Kwestia smaku

Kwestia smaku

Słuchałem, próbowałem słuchać nowej płyty Tool. I za każdą z obu prób nie mogłem zrozumieć, jak autorzy “Lateralusa” mogli popełnić coś tak złego. Rozumiem, że można nie mieć weny do napisania czegoś dobrego. Ale chyba jakiś negatywny filtr powinien się uruchomić, powstrzymać przed kliknięciem “publikuj”? Naprawdę chodzi tylko o kasę?

Posłuchałem sobie też po latach jednej z najmniej znanych produkcji Porcupine Tree, mojego niegdyś oficjalnie ulubionego zespołu świata, czyli 40-minutowej improwizacji “Moonloop“. Dosyć wspaniała rzecz, z perspektywy czasu szlachetniejsza niż połowa ich zasadniczej dyskografii. Co przypomniało mi, że od ostatniej płyty zespołu mija 10 lat, a mój niegdyś oficjalnie ulubiony muzyk świata nie zapowiada powrotu do tego projektu. I dzięki Bogu.

Bo Steven Wilson, podobnie jak muzycy Tool, zgubił gdzieś gust i na jego solowych płytach pojawiały się takie rzeczy, że – po latach śledzenia wszystkich wersji wszystkich utworów, moderowania polskiej grupy dyskusyjnej zespołu i zebraniu kilkuset koncertowych bootlegów – szybko wyleczyłem się z bycia psychofanem i pozbyłem niemal całej kolekcji.

Jak to możliwe, że ktoś stojący za “Returning Jesus”, za “Signify”, za dwójką Bass Communion mógł się pogrążyć w tandetnych blackfieldowych refrenikach z jednej strony, a z drugiej solowych… zabrakło mi tu słowa, bo naprawdę z jego solówek nic nie pamiętam. Może jeszcze spróbuję, choć pewnie nie.

I nie, nie chodzi wcale o mnie, lata 1992-2002 wciąż mi się podobają, często zachwycają. I tak, Radiohead to jedna z kapel wszech czasów, bo smaku nigdy nie zgubili, nawet gdy grali tylko dobrze. I tak, chapeau bas dla kończących zawczasu, jak Peter Gabriel, Kate Bush, czy najbardziej niedoceniana kapela świata.

Jak zacznę pisać żenujące rzeczy, powiecie mi?

 


Wygeneruj sobie (własną) płytę

Wygeneruj sobie (własną) płytę

Jednym pretekstem dla opisania w „Polityce” postępu komponujących i produkujących muzykę algorytmów – ostatnio pisałem o nich w 2012 roku – była umowa wytwórni Warner Music na wydanie 20 płyt wygenerowanych przez algorytm wygenerowany przez pewien berliński startup.

Drugim pretekstem była premiera nowej serii anime japońskiego reżysera Shinichiro Watanabe, tego od „Samurai Champloo” i „Cowboy Bebop”, serii jeszcze bardziej muzycznej niż te dwie razem wzięte (choć niestety ani trochę tak dobrej, choć kadry bywają świetne).

Już po zamknięciu tekstu odbyliśmy w redakcji dyskusję na temat autorstwa powstającej tak muzyki. Bo gdy berlińczycy dostarczają Warnerowi hurtem 20 godzin muzyki, to jeszcze można jakoś pod tym podpisać programistów – co też zrobili, gdy wytwórnia wykluczyła pozostawienie pustych miejsc w creditsach. (Bo na kogo zwalić winę w razie pozwu o plagiat?).

Ale istotą tego algorytmu i szeregu naśladowców jest generowanie muzyki na podstawie mnie: tego, gdzie akurat jestem, co robię, jak się czuję, co dzieje się wokół mnie, jaka jest pora dnia, tygodnia i roku, moje tętna i zawartość kalendarza. Jaką muzykę lubię, a jakiej nie. Gdy więc kliknę „play”, czy w roli wykonawcy powinien się pojawić copyright algorytmu czy raczej mój nick?

Na szczęście dyskusję przerwały obowiązki, wrócimy do tematu za następne 7 lat?

 


Polskie lato

Polskie lato

Ależ się nagłowiliśmy z Arturem nad wyborem polskiej piosenki do bihajpowej playlisty letniej!

Z góry odrzuciliśmy różne Formacje Nieżywych Schabuff i inne Big Daye. “Tyle słońca w całym mieście” zbyt lokalne, “Gdy nie ma dzieci w domu” jeszcze bardziej. Przez chwilę całkiem poważnie rozważaliśmy “Chałupy welcome to”, bo ma ciekawe tło, ale niestety zbyt nieciekawy refren.

Sam lobbowałem za Brodką, bo się była hitem lata i w tekście à propos (“Wake me up in July”), do tego miała już kiedyś świetny feedback na bihajpie. Pojawiły się też m.in. KobietyKury, RepublikaJanerka, Bemibek i letnie burze Jurksztowicz. Kolega z redakcji sugerował Marka Bilińskiego.

Ostateczne wybraliśmy coś świeżego, bezpretensjonalnego i z odpowiednim teledyskiem.

 


W Helsinkach zaszyję się

W Helsinkach zaszyję się

Mimo że od pięciu lat prowadzę bodaj najbardziej globalny serwis świata, mimo udziału w rozmaitych szkoleniach około-google’owych i konferencjach muzycznych, chyba nigdy dotąd nie znalazłem się w jednej grupie dyskusyjnej z przedstawicielami czterech kontynentów – z tych naprawdę zamieszkałych zabrakło tylko Australazji.

A chodzi o łączące dziennikarstwo, ekologię i technologie warsztaty “Solution Hack for Journalists” w stolicy Finlandii, z których uczestnikami i organizatorami udało się w ciągu niespełna trzech dni całkiem zaprzyjaźnić i mocno poszerzyć sobie wzajemnie horyzonty. Uwielbiałem momenty, gdy Finowie wykładali nam jakąś eko-teorię i chwalili futurystycznymi rozwiązaniami, a potem padało pytanie: A jak to się ma do Tanzanii czy Nigerii, Nepalu czy Indii?

Mimo pewnych wątpliwości te warsztaty – czyli trochę teorii, trochę praktyki, mnóstwo spotkań i wizyt w ciekawych firmach i instytucjach, plus posiłki robione z tego, co miało się zmarnować – były dla mnie zastrzykiem nadziei. Bo okazało się, że istnieją już technologie, które są w stanie rozwiązać sporo najważniejszych obecnie problemów świata. Że są wariaci, którzy ryzykują wdrażanie tych pomysłów w swoich biznesach czy instytucjach. I że wtedy okazuje się, iż opłaca się to także finansowo.

Zbudowała mnie też świadomość Finów. Z ekologii uczynili bodaj najważniejszy temat debaty przed niedawnymi wyborami parlamentarnymi. Na tydzień przed głosowaniem przez Helsinki przemaszerował zielony marsz. A podobno najbardziej dyskutowanym wydarzeniem ostatnich miesięcy był klimatyczny raport IPCC.

Skąd to się bierze? Ano na pewno pomaga w tym projekt Yrityskylä, czyli fińskie wioski dla szóstoklasistów, o których sporo napisałem.

*

Tytuł wpisu pochodzi od refrenu piosenki “Helsinki” z nowej płyty Darii Zawiałow:

Mówiłam, że to, co złe nie spotyka mnie
Zastanów trzy razy się, co naprawdę jest złe
W Helsinkach zaszyję się, to daleko jest
Może jak zorze świat mi zaświeci się


Retro bihajp

Retro bihajp

W założeniu powstaliśmy dla nowej muzyki, ale z okazji piątych urodzin zrobiliśmy wyjątek.

Z tegoż wyjątku dowiedziałem się między innymi, że polska grupa Komety słyszała pewnego tureckiego klasyka. I że Białoruś też miała swoich Skaldów, choć nazywali się Pieśniarze.

Oprócz słuchania zachęcam do czytania, bo dość niesamowite tam historie i wiele innych analogowych analogii.


Mądre słowa, dzikie słowa

Mądre słowa, dzikie słowa

“Wciąż liczę na to, że to fake i 21.03 spotkamy się z Markiem na takich samych zasadach jak co roku” – napisał mi w SMS-sie Janek Błaszczak. “Mimo wszystko dobrze dowiedzieć się od Ciebie” – odpisałem krótko, bo jednak zatkało.

Aby sprawdzić, czy to nie fake, zajrzałem – o ironio – na twittera. I zobaczyłem #MarkHollis wśród trendujących hasztagów, między #PrayForVenezuela #JuanGuaido a jakąś aktualną obsesją K/J-popową.

Najbardziej spodobał mi się wpis tego redaktora, z niewiadomego powodu później usunięty:

it only takes about 3 and a half hours to listen to the four Talk Talk studio albums + Mark Hollis’ solo album front to back and I highly recommend doing so. very rewarding and I’m kind of convinced that it’s the best way to “get” what Hollis was up to

O co chodzi z tym Hollisem – to pytanie zadał też w redakcji młodszy o dekadę kolega. Mimo że siedzi w muzyce po uszy, temat Talk Talk zupełnie go dotąd omijał. A wtem żałobne hasztagi ujawniły, jakże ważny to był zespół dla jakże wielu osób. Tylko dlaczego?

*

Zanim odpaliliśmy w redakcji 3 i pół godziny Hollisa, próbowałem koledze odpowiedzieć, “o co w sumie chodzi z tym zespołem”. I skąd brak hasztagów w poprzedniej dekadzie czy nawet dwóch. Na to drugie Hollis sam sobie zasłużył i pewnie tego życzył, jeśli wierzyć reakcji domniemanego jego na zaczepkę Janka Błaszczaka.

Mnie zaskoczyło to, jak trudno przyszło odpowiedzieć na pierwsze pytanie. Zupełnie nie miałem ochoty mówić o oczywistym: rewolucjach artystycznych Talk Talk, z którymi konkurować może tylko kilka [anglosaskich – przyp. bihajp] zespołów na tej planecie. Ważniejsze wydało mi się to, że przez te lata, dekady z muzyką Hollisa i z samym Hollisem po prostu się zaprzyjaźniłem. I mimo własnej rewolucji bihajpowej wciąż się regularnie widujemy.

Po tylu latach przyjaźni stylistyczne rewolty traktuje się jako dość oczywiste. I myślę, że dla Hollisa takie właśnie były. Podobnie jak wcześniej dla czwórki z Liverpoolu, a później dla piątki z Abingdon (musiałem sprawdzić).

*

A gdyby jednak trzeba było odpowiedzieć, co w tej muzyce i tych muzykach jest takiego szczególnego – skoro nie rewolucje?

Pierwsza większa myśl dotyczyła czasu. Redakcyjna koleżanka od teatru zwróciła nam ostatnio przy obiedzie uwagę, jak kluczowy dla jej specjalności jest właśnie czas. Że te wszystkie arcydzieła muszą trwać po pięć godzin, inaczej reżyser nie miałby pewności, że przekazał, co zamierzał. Czasem trzeba widza wyciszyć, wynudzić, wymęczyć.

W muzyce [anglosaskiej] na czas mało kto był wyczulony tak, jak Hollis. Czym są pięciosekundowe wstępy ECM przy dwuminutowym czekaniu na pierwszy akord gitary w “Spirit of Eden” i rozbiegówkach kolejnych utworów? 20-sekundowej ciszy na początku “Laughing Stock” i takiej samej na wstępie solówki Hollisa? Już swoje wczesne utwory Talk Talk chętnie pauzowali, a w ostatnich to bardziej przerwom przerywano. Z czym kojarzy ci się “Laughing Stock”? Bo mnie z pustynią, na której tu i ówdzie coś wyrośnie, może trafi się kilka oaz. Albo z ciemnością, w której nagrywali ten materiał.

Hollis czasu się nie bał, a jednocześnie – zmieścił się w 3 i pół godzinie.

*

Czas doprowadził mnie o szczebelek wyżej do mądrości, która wydaje mi się kompleksowo definiować muzykę Hollisa i jego samego. Na każdym etapie, w każdej stylistyce ich twórczość była mądra w sposób odpowiedni dla tegoż etapu. Mądrzy byli też w decyzjach dotyczących kariery i w decyzji (decyzjach) o jej zakończeniu. Wiemy, że wiele osób zainspirowali swoją muzyką. A ile zainspirowali później swoim milczeniem?

Od muzyki mądrej blisko też do mądrościowej i gdyby przejrzeć wszystkie teksty Hollisa, może się okazać, że jego ulubionym słowem było “life”.

*

Gdy już to wszystko pomyślałem i spisałem, dotarło do mnie, że to tylko połowa prawdy. Bo ostatnie słowa w ostatnim utworze na ostatniej płycie Marka Hollisa, zamkniętej zresztą dwiema minutami ciszy, brzmią: “D’you see / Wise words / Wild words”. Mądry człowiek, dziki człowiek.

*

Przywołując wiosnę: 2018, 2017, 2016, 2015, 2014, 2013, 2012, 2011, 2010, 2009.

Ilustracja: Paulina Mitek


I znów się udało

I znów się udało

72 listy, 165 uczestników, ponad 950 artystów, jedno szaleństwo.

https://beehy.pe/best-of-2018/

Gdy to się zaczyna gdzieś w połowie grudnia, to zawsze jestem przerażony, a w trakcie procesu doskonalę kompetencje potrzebne do pracy windykatora. Ale gdy potem patrzy się na to monumentum – jest radość.

Szczególnie gdy przy okazji muzyki z Wenezuelczykiem zaczyna się dyskusję na temat Maduro-Guaido, z Rumunem wyliczankę na najpiękniejsze pasma ichniejszych Karpatów (według niego Piatra Craiului, więc wybieram się latem), a korespondentka z Luksemburga mówi pa-pa, bo jeszcze przed opublikowaniem listy rusza w rejs do Ameryki Południowej.

Ale tak, teraz przydałby się reset – jeszcze tylko mały występ zagraniczny.


Teledyski świata w Warszawie

Teledyski świata w Warszawie

Tydzień temu w Słowenii, za tydzień w Klubie KEN54 na warszawskim południu. Nie będzie niestety tak wygodnie, ale merytorycznie postaram się trzymać poziom.

Treść: Około tuzina teledysków z tyluż krajów, z krótkimi wprowadzeniami.

Czas: 17 lutego, godz. 19:00. Wstęp wolny. Wydarzenie na FB.

Fine.


Polskie płyty roku

Polskie płyty roku

Liczba mnoga w tytule nieprzypadkowo.

Po pierwszej rundzie głosowania w bihajpowym plebiscycie, w której 32 osoby przysyłały 10-20 wstępnych nominacji, napisałem uczestnikom, że z każdym spływającym zestawem spełniało się marzenie Chrisa Andersona – wreszcie każdy słucha czegoś innego.

W poprzednich latach było tak, że po kilku pierwszych mailach kolejne osoby dodawały do listy kandydatów po 2-3 nowe tytuły. Tym razem było to zwykle 7-8. I nawet ostatnia osoba dorzuciła pięć nowych tytułów, mimo że wcześniej zgłoszono już 195 płyt. W sumie zebraliśmy więc 200 płyt (listę wklejam poniżej).

Wygraną Andersona potwierdziła też druga runda głosowania. Uczestnicy wybierali w niej ulubioną dziesiątkę spośród 63 płyt, które przeszły do finału – bo wcześniej nominowały je przynajmniej trzy osoby. (W poprzednich latach filtr ustawialiśmy na minimum dwóch osobach, ale w tym roku odsiałoby to mniej niż połowę kandydatów i potrzebna byłaby trzecia runda).

Dwa lata temu Lotto zebrało 74 pkt. (przy 21 głosujących). Rok temu Stefan Wesołowski dostał aż 105 pkt. (przy 23 głosujących). A teraz mimo rekordowej liczby głosujących najlepsza płyta dostała “tylko” 68 pkt., a drugą wyprzedziła tylko o 1 punkt. Między kolejnymi też są zwykle 2-3 pkt. różnicy.

W tym roku należy więc mówić raczej o płytach niż płycie roku. I chyba fajnie?

*

A oto 200 zgłoszonych w pierwszej rundzie tytułów (nie odpowiadam za ewentualne literówki czy pomyłkowe zgłoszenia z 2017):

Adonis – Wiosenna ofensywa nie trwa dłużej niż do letnich wakacji EP
Adrian Kolarczyk – aheloy! – if
Afrojax – Nikt nie słucha tekstów
Akwizgran – 4ever
Alameda 4 – Czarna Woda
Angrrsth – Znikąd
Artur Majewski & Patryk Zakrocki – Czas panowania traw
Astrokot – Pierwszy kot w kosmosie
B.O.K. – Symetria
Barbara Kinga Majewska & Marcin Masecki – Taratil ‘id al-milad
Barbara Wrońska – Dom z ognia
Bartek Kujawski – Puerile Things Inferno
Behemoth – I Loved You at Your Darknest
Blokowisko – Blokowisko
Bogusław Schaeffer – Monodram
Bokka – Life on Planet B
Bonson – Postanawia umrzeć
Borixon – Mołotow
Bownik – Delfina
Buba Badjie Kuyateh & Michał Górczyński – Cut the Air
Chino – Kolaps
Ćpaj Stajl – Lato w Ghettcie
D A V I C I I – W sercu pozostaje tylko to, co wypalone ogniem
Daniel Spaleniak – Life Is Somewhere Else
Dawid Podsiadło – Małomiasteczkowy
Drekoty – lub maszyna dzika trawa
Dule Tree – Transhumanistic followers of antyutopia happiness
Duy Gebord – ʤ
Dwie Trzecie Soli – Pałac Lodowy
EABS – Kraksa / Svantetic
EABS – Repetitions: Live at Jazz Club Hipnoza
Ehh hahah – netia, genialna rozmowa z klientem
Entropia – Vacuum
Envee – Time & Light
Esztenyi & Zemler – Kreatura
Ewa Justka – Name-dropping In The Style Of Florian Hecker
Faxada – Paraa
Fertile Hump – Kiss Kiss Or Bang Bang
Fffrancis – Off The Grid
Fischerle – Ptylotics
Foghorn – Corona
FOQL – Aimless, Pointless Mixtape
Gedz – 247365
Gołębie – Jest mi tak dobrze, że lepiej poczułbym się tylko martwy
Gorycz – Piach
Grabek – Day One
Guiding Lights – Not Much War
Guzior – EVIL_THINGS
HATI & Zdzisław Piernik – Avant-garde out of Poland
Hubert Zemler – Groove 8
Igor Boxx – Fyodor
In Twilight Embrace – Lawa
Irek Wojtczak Quintet – Play It Again
Jachna, Buhl, Mazurkiewicz – God’s Body
Jakub Lemiszewski – Bubblegum New Age
Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet Komeda. Moja słodka europejska ojczyzna
Janka – Krzyżacy EP
Janusz Jurga – Duchy Rogowca
Jazz Band Młynarski-Masecki – Fogg: Pieśniarz Warszawy
Jerzy Rogiewicz – Kolędy
JNR – Movement
Jot – Znalezione
Julek Płoski – Tesco
Kamil Piotrowicz Sextet – Product Placement
Kapela ze Wsi Warszawa – Re:akcja mazowiecka
Kasia Lins – Wiersz Ostatni
Kaz Bałagane – Ksiażę nieporządek
Kękę – ToTu
Kinsky – Praeterito Futurum
kIRk – Ich dzikie serca
Klarenz – Poza
Kły – Szczerzenie
Kriegsmaschine – Apocalypticists
Król – Przewijanie na podglądzie
Krzysztof Zalewski – Zalewski śpiewa Niemena
Kuba Knap – Knurion
Laar Farobiansah Gamelan – Bidarari
Lao Che – Wiedza o społeczeństwie
Lemiszewski/Olter – Post Refference
Lensk – Flatline
Limp Blitzkrieg – Koniec kraju Polska
Lonker See – One Eye Sees Red
Lux Familiar – Microdosing
M8N – The ULSSS
Maciej Maciągowski – OGOG
Maciej Wirmański – Wiatr, który przyniósł nam zimę
Maja Kleszcz – Odyseja
MaJLo – Re_covery
Malediwy – Afroaleatoryka
Marcin Barski – Wanda’s Dream
Marcin Masecki, Jerzy Rogiewicz – Ragtime
Mateusz Franczak – Night-night
Mazut – Atlas
Mazutti – Kształt Jazzu Który Ma Dojść
Mchy i Porosty – Sigh EP
Mech – Sub-Clouds
Mentor – Cults, Crypts and Corpses
Michał Górczyński / Sean Palmer / Tomasz Wiracki – William’s Things
Micromelancolié – Niwa
Mikrobi.t – Afronauts
Mirt – Decaying Land
Mołr Drammaz – Times Before Emojis Came
Moo Latte – Syd
Morus – Ciało obce
Mów – Historie zebrane
Mtv Modulartelevision – Ost Vol. 1
Muka – Pampuch
Musiquette A – Terry Riley In C
Naphta – Naphta and The Shamans
Nanook of The North – Nanook of the North
New People – New People
Niechęć – Live at Jazz Club Hipnoza
Noon – Algorytm
Nosowska – Basta
Odpoczno – Odpoczno
Ogdens’ – Ogdens’
Oleś Brothers & Christopher Dell – Górecki Ahead
Olivia – Skawa
Oondood – Piano Album You Were Never Ready For
Orzeł i Reszka – Orzeł i Reszka
Owls Are Not – Radio Tree
P.Unity – Pulp
Pablo Frizzi – Uwięzienie koloru
Pablopavo i Ludziki – Marginal
Palmer Eldritch – Sidereal
Paluch – Czerwony dywan
Paszka – Producent mebli z drewna i materacy
Paszka – Rytmy, cykle, i czas
Patryk Cannon – Family Movies Waves and Friends
Pejzaż – Ostatni Dzień Lata
Pękala Kordylasińska – Pękala – Modular
Pola Rise –
Polonka – Poemat konfesyjny
Polmuz – Drzewiej
Polpo Motel – Cadillac Hearse
Prąd – Lot
Pro8l3m – Ground Zero Mixtape
Psychocukier – Antypody umysłu
Rasmentalism – Tango
Rau Performance – Mistrz sztuki
Remek Hanaj – Wysiadywanie góry
Reni Jusis – Ćma
Resina – Traces
Rogal DDL – Anty
Rosalie. – Flashback
Różni wykonawcy – Albo inaczej 2
Różni wykonawcy – Paide & Fischerle presents Doubts 2
Różni wykonawcy – ARDEA CINEREA (benefit compilation for Adam)
Rużaw – wybrane utwory otaczające
Rycerzyki – Kalarnali
Sarmacja – Tutejsi EP
Schafter – Hors D’oeuvre EP
Schröttersburg – Melancholia
Siksa – Stabat Mater Dolorosa
SKY – p r e y
Sour Gold Cicadas – I Hate Myself and I Don’t Know What I Want
Syny – Sen
Szczerba Zaleski Mirt – Deer Rut Time
Szpaku – Atypowy
Szpety – Szpety
Taconafide – Soma 0,5 mg
Ten Typ Mes – RaperSampler
Teo Olter – Mirów
Tęskno – Mi
The Dog – I Am You
Tomasz Chyła Quintet – Circlesongs
Tomasz Mreńca – Peak
Tomasz Bednarczyk – Illustrations For Those Who
Tomasz Sroczyński – Ajulella
Totenmese – To
Tropical Soldiers in Paradise – S/T
Truchło Strzygi – Pora Umierać!
Trys saulės – ***
Tuzza Globale – Top ZZ EP
Ugory – Matko Ciszy
Urbanator Days – Beats & Pieces
Vocal Varshe / Jacaszek – Bramy nieba
Voidhanger – Dark Days Of Soul
Vysoke Celo – Wzium!
Warszawskie Combo Taneczne – Sto lat Panie Staśku!
Wczasy – Zawody
We Will Fail – Dancing
Welur – Cały ten senny stuff
WIDT – TEYAS
Wiktor Milczarek – Untitled
Wilhelm Bras – Living Truthfully Under Imaginary Circumstances
Włodi – Osad EP
Wojciech Bąkowski – Jazz Duo
Wojciech Kucharczyk – Uran Uran
Wolność – Outlines
Wszystko – Muzyka nie ma sensu
xDZVONx – TAPE_01
Xenony – Polish Space Program
Zaumne – Emo dub
Zero – Nascar
Złota Jesień – Promyczek (sprawiedliwość dla psychopatów) EP
Złota Jesień – W tobie nie jestem sobą
Zmora – W Głębinach Nocy Niepojętej
Zwidy – Szum
Zygmunt Krauze – Folk Music


O przyjemności z muzyki

O przyjemności z muzyki

Jeszcze przed narodzinami bihajpa obcowałem głównie z nową (dla mnie) muzyką, ale za sprawą serwisu w zasadzie przestałem wracać to tych tysięcy płyt, które poznawałem w poprzednich latach, dekadach.

Taka nieustająca przygoda ekscytuje, nie jarałem się tak muzyką od liceum. Ale wiąże się też z pewną stratą. Słuchanie muzyki już znanej, szczególnie w jakimś stopniu melodyjnej (od Radiohead przez Coltrane’a po ambientowe akordy Bass Communion), daje przyjemność nawet bardziej fizyczną niż intelektualną. Kojarzącą mi się raczej z jedzeniem czegoś smacznego czy podziwianiem gór niż podziwianiem sztuki, czytaniem książki czy oglądaniem filmu (sorry za ten toporny, uproszczony podział).

Dlatego jakiś czas temu zacząłem praktykować “wspominkowe niedziele”, jako wytchnienie od przedzierania się przez lokalne sceny. I okazję do muzycznego hedonizmu – konsumowania tego, na co przez poprzednie lata, dekady zapracowałem. Ostatnio odświeżałem sobie m.in. Marka Grechutę, Petera Gabriela, Davida Sylviana czy Brahmsa, i dalej dają radę.

Ale nawet bihajp tę fizyczną przyjemność mi od czasu do czasu daje, szczególnie przy okazji rozmaitych zbiorczych playlist. Bo poszczególne utwory znam już od tygodni, miesięcy, nawet lat. A zebranie razem tych najlepszych w esencję esencji daje taką kondensację i piękna, i przygody – choćby ze względu na karuzelę języków – jaką mógłbym porównać tylko do tych moich parunastu “płyt życia”.

I tak jest właśnie z naszą najnowszą playlistą ze 101 utworami z 2018 roku. Tam też znajdziecie kilka słów o małych bihajpowych przełomach ostatnich 12 miesięcy. Sam na pewno czuję potrzebę, by przy okazji piątych urodzin tego serwisu – tej barwnej kompanii – bo to już lada moment, przemyśleć całokształt naszych działań. I zastanowić się, czy po prostu dalej robić to, co robimy, czy jednak próbować czegoś innego, nowego, większego?

Pojawiające się od czasu do czasu zmęczenie tym pięcioletnim maratonem na pewno wynagradzają momenty, gdy jak przy okazji tej najnowszej playlisty z tego naszego muzycznego pożytku – nawet ciało się cieszy.

Fine.