Zastyganie gustu

Zastyganie gustu

Pamiętam taki szczególny moment gdzieś krótko po studiach, gdy ze zdziwieniem zauważyłem, że moi znajomi – dotychczas równie ciekawi muzyki co ja – przestają śledzić nowości. I jeśli nawet kupują jeszcze nowe płyty, jest to uzupełnianie dyskografii znanych sobie już artystów, wydawnictwa koncertowe czy muzyka filmowa. Tłumaczyłem to tym, że życie rodzinne i zawodowe nie pozostawia zbyt czasu i energii na eksploracje muzyczne, a ja mam ten komfort, że szukanie i słuchanie to zarówno moja pasja, jak i praca, a przynajmniej jej część.

Tymczasem okazuje się, że statystycznie nasz gust zaczyna stabilizować się znacznie wcześniej – o czym piszę (cytując ekspertów) w nowym numerze kwartalnika ZAiKS-u. Okazuje się, że przyczyn tego zastygania jest całkiem sporo.

Fine.




2 komentarze

  1. Michał Wieczorek pisze:

    Też to widzę po niektórych swoich znajomych, ale z drugiej strony – nadal mam kontakt z ludźmi mniej więcej w moim wieku, którzy śledzą nowości jak szaleni, ciągle się wymieniamy nowymi płytami. Z trzeciej – sam po sobie widzę, że totalnie nie wiem, czego słuchają obecne dwudziestolatki, bo nie wiem, gdzie tego szukać. Z czwartej – mam wrażenie, że dla mojego obecnego gustu najbardziej formatywne były okres koło trzydziestki, a z rzeczy, które kochałem jako nastolatek wracam w zasadzie do dwóch zespołów.

  2. Mariusz Herma pisze:

    Obecne dwudziestolatki słuchają starej muzyki – wśród 10 najpopularniejszych utworów tego lata na TikToku tylko jednym była nowość, a wygrał kawałek z 2015 r. :)

    Co do odpuszczania szukania: mnie najbardziej dziwiły osoby, które w liceum i na studiach fascynowały się muzyką co najmmniej tak jak ja, a potem, w stosunkowo krótkim czasie, to się ucina. Jakby poczuły, że znalazły już dla siebie to, czego potrzebowały i niczego więcej nie potrzebują.

    I w jednym sensie im zazdroszczę: bo ja z kolei w tym ciągłym poszukiwaniu (które skądinąd oznacza słuchanie mnóstwa nijakich rzeczy) z kolei bardzo, bardzo rzadko wracam do swoich ulubionych przecież rzeczy. Gdybym wypisał swoje 20-30 ulubionych płyt wszech czasów i popatrzył, kiedy ostatnio ich słuchałem, to dla większości byłoby to pewnie 5-10 lat.

    A co do okresu formacyjnego, to u mnie chyba były dwa – liceum i studia, a potem pierwsze lata bihajpa. Po tym pierwszym mam konkretnych ukochanych wykonawców (których prawie nie słucham ;), po tym drugim ogólnie ukochane sceny muzyczne, języki, niuanse muzyczne.

Dodaj komentarz