Julia Holter słucha Mykietyna


(fot. Francis Chung/Paste)

Co o twojej muzyce myślą rodzice?

Mają inny gust, ale powoli zaczynają mnie rozumieć. Ostatnio przyłapałam ich na słuchaniu moich utworów i aż zrobiło mi się ciepło na sercu. Ale nawet gdyby tej muzyki nie znosili, nie miałabym z tym problemu. Bliscy – rodzina i przyjaciele – mają być ze mną szczerzy i tyle, naprawdę nie muszą być fanami mojej twórczości. Niemniej jednak ich życzliwe poparcie oraz, że w końcu przestali się martwić o praktyczne konsekwencje moich poczynań, zdecydowanie przyniosły mi ulgę.

A reakcje krytyków na „Tragedy” i „Ekstasis” śledziłaś?

Ha, ha, pewnie że tak, chcąc nie chcąc. Oczywiście nie wszystko. Generalnie byłam zdumiona i zachwycona oddźwiękiem, jakie miały obie płyty. A na krytykę mogłabym narzekać tylko wtedy, gdyby dotykała czegoś istotniejszego niż moje ego. Rzeczy działy się zresztą zbyt szybko. Chyba nie zdążyłam jeszcze w pełni przyswoić tego, co się wydarzyło.

Kompetencje muzyczne zdobyłaś jeszcze przed nagraniem „Tragedy” i „Ekstasis”. Czy one zmieniły cokolwiek w twoim rozumieniu muzyki? Wiesz więcej niż 2-3 lata temu?

Hmm, może. Chociaż nie jestem pewna. W tamtym czasie byłam naprawdę podekscytowana. Robiłam mnóstwo rzeczy naraz i strasznie chciałam ogłosić to całemu światu. Teraz, kiedy zdobyłam już pewną publiczność, czuję się bardziej uziemiona, ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Bardziej skupiona. Po części dzięki temu, że wszystko dobrze się układa. Jeżdżę na trasy koncertowe i jestem w stanie utrzymać się – na skromnym poziomie! – z grania muzyki. A to już skok jakościowy. Jest łatwiej.

Gdy siadasz do komponowania, od czego zwykle zaczynasz? Zaskakuje cię czasem efekt końcowy?

Za każdym razem. Z zasady pozwalam sobie na swobodne błądzenie i wydaje mi się, by szkodziło ono jakkolwiek ostatecznym rezultatom. Z drugiej strony zawsze mam w głowie ogólne wyobrażenie co do tego, dokąd dany utwór ma zmierzać. Pierwszy krok bywa różny. Ostatnio niewiele nagrywam, raczej notuję rozmaite pomysły. Wymyślam przy pianinie harmonie i melodie albo przygotowuję teksty.

A skąd wiesz, że piosenka jest skończona – że nic dodać, nic ująć?

I z tym różnie bywa. Zazwyczaj docieram do punktu, w którym poziom satysfakcji pozwala, a poziom zmęczenia każe postawić kropkę.

Korzystasz z nut?

Non stop. Najczęściej tylko przy wstępnych szkicach, ale właśnie przygotowywałam aranżacje dla kwartetu smyczkowego.

W związku z twoim koncertem w Krakowie z zespołem smyczkowym? 

Tak jest, potrzebowałam partytur dla nich, ale i dla siebie – zagramy wspólnie. Nigdy przedtem czegoś takiego nie robiłam. Zdarzało mi się, lata temu, komponować na kwartet smyczkowy. Nigdy jednak nie tworzyłam nowej instrumentacji dla istniejącego już utworu. Co jest kuriozalne, bo przecież studiowałam kompozycję i to chyba dosyć ważna umiejętność. W każdym razie sporo się nauczyłam i naprawdę, naprawdę chcę więcej. To taaaka frajda. Nie mam pojęcia, jak to wszystko zabrzmi, bo czasu miałam niewiele i nie znam wykonawców, ale – zobaczymy!

Piosenki na „Ekstasis” miewają złożone partie wokalne. Jak radzisz sobie z odtwarzaniem ich na scenie?

Zazwyczaj sobie nie radzę. Corey i Chris – perkusista i wiolonczelista – część partii wzięli na siebie, zresztą z czarującym rezultatem. Jednak wszystkie te żeńskie madrygały zupełnie odpadają. Bardzo przydałby mi się w zespole jeszcze jeden głos albo nawet dwa. Przez „głos” rozumiem cokolwiek począwszy od faktycznego głosu ludzkiego aż po – dajmy na to – skrzypce albo saksofon.

Pierwsze dwie płyty nagrałaś we własnej sypialni. Jakim sprzętem dysponowałaś?

Korzystałam z oprogramowania Logic i bezpośrednio na komputer rejestrowałam wszystkie dźwięki – głównie syntezatory, pianino cyfrowe, Casio, trochę wiolonczeli i fisharmonii, gościłam też kilku instrumentalistów. Nie posługuję się MIDI.

Zapowiadasz teraz przenosiny do studia profesjonalnego, co wydaje się naturalne, ale jakie konkretnie powody skłaniają cię do takiej przeprowadzki?

Praca w sypialni jest świetna, bo na próby i błędy mogę poświęcić tyle czasu, ile tylko zechcę. Zarazem jest potworna. Ślęczę w tej sypialni sama, marnując długie godziny na rzeczy, które zajęłyby tylko chwilę, gdybym pracowała z innymi ludźmi i musiała podejmować decyzje natychmiast. I jest fatalna dla mojego kręgosłupa. Wiem, to brzmi niedorzecznie, ale naprawdę krzywdzę samą siebie spędzając całe dnie w fotelu, który sprzyja wyłącznie zapadaniu się, przy nędznym biurku, w otoczeniu jednego wielkiego bałaganu.

Mam jeszcze jedno pytanie, ale wymagałoby spędzenia 15 minut na słuchaniu, więc spokojnie możesz odmówić. Chciałbym poprosić cię o opinię na temat utworu „3 for 13” współczesnego polskiego kompozytora Pawła Mykietyna. Mamy świetne wykonanie niemieckiego Ensemble Modern.

Pierwsza część jest wspaniała. Uwielbiam hocketting – kiedy różne głosy na przemian wykonują jedną melodię. Daje to fajowy efekt dźwiękowej panoramy, który wynika z nagłych zmian tembru przy każdej kolejnej nucie. A jeśli chodzi o harmonię i melodię, brzmi to trochę jak Bach albo coś w tym rodzaju. Zastanawiam się, czy to nie ma związku z muzyką dawną. Jakby ten utwór był aranżacją jakiejś konwencjonalnej – i pięknej! – melodii i harmonii w postaci tak rozdrobnionej, jak to tylko możliwe. Podoba mi się!

Pozostałe części niespecjalnie mi podchodzą. To, co podobało mi się w pierwszym fragmencie, tutaj przesadnie się komplikuje, jak to zresztą często bywa w muzyce współczesnej. No i te dramatyczne bębny wydają się oderwane od tematu. Ale może potrzebuję jeszcze jednego przesłuchania, żeby zrozumieć całość.

*

Julia Holter wystąpi 18 października na festiwalu Unsound w towarzystwie smyczków Sinfonii Iuventus. Sam festiwal potrwa od 14 do 21 października. Pełny program na unsound.pl.

.

Fine.




7 komentarzy

  1. Kamil napisał(a):

    Fajny wywiad. Mądra kobieta z Julii. Ale tylko artysta świadomy swego nagrywa takie płyty jak “Ekstasis”.

  2. Długi napisał(a):

    Wywiad fajny, Julia też. Tylko czemu akurat Mykietyn? Czy coś mi umyka ito był ten właśnie jedyny możliwy wybór?

  3. Mariusz Herma napisał(a):

    Pierwsza myśl. Pewnie dlatego, że to moja ulubiona kompozycja mojego ulubionego współczesnego kompozytora polskiego – a warto było skorzystać z wykształcenia Julii i zaproponować coś partyturowego.

    W kilku momentach zaimponowała mi/ucieszyła. Ale zgodą na ten kwadransowy odsłuch i recenzję już zupełnie urzekła. Żałuję tylko, że nie wyjaśniłem arytmetycznej genezy utworu, łatwiej byłoby jej “zrozumieć całość”.

  4. pszemcio napisał(a):

    nowa płyta jest naprawdę niesamowita

  5. Szadi napisał(a):

    Z innej beczki. Czy wie Pan/ktoś jak się nazywa instrument użyty w tej kompozycji Mykietyna, który słychać w 6:56?

  6. Szadi napisał(a):

    Rzeczywiście! Super, bardzo dziękuję :)

Dodaj komentarz