Amadou & Mariam: Wielcy z Mali

Amadou et Mariam

Amerykański blues zdaniem wielu wywodzi się z Afryki Zachodniej. Jeśli istotnie tak jest, to historia muzyki właśnie zatacza koło. Serca Amerykanów podbija malijskie małżeństwo, których gusta kształtowali Jimi Hendrix i John Lee Hooker. O serca byłych europejskich kolonizatorów Amadou & Mariam walczyć już nie muszą, bo te od kilku lat biją w rytmach Mali.

Nad Nigrem

– Najpierw śpiewałam podczas tradycyjnych zgromadzeń. Później doskonaliłam głos przy małym tranzystorowym radiu ojca. A gdy nabrałam już pewności, zaczęłam komponować – mówi Mariam Doumbia. Urodzona w 1958 roku, jako pięcioletnia dziewczynka straciła wzrok wskutek niewłaściwie leczonej różyczki. Starszemu o cztery lata Amadou Bagayoko widzenie w wieku piętnastu lat odebrała wrodzona katarakta. Chociaż oboje dorastali nad rzeką Niger, zaledwie kilkaset metrów od siebie, poznali się dopiero w 1977 roku.

– Spotkaliśmy się w chórze instytutu dla niewidomych w Bamako. Zaczęliśmy rozmawiać o muzyce i już nigdy nie przestaliśmy – wspomina Amadou. Jak mówi, zakochał się w głosie Mariam od pierwszego usłyszenia. Wbrew radom bliskich, wkrótce zaczęli wspólnie tworzyć, a trzy lata później pobrali się. – To bardzo zmartwiło nasze rodziny. Nie słyszały jeszcze o małżeństwie dwóch niewidomych, które zrobiłoby karierę muzyczną – śmieje się Amadou. – Jedną z naszych motywacji była chęć udowodnienia, że to jest możliwe. I że potrafimy być razem szczęśliwi.

Przed ślubem Amadou grał na gitarze i śpiewał w grupie Les Ambassadeurs, skąd wywodził się lokalny gwiazdor Salif Keita. – Mieliśmy kilku wokalistów, graliśmy bluesa, jazz i rock’n’roll. Inspirował nas sukces muzyków z Mali, takich jak Ali Farka Touré czy Oumou Sangare – tłumaczy Amadou. W Bamako ścierały się wpływy muzyki amerykańskiej, francuskiej i kubańskiej. Horyzonty Amadou poszerzył także odwiedzając z Les Ambassadeurs we Francję, Nigerię i Wybrzeże Kości Słoniowej.

Nad Bandamą

Ostatni z tych krajów traktowano jako muzyczną Mekkę regionu, bo jako jedyny miał dobre sale koncertowe i studia nagraniowe. Dla Mariam i Amadou to wystarczyło. W 1986 roku zrezygnowali z nauczycielskich posad w szkole dla niewidomych, trójkę dzieci pozostawili pod opieką rodziny i przenieśli się do Jamusukro, gdzie na próbach i nagraniach spędzili sześć lat. – To było nasze muzyczne liceum. Doskonaliliśmy technikę i spotykaliśmy profesjonalnych instrumentalistów z całej Afryki Zachodniej – wspomina Amadou. Jako The Blind Couple of Mali opublikowali pięć kaset, które błyskawicznie rozeszły się po kontynencie – w dużej mierze dzięki afrykańskim piratom muzycznym. Gdy w 1992 roku wrócili do ojczyzny, przyjęto ich tam jak bohaterów.

Kasetowa seria dostała się także w ręce malijskiej mniejszości we Francji. Wkrótce posypały się zaproszenia ze strony afrykolubnych klubów. W połowie lat 90. wytwórnia Polygram ściągnęła ich do Londynu na próbne nagrania, a w 1998 roku ukazał się album „Sou ni tilé” (w języku bambara: „Noc i dzień”). Duet zaprezentował się w nader eklektycznej scenografii: afrykańskie melodie i rockowe instrumentarium uzupełniały indyjska tabla, syryjskie skrzypce i kubańskie trąbki. Na koncertach Amadou & Mariam godzili fanów bluesa, funku i reggae. Śpiewali na zmianę po francusku, w kilku narzeczach afrykańskich i coraz częściej po angielsku. Z braku lepszego terminu ich muzykę określono mianem afro-blues, bo w szufladce world music zwyczajnie się nie mieścili.

Nad Tamizą

Manu Chao usłyszał ich, stojąc w paryskim korku. Bez wahania zaproponował dwójce swe producenckie usługi. – Ich wrażliwość naturalnie pasowała do mojego stylu. Już po pierwszym dniu pracy mieliśmy szereg gotowych piosenek – mówi Chao. Wcześniej produkował wyłącznie własne płyty, za to po spotkaniu afrykańskiej pary pomógł jeszcze grupie SMOD prowadzonej przez ich syna (Amadou: „My gramy rocka, Sam rapuje – to dobra mieszanka!”).

Paryskie rendez-vous z Chao okazało przełomowe. – Nagle staliśmy się rozpoznawalni i gdziekolwiek się udaliśmy, ludzie o nas mówili – mówi Amadou. Wydany w 2004 roku krążek „Dimanche à Bamako” („Niedziela w Bamako”) wspiął się na drugie miejsce na francuskiej liście sprzedaży. Tylko w tym kraju rozszedł w liczbie pół miliona egzemplarzy wobec kilkunastu tysięcy w przypadku wcześniejszych płyt. Uzupełnieniem sukcesu komercyjnego była nagroda BBC Radio 3 dla najlepszego albumu world music i nominacja do Grammy. Z kolei niemieckie listy przebojów podbili w 2006 roku oficjalnym hymnem berlińskiego mundialu.

Jak sobie z tym wszystkim radzą, skoro dla niewidomego wyzwaniem jest wyjście na ulicę, a co dopiero na scenę? – Mają asystenta, który zajmuje się kreowaniem przestrzeni. Jeździ z nimi, wprowadza na scenę, ale gdy już staną przy mikrofonie, to czują się jak ryba w wodzie – mówi Stéphane Włodarczyk, który sprowadził duet na Francophonic Festival. – Zdarzają się też zabawne sytuacje. Gdy kiedyś wszedłem do ich garderoby, siedzieli przy zgaszonym świetle. Nie wiedziałem jak się zachować – śmieje się Włodarczyk.

Nad Wisłą

Dzisiaj są prawdziwymi kosmopolitami i doskonale czują się w tej roli. Swoją najnowszą płytę „Welcome to Mali”, przygotowaną z myślą o rynku amerykańskim (w lipcu w trasę po USA ruszą u boku Coldplay) nagrywali w Bamako, Dakarze, Paryżu i Londynie przy wsparciu Damona Albarna z Gorillaz. Zachwyty krytyków i publiczności zapowiadają kolejne sukcesy, ale w całej tej zawierusze malijski duet nie zapomina o swoich korzeniach. Niedawno zorganizowali nad Nigrem wielki festyn ze zbiórką funduszy na rzecz szkoły, w której się spotkali, regularnie koncertują też na festiwalu Les Voix de Bamako. Nic dziwnego, że w tej części Afryki służą za przykład zdrowego dążenia do sławy, a ujmy nie przynosi im nawet marketingowe nastawienie do twórczości.

– Sukces nas cieszy, ale chcemy być jeszcze bardziej rozpoznawalni, odwiedzać kolejne kraje i spotykać nowych muzyków. Dzięki temu ciągle się rozwijamy, a nasze przesłanie dociera coraz dalej – tłumaczy Amadou. Jakie przesłanie? – Jesteśmy muzułmanami, co oznacza, że wierzymy w branie problemów innych ludzi na własne barki – mówi Mariam. – Nasz przekaz to: podajmy sobie dłonie, pracujmy wspólnie, życie jest krótkie.

(“Przekrój”, marzec 2009)

Mali




Dodaj komentarz