Wielogłosy

Piękny, radosny i nieludzko doskonały koncert Ladysmith Black Mambazo w ramach Skrzyżowania Kultur (to ci od “Graceland” Paula Simona) przypomniał mi o tym, że 7-8 lat temu oszalałem na punkcie harmonii wokalnych. Gdy w 2005 roku przyszło mi rozmawiać ze Stevenem Wilsonem, to zamiast pytać o sprzedanie się Porcupine Tree za kontrakt z Warnerem, zagadywałem gościa o miksowanie wielogłosów. („Trzy równoległe, nieprzecinające się linie. Każdą trzy razy. W panoramie jedna na lewo, druga na prawo, trzecia centralnie. Posłuchaj Beach Boysów”).

Wsłuchiwanie się w początek „SMiLE” czy, nie przyrównując, końcówkę „Heartattack in a Layby” w końcu przestało mi wystarczać. Postanowiłem poczuć t o na własnych strunach głosowych. I tak 26 listopada 2006 roku między 0:30 a 2:00 powstało „Darkness etc.”. Improwizowane ścieżka po ścieżce, bez poprawek i Auto-Tune’a, co gdzieniegdzie słychać, i miks w kilka minut, choć samych tylko tracków wokalnych było z dwadzieścia pięć. A tekst – kocham trzecią linijkę – wygenerował Random Poem Generator:
.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


.

kidnapped by fear
retreat from lie

no need for the truth or poets
darkness piling upon the darkness

I don’t mind if you fall asleep
we will go there, go there

À propos Joanny Newsom: kilka dni temu ktoś zadał mi wymarzone pytanie: „Jakieś specjalne życzenia muzyczne?”. Odparłem: „Ściągnijcie Joannę Newsom, to napiszę epopeję i jeszcze kupię tuzin biletów dla znajomych”. Usłyszałem: „W zasadzie czemu nie…”.

Fine.




9 komentarzy

  1. wieczór pisze:

    tak, tak, koncert Ladysmith Black Mambazo był świetny, przepełniony radością z życia. Cacique ’97 wypadł przy nich, niestety dość blado, choć bawiłem się na nich świetnie. Wczorajszy dzień skrzyżowania zdecydowanie na plus. Czego nie mogę powiedzieć o inauguracji, ale może po prostu jestem za młody na słuchanie Linsa ;)

  2. Mariusz Herma pisze:

    W takim razie ja też jestem za młody, i jeszcze niewłaściwej płci.

    Cacique ’97 wyrób afrykopodobny.

  3. Pablo Renato pisze:

    No, skoro tak lubisz polifonię, to masz tutaj taki skromny utworek Tallisa. Ledwie 40 głosów, bagatelka:

    http://www.youtube.com/watch?v=ncsqIe-S-Fg

    A dodam, że album z którego pochodzi filmik uważam za mało znane arcydzieło.

  4. Mariusz Herma pisze:

    Tak, Tallis jest mi bliski, nawet sporo go śpiewałem. Oczywiscie rzeczy wymagające nieco mniejszego składu :-)

  5. fripper pisze:

    A ja jestem ciekaw jaki jest obecnie stosunek Autora do Porcupine Tree i innych projektów SW. Ja, choć już jakiś czas temu odszedłem od dawnych typowo art-rockowych inspiracji w strony bardzo różne i nieraz totalnie odmienne (podobnie jak Autor mam wrażenie), to wciąż PT bardzo lubię. Ostatnie dwie płyty rozczarowały mnie bardzo, ale kiedy wracam do poprzednich rzeczy to wciąż bierze mnie to. Aż jestem zaskoczony jak bardzo (może nawet bardziej niż kiedyś). Dotyczy to też całego no-man. Im bardziej próbuję z dystansu i krytycznie spojrzeć na całość dokonań SW tym mniej mi to wychodzi.

  6. Mariusz Herma pisze:

    no-man to złota seria. Ostatnia płyta była tylko poprawna, ale wcześniejsza dyskografia jest jak streszczenie tego, co najlepsze w kilku różnych gatunkach.

    Bass Communion był jednym z moich ulubionych ambientowych projektów, dopóki Wilson nie zakopał się w drone’ach. Ale “Bass Communion II” pozostaje jednym z większych osiągnięć gatunku, a z utworem “16 Second Swarm” równa się dla mnie chyba tylko “An Ending (Ascent)” Briana Eno.

    Porcupine Tree w tej dekadzie było nierówne, ale każda płyta miała swoje momenty. Ostatni wyczyn, niestety, nie podoba mi się ani trochę. Do rzeczy z okresu środkowego wracam i niezmiennie cieszą.

    Blackfield – dwie świetne popowe płytki. Singiel dla Pendulum – średni. Dyskografii King Crimson zmiksowanej przez Wilsona w 5.1. nie słyszałem. O czym zapomniałem? :-)

  7. fripper pisze:

    Dzięki. Zostało jeszcze IEM i “Insurgentes” ;)

    Przede mną w takim razie polowanie na “Bass Communion II” bo znam tylko “Ghosts on Magnetic Tape”.

  8. Mariusz Herma pisze:

    Dobra wiadomość – najlepsze przed Tobą :-)
    Wilson nieźle radzi sobie z drone’ami, ale w XXI wieku nic nowego tu nie wymyślisz.

    IEM w swoim czasie pomogło mi otworzyć się na awangardę. Nawet dopadłem “Have Come for Your Children” (500 sztuk?), ale dawno już nie słuchałem… Zresztą od (fajnego bardzo) “Arcadia Son” z 2001 roku nie było chyba nowego materiału?

    O “Insurgentes” pisałem tutaj:
    https://www.ziemianiczyja.pl/2009/02/steven-wilson-i-richard-barbieri/
    Lekko rozczarowało, ale miałem spore oczekiwania. Spokojniejsze momenty mu wyszły.

    Przy okazji – Wilson ma swoją rubrykę w magazynie Electronic Musician, bywa ciekawa:
    http://emusician.com/interviews/in_the_mix/

  9. Mariusz Herma pisze:

    >A dodam, że album z którego pochodzi filmik uważam za mało znane arcydzieło.

    Wspaniały przekrojowy składak renesansowy, dziękuję za donos.

Dodaj komentarz