Do pociągu wsiadło dwóch facetów. Jeden nie tyle koledze, co całemu wagonowi ogłosił od razu, że idzie spać. Ale do zasypiania włączył z telefonu sobie audiobook „Wiedźmina” na cały regulator.
Wprawdzie dopiero po kilku minutach, ale ktoś – ojciec małych dzieci, więc zapewne w trosce o ich komfort – zdecydował się jegomościa upomnieć. I to był chyba jedyny raz, kiedy widziałem tego rodzaju interwencję.
W nowej „Polityce” piszę o tym coraz powszechniejszym słuchaniu bez słuchawek w środkach transportu i miejscach publicznych – oczywiście nie tylko w Polsce.
![]()

