Szkice z Unsoundu

Charlemagne Palestine and Rhys Chatham at St. Catherine's Church. By Magda Migas.

Charlemagne Palestine & Rhys Chatham w Kościele św. Katarzyny – rys. Magda Migas

Całkowity zakaz fotografowania i filmowania zakończony właśnie Unsound tłumaczył „sprzeciwem wobec współczesnych tendencji – przymusu ciągłego dokumentowania i podawania dalej obrazów” oraz chęcią zwrócenia uwagi „na doświadczanie chwili”. Uzasadnienie to wielu wydało się zbyt wydumane i tu i ówdzie podejrzewano sztuczne pompowanie jeśli nie frekwencji, to przynajmniej aury ekskluzywności, ewentualnie zacieranie śladów po koncertowych porażkach, których przegląd obfitujący w eksperymenty uniknąć nie zdoła.

Szlaban na obiektywy nabrał nowego sensu w momencie, gdy w sieci opublikowano pierwsze szkice z Unsoundu. Organizatorzy zaprosili bowiem garstkę artystów, by odręcznie dokumentowali imprezę. I nawet jeśli nie jest to koncept nowatorski w świecie koncertowym (o amerykańskim sądownictwie nie wspominając), a malunki te bez problemu dałoby się pogodzić z wolnością multimediów, to jest coś szczególnego w fakcie, że po imprezie muzycznej i dynamicznej pozostają jedynie ilustracje statyczne, nieme.

Unsound dorysował sobie w ten sposób dodatkowy wymiar artystyczny, który skądinąd może się okazać najbardziej trwałym. Wystarczy, że artyści zechcą (i będzie im wolno) korzystać z portretów w celach marketingowych. A mnie od razu przychodzą do głowy rozmaite mutacje. Niech festiwale filmowe upamiętniają rzeźbiarze. Wernisaże malarskie niech relacjonują kompozytorzy, a premiery książkowe fotografowie. O architekturze niech tańczą.

.

Fine.




14 komentarzy

  1. “A mnie od razu przychodzą do głowy mutacje. Niech festiwale filmowe upamiętniają rzeźbiarze. Wernisaże malarskie niech relacjonują kompozytorzy, a premiery książkowe fotografowie. O architekturze niech tańczą.”

    Najłatwiej to by mieli malarze komentujący muzykę, bo to właśnie terminologia malarska najczęściej bywa używana do komentowania utworów muzycznych (choćby: pastele, pejzaż, szkic, plama, barwa, faktura, paleta itp.)

    Bardzo fajna wizja, ale oznaczałaby jeszcze więcej artefaktów do przyswojenia, w świecie nadprodukcji, i nadekspresji.

  2. Mariusz Herma pisze:

    Gdyby sugerować się obyczajami recenzentów, to do relacjonowania koncertów należałoby w pierwszej kolejności zatrudnić wojskowych oraz kucharzy:
    https://www.ziemianiczyja.pl/2012/10/uczta-melomana/

  3. szary czytelnik pisze:

    Puenta 10/10 :)

  4. fripper pisze:

    Na Unsoundzie nie byłem, a sama idea budzi we mnie uczucia rozmaite. Nie podoba mi się idea sztucznego ograniczania publiczności w tym zakresie z jednej strony, a z drugiej podoba mi się bardzo:) Wynika to chyba z mojego (nie zawsze słusznego) sentymentu do modernistycznej koncepcji sztuki, gdzie artysta (obojętnie, czy muzyk czy inny) jest rodzajem demiurga i wchodząc na jego show, jesteś w rzeczywistości, w której to on ustala reguły. Jeśli ktoś widzi w tym jakąś wartość, że ludzie mają być skupieniu na słuchaniu zamiast rejestrowaniu, to nic mi do tego – zawsze można nie iść na koncert.

    Inna sprawa, że istnieją różnorakie teorie mówiące o tym, że gdy coś rejestrujesz, to sam jakby się wyłączasz z wydarzenia. Skupianie się na rejestracji izoluje Cię od tego, w czym uczestniczysz (w filmach Wima Wendersa pojawia się czasem ów watek). Ostatecznie jedyny wspomnieniem zostaje techniczna rejestracja, a wrażeń własnych, emocjonalnych brak. U mnie chyba faktycznie tak jest, dlatego staram się ograniczać robienie zdjęć podczas podróży.

    Muszę sprawdzić, czy przypadkiem Krystian Zimerman nie przechodził etapu fascynacji Gurdżijewem. Robert Fripp i Keith Jarrett mają coś takiego na koncie. Przypadek?

    A co do malunków, to sam nie wiem, ale zawsze podobała mi się idea opisywania jednej sztuki za pomocą innej. Tylko tutaj jakieś to jest sztuczne nieco.

  5. mutto pisze:

    “Każda sztuka zawsze dąży do tego, by stać się muzyką.” …

  6. Mariusz Herma pisze:

    Zimerman zdaje się różnić od idealistycznych/nawiedzonych Frippa i Jarretta tym, że jego niepokoi kradzież dosłowna, a ich mniej uchwytne okradanie siebie (z przeżycia), reszty publiczności (z uczestnictwa w przeżyciu kolektywnym czy artysty (z należnej mu uwagi/szacunku).

    Co do podróży, to samo wzięcie ze sobą aparatu, a szczególnie trzymanie go na wierzchu, sprawia, że patrzy się na świat kadrami. Nie wiem, czy podobnie jest z koncertami i festiwalami, bo nie mam zwyczaju ich filmować/fotografować. Może jakiś zawodowiec się wypowie?

    Mutto – autor tego stwierdzenia uważał także, że liczą się nie owoce doświadczenia, ale samo tylko doświadczenie oraz że sztuka nie proponuje nic poza podnoszeniem jakości upływających chwil, więc tegoroczny Unsound mógłby obrać go sobie za patrona :-)

  7. Marcin pisze:

    Nie było do końca tak, że zakaz był absolutny. Nie egzekwowała nic ochrona (swoją droga panowie nie bardzo mówili po angielsku, byłoby więc trudno), ale w chwili kiedy na świetnym secie Stellar Om Source wyrosła przede mną młoda panna i zaczęła machać nad głową (swoja, przed moją twarzą) telefonem, z przyjemnością, ‘na legalu’, zwróciłem jej uwagę.
    Symptomatyczne, że skoro nie mogła nagrać, wyszła.
    Robert Henke z kolei fotografował swój występ w celach promocyjnych z tyłu i przodu, a na rewelacyjnym występie Peta Swansona,kiedy ten zaprosił szalejącą publicznośc na scenę telefonów w powietrzu było sporo.

    O dziwo zakaz na plus, duży plus.

    I tylko nagrań z kościoła żal.

  8. Zuzanna pisze:

    PRowo to był majstersztyk ze strony Unsoundu! Zwłaszcza, że w pofestiwalowych relacjach wszyscy odnosili się do samego faktu, że powstało wiele rysunków nie próbując nawet ocenić czy są one dobre, czy nie. A większość niestety była słaba.

  9. Marcin pisze:

    @ Zuzanna, słaba? moim zdaniem o wiele ‘lepsza’ niz zdjęcia/ nagrania z telefonów.

    @ gospodarz ‘zaprosili bowiem garstkę artystów’, jak ja to rozumiem, tu nikt nikogo nie zapraszał. Rysunki były spontanicznym następstwem zakazu. Inaczej nie miały/mają żadnego sensu. Jak w linku od stoneyroads. Czy się mylę?

  10. Mariusz Herma pisze:

    Obawiam się, że aż tak spontanicznie nie było i część rysowników została świadomie zaangażowana, ale dowodów nie mam!

  11. Marcin pisze:

    Sprytnie! To tłumaczyłoby dlaczego juz w info prasowym poprzedzającym festiwal organizatorzy zapowiadali, że publiczność w tym roku będzie bardziej zaangażowana.

    Pomysł z zakazem fotografowania odbierałem jako spontaniczna akcję, która miała zwrócić (skutecznie) uwagę na festiwal. Jeśli faktycznie była tak przemyślana od początku i pierwsi rysownicy inspirowali trend to podwójne brawa dla osób odpowiedzialnych za marketing.

    I tylko nie do końca mi z tym wygodnie, ale na pewno choć kilka osób rysowało spontanicznie. A animacja to już nie to samo, co oszustwo, prawda?

  12. Zuzanna pisze:

    @ Marcin, tak, niestety słaba. Nie porównywałabym tego ze zdjęciami z telefonów, nie o to chodzi. Porównuję je raczej z obrazami wspomnianej przez Mariusza Giny Southgate. Były zbyt proste, dosłowne i kolorowe (czyt. kiczowate: serio? tęcza w synagodze? ;). Zaintrygowały mnie tak naprawdę prace Wojtka Kucharczyka, i może selfie Eviana Christa.

    Na pewno zgadzamy się w jednym,jeżeli chodzi o marketing Unsound nie ma sobie równych w Polsce.

Dodaj komentarz