Uczta melomana

(kliknij, aby powiększyć)
. 

Gdyby recenzje muzyczne interpretować dosłownie, sama muzyka okazałaby się dziedziną spokrewnioną w pierwszej kolejności z wszelkimi przejawami przemocy – militariami, agresją, destrukcją. Pewien wykonawca potrafi „ze skrajnie małego instrumentarium wycisnąć energetyczną bombę”, która „bezlitośnie morduje szare komórki”. Zewsząd atakują nas „okrutne masy dźwięku”, a „potężne wałki czyhają tylko na to, by bez ostrzeżenia wybuchnąć słuchającemu w twarz z całą swoją siłą i mocą kosmicznej kanonady gitar”.

W porównaniu z recenzentami recenzentki od znoju wojen raczej stronią. Za to writerów obu płci łączą pasje kulinarne: zamiłowanie do smakowania oraz sprzeciw wobec niedosytu. A później bywa różnie. Im w głowie troski cielesne, one kołyszą się przy delikatnie bujających basach. Oni konstruują swoje misterne mechanizmy, one pozwalają się przenieść się na odległą wyspę. Gdy oni z matematyczną precyzją demaskują merkantylizm rzekomych artystów, a za tymi prawdziwymi potrafią pójść w ogień, one podziwiają kalejdoskopowo złożone, mieniące się feerią barw mozaiki.

Co ciekawe, gatunek muzyczny nie ma decydującego wpływu na dobór alegorii, metafor, hiperbol czy epitetów. Przemoc na przykład wcale nie ogranicza się do metalu. „Rytm zniewala” w world music. Jazz bywa „groźny w starciu bezpośrednim”. Wyznania „mocne jak prawy prosty w brzuch” „chwytają za gardło” w niejednej piosence poetyckiej. Pop pełen jest „muzycznych bomb” oraz „szybkich półtoraminutowych petard”. Hip-hop bywa „zbrojny w dęciaki”. Rockowe płyty „zaczynają i kończą się wybuchowo”, a pomiędzy eksplozjami obrywamy „muzycznym koktajlem Mołotowa”, mimo że wykonawcy „nie walą na oślep niskotonowym obuchem”. W elektronice obserwuje się „membranowe stroszenie piór, eksponowanie zębów i napinanie mięśni”.

W metalu z kolei oprócz oczywistości – „pośród gąszczu obskurnych riffów potykamy się o wystający niczym korzeń z ziemi zimny klawisz” – wspomina się chociażby o „100% blacku w mleku” czy melodii, która „stanowi jedynie sól do potrawy, a nie główny jej składnik”. Skojarzenia okazują się więc transcendentne wobec stylistyk, za to poszczególni autorzy miewają swoje preferencje. Jeden w tym samym akapicie opisuje, jak „pieczołowicie położono nacisk na barwy”, jak „produkcja mieni się światłem”, a cały ten „bałagan konsekwentnie zespojono jasnym kolorze”. Pewnej recenzentce grupa „zanurzona w eterycznej stylistyce” „tapla się we własnym sosie” „zlewając się w jedną całość”. Według innej zasłużony jazzman „maluje i rzeźbi” dźwięki, gdyż „każdy z instrumentów jest dla niego również barwą i fakturą, narzędziem do modelowania przestrzennego”.

Crème de la crème smakowitej krytyki są oczywiście kombosy. Sadzimy krzyżówki militarno-kulinarne („muzyczna bomba o mocy porównywalnej do dawki energii, jaką daje podwójne espresso po przebudzeniu”), matematyczno-kulinarne („co było na poprzednich płytach dominantą, tu jest jedynie przyprawą”) oraz wakacyjno-kulinarne („organy roztaczają przed oczami letnie pejzaże, a szczęście wylewa się z głośników niczym gęsty lukier, którego nie jest w stanie zeskrobać nawet połamany refren”). Portretujemy artystów jako zwiadowców-krasomówców  („w temacie odkrywania nowych ścieżek jeszcze nie powiedział ostatniego słowa”), a w artystkach widzimy budulce bóstw („oddaje się w ręce tłumu jako gotowy materiał na boginię”).

Umieszczony powyżej rysunek bazuje na 120 recenzjach opublikowanych w ostatnich miesiącach w ośmiu popularnych serwisach muzycznych. Skala błędu statystycznego dorównuje zapewne wyobraźni krytyków – wybierając 13 najpopularniejszych zakresów musiałem odfiltrować niemal połowę pasma – przy czym proszę się nie obrażać za wyimki, śmieję się także z siebie.

A sam pomysł zainspirowali wspólnie The Economist oraz David McCandless. The Economist swoją statystyką prezydencką. Natomiast McCandless, pomysłodawca linkowanego już tu konkursu Information Is Beautiful, stwierdzeniem, że im bardziej abstrakcyjny temat, tym bardziej służy mu traktowanie obrazkiem. Więcej o upiększaniu danych w rozmowie z McCandlessem oraz jednym z laureatów wspomnianego konkursu w dzisiejszej „Polityce”, a częściowo także online.

.

Fine.




20 komentarzy

  1. fripper pisze:

    Twoja pasja statystyczna jest doprawdy godna podziwu (uczelnia zrobiła swoje). Kiedyś Irzykowski pisał, że krytyka sama w sobie może posiadać wartość artystyczną, jak widać statystyki na temat krytyki nie są gorsze:)

  2. Mariusz Herma pisze:

    Na uczelni uciekłem od liczb, za to w podstawówce marzyłem o pracy w OBOP-ie :-)

  3. Pablo Renato pisze:

    Sam ilustrację skleciłeś? Brawo, podziwiam!

  4. ArtS. pisze:

    Świetne! Kategorie i legenda w szczególności.

  5. polna pisze:

    też podziwiam ten zapał do statystyki. wyniki podane w takiej formie – dystans, autoironia, żart – poza tym, że oczywiście ciekawe to i zabawne. miło.
    bardzo dziwna to rzecz bo ja najchętniej opisuję płyty przeróżnej maści gatunkowej w kategoriach (że posłużę się legendą) “broń, przemoc, zagłada” oraz “ognie, iskry, dym”, co stawia mnie w dziwnej sytuacji. kobieta z ciągotami pacyfistycznymi, a tu tak w poprzek.

    p. mariuszu słucham nowego the irrepressibles – ależ jestem ciekawa pana opinii!

  6. fripper pisze:

    @ polna
    Nic tu nie idzie w poprzek. Moim zdaniem ludzie z natury są niespójni i wewnętrznie sprzeczni, więc żeby uskuteczniać pacyfizm, trzeba gdzie indziej wyładować mordercze skłonności (“to prawda, że all you need is love – ale najpierw trzeba nakarmić swoje krokodyle” – Stephen King w eseju o horrorach).

    @ Mariusz
    A Ciebie w której kategorii najwięcej?

  7. Mariusz Herma pisze:

    Jeszcze nie sprawdzałem. Po tym wszystkim rzeczywiście trzeba będzie zrobić sobie rachunek sumienia.

    Odnośnie Irrepressibles, to po dwóch przesłuchaniach sprawia wrażenie uboższej [finanse] siostry [rodzina] poprzedniczki. Może jeszcze się rozkręci.

  8. Szubrycht pisze:

    Znakomite, brawo!!! :)

  9. jo pisze:

    Czy pozazdrościłeś zwycięzcom konkursu Information is Beautiful? Widzę, że nic nie stoi na przeszkodzie by w przyszły roku wziąć udział, szczególnie z taką grafiką!

  10. Mariusz Herma pisze:

    Nie tyle zwycięzcom, co w ogóle uczestnikom – więc, kto wie? Przy okazji podrzucam polski akcent: http://www.informationisbeautifulawards.com/gallery/the-witcher-2-intro-a-visual-breakdown/

  11. polna pisze:

    (@mariusz nie da się ukryć, że ten drugi album nie uderza barokowością poprzedniczki hehe cały arsenał dźwięków i bogactwo pomysłów uwypuklane na “mirror mirror” na nowej płycie został wyparty przez prostsze środki, ew. schowany na dalszy plan. nie ma tego szaleństwa i rozmachu jedynki. nude prezentuje raczej krajobraz po bitwie, już rozpoczynający album utwór zwiastuje inny klimat – bardziej refleksyjny, spokojny, melancholijny. jest oszczędniej, nie ma tak chwytliwych melodii, mcdermott nie szaleje wokalnie, za to może nastrój jest bardziej podniosły i intymny, ale mi osobiście to tak nie przeszkadza. uspokoili się na rzecz nastrojowej elektroniki, skromniejszych aranżacji – mi to gra, choć “mirror mirror” to był kosz fajerwerków, a “nude” jak tytuł może podpowiadać bardziej coś wyraża niż czaruje, na pewno nie dorównuje muzycznie pierwszej, ale nie ma sromotnego zawodu – sory za tak obszernego offtopa, ale jesteś jednym z nielicznych, którzy the irrepressilbes zauważyli i nie mogłam się powstrzymać)

  12. Mariusz Herma pisze:

    :-)

  13. […] Jeśli lubicie świat przenośni kulinarnych w recenzjach, to najpierw koniecznie zajrzyjcie tutaj, a potem za żadne skarby nie sięgajcie po „Crowded”, bo to drugi koniec pasma – […]

  14. To powyżej to ja. Infografika wyborna. Zdaje się, że masz nową specjalizację – gdybyś chciał ją zamienić w pracę zawodową, to nieźle płatna i rynkowo jest na to wzięcie :-)

  15. […] Odpowiedź znajdziecie w znakomitej infografice Mariusza Hermy, która została stworzona na podstawie 120 recenzji opublikowanych w ośmiu popularnych serwisach muzycznych w ostatnich miesiącach. W zestawieniu znalazło się 13 najpopularniejszych zakresów. Więcej szczegółów na Ziemi Niczyjej. […]

  16. jjjjjjjj pisze:

    Korekta czytelnicza: “[…]potykamy się o wystający niczym korzeń z zimny klawisz”. Chyba albo zimny klawisz albo korzeń z ziemi? Znaczy [temperatura] vs [przyroda]. Tekst super (jak zwykle).

  17. Mariusz Herma pisze:

    Jedno i drugie – wystający z ziemi i zimny, dzięki za czujność :-)

  18. […] – https://www.ziemianiczyja.pl/2012/10/uczta-melomana/ […]

  19. […] dekad młodzi twórcy garną się raczej do negatywnych wibracji. Okrutne metalowe masy dźwięku łapały za pysk, indierockowcy pławili się w depresji, hip-hop rzadko bywał narzędziem afirmacji życia. U […]

  20. […] otrzymać oscarową statuetkę. Wszystkich laureatów znajdziecie tutaj, a moje nieudolne wprawki tu i tu. Kolejna […]

Dodaj komentarz