Japonia (się) inspiruje — Ziemia Niczyja | Mariusz Herma
Japonia (się) inspiruje

Japonia (się) inspiruje

Niektóre hollywoodzkie zżynki z Japonii można uznać za jak najbardziej wdzięczne i mile widziane. Przykładem animowana “Wielka Szóstka” – hołd dla Hayao Miyazakiego – ale po części także inne inspiracje Studiem Ghibli. Tym bardziej że Japończycy sami lubią pożyczać i remiksować, niektórzy powojenną (pop)kulturę tego kraju uznają za jeden wielki recykling twórców zachodnich.

Gorzej, gdy cytaty są nie tylko dosłowne – jak spadające cyfry z “Matrixa” – ale też decydują jakoś o istocie filmu i sięgają od ogółu do szczegółu. Chyba najbardziej bezczelnym przykładem było “Black Swan”, szczególnie przy doniesieniach, że twórcy filmu skrycie wykupili prawa do korzystania z japońskiego “Perfect Blue”, ale oficjalnie temu zaprzeczali (nie znam stanu tej sprawy na dziś).

Różnice między inspiracjami sympatycznymi a przykrymi ilustruje dla mnie seria anime “Zankyō no Terror”, którą właśnie obejrzałem z ciekawości, cóż reżyser Shinichirō Watanabe robił po najświetniejszej w świecie serii “Samurai Champloo”. Otóż:

– Jak się zainspirował: Główni bohaterowie filmu w miejscach swych niby-terrorystycznych wyczynów pozostawiają napis “Von”. Wkrótce pojawia się informacja, że lubią “muzykę z zimnej północy”. Na końcu, że muzyka ta pochodzi z Islandii.

– Jak zainspirował: Osią serii jest wątek grupki dzieci, na których eksperymenty prowadzi pewna organizacja związana z władzą. Cel: uczynić z nich nadludzi i wykorzystać jako broń. Dwoje z owych dzieci ucieka i po jakimś czasie robi nieco zamieszania. Nie mają imion, nazywają się “dziewiątka” i “dwunastka”, jest jeszcze “piątka”. A więc w ogóle i w szczególe “Stranger Things”.

Bez owych numerowanych dzieciaków nie byłoby “Stranger Things”. Za to Watanabemu cytowanie Sigur Rós nie było do niczego potrzebne, po prostu oddał fanowski hołd, trochą jak to robi Haruki Murakami. Poszczególnym gatunkom muzycznym Watanabe poświęcał zresztą już wcześniej kolejne odcinki “Cowboy Bebop”, a w najlepszym odcinku “Samurai Champloo” chodzi o hip-hop.

Co zabawne, Watanabe najczęściej wydaje się inspirować samym sobą. I w “Cowboy Bebop”, i w “Samurai Champloo”, i w “Zankyō no Terror” mamy poniekąd ten sam zestaw postaci: ich dwóch i ona. I zupełnie nie szkodzi.

 

Fine.




2 komentarze

  1. Tony Clifton napisał(a):

    Bardzo sympatyczne jest również “Kids on the Slope” tego pana: ponownie ich dwóch i ona, a wszystko kręci się wokół jazzu.

  2. Mariusz Herma napisał(a):

    Właśnie zacząłem oglądać – jazz fantastycznie pokazany.

Dodaj komentarz