych, żeby to wszystko należycie zgłębić (i tak zamierzam).

Są też playlisty na Spotify oraz YouTube z pojedynczymi utworami z tych albumów, dzięki którym w ledwie pięć godzin można parę razy opłynąć świat.


Młot na pop

Młot na pop

Planujesz od prawie roku najdłuższy urlop w swoim życiu, rezerwujesz sprawdzoną miejscówkę w raju (czyli na krańcu Madery), wtem przychodzi pytanie: napiszesz o Peterze Gabrielu?

Napisałem, z przyjemnością, do przeczytania w nowej „Polityce”.