Najlepsze z 2011

Nie ma źle.

Anna Calvi – Anna Calvi (Domino)
Colin Stetson – New History Warfare Vol.2 Judges (Constellation)
Deaf Center – Owl Splinters (Type)
Desolate – The Invisible Insurrection (Faux Pas)
Destroyer – Kaputt (Merge)
Ensemble La Sestina – Francisco Guerrero: The Angel’s Voice (HMD/Sony)
James Blake – James Blake (Atlas)
Kurt Elling – The Gate (Universal)
Lykke Li – Wounded Rhymes (LL)
Lucy – Wordplay For Working Bees (Stroboscopic Artefacts)
Malcolm & Martin – Life Doesn’t Frighten Me (Soulspazm)
Nicolas Jaar – Space Is Only Noise (Circus Company)
PJ Harvey – Let England Shake (Island)
Saigon – The Greatest Story Never Told (Suburban Noize)
Sidi Touré & Friends – Sahel Folk (Thrill Jockey)
The Joy Formidable – The Big Roar (Atlantic)
Tim Hecker – Ravedeath 1972 (Kranky)
Twilite – Quiet Giant (Isound)
Vijay Iyer with Prasanna & Nitin Mitta – Tirtha (ACT)
CunninLynguists – Oneirology (QN5)
Fleet Foxes – Helplessness Blues (Sub Pop)
Jamie Woon – Mirrorwriting (Polydor)
Katy B – On A Mission (Rinse/Columbia)
V/A – Bossa Nova and the Story of Elenco Records, Brazil (Soul Jazz)
Paul Simon – So Beautiful or So What (Universal)
Cass McCombs – Wit’s End (Domino)
SBTRKT – SBTRKT (XL)
Gang Gang Dance – Eye Contact (4AD)
Robag Wruhme – Thora Vukk (Pampa)
Peter Evans Quintet – Ghosts (More Is More)
Ambrose Akinmusire – When The Heart Emerges Glistening (Blue Note)
Coppu – Twilight (In Ditch)
Bon Iver – Bon Iver, Bon Iver (Jagjaguwar/4AD)
Avishai Cohen – Seven Seas (Blue Note)
The Weeknd – House of Balloons (XO)
Matana Roberts – Coin Coin Chapter One: Gens de couleur libres (Constellation)
Master Musicians of Bukkake – Totem 3 (Important)
Shabazz Palaces – Black Up (Sub Pop)
David S. Ware – Planetary Unknown (Aum Fidelity)
Nico Muhly – Seeing is Believing (Decca)
Tokyo Jihen – Daihakken (EMI Music Japan)
Meredith Monk – Songs of Ascension (ECM New Series)
Blanck Mass – Blanck Mass (Rock Action)
Machinedrum – Room(s) (Planet Mu)
Tamikrest – Toumastin (Glitterhouse)
Marcelo Camelo – Toque Dela (Universal)
Leessang – AsuRa BalBalTa (Loen Entertainment Korea)
Craig Taborn – Avenging Angel (ECM)
Profesjonalizm – Chopin Chopin Chopin (Lado ABC)
Criolo – Nó na Orelha (Tratore)
Björk – Biophilia (Universal)
Julia Marcell – June (Haldern Pop/Mystic)
Feist – Metals (Universal)
M83 – Hurry Up, We’re Dreaming (Mute)
Lisa Hannigan – Passenger (ATO)
Tom Waits – Bad as Me (Epitaph)
Neurasja – Neurasja (Unzipped Fly)
Jacaszek – Glimmer (Gusstaff)
The Necks – Mindset (RéR)
David Lang – This Was Written by Hand (Cantaloupe)
Oneohtrix Point Never – Replica (Software)
Kate Bush – 50 Words for Snow (Fish People/EMI)
Keith Jarrett – Rio (ECM)
Meshell Ndegeocello – Weather (Naïve)
Chris Watson – El Tren Fantasma (Touch)
Paweł Mykietyn – Pasja wg św. Marka (NInA)
The Roots – Undun (Def Jam)
Donnacha Dennehy – Grá Agus Bás (Nonesuch)

cdn.

.

Fine.

Tim Hecker „Ravedeath 1972”, Kranky




31 komentarzy

  1. highfidelity pisze:

    Dodałbym jeszcze The Go! Team „Rolling Blackouts”

  2. Mariusz Herma pisze:

    Tak, bardzo przyjemna płyta pomimo „ale” pt. „nic nowego”.

  3. łh pisze:

    Jeszcze Jensen Sportag całkiem daje radę.

    Plus cała batalia polskich płyt w drodze – CNS, Baaba Kulka, TPA, Turnip Farm, Kyst.

  4. Patryk T. pisze:

    To ja jeszcze dorzucę najnowsze Krankowe wydawnictwo Belong – powala klimatem (choć nie świeżością). Pozdrawiam.

  5. ArtS. pisze:

    Ja bym zwyczajowo dorzucił kilka propozycji, np.:
    Jorane – Une Sorciere Comme les Autres,
    Kazuki Tomokawa – Blue Icepick,
    Caroline – Verdugo Hills,
    Adele – 21,
    Earth – Angles of Darkness, Demons of Light I,
    Jenny Hval – Viscera.

    Nie wszystkie są mega-rewelacyjne, ale wydaje mi się, że wstępnie zasługują na miejsce na liście.

    No i jest oczywiście jazz:
    Alexandra Grimal & Giovanni di Domenico – Ghibli,
    Other Dimensions in Music w/ Fay Victor – Kaiso Stories,
    Gerard Lebik – Artur Majewski Foton Quartet – Zomo Hall,
    Banquet of the Spirits – Book of Angels, vol. 11,
    Chicago Odense Ensemble – s/t.

    Dwie pierwsze raczej dla miłośników free, reszta nie tylko.

    Jak zwykle jestem opóźniony w rozwoju i kolejka tegorocznych albumów do przeszłuchania urosła mi już do „n” pozycji.

  6. Mariusz Herma pisze:

    A ja zwyczajowo liczyłem na Ciebie, dzięki. „Ghibli” wypada sprawdzić za sam tytuł. Caroline i Adele rozważałem i może jeszcze dopiszę, ale czekam, bo wyglądają na rzeczy tyleż super przyjemne, co super tymczasowe (i tym Adele różni się od Amy). Earth tym razem mi nie podeszło.

    Rzeczywiście jesteś do tyłu, bo Tomokawa z zeszłego roku zdaje się? :-)

  7. ArtS. pisze:

    Racja, Tomokawa oficjalnie z grudnia zeszłego roku, podobnie jak Foton Quartet, ale właściwie nie można ich było kupić i poznać przed 1 Stycznia, więc zaliczam do tegorocznych wydawnictw.

    PS A taki Destroyer nie podpada pod kategorię: „tyleż super przyjemne, co super tymczasowe”?

  8. Mariusz Herma pisze:

    Poniekąd, ale poszerza w jakiś sposób horyzont muzyczny – przynajmniej mi poszerzył – i wyobrażam sobie wracanie do niej za rok czy dwa. Samo już śpiewanie na leżąco! Ale też zrobienie z banalnych partii dętych czegoś niebanalnego, wyciśnięcie z prostego instrumentarium brzmienia niespodziewanie bogatego.

  9. ArtS. pisze:

    To dorzucę kilka tytułów, z którmi się ostatnio obznajmiałem:
    Charles Bradley – No Time for Dreaming,
    The Unthanks – Last,
    Tape – Revelationes,
    Emily Barker and the Red Clay – Almanac.

  10. Sosnowski pisze:

    mnie brakuje tutaj:

    Frivolous – Meteorology (2011 Cadenza)
    Stateless – Matilda (2011 Ninja Tune)
    Nostalgia 77 – The Sleepwalking Society (2011 Tru Thoughts)
    Black Devil Disco Club – Circus (2011 Republic Of Music)
    Cut Copy – Zonoscope (2011 Modular)

  11. The Twilight Singers „Dynamite Steps” zdecydowanie oraz The Boxer Rebellion „The Cold Still”.

  12. porcoazurro pisze:

    Podrzucam „Smother” Wild Beasts jako propozycję, choć nie przesłuchałem jeszcze tyle razy, żeby być zupełnie pewnym. Urzekło mnie natychmiast. W tej chwili zdecydowanie 8/10.

  13. Mariusz Herma pisze:

    Oj nasłuchałem się tej płyty, bo technicznie wydaje się przynajmniej na poziomie „Two Dancers”. A jednak nie urzekło. Może z Wild Beasts to taki jednorazowy strzał, i swój miałem już dwa lata temu.

  14. Sosnowski pisze:

    a album: Pursuit Grooves – Frantically Hopeful (2011 Tectonic)? dubstep z wokalnymi soulowymi inklinacjami, nieśpieszne tempo, bardziej „czarny” niż James Blake, cięższy, mniej szkieletowy, również z wyśmienitymi harmoniami.

  15. Sosnowski pisze:

    oraz

    Eleven Tigers – 111 (2011 Not On Label?) bardzo świeży i intrygujący post-post dubstep, coś jakby dubstepowy Radiohead z najlepszego okresu, z dziwnie 'znajomo’ brzmiącym damskim wokalem. zaznaczam, że ten 'Radiohead’ to uproszczenie, pierwsza myśl, takie właśnie 'a la’. ale na pewno więcej 'Radiohead’ w Eleven Tigers niż w recenzenckich porównaniach albumu Stateless – „Matilda”. całość dosyć nowatorska.

  16. Mariusz Herma pisze:

    Eleven Tigers znam z zeszłorocznego „Clouds Are Mountains”, Artur polecał je tutaj w swoim podsumowaniu 2010. Chętnie posłucham i nowego. Pursuit Grooves gdzieś w rejonach SBTRKT?

  17. ArtS. pisze:

    Z nowym Eleven Tigers chyba poczekam do jesieni, bo taka muzyka najlepiej do mnie trafia, kiedy idę po mieście w ciemny i chłodny wieczór.

    Za to muszę odszczekać moje sceptyczne przewidywania, co do nowego Tokyo Jihen, rzeczywiście udała im się ta płyta znacznie bardziej niż dwie poprzednie. Czyżby Shiina ograniczyła demokrację w zespole?

    Z niewymienionych tu pozycji, to hip-hopowy Dels mnie ostatnio rusza, a druga płyta Tamikrest, choć nie tak świeża jak debiut, to też bardzo udana.

  18. Mariusz Herma pisze:

    Zostajesz etatowym Tamikrestowym informatorem! Dzięki, zupełnie ominęła mnie ta premiera (tak jak i przed rokiem – a skońćzyli w czołówce końcoworocznej).

  19. Sosnowski pisze:

    Pursuit Grooves to „ciemna” dziewczyna:

    http://www.discogs.com/artist/Pursuit+Grooves

    ,która nagrała krążek zgodny z kolorem skóry, w stylu „białego” Jamesa Blake’a. wyszły dwa poglądy na sprawę :) SBTRKT daleko w tyle, zbyt pop…stepowy. jak The Weekend.

    [sorki, spaliłem dziś dobrego blanta]

  20. Sosnowski pisze:

    a może: Hyetal – Broadcast (2011 Black Acre)? świetny long, chociaż jakby brak tego ostatecznego sznytu do doskonałości. tu krótka recenzja z Guardiana:

    The move to the album format for electronic producers previously used to dealing in the club-focused 12in is often one that disappoints – but the debut from Bristol’s David Corney, aka Hyetal, is a resounding exception. Broadcast is a curveball for anyone familiar with either Corney’s dubstep work or the excellent mutant funk he released last year as Velour (a collaboration with another emerging talent, Julio Bashmore) – though his instinct for melody and sense of prettiness remains. Waves of washed-out synths loom over proceedings, combining with the rattle of Prince-esque drum machines and the occasional yawn of an abyssal vocal sample for an aesthetic that combines haunted house menace and starry-eyed romance. Beach Scene and Dimepiece, in particular, feel like they should be soundtracking moonlit moments in an 80s gothic teen movie. What enables Hyetal to stand out from the plethora of chillwave and witch-house acts tilling similar territory is the depth and richness of his sound, resulting in an album that sounds bold and distinct.

  21. Sosnowski pisze:

    CHLLNGR – Haven (2011 Green Owl) to również bardzo dobry, interesujący LP duńskiego producenta Steven’a Borth’a, który wychodzi poza ramy dubstepu (bity) w naprawdę ujmujący sposób.

    tu recenzja:

    http://www.slantmagazine.com/music/review/chllngr-haven/2569

    [ocena moim zdaniem trochę zaniżona]

    album, jak się okazuje jest w polskiej dystrybucji!:
    http://takt24.pl/haven-p-796034.html

  22. Officer Goodbody pisze:

    Brak Friendly Fires to kuriozum.

  23. Mariusz Herma pisze:

    Dlaczego?
    (Jeszcze nie słyszałem).

  24. Sosnowski pisze:

    dwa bardzo ciekawe albumy wydane w netlabelach, do pobrania absolutnie free w formacie mp3 320 kbps.

    Tracing Arcs – Fin (2011 Dusted Wax Kingdom) – niesamowity głos wokalistki, LP wznowiony w tym roku

    http://dustedwax.org/dwk030.html

    PKarel – Urban Symphony (2011 IO.LAB)

    http://pkarel.cz/

  25. ArtS. pisze:

    To dla odmiany, zamiast zwyczajowych rekomendacji, pytanie: a co z głośnymi w indie-światku płytami The Antlers, Cults, Wu Lyf? Sam jeszcze nie wiem, czy włączę je do swojego podsumowania, ale wydają mi się niezłe, a że Mariusz zawsze był bardziej łasy na indie-brzmienia ode mnie, to mnie zafrapował ich brak w zestawieniu…

  26. Mariusz Herma pisze:

    The Antlers byli blisko, dopóki nie posłuchałem w duecie z poprzedniczką. Cults momenty mają, ale nieliczne, a całość ujemnie pouczająca. Wu Lyf oszczędziłem sobie po weryfikacji na YouTube.

    A zestawienie wyhamowało mi przez letnie retro, propozycje z miesięcy nominalnie letnich chętnie przyjmę. Liczę na wyciekłe właśnie The Field.

  27. ArtS. pisze:

    Powiem Ci, że ja też usłyszałem Wu Lyf najpierw z jutuba i mnie odrzuciło kompletnie, ale mimo to sięgnąłem po całą płytę i byłem przyjemnie zaskoczony. Nadal słucha mi się nieźle, tylko trochę mam wrażenie, jakby jeden kawałek wałkowali przez trzy kwadranse.

  28. ArtS. pisze:

    O stary, z ostatnich 6 dodanych 5 nam się pokrywa! :D Warto sięgać po M83, jak poprzednie dwie płyty mi wpadły jednym a wypadły drugim uchem?

    Poza tym, ja bym dorzucił jeszcze trochę popu do tej listy, np.:

    Mabu – Buenos Dias
    http://www.youtube.com/watch?v=uw9L8xUbmLs

    Nneka – Soul Is Heavy
    http://www.youtube.com/watch?v=n6qgHntcQjY&ob=av2e

  29. Mariusz Herma pisze:

    > Warto sięgać po M83, jak poprzednie dwie płyty mi wpadły
    > jednym a wypadły drugim uchem?

    A to nie warto. Tyle że dłużej będzie wpadać/wypadać, bo trwa aż 79 minut :-)

    Mabu świetna.

  30. ArtS. pisze:

    Świetni – to nazwa zespołu. :)

  31. żemi pisze:

    kurde, mnie ta emika ostatnio wciągnęła, a piszę „kurde” bo moja historia z tą płytą jest jeszcze bardziej burzliwa niż z bjork. i obecnie nie mogę się uwolnić, ale pamiętam też trudny początek, zobaczymy, jaki będzie ostateczny werdykt.
    na pewno clams casino (instrumentale), od samego początku, od marnej jakości oficjalnej wrzutki netowej.
    no i oczywiście marissa nadler, ale to bardzo osobisty typ :)

Dodaj komentarz