Dwa miesiące temu opisywałem swoje wrażenia z festiwalu MENT Lljubljana, jednego z moich dwóch absolutnie ulubionych, a teraz miałem okazję również po raz trzeci odwiedzić ten inny ulubiony – Tallinn Music Week.
Skala zupełnie inna, estońska impreza z ponad dwustoma występami wymaga solidnego przygotowania, także fizycznego, bo sporo tam biegania, jeśli chce się zobaczyć choć połowę wstępnie wyselekcjonowanych artystów. Ale nie traci przez swą skalę klimatu, to wciąż jest rodzinna impreza, która mimo wejścia w dorosły wiek zachowuje świeżość.
Poza biernym uczestnictwem miałem też przyjemność wziąć udział w panelu odsłuchowym. Przyszło zaskakująco sporo osób, w większości niemuzyków, a gdy potem pytałem ich o powody, to wspólnie doszliśmy do wniosku, że w sumie był to jedyny na całej konferencji panel poświęcony tylko i wyłącznie muzyce.
![]()

