Kto będzie Netflixem muzyki

Kto będzie Netflixem muzyki

Rafał Krause nie potrzebował mojego komentarza do swojego tekstu o tym, „jak algorytmy zaczęły decydować o karierze muzyków”, ale i tak się rozpisałem. Autor zgodził się, żebym przedrukował ten komentarz poniżej, ale lepiej (najpierw) przeczytać sam artykuł.

*

Ciekawym trendem jest na pewno próba „uczłowieczania” algorytmów, czego najgłośniejszym przykładem są playlisty Discover Weekly podsyłane użytkownikom Spotify. Punktem wyjścia dla wszechwiedzącego algorytmu mają być tutaj ludzkie gusta, które on „tylko” porównuje. I podsuwa nam propozycje tak, jak gdyby robił to ktoś znajomy czy grupa znajomych. Dostajemy swoistą hybrydę tak pod względem technologicznym, jak i wizerunkowym. Bo wcale nie wiadomo, na ile motywacją dla takiego podejścia jest jakościowa przewaga „uczłowieczonego” algorytmu – czy chodzi raczej o PR. W końcu Apple Music – główny konkurent Spotify – przy swoim starcie promował się tym, że swoje playlisty zawdzięcza ludziom: ekspertom czy gwiazdom.

Obie firmy wydają się jednak ścigać ze sobą o to, kto stanie się Netflixem muzyki także pod względem systemów rekomendacji. Rok temu Spotify kupiło francuski start-up, który rozwija „słuchające algorytmy” potrafiące analizować muzykę pod rozmaitymi względami i przekuwać tę wiedzę w rekomendacje. Na pewno Spotify już nakarmiło już tę sztuczną inteligencję całą wiedzą o słuchaczach, jaką zebrało przez 10 lat… Ledwie kilka miesięcy po tamtym zakupie Apple ogłosiło, że za kosmiczne pieniądze przejmuje aplikację Shazam. I znów chodziło o ich narzędzia do analizowania muzyki i pewnie zachowań słuchaczy też.

Wspomniany Netflix w działce filmowej wydaje się na razie samotnym liderem, skoro nawet pokazywane widzowi plakaty filmów pośrednio dobiera pod kolor jego skóry. (A kilka tygodni temu usunął z serwisu ostatnie komentarze użytkowników, a możliwość oceniania filmów wcześniej ograniczył do kciuka w górę lub w dół – zamiast gwiazdek). Wszystko idzie więc w kierunku algorytmów, które patrzą znacznie głębiej niż tylko na sygnały, które przekazujemy systemowi świadomie naszym słuchaniem/oglądaniem czy ocenami. Wiek, pochodzenie, znajomi, urządzenie, pora roku/tygodnia/dnia, miejsce/okoliczność słuchania – pewnie takie rzeczy brane są już pod uwagę lub wkrótce będą.

I w zasadzie nikomu to nie przeszkadza, liczy się efekt. Znajomy powiedział mi kiedyś, że uwielbia Netflixa za to, „że go zna”. Spotify podkreśla, że słuchacze stworzyli już dwa miliardy playlist. Ale ile osób naprawdę troszczy się o to, kto stworzył daną playlistę do biegania albo zakuwania – bo to zdecydowanie najpopularniejszy typ playlist. Może bot? Ważne, że działa.

W obecnym przejściowym okresie pojawiają się czasem dyskusje czy nawet kontrowersje wokół tych zmian – maszyny nas nie tylko śledzą, ale jeszcze dyktują, czego mamy słuchać czy oglądać? Ale już Facebook i spółka pokazali, że interesuje nas głównie wygoda, efekt, a co się dzieje za kulisami nie ma znaczenia – chyba że wybuchnie jakaś polityczna afera, co Spotify raczej nie grozi. I kontrowersje te zanikną pewnie tak samo niezauważenie, jak to, że Google pokazuje nam personalizowane wyniki.

 

Fine.




Dodaj komentarz