Redakcja

.




10 komentarzy

  1. Kamil pisze:

    Ty robiłeś to zdjęcie?

  2. Mariusz Herma pisze:

    Ano, czemu? Zabieram aparat na dach ze względu na http://cloudynow.tumblr.com/archive

  3. Kamil pisze:

    Aha. Fajne zdjęcie :) Tak można siedzieć (o ile jest na dworze +20)

  4. Mariusz Herma pisze:

    W słońcu wczoraj zdecydowanie tyle było i myśli od razu powędrowały ku Talk Talk.

    A propos liczb i TT – kiedy wybierałeś swoje życiowe top 10 (dla zainteresowantych link), próbowałeś obiektywizować/racjonalizować, czy poszedłeś na żywioł? Pamiętasz, w jakim mniej więcej wieku poznawałeś poszczególne płyty?

  5. Kamil pisze:

    Jeśli chodzi o moją listę to jest ona odzwierciedleniem tego, co się wykrystalizowało w moim guście w ostatnich kilku latach, rzeczy, których szukam, które najbardziej mnie jarają itd. Wszystkie płyty znam znacznie dłużej, z czasów kiedy nie miałem jeszcze tak sprecyzowanych osądów na temat muzyki, różnych gatunków, to czego oczekuje w głównej mierze od płyty. I właśnie gdy w końcu ta świadomość w pełni się narodziła, te albumy (btw, tylko dwa z nich nie chwyciły mnie po pierwszych kilku przesłuchaniach) zyskały tylko na znaczeniu i sile.

    Pamiętam praktycznie wszystkie. Pomijając The Beatles, Radiohead, Marvina i Morrisona (wszystkie zaliczyłem w gimnazjum) – resztę płyt poznałem po przekroczeniu dwudziestki. Naturalnie najmniejszy staż ma Erykah, choć nie jestem pewien kiedy słuchałem po raz pierwszy “Tusk”. RYM pokazuje mi rok później, ale zanim tam konto założyłem, z 40 % muzyki znałem. Któryś z tych albumów dostałby u Ciebie 6? I byłbyś skłonny włączyć do własnej listy? (pomijając Talk Talk)

  6. fripper pisze:

    Cudownie! U mnie też już cieplej, ale na razie zwlekam z Talk Talk, bo ponoć przez chwilę jeszcze ma wrócić zima. Dla mnie słuchanie TT zaczyna się przy nieco bardziej stabilnej sytuacji pogodowej:D

  7. Mariusz Herma pisze:

    Pierwsza piątka bezdyskusyjnie celująca, “Aja” i “BB” chyba też, chociaż latami nie słuchałem, muszę sobie odświeżyć. Szczególnie ucieszyłeś mnie tym Mingusem. Chociaż sam nie potrafiłbym rozstrzygnąć pomiędzy “The Black Saint” a “Ah Um”. Marvina czy Morrisona sam wyczaiłeś w gimnazjum czy ktoś Cię edukował?

    I jeszcze jedno pytanie – w zasadzie do wszystkich skłonnych do wyznań: gdyby przyszło wybrać ulubioną płytę spoza kręgu anglosaskiego (i polskiego)?

  8. fripper pisze:

    Jeśli chodzi o okolice pop/rock/elektronika, to ja chyba coś krautrockowego, ale nie wiem, czy potrafiłbym wybrać jedną płytę, a nawet jeden zespół.

  9. Kamil pisze:

    Żeby precyzyjniej oddać to czego szukam w ostatnich 3-4 latach:
    -Eklektyczny, futurystyczny, poszukujący rock (właściwie im mniej ma wspólnego z rockiem, tym bardziej się cieszę; zapożyczając od Ciebie – multiwitamina)
    -Progresywny Soul/R’n’B
    -Mroczny, gęsty, intensywny, ale i łamiący różne konwencje jazz
    -pop, który mocno jazzuje, wysmakowany, ale bez wpadania w muzak czy przesadny lounge
    – i jeśli okoliczności pozwolą, muzyka zawieszona poza gatunkami, uduchowiona, tworząca właściwie swój własny podgatunek. Jest to najrzadsza bestia, ale dwa albumy zmieściłem (Astral i Spirit). Jeszcze Rock Bottom i Stormcock miałyby coś do powiedzenia, bo Ys mi ostatnio trochę spadło.
    -nie zmieściłem żadnego albumu elektronicznego w głównej liście, ale też jest to rzecz mnie napędzająca, gdy trafi jak trzeba. Tu znowu rzeczy to transowe, klimatyczne lub znowu, żeniące coś z czymś (Wszystkie Gasy, Bjork z Vespertine i Homogenic, pierwszy Boards Of Canada, Untrue Buriala, Plastikman i jego Consumed, Violator, Mezzanine i Maxinquaye, Immer). Czuje, że coś z tego przedziału może się niedługo przebić do głównej.

  10. Kamil pisze:

    Marvina i Morrisona wyczaiłem z list Rolling Stone’a. Chodziłem do kawiarenki, gdzie zaprzyjaźniony szef mi ściągał płyty i nagrywał na cd za 6 zł. I wyszło tak, że w jednym miesiącu poznałem Astral i What’s. Mój świat się odmienił strasznie, bo poza Radiohead, które z Ok Computer (btw, dałbyś jej 6? U mnie bezapelacyjna.) dokonało wcześniej ogromnego przewrotu, zasłuchiwałem się wówczas głównie w U2 i jeszcze Guns N’ Roses heh (czasy podstawówki mocno rockowo-metalowe u mnie).

    Bjork “Vespertine” z kręgu poza anglosaskiego i polskiego. Klasycznej nie włączam, ale jak już to “Tabula Rasa”, wydanie z 1984 roku.

Dodaj komentarz