Przeklęty Chopin

Przeklęty Chopin

W listopadzie wokalistka Rökkurró wyjaśniała mi fenomen muzyczny swojego kraju efektem skali: „Ludzie nie chcą powielać tego, co robi już ktoś inny, bo mały rynek islandzki nie zdołałby utrzymać wielu artystów grających podobnie”.

Ostatnio miałem okazję pomailować z Óbó (z domu Ólafur Björn Ólafsson), multiinstrumentalistą zasłużonym u boku Sigur Rós i Jónsiego, Emiliany Torrini, múm, Jóhanna Jóhannssona i wielu innych cenionych lokalsów. Zadebiutował właśnie solo krótką i kameralną płytą „Innhverfi” wydaną przez Morr Music, którą zapowiadał śliczny singiel.

I jego spytałem o Islandię:

Przez wieki Islandczycy byli biedni i nie posiadali żadnych instrumentów. Byliśmy oczywiście bardzo odizolowani od bardziej cywilizowanych rejonów świata. Podczas gdy Europejczycy mieli Bacha, Mozarta i Beethovena, Islandczycy mieli beczenie owiec.

Dopiero na początku XX wieku zaczęliśmy importować instrumenty i pomijając wcześniejsze wyjątki w rodzaju kościołów dopiero wtedy zaczęliśmy tak naprawdę uprawiać muzykę. Wydaje mi się więc, że islandzka tożsamość muzyczna – którą uważa się za tak wyjątkową – jest jeszcze bardzo młoda i wciąż się kształtuje.

Bez tego islandzka scena muzyczna byłaby zupełnie inna. I prawdopodobnie dlatego tutejsi muzycy garną się do próbowania coraz to innych rzeczy.

Fine.

 




Jeden komentarz

  1. Jeżeli chodzi o Islandię, to warto także wiedzieć, iż postawiła ona parę lat temu na kulturę (m.in. na muzykę) jako konia pociągowego gospodarki. I wyszła na tym dobrze. Pisałem o tym u siebie na blogu: http://creativeindustries.co/post/49034955151/jak-islandia-zrewolucjonizowala-gospodarke-przez

Dodaj komentarz