Teresa pokazała uczniom film o Katyniu

Polacy a prawo autorskie

Tabelka pochodzi z raportu Centrum Cyfrowego Projekt: Polska zatytułowanego „Prawo autorskie w czasach zmiany. O normach społecznych korzystania z treści” (via Muzyka i prawo).

Badanych spytano również, czy zgadzają się z tezą: „Prawo autorskie jest niejasne. Nikt do końca nie wie, co wolno, a czego nie wolno”. Zdecydowanie zgodziło się z tą opinią 39 proc. A „raczej” 37 proc. Za w pełni zorientowanych w granicach prawa uznało się 4 proc. pytanych.

.

Fine.




6 komentarzy

  1. krzysiek pisze:

    Najbardziej mnie dziwi, że publiczne udostępnianie muzyki na chomiku częściej wydaje się badanym legalne niż udostępnianie filmów znajomym na zahasłowanym koncie. Gdzie tu sens?
    Btw. akurat chomika nie używajcie, proszę Was, nie chodzi tylko o względy estetyczne, ale płacenie za dostęp do pirackich kopii (nota bene ludziom, którzy wyprowadzają te pieniądze do rajów podatkowych) jest złe i passe.

    Nie uważam się za osobę dobrze zorientowaną w granicach prawa, ale wersję skróconą chyba dość łatwo zapamiętać: ściąganie – ok, udostępnianie – nie ok, chyba że znajomym.

  2. Mariusz Herma pisze:

    Być może „zahasłowane konto” od razu kojarzy się z jakąś machlojką?

    Powszechność korzystania z Chomika przez znajomych, którzy nigdy nie skalaliby się torrentem/p2p/rapidshopem jako narzędziami zbyt hardcore’owym, nie przestaje mnie zadziwiać. Na szczęście ekspansja taniego streamingu muzycznego i filmowego przynajmniej częściowo rozwiązuje tę kwestię.

    Przy czym zasoby Chomika potrafią faktycznie zaimponować – tylko tam na przykład widuję niektóre czarno-białe klasyki kina koreańskiego czy japońskiego i trzeba walczyć z pokusą.

  3. wieczór pisze:

    ściaganie z chomika jest legalne? no tego nie wiedziałem, myślałem, że płacenie za nielegalne kopie jest równie nielegalne, co ich udostępnianie.

  4. Mariusz Herma pisze:

    Tak jak napisał Krzysiek: „ściąganie – ok, udostępnianie – nie ok”. To wszystko. Na Chomiku nie płacisz zresztą za nielegalne kopie, tylko za transfer (Gdyby to było karalne, to może i płacenie za łącze internetowe?).

    W każdym razie polskie prawo nie wymaga od nas tego, byśmy weryfikowali legalność źródła. Można zatem płacić komu się chce i za co się chce bez troski o konsekwencje. Za kupowanie piratów na ś.p. Stadionie też zresztą nikogo nie karano, tylko za sprzedaż.

    Dobra, cofam to ostatnie.

  5. fripper pisze:

    „ściąganie – ok, udostępnianie – nie ok”

    No nie wiem, czy to takie proste. To jest zdaje się najpopularniejsza interpretacja, ale różni pytani przeze mnie prawnicy nie są do końca tak jednoznaczni, bo przepisy są niejasne. Chodzi raczej o to, że taką tezę dałoby się obronić przed sądem, biorąc pod uwagę obowiązujące u nas prawo.

    Są takie programy, gdzie pliki udostępnia się wzajemnie bardzo konkretnym osobom, z którymi można też czatować. Czy jeśli zanim takiemu komuś coś prześlemy, to z nim pogadamy, możemy uznać go za znajomego? Znam nawet historię ślubu, który wynikł z takiej znajomości i to na poziomie międzynarodowym (Grek + Niemka).

    Mimo mojej stosunkowo liberalnej postawy w kwestii oceny zachowań tu opisywanych, to jednak prezentuję opinię dokładnie odwrotną do Twoich znajomych. Chomik mnie brzydzi. Wydaje mi się, że skoro już piractwo istnieje, to niech będzie naprawdę bezinteresowne. Jeśli komuś płacić cokolwiek, to tylko osobom faktycznie do tego uprawnionym.

    Pewnie że chomik kusi, ale chyba nie ma tam jednak niczego, czego nie da się znaleźć inaczej.

  6. Mariusz Herma pisze:

    „Są takie programy, gdzie pliki udostępnia się wzajemnie bardzo konkretnym osobom, z którymi można też czatować. Czy jeśli zanim takiemu komuś coś prześlemy, to z nim pogadamy, możemy uznać go za znajomego?”

    Tak. Podobnie nie możesz pożyczyć książki przypadkowej osobie na ulicy. Ale jeśli się sobie przedstawicie i wejdziecie „w związek osobisty”, który można uznać za „stosunek towarzyski”, to wolno użyczyć Ci nowemu znajomemu całą domową biblioteczkę. Takie prawo.

    Co do Chomika, to o tym właśnie mówię: ludzie nie tykający się bardziej „zaawansowanych”, ale jak to ujmujesz „bezinteresownych” metod nieoficjalnej wymiany plików ciągną z Chomika równo. I mam wrażenie, że opłaty paradoksalnie legitymizują Chomika, bo pozorują bezpieczeństwo i poniekąd legalność. Bo przecież firma działa jawnie, ma konto, zawsze otwiera wyniki Google. Gdyby coś było nie tak, przecież by ich zamknęli.

    Na pokusy internautów na szczęście niektórzy potrafią sensownie odpowiedzieć – klasykę kina koreańskiego od półtora roku uploaduje na YouTube sama Korea: http://www.youtube.com/user/KoreanFilm/videos

Dodaj komentarz