Eluvium – Similes

Eluvium – Similes (Temporary Residence Limited)

Trudno jeździć po własnych faworytach, a do tego zawsze uważałem Matta Coopera za jednego z tych łebskich, świadomych muzyków, którzy nie popełniają głupstw (no, Joannę Newsom trochę przeceniłem). Stąd ocenę “Similes” wstrzymywałem przez ponad dwa miesiące – i to byłby mój rekord.

Konfrontację z nią na starcie zdominowały dla mnie dwa głupstwa: wprowadzenie wokalu (decyzja, która pogrążyła niejednego amatora prostej instrumentalistyki) oraz rezygnacja z głównego atutu Eluvium: cokolwiek banalnych, neoklasycznych arpeggio pianina, które stanowiły o hipnotyzującym działaniu muzyki Coopera. A jakby tego było mało, zamiast romantyzmu – nastrój zgoła gotycki.

Dzisiaj widzę w tych decyzjach raczej odwagę niż głupotę. Amerykanin po trzech i pół względnie podobnych albumach opuszcza bezpieczny teren, skacze w nieznane i niemodne. Wchodzi na wyższy poziom emocjonalności, obnażając bezsilność wokalną – bo człowiekiem mikrofonu nie jest i raczej nie będzie. Partie śpiewane musiał sklejać z kilku ścieżek, a i tak chowa je w tle. Ale alternatywa – kopia fenomenalnej “Copii” – nie miałaby żadnego sensu.

“Similes” sens ma choćby w tym, że kompozycyjnie i brzmieniowo posuwa Coopera o kilka kroków – czy naprzód, to się okaże. Na razie wyszła mu jedna śliczna piosenka (“The Motion Makes Me Last“, ciekawie zremiksowana przez Four Tet), parę niezłych songów oraz garść przyzwoitych ambientów. Kończy błyskotliwym, jedenastominutowym “Cease to Know“, które po wygaśnięciu wokalu przeobraża się w deszcz spadających dźwięków. No i jeśli to ma jeszcze jakieś znaczenie – piękna okładka.

Fine.




2 komentarze

  1. Kamil pisze:

    Hehe z tą Joanną to przesada lekka ;) Okładka daje radę.

  2. Mariusz Herma pisze:

    Łebscy muzycy rozumieją, co to selekcja :-)

Dodaj komentarz