Retro bihajp

Retro bihajp

W założeniu powstaliśmy dla nowej muzyki, ale z okazji piątych urodzin zrobiliśmy wyjątek.

Z tegoż wyjątku dowiedziałem się między innymi, że polska grupa Komety słyszała pewnego tureckiego klasyka. I że Białoruś też miała swoich Skaldów, choć nazywali się Pieśniarze.

Oprócz słuchania zachęcam do czytania, bo dość niesamowite tam historie i wiele innych analogowych analogii.


Mądre słowa, dzikie słowa

Mądre słowa, dzikie słowa

“Wciąż liczę na to, że to fake i 21.03 spotkamy się z Markiem na takich samych zasadach jak co roku” – napisał mi w SMS-sie Janek Błaszczak. “Mimo wszystko dobrze dowiedzieć się od Ciebie” – odpisałem krótko, bo jednak zatkało.

Aby sprawdzić, czy to nie fake, zajrzałem – o ironio – na twittera. I zobaczyłem #MarkHollis wśród trendujących hasztagów, między #PrayForVenezuela #JuanGuaido a jakąś aktualną obsesją K/J-popową.

Najbardziej spodobał mi się wpis tego redaktora, z niewiadomego powodu później usunięty:

it only takes about 3 and a half hours to listen to the four Talk Talk studio albums + Mark Hollis’ solo album front to back and I highly recommend doing so. very rewarding and I’m kind of convinced that it’s the best way to “get” what Hollis was up to

O co chodzi z tym Hollisem – to pytanie zadał też w redakcji młodszy o dekadę kolega. Mimo że siedzi w muzyce po uszy, temat Talk Talk zupełnie go dotąd omijał. A wtem żałobne hasztagi ujawniły, jakże ważny to był zespół dla jakże wielu osób. Tylko dlaczego?

*

Zanim odpaliliśmy w redakcji 3 i pół godziny Hollisa, próbowałem koledze odpowiedzieć, “o co w sumie chodzi z tym zespołem”. I skąd brak hasztagów w poprzedniej dekadzie czy nawet dwóch. Na to drugie Hollis sam sobie zasłużył i pewnie tego życzył, jeśli wierzyć reakcji domniemanego jego na zaczepkę Janka Błaszczaka.

Mnie zaskoczyło to, jak trudno przyszło odpowiedzieć na pierwsze pytanie. Zupełnie nie miałem ochoty mówić o oczywistym: rewolucjach artystycznych Talk Talk, z którymi konkurować może tylko kilka [anglosaskich – przyp. bihajp] zespołów na tej planecie. Ważniejsze wydało mi się to, że przez te lata, dekady z muzyką Hollisa i z samym Hollisem po prostu się zaprzyjaźniłem. I mimo własnej rewolucji bihajpowej wciąż się regularnie widujemy.

Po tylu latach przyjaźni stylistyczne rewolty traktuje się jako dość oczywiste. I myślę, że dla Hollisa takie właśnie były. Podobnie jak wcześniej dla czwórki z Liverpoolu, a później dla piątki z Abingdon (musiałem sprawdzić).

*

A gdyby jednak trzeba było odpowiedzieć, co w tej muzyce i tych muzykach jest takiego szczególnego – skoro nie rewolucje?

Pierwsza większa myśl dotyczyła czasu. Redakcyjna koleżanka od teatru zwróciła nam ostatnio przy obiedzie uwagę, jak kluczowy dla jej specjalności jest właśnie czas. Że te wszystkie arcydzieła muszą trwać po pięć godzin, inaczej reżyser nie miałby pewności, że przekazał, co zamierzał. Czasem trzeba widza wyciszyć, wynudzić, wymęczyć.

W muzyce [anglosaskiej] na czas mało kto był wyczulony tak, jak Hollis. Czym są pięciosekundowe wstępy ECM przy dwuminutowym czekaniu na pierwszy akord gitary w “Spirit of Eden” i rozbiegówkach kolejnych utworów? 20-sekundowej ciszy na początku “Laughing Stock” i takiej samej na wstępie solówki Hollisa? Już swoje wczesne utwory Talk Talk chętnie pauzowali, a w ostatnich to bardziej przerwom przerywano. Z czym kojarzy ci się “Laughing Stock”? Bo mnie z pustynią, na której tu i ówdzie coś wyrośnie, może trafi się kilka oaz. Albo z ciemnością, w której nagrywali ten materiał.

Hollis czasu się nie bał, a jednocześnie – zmieścił się w 3 i pół godzinie.

*

Czas doprowadził mnie o szczebelek wyżej do mądrości, która wydaje mi się kompleksowo definiować muzykę Hollisa i jego samego. Na każdym etapie, w każdej stylistyce ich twórczość była mądra w sposób odpowiedni dla tegoż etapu. Mądrzy byli też w decyzjach dotyczących kariery i w decyzji (decyzjach) o jej zakończeniu. Wiemy, że wiele osób zainspirowali swoją muzyką. A ile zainspirowali później swoim milczeniem?

Od muzyki mądrej blisko też do mądrościowej i gdyby przejrzeć wszystkie teksty Hollisa, może się okazać, że jego ulubionym słowem było “life”.

*

Gdy już to wszystko pomyślałem i spisałem, dotarło do mnie, że to tylko połowa prawdy. Bo ostatnie słowa w ostatnim utworze na ostatniej płycie Marka Hollisa, zamkniętej zresztą dwiema minutami ciszy, brzmią: “D’you see / Wise words / Wild words”. Mądry człowiek, dziki człowiek.

*

Przywołując wiosnę: 2018, 2017, 2016, 2015, 2014, 2013, 2012, 2011, 2010, 2009.

Ilustracja: Paulina Mitek


I znów się udało

I znów się udało

72 listy, 165 uczestników, ponad 950 artystów, jedno szaleństwo.

https://beehy.pe/best-of-2018/

Gdy to się zaczyna gdzieś w połowie grudnia, to zawsze jestem przerażony, a w trakcie procesu doskonalę kompetencje potrzebne do pracy windykatora. Ale gdy potem patrzy się na to monumentum – jest radość.

Szczególnie gdy przy okazji muzyki z Wenezuelczykiem zaczyna się dyskusję na temat Maduro-Guaido, z Rumunem wyliczankę na najpiękniejsze pasma ichniejszych Karpatów (według niego Piatra Craiului, więc wybieram się latem), a korespondentka z Luksemburga mówi pa-pa, bo jeszcze przed opublikowaniem listy rusza w rejs do Ameryki Południowej.

Ale tak, teraz przydałby się reset – jeszcze tylko mały występ zagraniczny.


Teledyski świata w Warszawie

Teledyski świata w Warszawie

Tydzień temu w Słowenii, za tydzień w Klubie KEN54 na warszawskim południu. Nie będzie niestety tak wygodnie, ale merytorycznie postaram się trzymać poziom.

Treść: Około tuzina teledysków z tyluż krajów, z krótkimi wprowadzeniami.

Czas: 17 lutego, godz. 19:00. Wstęp wolny. Wydarzenie na FB.

Fine.


Polskie płyty roku

Polskie płyty roku

Liczba mnoga w tytule nieprzypadkowo.

Po pierwszej rundzie głosowania w bihajpowym plebiscycie, w której 32 osoby przysyłały 10-20 wstępnych nominacji, napisałem uczestnikom, że z każdym spływającym zestawem spełniało się marzenie Chrisa Andersona – wreszcie każdy słucha czegoś innego.

W poprzednich latach było tak, że po kilku pierwszych mailach kolejne osoby dodawały do listy kandydatów po 2-3 nowe tytuły. Tym razem było to zwykle 7-8. I nawet ostatnia osoba dorzuciła pięć nowych tytułów, mimo że wcześniej zgłoszono już 195 płyt. W sumie zebraliśmy więc 200 płyt (listę wklejam poniżej).

Wygraną Andersona potwierdziła też druga runda głosowania. Uczestnicy wybierali w niej ulubioną dziesiątkę spośród 63 płyt, które przeszły do finału – bo wcześniej nominowały je przynajmniej trzy osoby. (W poprzednich latach filtr ustawialiśmy na minimum dwóch osobach, ale w tym roku odsiałoby to mniej niż połowę kandydatów i potrzebna byłaby trzecia runda).

Dwa lata temu Lotto zebrało 74 pkt. (przy 21 głosujących). Rok temu Stefan Wesołowski dostał aż 105 pkt. (przy 23 głosujących). A teraz mimo rekordowej liczby głosujących najlepsza płyta dostała “tylko” 68 pkt., a drugą wyprzedziła tylko o 1 punkt. Między kolejnymi też są zwykle 2-3 pkt. różnicy.

W tym roku należy więc mówić raczej o płytach niż płycie roku. I chyba fajnie?

*

A oto 200 zgłoszonych w pierwszej rundzie tytułów (nie odpowiadam za ewentualne literówki czy pomyłkowe zgłoszenia z 2017):

Adonis – Wiosenna ofensywa nie trwa dłużej niż do letnich wakacji EP
Adrian Kolarczyk – aheloy! – if
Afrojax – Nikt nie słucha tekstów
Akwizgran – 4ever
Alameda 4 – Czarna Woda
Angrrsth – Znikąd
Artur Majewski & Patryk Zakrocki – Czas panowania traw
Astrokot – Pierwszy kot w kosmosie
B.O.K. – Symetria
Barbara Kinga Majewska & Marcin Masecki – Taratil ‘id al-milad
Barbara Wrońska – Dom z ognia
Bartek Kujawski – Puerile Things Inferno
Behemoth – I Loved You at Your Darknest
Blokowisko – Blokowisko
Bogusław Schaeffer – Monodram
Bokka – Life on Planet B
Bonson – Postanawia umrzeć
Borixon – Mołotow
Bownik – Delfina
Buba Badjie Kuyateh & Michał Górczyński – Cut the Air
Chino – Kolaps
Ćpaj Stajl – Lato w Ghettcie
D A V I C I I – W sercu pozostaje tylko to, co wypalone ogniem
Daniel Spaleniak – Life Is Somewhere Else
Dawid Podsiadło – Małomiasteczkowy
Drekoty – lub maszyna dzika trawa
Dule Tree – Transhumanistic followers of antyutopia happiness
Duy Gebord – ʤ
Dwie Trzecie Soli – Pałac Lodowy
EABS – Kraksa / Svantetic
EABS – Repetitions: Live at Jazz Club Hipnoza
Ehh hahah – netia, genialna rozmowa z klientem
Entropia – Vacuum
Envee – Time & Light
Esztenyi & Zemler – Kreatura
Ewa Justka – Name-dropping In The Style Of Florian Hecker
Faxada – Paraa
Fertile Hump – Kiss Kiss Or Bang Bang
Fffrancis – Off The Grid
Fischerle – Ptylotics
Foghorn – Corona
FOQL – Aimless, Pointless Mixtape
Gedz – 247365
Gołębie – Jest mi tak dobrze, że lepiej poczułbym się tylko martwy
Gorycz – Piach
Grabek – Day One
Guiding Lights – Not Much War
Guzior – EVIL_THINGS
HATI & Zdzisław Piernik – Avant-garde out of Poland
Hubert Zemler – Groove 8
Igor Boxx – Fyodor
In Twilight Embrace – Lawa
Irek Wojtczak Quintet – Play It Again
Jachna, Buhl, Mazurkiewicz – God’s Body
Jakub Lemiszewski – Bubblegum New Age
Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet Komeda. Moja słodka europejska ojczyzna
Janka – Krzyżacy EP
Janusz Jurga – Duchy Rogowca
Jazz Band Młynarski-Masecki – Fogg: Pieśniarz Warszawy
Jerzy Rogiewicz – Kolędy
JNR – Movement
Jot – Znalezione
Julek Płoski – Tesco
Kamil Piotrowicz Sextet – Product Placement
Kapela ze Wsi Warszawa – Re:akcja mazowiecka
Kasia Lins – Wiersz Ostatni
Kaz Bałagane – Ksiażę nieporządek
Kękę – ToTu
Kinsky – Praeterito Futurum
kIRk – Ich dzikie serca
Klarenz – Poza
Kły – Szczerzenie
Kriegsmaschine – Apocalypticists
Król – Przewijanie na podglądzie
Krzysztof Zalewski – Zalewski śpiewa Niemena
Kuba Knap – Knurion
Laar Farobiansah Gamelan – Bidarari
Lao Che – Wiedza o społeczeństwie
Lemiszewski/Olter – Post Refference
Lensk – Flatline
Limp Blitzkrieg – Koniec kraju Polska
Lonker See – One Eye Sees Red
Lux Familiar – Microdosing
M8N – The ULSSS
Maciej Maciągowski – OGOG
Maciej Wirmański – Wiatr, który przyniósł nam zimę
Maja Kleszcz – Odyseja
MaJLo – Re_covery
Malediwy – Afroaleatoryka
Marcin Barski – Wanda’s Dream
Marcin Masecki, Jerzy Rogiewicz – Ragtime
Mateusz Franczak – Night-night
Mazut – Atlas
Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Mchy i Porosty – Sigh EP
Mech – Sub-Clouds
Mentor – Cults, Crypts and Corpses
Michał Górczyński / Sean Palmer / Tomasz Wiracki – William’s Things
Micromelancolié – Niwa
Mikrobi.t – Afronauts
Mirt – Decaying Land
Mołr Drammaz – Times Before Emojis Came
Moo Latte – Syd
Morus – Ciało obce
Mów – Historie zebrane
Mtv Modulartelevision – Ost Vol. 1
Muka – Pampuch
Musiquette A – Terry Riley In C
Naphta – Naphta and The Shamans
Nanook of The North – Nanook of the North
New People – New People
Niechęć – Live at Jazz Club Hipnoza
Noon – Algorytm
Nosowska – Basta
Odpoczno – Odpoczno
Ogdens’ – Ogdens’
Oleś Brothers & Christopher Dell – Górecki Ahead
Olivia – Skawa
Oondood – Piano Album You Were Never Ready For
Orzeł i Reszka – Orzeł i Reszka
Owls Are Not – Radio Tree
P.Unity – Pulp
Pablo Frizzi – Uwięzienie koloru
Pablopavo i Ludziki – Marginal
Palmer Eldritch – Sidereal
Paluch – Czerwony dywan
Paszka – Producent mebli z drewna i materacy
Paszka – Rytmy, cykle, i czas
Patryk Cannon – Family Movies Waves and Friends
Pejzaż – Ostatni Dzień Lata
Pękala Kordylasińska – Pękala – Modular
Pola Rise –
Polonka – Poemat konfesyjny
Polmuz – Drzewiej
Polpo Motel – Cadillac Hearse
Prąd – Lot
Pro8l3m – Ground Zero Mixtape
Psychocukier – Antypody umysłu
Rasmentalism – Tango
Rau Performance – Mistrz sztuki
Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Reni Jusis – Ćma
Resina – Traces
Rogal DDL – Anty
Rosalie. – Flashback
Różni wykonawcy – Albo inaczej 2
Różni wykonawcy – Paide & Fischerle presents Doubts 2
Różni wykonawcy – ARDEA CINEREA (benefit compilation for Adam)
Rużaw – wybrane utwory otaczające
Rycerzyki – Kalarnali
Sarmacja – Tutejsi EP
Schafter – Hors D’oeuvre EP
Schröttersburg – Melancholia
Siksa – Stabat Mater Dolorosa
SKY – p r e y
Sour Gold Cicadas – I Hate Myself and I Don’t Know What I Want
Syny – Sen
Szczerba Zaleski Mirt – Deer Rut Time
Szpaku – Atypowy
Szpety – Szpety
Taconafide – Soma 0,5 mg
Ten Typ Mes – RaperSampler
Teo Olter – Mirów
Tęskno – Mi
The Dog – I Am You
Tomasz Chyła Quintet – Circlesongs
Tomasz Mreńca – Peak
Tomasz Bednarczyk – Illustrations For Those Who
Tomasz Sroczyński – Ajulella
Totenmese – To
Tropical Soldiers in Paradise – S/T
Truchło Strzygi – Pora Umierać!
Trys saulės – ***
Tuzza Globale – Top ZZ EP
Ugory – Matko Ciszy
Urbanator Days – Beats & Pieces
Vocal Varshe / Jacaszek – Bramy nieba
Voidhanger – Dark Days Of Soul
Vysoke Celo – Wzium!
Warszawskie Combo Taneczne – Sto lat Panie Staśku!
Wczasy – Zawody
We Will Fail – Dancing
Welur – Cały ten senny stuff
WIDT – TEYAS
Wiktor Milczarek – Untitled
Wilhelm Bras – Living Truthfully Under Imaginary Circumstances
Włodi – Osad EP
Wojciech Bąkowski – Jazz Duo
Wojciech Kucharczyk – Uran Uran
Wolność – Outlines
Wszystko – Muzyka nie ma sensu
xDZVONx – TAPE_01
Xenony – Polish Space Program
Zaumne – Emo dub
Zero – Nascar
Złota Jesień – Promyczek (sprawiedliwość dla psychopatów) EP
Złota Jesień – W tobie nie jestem sobą
Zmora – W Głębinach Nocy Niepojętej
Zwidy – Szum
Zygmunt Krauze – Folk Music


O przyjemności z muzyki

O przyjemności z muzyki

Jeszcze przed narodzinami bihajpa obcowałem głównie z nową (dla mnie) muzyką, ale za sprawą serwisu w zasadzie przestałem wracać to tych tysięcy płyt, które poznawałem w poprzednich latach, dekadach.

Taka nieustająca przygoda ekscytuje, nie jarałem się tak muzyką od liceum. Ale wiąże się też z pewną stratą. Słuchanie muzyki już znanej, szczególnie w jakimś stopniu melodyjnej (od Radiohead przez Coltrane’a po ambientowe akordy Bass Communion), daje przyjemność nawet bardziej fizyczną niż intelektualną. Kojarzącą mi się raczej z jedzeniem czegoś smacznego czy podziwianiem gór niż podziwianiem sztuki, czytaniem książki czy oglądaniem filmu (sorry za ten toporny, uproszczony podział).

Dlatego jakiś czas temu zacząłem praktykować “wspominkowe niedziele”, jako wytchnienie od przedzierania się przez lokalne sceny. I okazję do muzycznego hedonizmu – konsumowania tego, na co przez poprzednie lata, dekady zapracowałem. Ostatnio odświeżałem sobie m.in. Marka Grechutę, Petera Gabriela, Davida Sylviana czy Brahmsa, i dalej dają radę.

Ale nawet bihajp tę fizyczną przyjemność mi od czasu do czasu daje, szczególnie przy okazji rozmaitych zbiorczych playlist. Bo poszczególne utwory znam już od tygodni, miesięcy, nawet lat. A zebranie razem tych najlepszych w esencję esencji daje taką kondensację i piękna, i przygody – choćby ze względu na karuzelę języków – jaką mógłbym porównać tylko do tych moich parunastu “płyt życia”.

I tak jest właśnie z naszą najnowszą playlistą ze 101 utworami z 2018 roku. Tam też znajdziecie kilka słów o małych bihajpowych przełomach ostatnich 12 miesięcy. Sam na pewno czuję potrzebę, by przy okazji piątych urodzin tego serwisu – tej barwnej kompanii – bo to już lada moment, przemyśleć całokształt naszych działań. I zastanowić się, czy po prostu dalej robić to, co robimy, czy jednak próbować czegoś innego, nowego, większego?

Pojawiające się od czasu do czasu zmęczenie tym pięcioletnim maratonem na pewno wynagradzają momenty, gdy jak przy okazji tej najnowszej playlisty z tego naszego muzycznego pożytku – nawet ciało się cieszy.

Fine.


Kto będzie Netflixem muzyki

Kto będzie Netflixem muzyki

Rafał Krause nie potrzebował mojego komentarza do swojego tekstu o tym, “jak algorytmy zaczęły decydować o karierze muzyków”, ale i tak się rozpisałem. Autor zgodził się, żebym przedrukował ten komentarz poniżej, ale lepiej (najpierw) przeczytać sam artykuł.

*

Ciekawym trendem jest na pewno próba “uczłowieczania” algorytmów, czego najgłośniejszym przykładem są playlisty Discover Weekly podsyłane użytkownikom Spotify. Punktem wyjścia dla wszechwiedzącego algorytmu mają być tutaj ludzkie gusta, które on “tylko” porównuje. I podsuwa nam propozycje tak, jak gdyby robił to ktoś znajomy czy grupa znajomych. Dostajemy swoistą hybrydę tak pod względem technologicznym, jak i wizerunkowym. Bo wcale nie wiadomo, na ile motywacją dla takiego podejścia jest jakościowa przewaga “uczłowieczonego” algorytmu – czy chodzi raczej o PR. W końcu Apple Music – główny konkurent Spotify – przy swoim starcie promował się tym, że swoje playlisty zawdzięcza ludziom: ekspertom czy gwiazdom.

Obie firmy wydają się jednak ścigać ze sobą o to, kto stanie się Netflixem muzyki także pod względem systemów rekomendacji. Rok temu Spotify kupiło francuski start-up, który rozwija “słuchające algorytmy” potrafiące analizować muzykę pod rozmaitymi względami i przekuwać tę wiedzę w rekomendacje. Na pewno Spotify już nakarmiło już tę sztuczną inteligencję całą wiedzą o słuchaczach, jaką zebrało przez 10 lat… Ledwie kilka miesięcy po tamtym zakupie Apple ogłosiło, że za kosmiczne pieniądze przejmuje aplikację Shazam. I znów chodziło o ich narzędzia do analizowania muzyki i pewnie zachowań słuchaczy też.

Wspomniany Netflix w działce filmowej wydaje się na razie samotnym liderem, skoro nawet pokazywane widzowi plakaty filmów pośrednio dobiera pod kolor jego skóry. (A kilka tygodni temu usunął z serwisu ostatnie komentarze użytkowników, a możliwość oceniania filmów wcześniej ograniczył do kciuka w górę lub w dół – zamiast gwiazdek). Wszystko idzie więc w kierunku algorytmów, które patrzą znacznie głębiej niż tylko na sygnały, które przekazujemy systemowi świadomie naszym słuchaniem/oglądaniem czy ocenami. Wiek, pochodzenie, znajomi, urządzenie, pora roku/tygodnia/dnia, miejsce/okoliczność słuchania – pewnie takie rzeczy brane są już pod uwagę lub wkrótce będą.

I w zasadzie nikomu to nie przeszkadza, liczy się efekt. Znajomy powiedział mi kiedyś, że uwielbia Netflixa za to, “że go zna”. Spotify podkreśla, że słuchacze stworzyli już dwa miliardy playlist. Ale ile osób naprawdę troszczy się o to, kto stworzył daną playlistę do biegania albo zakuwania – bo to zdecydowanie najpopularniejszy typ playlist. Może bot? Ważne, że działa.

W obecnym przejściowym okresie pojawiają się czasem dyskusje czy nawet kontrowersje wokół tych zmian – maszyny nas nie tylko śledzą, ale jeszcze dyktują, czego mamy słuchać czy oglądać? Ale już Facebook i spółka pokazali, że interesuje nas głównie wygoda, efekt, a co się dzieje za kulisami nie ma znaczenia – chyba że wybuchnie jakaś polityczna afera, co Spotify raczej nie grozi. I kontrowersje te zanikną pewnie tak samo niezauważenie, jak to, że Google pokazuje nam personalizowane wyniki.

 

Fine.


Echa przeszłości

Echa przeszłości

Dawno, dawno temu napisałem artykuł o wchodzącej gwieździe szachów Magnusie Carlsenie. Tytuł artykułu – “Opus Magnus” – był jakoś proroczy i dla mnie, bo dziś wydaje mi się jedną z rzeczy, które bardziej mi się w życiu dziennikarskim udały. Przypomniał mi się ten tekst w związku rozpoczętym w piątek w Londynie maratonem szachowych mistrzostw świata, gdzie Magnus broni tytułu najlepszego przed aktualnym numerem drugim szachów – Fabiano Caruaną.

Skąd to ryzykowne samochwalenie się? Jednym z powodów są śródtytuły. Drugim – mądre zdanie, które kiedyś usłyszałem na temat tego, co najlepiej świadczy o kunszcie dziennikarskim (czy szerzej pisarskim). Mianowicie czy danym tematem potrafi się zainteresować osoby, których dany temat nie interesuje. Właśnie tym imponował mi Waldemar Januszczak, krytyk sztuki “The Sunday Times”, że od początku do końca czytałem wszystkie jego artykuły i recenzje na tematy, o których nie miałem pojęcia – i w zasadzie nie planowałem mieć (rzeźby?!?).

I z tym moim Magnusem chyba ten wyczyn się udał. Nawet w samej redakcji “Polityki”, bo choć jej członkiem wtedy jeszcze nie byłem – tylko anonimowym współpracownikiem – trafiła mi się wewnętrzna nagroda numeru. Ale mało tego! Dzięki temu artykułowi sam siebie zainteresowałem szachami, w które na poważnie grałem ostatnio na początku podstawówki. W efekcie od kilku dni na wpół żywo śledzę londyńskie zmagania młodzieńców, mimo że pierwsza partia trwała ponad 7 godzin (druga była o połowę krótsza). Wiadomo, komu kibicuję.

Dawno, dawno temu moim prywatnym kryterium jakości krytyki kulturalnej zwykło być to, na ile mogę coś podkraść do własnego pisania o muzyce. Tu znów najbardziej inspirujące okazały się postacie spoza muzyki, o czym pisałem osiem lat temu (Chryste!) w poście zatytułowanym (Chryste!) “O pisaniu“. Najlepszym przykładem wspomniany Januszczak, ale także Jacek Dukaj, którego “10 sposobów na zgnojenie książki” natchnęło mój muzyczny remake.

Oba te kryteria przypomniały mi się, gdy trafiłem na relacje z aktualnych szachowych finałów autorstwa Olivera Roedera z portalu FiveThirtyEight – kojarzonego raczej z politycznymi statystykami wysokiego pułapu. (Śledziłem tę stronę na żywo podczas finału Clinton-Trump; mylnie przewidywali, że wygra ta pierwsza). Bo druga partia Carlsen-Caruana była raczej nudna, nawet dla takiego amatora jak ja. Za to Roeder stworzył na jej temat ten superfajny tekścik.

I to byłoby trzecie kryterium – zrobić coś z niczego.

 

Fine.


Wsparcie po austriacku

Wsparcie po austriacku

W ostatni weekend września odbył się po raz ósmy festiwal showcase’owy Waves Vienna, w którym miałem przyjemność uczestniczyć dopiero po raz pierwszy – ale od razu intensywnie.

Po pierwsze, bo byłem jedynym blogerem w panelu o blogowaniu. Zaczęliśmy od stwierdzenia, że blogi muzyczne umarły, a potem próbowaliśmy ratować sytuację. Jeśli bowiem blogerem muzycznym jest ktoś, kto opowiada w sieci o muzyce raczej dla pasji niż pieniędzy i w bliskim kontakcie z czytelnikami, to blogowanie może nigdy jeszcze nie miało się tak dobrze – tyle że teraz na Facebooku i YouTube?

Po drugie, bo trafiłem do jury dość ciekawych nagród XA. Każdy z głosujących miał obowiązek zobaczyć na festiwalu występy dziewięciu austriackich zespołów, które wcześniej wytypowali lokalni dziennikarze. I potem nagrodzić trzy koncerty punktami: 5, 3 i 1. Zwycięzca – dziewczyny z Dives – dostaną 3,5 tys. euro i roczne wsparcie Radia FM4, czyli austriackiej Trójki, a także muzycznego biura eksportu i innych partnerów.

Sam na Dives nie głosowałem, choć na scenie bardzo fajnie sobie radzą. Ale oprócz własnego gustu w decyzjach pomagali mi zaprzyjaźnieni organizatorzy festiwali, których – nieświadomych powodu – zaczepiałem pod scenami i zagajałem, czy by zaprosili dany zespół do siebie.

I po trzecie, bo Waves Vienna tworzy niezłe warunki do tzw. networkingu, co organizowane także w tym celu festiwale-konferencje zaskakująco często zaniedbują. Pierwszego ciekawego delegata (z Roskilde) poznałem już w transporcie z lotniska. Ostatniego (z bawarskiego radia) w drodze na lotnisko. A między nimi był m.in. autobus, który przez całą sobotę woził nas po różnych punktach Wiednia, co pozwalało chociażby na mnóstwo przypadkowego dosiadania i poznawania się.

Trupa Trupa byli jedyną (!) grupą z Polski na festiwalu. Sala była pełna, sporo osób podpytywało mnie o nich – bo coś już wcześniej słyszeli. Po koncercie wrażenia, jakie deklarowali, można podsumować słowem “mieszane”. Byli zaciekawieni, ale nie do końca przekonani.

Dla mnie zaś największym odkryciem festiwalu był Belg Tamino, który za dwa tygodnie wydaje swój debiut. Także dlatego, że na festiwalu showcase’owym pełnym Bardzo Ważnych Ludzi i z natury mającym charakter supermarketowy – potrafił powiedzieć gadającym pod sceną, aby się wynosili. Zaprosiłbym.

 

Fine.


Skandynawia po skandynawsku

Skandynawia po skandynawsku

Bo niewiele jest na świecie języków wdzięczniej brzmiących w kontekście muzycznym niż duński, farerski, fiński, islandzki, norweski czy szwedzki. I zarazem nie ma na świecie krajów, które chętniej w muzyce sięgałyby po język angielski.

25 piøsenek oddzielnie i na wspólnych playlistach można znaleźć tutaj.

 

Fine.