Efekt skali — Ziemia Niczyja | Mariusz Herma
Efekt skali

Efekt skali

Przeprowadziłem ostatnio kilka krótkich konwersacji dla beehype’a (w języku angielskim), m.in. z Rökkurró (Islandia), Zoe Viccaji (Pakistan), Sverige (Szwecja), Tamar Eisenman (Izrael).

Wokalistka Rökkurró, Hildur, odnotowała ciekawy trend na islandzkiej scenie:

Rozrosła się, poszerzyła. Przez jakiś czas sporą jej część stanowił “krútt” – śliczniutkie indie. Ta frakcja wymiera, coraz więcej jest za to eksperymentów. Wynika to, jak sądzę, z niewielkich rozmiarów naszej sceny. Ludzie nie chcą powielać tego, co robi już ktoś inny, bo mały rynek islandzki nie zdołałby utrzymać wielu artystów grających podobnie. Dlatego nasi muzycy szukają autentyzmu i zajmują się rzeczami, które faktycznie ich fascynują.

I dodała: “Ten sposób myślenia prawdopodobnie przysłużyłby każdej lokalnej scenie!”.

Kto wie, czy naszego boomu muzycznego z ostatnich lat nie zawdzięczamy tej samej, choćby nieuświadomionej konstatacji. Czas przestać narzekać na małość polskiego rynku muzycznego, bo może jej zawdzięczamy wielkość polskiej muzyki?

Fine.




7 komentarzy

  1. airborell napisał(a):

    Trzysta tysięcy vs trzydzieści parę milionów.

  2. Mariusz Herma napisał(a):

    Pięć tysięcy vs. dziesięć tysięcy dla złotej płyty.

    Mówimy o wielkości rynku, nie o populacji.

  3. wieczór napisał(a):

    mnie się wydaje, że w powodzeniu naszej muzyki alternatywnej małość naszego rynku przysłużyła w trochę inny sposób. artyści wydają się sami, albo w małych wytwórniach, co powoduje, że mają mniej ograniczeń, nie są krępowani wymogami wytwórni (często przychodzą już z gotowym materiałem), więc mogą sobie pozwolić na więcej eksperymentów. spadków sprzedaży płyt też nie muszą się obawiać.

  4. Mariusz Herma napisał(a):

    I wszyscy znają się z wszystkimi, produkują i grają sobie wzajemnie na płytach, pomagają. Pamiętam, jak te dziesięć lat temu dokładnie to samo mówiło się o Islandii.

    Co do wielkości islandzkiego rynku jeszcze, gdyby dodać eksport (certyfikaty go nie uwzględniają), może się nawet okazać większym od polskiego.

  5. Zapętlona napisał(a):

    Raz – śliczne słowo “krútt” :)
    Dwa – jak Ona to pięknie podsumowała :) To co się dzieje muzycznie na Islandii jest po prostu magią. Pięknym przykładem jak muzycy ewoluują, łączą się tworząc nowe projekty, wspierają się nawzajem… A to wszystko dzięki temu, że są otwarci i nie boją się własnie tego kluczowego słowa: autentyzmu.
    Trzy – zazdroszczę udziału w beehype! Uwielbiam tam zaglądać :)

  6. Mariusz Herma napisał(a):

    I jeszcze ciekawa uwaga Hildur: że dawniej śpiewanie po islandzku było rzadkością – sama kilka lat temu mówiła o “wymieraniu” kapel wybierających rodzimy język. Dlatego zresztą Rokkuro wiernie się go trzymało. Teraz to nic specjalnego.

  7. […] listopadzie wokalistka Rökkurró wyjaśniała mi fenomen muzyczny swojego kraju efektem skali: „Ludzie nie chcą powielać tego, […]

Dodaj komentarz