Dekada pszczół

Dekada pszczół

Równo dziesięć lat temu usprawiedliwiałem się tutaj, dlaczego mimo pierwszego dnia wiosny nie piszę o Talk Talk. Powody były dwa: rozmówca odmówił mi rozmowy i właśnie tego dnia, po roku przygotowań, zadebiutował beehype.

Czytam swoje komentarze pod tamtym wpisem, przeglądam korespondencję z tamtego czasu, odezwał się wtedy do mnie nawet Robert Sankowski. I widzi mi się, że tamte przemyślenia są wciąż aktualne.

Mimo pewnej ekspansji muzyki nie po angielsku, o czym sam pisałem, i łatwego dostępu do „lokalnej” muzyki za sprawą globalizacji Spotify i reszty – gdy beehype startował, cokolwiek można było znaleźć tylko na YouTube i Soundcloudzie, ale często błagaliśmy zespoły o wrzucenie tam materiału – statystycznie ludzie wciąż słuchają głównie muzyki krajowej i anglosaskiej. Mimo że oglądają, czytają i zjadają wynalazki ze świata całego.

Byłem przekonany tę dekadę temu, że powszechną oczywistością stanie się to, co postulujemy i wyrośnie nam taka konkurencja, że będzie trzeba zamknąć ten ul. Tymczasem inicjatyw tego typu wręcz ubyło: znikł Music Alliance Pact i globalne rekomendacje Guardiana, znikły też zżynki z beehype’a – za jedną okazał się stać nasz francuski korespodent, który kilka miesięcy wcześniej dziwnie przestał podrzucać rekomendacje.

Wychodzi więc na to, że wciąż możemy się przydać garstce obieżyświatów, że nadal warto to ciągnąć w tej czy innej formule: o nią od dłuższego czasu sam siebie pytam. Aktualna pozostaje na pewno motywacja osobista: nadal nic nie cieszy mnie jako słuchacza i dziennikarza jak to, gdy znajduję kogoś ciekawego i nieznanego z Japonii, Chile, Turcji czy Czech. Wspominałem tutaj w dniu debiutu beehype’a:

W ostatnich tygodniach spływała do mnie ta muzyka i mam poczucie, że to był najprzyjemniejszy muzycznie miesiąc w moim życiu.

Szczęśliwie wciąż ta muzyka spływa i mam poczucie, że to była najprzyjemniejsza muzycznie dekada w moim życiu.

A tej przyjemności dopełnia prezent, jaki sobie i Wam przyszykowaliśmy z okazji dziesiątych urodzin: kolekcję klasyków. Gdybyśmy anglosasów nie olewali i gdybym to ja odpowiadał za brytyjską selekcję, to bez wątpienia pojawiłoby się tam i Talk Talk.

 

 




2 komentarze

  1. fripper pisze:

    Ciekawe, co piszesz. Wydawałoby się przecież, że to czas idealny na nieanglojęzyczne rewizje. Choć sam się pewnie wpisuję jakoś w trend dominujący.
    Z drżeniem dziś odświeżałem, bałem się, że talk talkowania wiosennego nie będzie.
    Ale jest! Miłej wiosny!

  2. Mariusz Herma pisze:

    A ja dziękuję za pierwszy (nie tylko Twój, generalnie) komentarz na tym blogu od dobrych paru lat, a przede wszystkim coroczne odświeżanie – i wyrozumiałość, że znów bez Talk Talk. Raz na dekadę pewnie sobie na to będę pozwalał (:

    Długiej, wiosennej wiosny!

Dodaj komentarz