Anna Calvi – Anna Calvi

Anna Calvi – Anna Calvi (Domino)

Brian Eno nazwał ją największym objawieniem od czasów Patti Smith. Powitajmy wzniośle debiutantkę Annę Calvi

Wszyscy silą się dziś na oryginalność, ale mało kto pisze dobre piosenki. Anna Calvi obrała inną strategię. Ostentacyjnie czerpie z PJ Harvey (gitara i śpiew), Florence and the Machine (śpiew), Siouxsie Sioux (śpiew) czy Nicka Cave’a (gitara), a karierę medialną rozpoczęła ubiegłej jesieni coverem Édith Piaf. Start wymarzony: kontrakt z prestiżową wytwórnią Domino, rekomendacja Eno, wreszcie miejsce na układanej przez BBC liście największych nadziei 2011 roku. I wszystko zasłużone.

Calvi może i jest królową zapożyczeń – utwór „The Devil” przypomina nieco utwór PJ Harvey zatytułowany…„The Devil” – ale jest również błyskotliwą kompozytorką. Operuje na trzech poziomach: obezwładnia słuchacza melodią, przy czym melodystką jest nieprzeciętną; podtrzymuje błogostan narracją rysowaną torem rollercoastera – intro, kulminacja, wyciszenie, kulminacja, zakończenie; całą opowieść zanurza w kinowej aurze i nie przeszkadza jej w tym fakt, że nagrała swój debiut na zaledwie dziesięć analogowych ścieżek. Ambicje wygórowane, ale zrealizowane.

Jeśli nie zrazi cię zmanierowana teatralność Calvi-pieśniarki oraz patos Calvi-aranżerki, to może i dla ciebie stanie się ona największym objawieniem od czasów… (uzupełnić po).

(“Przekrój”, 5/2011)

 

 

Fine.




5 komentarzy

  1. airborell pisze:

    Przesłuchałem. Nie, zdecydowanie nie. Swoją drogą, co to za moda na te wszystkie Anny Calvi, Florence and the Machine czy Bat for Lashes (nie wiem czemu, różne osoby mi te artystki polecały w przekonaniu, że mi się spodobają)? I jeszcze porównywanie ich do PJ Harvey czy Kate Bush… bez żartów. Przecież to drugoligowy synth-pop jest.

  2. Mariusz Herma pisze:

    > to drugoligowy synth-pop jest.

    Ściągnąłeś właściwą płytę? ;-)
    U Calvi nie ma ani grama elektroniki/syntetyki!

    Florence nie lubię, BfL umiarkowanie.

  3. airborell pisze:

    Tjubki oglądałem, płyty mi się ściągać już nie chciało.

    Nie ma elektroniki? No rzeczywiście :). Ale i tak mi się kojarzy z koszmarami dzieciństwa spod znaku new romantic, głównie ze względu na wspomnianą manierę i patos. A songwriting nie jest na tyle interesujący, żeby naprawić wrażenie.

  4. ArtS. pisze:

    Ja się ciągle nie mogę zdecydować, czy w tej płycie coś jest, czy nie. Ale co jakiś czas wracam do niej, żeby to sprawdzić, więc chyba jednak coś musi być…

  5. Mariusz Herma pisze:

    Songwriting bardzo w porządku, nie było wielu lepszych melodii w tym roku, ale patos i maniera bez wątpienia mogą (powinny) odstraszać. Sam się sobie sobie, że jakoś to zdzierżyłem i usłyszałem muzykę, bo taka Sharon van Etten pokonała jedną zwrotką. (Na żywo wypadła znacznie lepiej, czyli przeciętnie).

Dodaj komentarz