Do biegu

Marka Richardsona felieton o podsumowaniach roku (nie, jeszcze nie zacząłem, chociaż niektórzy już skończyli) i rekomendacjach w ogóle zawiera kilka słusznych akapitów:

Whenever I put songs or albums on lists of favorites, I tend to remember them. And maybe just the smallest part of me thinks, when listening later– long after the votes have been tallied and the lists have been published– that I had better really love this song, because I put it on that list and I don’t want to feel like I’m not being honest with myself.

Once in a great while, someone will email me and ask to see my list of favorite records from this or that year … For a brief moment, I’ll wish I had put more of the obscure and esoteric stuff that I liked during the year on the list, because it might make me look cooler, or something. I picture someone cracking open the email and being like, “That’s it?” and maybe sighing.

A ta dwuminutowa piosenka, o której pisze, rzeczywiście coś w sobie ma.

Fine.




9 komentarzy

  1. airborell pisze:

    A Aśka przyjeżdża do Budapesztu w styczniu, nawiązując do tego, co tam widać w prawym górnym rogu.

  2. Mariusz Herma pisze:

    Czyli obiecanki cacanki, a Polska dalej zbyt daleko. Może, nie daj Boże, sugeruje się sprzedażą płyt?

    Co do górnego rogu, to ciekawe, ile lat musiałaby pracować jako harfistka ‘filharmoniczna’, by doczekać się występu w Carnegie Hall.

  3. airborell pisze:

    Myślisz, że na Węgrzech sprzedała więcej? Mocno wątpię.

    Cóż, poważnie się zastanawiam, czy nie zwiedzić kolejnej środkowoeuropejskiej stolicy. Zwłaszcza że to w sobotę wypada.

  4. Mariusz Herma pisze:

    Tak, za sprawą tego zestawienia posłuchałem nawet kilka razy Caitlin Rose, ale nie zmieniło to mojego życia (2-3 fajne piosenki, tyle).

  5. ArtS. pisze:

    To trochę ściema, że jeszcze nie zacząłeś, bo pod zakładką “Najlepsze z 2010” znajduje się potężny przyczynek do końcowego podsumowania roku. Myślisz, że efekt będzie się znacząco różnił do tego “work in progress”?

  6. Mariusz Herma pisze:

    A, racja. Nie zdążyłem pomyśleć nad ustawieniem, ale skład faktycznie jest gotowy. Jak tak patrzę, to dobry rok, nawet jeśli bez częstego czołem bicia. Choć trudno przewidzieć, czym skończą się powroty do zajawek z lutego czy marca. No i są jeszcze te listopadowo-grudniowe falstarty, które pozwalają wyłapać różne przegapienia przed samą metą.

    Czegoś Ci tam bardzo brakuje?

  7. ArtS. pisze:

    No wiesz, u mnie będzie znacznie więcej jazzu (mniej lub bardziej free) oraz ciężkiego rocka/metalu/psychodelii, więc w tych kategoriach mógłbym sporo dopisać, ale podejrzewam, że te typy w większości by się Tobie nie spodobały.

    Z łagodniejszego jazzu to może:
    Konitz/Cheek/Furic-Leibovici “Jugendstil II” (świetna rzecz) i Michael Formanek “The Rub and Spare Change”.

    Z elektroniki: Eleven Tigers, ewentualnie Digit All Love czy Benoit Pioulard, ale te trzy ostatnie to raczej rzeczy przyjemne-bez-rewelacji.

    Z indie to już tu chyba kiedyś pisałem, ale albo Tobie się nie podobały (Tallest Man on Earth, dla mnie w pierwszej trójce, czy Bajka), albo jeszcze nie słyszałeś wówczas (Los Campesinos!). Od tamtego czasu właściwie niewiele doszło: Laura Gibson i Ethan Rose “Bridge Carols” oraz Amusement Parks on Fire “Road Eyes”. Mam wrażenie, że druga połowa roku znacznie słabsza jeśli chodzi o piosenki, ale Sufjana też jeszcze nie słyszałem…

  8. Mariusz Herma pisze:

    Właśnie stękają u mnie Amir ElSaffar i Hafez Modirzadeh (“Radif Suite” – świetne, powinno Ci się spodobać!), więc mnie nie przestraszysz. Dzięki, będę sprawdzał.

    Tallest Man on Earth pokochałem po wysłuchaniu koncertu z Off Festivalu ( http://www.hennwill.com/2010/08/off-festival-2010-3-tallest-man-on.html ), a później jakiegoś innego na stronie NPR ( http://www.npr.org/2010/10/05/130217980/the-tallest-man-on-earth-in-concert ).
    W studiu Matsson nie ma tego ognia – i uroku.

Dodaj komentarz