Z Muppetami o muzyce (Kiosk 6-7/2012)

Świat staje do góry nogami: kowery wyprzedzają oryginały, sprzedaż starych nagrań prześciga zbyt nowych, koncert wyprzedany niekoniecznie oznacza pełne trybuny, a uczciwy biznes streamingowy nie jest w ogóle możliwy. Jakby tego było mało, Winamp niszczy sam siebie, a do tego istnieje zawód beat brokera.

Zgrabne podsumowanie ostatniej odsłony debaty o (nie) płaceniu za muzykę połączone z próbą stworzenia kodeksu mecenasa muzyki znalazłem na Rawkblogu. Powody, dla których piractwo obeszło się z muzyką inaczej niż z książkami, wyliczył Nicolas Carr w polemice do szukającego analogii artykułu opublikowanego na łamach Wall Street Journala.

Pianista i kompozytor Kurt Ellenberger postanowił wyjaśnić, dlaczego namawianie do jazzu to wcale nie taka prosta sprawa. Zbiegło się to z serią bliźniaczych publikacji Grega Sandowa, który zarysował pokrótce dzieje poczucia wyższości i bycia niezbędnym w środowiskach muzyki poważnej i dorzucił trzy pomysły na to, jak odzyskać filharmoniczną publiczność. W Rzymie tymczasem tysiące dzieci wciąga się w operę.

Ted Leo wymalował laurkę grupie Rush, Green Gartside ze Scritti Politti podobnie postąpił z Sandy Denny, zaś dla równowagi Erykah Badu nawrzucała Wayne’owi Coyne’owi – który przy tej okazji okazał się kretynem. Andrew Falkous z Future of the Left natomiast wyszykował dosadną ripostę autorowi Pitchforkowej recenzji nowej płyty zespołu. Lauryn Hill wytłumaczyła, gdzie była, gdy jej nie było, a lekturę wpisu warto uzupełnić o komentarz Sashy Frere-Jonesa.

Ten ostatni w innym artykule zeswatał Justina Biebera z Merzbowemprzypomniał nam również o LCD Soundsystem w kontekście pożegnalnego filmu „Shut Up and Play the Hits”. Guardian zajął się Van Dyke Parksem, a David Toop zmarłym niedawno Lolem Coxhillem. Mimo braku pewności co do autentyczności polecam też wyznanie człowieka, dzięki któremu Brian Wilson miał poznać LSD.

Wypowiedzi 25 songwriterów na temat ich fachu zebrał Atlantic. A już konkretnymi radami dla muzyków młodych podzielili się ci starsi: pierwszy zestaw wskazówek ułożyli Steve Albini, Chuck D., Glenn Branca, Frank Black, Girl Talk czy Genesis P-Orridge, zaś w części drugiej swoje dwa grosze dorzucili Brian Wilson, Paul Weller, Robert Schneider, Allen Toussaint, Corin Tucker i inni. Z kolei przedstawiciele Ninja Tune, Planet Mu, Hyperdub, Olde English Spelling Bee, Not Not Fun, Touch czy Werk Discs pomagają chętnym otworzyć wytwórnię muzyczną.

Zamknął się magazyn The Word, który ciepło wspomina Tim de Lisle na łamach Intelligent Life, a o samym wieszaniu klepsydr w epoce informatycznej napisał naczelny pisma. Z czytelnikami pożegnał się również bardzo zasłużony dla elektroniki kolektywny blog mnml ssgs. A to wszystko przypomniało mi o artykule o upadku krytyki jazzowej… z 1983 roku.

Martyn nazwał amerykański dubstep nü nü-metalem. Spin stwierdził, że punk wypiera indie, Village Voice przedyskutował nowojorski indie pop, a Vice przegląda muzyczne fale od new- po lol-wave. AV Club wprowadza do progrocka, SFWeekly do współczesnej muzyki tanecznej, a Daniel B z Front 242 na łamach FACT-u zachęca do EBM. Jest też przewodnik po najwcześniejszej elektronicektóry uzupełnia solidna lista 55 kamieni milowych gatunku (via Polifonia). The Believer w swoim corocznym muzycznym wydaniu arcyciekawie o Library Music (via Marceli).

Andrew Nosnitsky, założyciel bloga Cocaine Blunts, rozpisał się w The Wire o ekonomii rapowej blogosfery. The Atlantic pochwalił żyzność i tożsamość southern rapu, Cypress Hill wytłumaczyli, jak od samplowania Black Sabbath doszli do dubstepu, a natrafiłem też na interesującą pochwałę Rakima w ćwierćwiecze premiery „Paid in Full”. Porządną sylwetkę Mos Defa, znaczy się Yasiina Beya, opublikował The Awl. Ice-T opowiedział Time’owi o swoim nowym rapowym filmie dokumentalnym, a umowne miejsce narodzin hip-hopu odwiedził AV Club.

O roli technologii w muzyce jamajskiej – od reggae przez dub po dancehall – opowiedział jej badacz. NPR zajął się egipskim undergroundem, Pitchfork hiszpańskim indie, a naszą polską R.U.T.Ą. zainteresował się serwis the Arts Desk. Atlantic zbadał fenomen Kyary Pamyu Pamyu i dziwnej Japonii. Jonathan Campbell, autor książki „Red Rock: The Long, Strange March of Chinese Rock and Roll”, podzielił się swoimi ulubionymi płytami z Chin.

Wypłynęła niepublikowana wcześniej transkrypcja rozmowy, jaką John Lennon, Yoko Ono i Timothy Leary przeprowadzili w łóżku w maju 1969. Clash z kolei udostępniło rzadki wywiad z Boards of Canada sprzed 5 lat. Z otwierającą własną wytwórnię mamą J Dilli, spotkał się Fact, a z autorem nowej biografii Yo La Tengo Pitchfork. Nicolas Jaar opowiedział kamerze o skutkach słuchania Keitha Jarretta, Geoff Barrow z Portishead o płytach swojego życia Guardianowi, a Steve Reich Quietusowi między innymi o przyszłorocznej przeróbce Radiohead.

Zacny wywiad z Fioną Apple przeprowadził Pitchfork, ale jeszcze lepszy – Interview Magazine. Telegraph rozmawiał z Muppetami o muzyce, zagadnął także Nico Muhly’ego o jego nową drone’ową EP-kę inspirowaną odkurzaczemPopMatters umówił się z Anais Mitchell, Glissando z Anstamem, TMM z Bassekou Kouyate, a Popup z Vijayem Iyerem, Colinem StetsonemJulią Holter oraz The Antlers. Długą rozmowę z Greilem Marcusem odbył Simon Reynolds, który skomentował też swoje ulubione UK-garażowe remiksy przebojów R&B.

Jak Volkswagen poradził sobie z odmową udziału w reklamie zespołu Beach House relacjonowały między innymi Wall Street Journal oraz New York Times. Pitchfork dopisał tło historyczne. Globe and Mail zapytał kanadyjskich muzyków relatywnie niezależnych o sprzedawanie się w spotach, a Paste zebrał opinie ośmiu wykonawców na temat artystycznej niepodległości – czyli z wytwórnią czy bez?

Ile obecnie zarabia się na Spotify – sprawdził Atlantic, zaś The Next Web odnalazł arabskiego kuzyna tegoż serwisu. Wpływem słuchania na produktywność biurową zajął się Wall Street Journal, a z artykułem koresponduje bardziej filozoficzny od mojego tekst o samotności w słuchawkach. Jak słuchają i co słyszą komputery? – o tym w obszernym raporcie na temat muzykologii obliczeniowej.

Równie obszernie o naszych biologicznych i społecznych uwarunkowaniach do bycia gatunkiem muzykalnym opisał Salon. Na tych samych łamach znalazłem poetycką obronę winylu. NYTimes prześledził ewolucję odtwarzaczy samochodowych, krótką historię sztucznego pogłosu sporządził Atlantic, a sztuczna inteligencja swoimi kompozycjami znów zmyliła publiczność.

Co czyni muzykę niepokojącą – usiłowało dociec NPR. W tym samym portalu można znaleźć ciekawy cykl pod tytułem „dzieci i instrumenty”. Porusza się w nim kwestię wyboru instrumentu oraz nauczyciela, a także strategię ćwiczeń i metod motywowania, przy czym komentarze bywają nawet ciekawsze od samych felietonów.

Oprócz polskiego popu Guardian w dziesięciu utworach podsumował także francuskiniemiecki, holenderskihiszpańskibelgijski i włoski, za czym stoją pewnie jakieś fundusze unijne. Serwis świętuje także 60 lat brytyjskiej listy singli przypominając po jednym z każdego roku. Paste po swojemu rekomenduje 60 płyt z lat 60. oraz 70 z lat 70, a z okazji 50. urodzin The Rolling Stones 50 najlepszych piosenek zespołu wybrał Paste, który to ranking uzupełnia przewodnik po dotychczasowych książkach o grupie.

18 piosenek antybitelsowskich zebrał AV Club. Wynalazł też 15 muzyków, którzy przepraszali za swoją twórczość. Flavorwire znalazł garść ulic nazwanych po muzykach (sam przy takowej mieszkam!), wybrał również dziesiątkę najbardziej absurdalnych tekstowo przebojów lat 80. i sporządził wykaz współprac muzyków i literatów. 100 topowych rapowanych przejawów Los Angeles zebrał Complex, a Marcin Flint wespół z tłumem gości głosował na najlepsze produkcje Madliba,

Independent chwali innowacyjne gitarzystki oraz najbardziej zasłużonych brytyjskich kompozytorów. Spin usiłuje serio wybrać 40 najlepszych nazw zespołów, a Popmatters 20 najbardziej wpływowych metalowców. Pierwsze półrocze roku 2012 podsumowują didżeje BBCPasteTinyMixtapes, Guardian, NPRWild Mercury SoundThe Line of Best Fit i wreszcie Metacritic.

Wśród multimediów playlista The Wire do numeru o basie, Neutral Bling Hotel, czyli mash-up In the Aeroplane Over the Sea z hip-hopem, skrócona historia muzyki zachodniej w 16 gatunkach, mix nowej muzyki z Islandii, zebrane kowery Nicka Drake’a, koncert Faith No More z poznańskiej Malty, a także całe, wizualnie imponujące wykonanie albumu „ISAM” Amona Tobina. Paste stworzyło widebazę występów starych i nowych, która już na starcie liczy podobno ponad 7,5 tysiąca nagrań.

Glissando jakiś czas temu zainaugurowało „serię eksperymentalnych miksów”, w których chce „przedefiniować to, do czego da się tańczyć”. NPR zmontował składak piosenek letnich z lat 1962-2012, ogólnodostępny Flash Choir odśpiewał na Times Square premierowy utwór Philipa Glassa,  a Imogen Heap śpiewem rysuje solą.

Kawa czy herbata odkryła, czym jest dubstep. Quasi-erotyczny bestseller książkowy „Fifty Shades of Grey” wprowadził na szczyty sprzedażowe nieżyjącego od prawie pięciuset lat Thomasa Tallisa, a Placebo zrujnowało życie 12-letniego chłopca znanego z okładki ich debiutu. Guardian przygotował krótki słownik zjawisk sieciowo-popowych roku 2012, Princess Stomper rozpiskę pięciu stopni fanostwa, Patti Smith wskazała swoich 5 ulubionych oper, a rosyjscy lekarze obwinili Beatlesów za dzisiejszą plagę narkotyków.

W tym wydaniu rozmaitości można poczytać także o słuchaniu muzyki przez zęby, autorskich butach Bon Iverinwestowaniu w plakaty koncertowe, obejrzeć najstarszy zestaw didżejski (rocznik 1910) oraz szkolne zdjęcia 50 metalowców i hardrockowców, a także posłuchać grających bananów oraz muzyki wydobywanej z innych nietypowych źródeł. Warto również zerknąć na dość szczególną ofertę pracy dla basistki i porównanie czterech czarnych albumów, jak również wspomnienie pewnej pięknej scenki z udziałem Leopolda Stokowskiego i Orkiestry Filadelfijskiej

Życzcie mi urlopu równie rozczarowującego, co wakacje Calvina.

.

Fine.




3 komentarze

  1. Marek pisze:

    Myślę, że Falco lepiej by wypadł skupiwszy się na nagrywaniu lepszej muzyki niż pisaniu ripost. FOTL jest, w porównaniu do Mclusky, bardzo słabym zespołem i jego członkowie powinni się cieszyć, że ktokolwiek jeszcze chce poświęcać na ich rzecz jakiekolwiek litery i bajty.

  2. Sajmon pisze:

    Dopiero teraz zauważyłem: “Quasi-erotyczny bestseller książkowy „Fifty Shades of Grey” wprowadził na szczyty sprzedażowe nieżyjącego od prawie półwiecza Thomasa Tallisa”. Chyba miało być “nieżyjącego od prawie pięciuset lat”?

    A Tallisowi promocja zawsze się przyda (ostatnio wyskoczył nawet w jakimś brytyjskim serialu historycznym)

  3. Mariusz Herma pisze:

    Zdecydowanie chodziło o półtysiąclecie, dzięki :-)

Dodaj komentarz