O przyjemności z muzyki

O przyjemności z muzyki

Jeszcze przed narodzinami bihajpa obcowałem głównie z nową (dla mnie) muzyką, ale za sprawą serwisu w zasadzie przestałem wracać to tych tysięcy płyt, które poznawałem w poprzednich latach, dekadach.

Taka nieustająca przygoda ekscytuje, nie jarałem się tak muzyką od liceum. Ale wiąże się też z pewną stratą. Słuchanie muzyki już znanej, szczególnie w jakimś stopniu melodyjnej (od Radiohead przez Coltrane’a po ambientowe akordy Bass Communion), daje przyjemność nawet bardziej fizyczną niż intelektualną. Kojarzącą mi się raczej z jedzeniem czegoś smacznego czy podziwianiem gór niż podziwianiem sztuki, czytaniem książki czy oglądaniem filmu (sorry za ten toporny, uproszczony podział).

Dlatego jakiś czas temu zacząłem praktykować “wspominkowe niedziele”, jako wytchnienie od przedzierania się przez lokalne sceny. I okazję do muzycznego hedonizmu – konsumowania tego, na co przez poprzednie lata, dekady zapracowałem. Ostatnio odświeżałem sobie m.in. Marka Grechutę, Petera Gabriela, Davida Sylviana czy Brahmsa, i dalej dają radę.

Ale nawet bihajp tę fizyczną przyjemność mi od czasu do czasu daje, szczególnie przy okazji rozmaitych zbiorczych playlist. Bo poszczególne utwory znam już od tygodni, miesięcy, nawet lat. A zebranie razem tych najlepszych w esencję esencji daje taką kondensację i piękna, i przygody – choćby ze względu na karuzelę języków – jaką mógłbym porównać tylko do tych moich parunastu “płyt życia”.

I tak jest właśnie z naszą najnowszą playlistą ze 101 utworami z 2018 roku. Tam też znajdziecie kilka słów o małych bihajpowych przełomach ostatnich 12 miesięcy. Sam na pewno czuję potrzebę, by przy okazji piątych urodzin tego serwisu – tej barwnej kompanii – bo to już lada moment, przemyśleć całokształt naszych działań. I zastanowić się, czy po prostu dalej robić to, co robimy, czy jednak próbować czegoś innego, nowego, większego?

Pojawiające się od czasu do czasu zmęczenie tym pięcioletnim maratonem na pewno wynagradzają momenty, gdy jak przy okazji tej najnowszej playlisty z tego naszego muzycznego pożytku – nawet ciało się cieszy.

Fine.




3 komentarze

  1. Slav pisze:

    Małe zwątpienie/zmęczenie sączące się w ostatnim akapicie to – mam nadzieję – taka niepozorna zadyszka. Każdemu się zdarza. Proszę jednak nie przestawać, biec w tym maratonie dalej, bo warto. To jest absolutnie rewelacyjny pomysł na odszukiwanie dróg do pięknej i nieznanej masowo muzy. Szacun! Pozdrawiam ciepło i już wypatruję podsumowania rocznego płyt 2018.

  2. Mariusz Herma pisze:

    Dzięki za komentarz – jak dziwnie i jak fajnie pod sam koniec 2018 roku zobaczyć komentarz na blogu!

    Z tym zmęczeniem jest chyba (bo obstawiam z obserwacji krewnych i przyjaciół) trochę tak, jak z dziećmi. Pewnie, że nieraz chciałoby się od nich zwiać choć na chwilę. Ale przecież trudno sobie wyobrazić życie bez nich. I jak tak mam z tą niezwykłą ferajną, którą skądinąd chciałbym kiedyś w jednej wielkiej podróży odwiedzić.

    A na pewno nie wiem, czego bym bez bihajpa słuchał :-)

    Podsumowanie tuż tuż, pracujemy nad nim po cichu od początku grudnia. Skądinąd po tym maratonie rzeczywiście potrzebujemy zawsze przerwy.

  3. Nikolka68 pisze:

    Może czasem warto na chwilę zwolnić, czerpać przyjemność z tego co się robi, żeby później chciało się iść, czy jak opisujesz biec w maratonie dalej. Robisz świetną robotę i nie przestawaj, tylko znajdź w niej więcej przyjemności. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku

Dodaj komentarz