Tradycyjna muzyka z Tajwanu

Tradycyjna muzyka z Tajwanu

Odezwało się do nas niedawno muzyczne biuro eksportowe z Tajwanu z propozycją, by napisać na temat rdzennej muzyki tego kraju. Oto i rezultat – pióra naszego lokalnego korespondenta – nie tylko o muzyce, ale także jej odbiorze wśród lokalnej publiczności.

Ktoś podejmie się zrobienia czegoś podobnego o Polsce?

Fine.


33 utwory z sierpnia

33 utwory z sierpnia

Ekwador, Norwegia, Mali, Egipt, Turcja, Szwecja, Japonia, Syria, Litwa, Portoryko, Tajlandia – jest i coś z Polski. Czyli nasza sierpniowa playlista bihajpowa – pełna na Soundcloudzie i częściowa na Spotify.

A na okładce producentka z Argentyny, której dziadkowie pochodzili z Polski, Włoch, Libanu i Hiszpanii. Jeszcze o niej będzie.

Fine.


A gdyby Offa nie było

A gdyby Offa nie było

W miniony weekend po raz pierwszy przyłapałem się na takim pytaniu. Zrodziło się, podejrzewam, z połączenia tegorocznego line-upu Off Festivalu z bardzo piknikową w te upały atmosferą, gdy ludzi zgromadzonych w ogródkach gastronomicznych i przysypiających gdzieś pod lasem już nie chwilami, ale w zasadzie stale więcej było niż pod scenami.

Off Festival przez te wszystkie lata był tym „obowiązkowym” wydarzeniem, na którym nie wypadało nie być. Pamiętam którąś edycję, gdy ten sam weekend musiałem/chciałem spędzić w górach. Mimo to wsiadłem w pożyczony samochód, przejechałem sam 222 km, obejrzałem kilka koncertów i przejechałem z powrotem 222 km. Byle nie było, że nie byłem, bo na Offie trzeba było być. No właśnie: było?

Rola Offa oczywiście musi ewoluować, bo wraz z Arturem Rojkiem nadrobiliśmy to, co było do nadrobienia. I tak jak obowiązkowy Off co roku przyciągał obowiązkowymi koncertami, to w tym roku najbliżej do tego miana było reaktywowanemu Łoskotowi i PJ Harvey. Ten pierwszy historycznie może ważny i muzycznie bardzo dobry, ale czy do wspominania? Ta druga grywała u nas ostatnio, a koncert tylko i aż „profesjonalny”. Już zeszłorocznej Brodce bliżej było do miana wydarzenia wiekopomnego, o Wodeckim nie wspominając.

Można było w ogóle odnieść wrażenie, że większe zaskoczenie/zainteresowanie niż program festiwalu budziły – jak na innych, zwykłych festiwalach? – nowości w foodtrackach.

Być może Off staje się więc festiwalem zwykłym, na którym fajnie być, ale można też nie być, szczególnie gdy znajdzie się w miarę sensowne alibi (dawniej nieobecność usprawiedliwiały tylko jakieś topowe zachodnie alternatywy). I stąd pewnie niebezpieczne, ale jakoś kuszące pytanie – staje się festiwalem, którego mogłoby nie być? Co by się wtedy stało? Gdzie byśmy pojechali? Kto i z czym wskoczyłby w to miejsce?

Oczywiście życzę Offowi kolejnych 88 lat, spędziłem świetny weekend w pięknej okolicy, spotkałem sporo starych znajomych i jeśli mam jechać na jakichś openerowy festiwal za rok, to pewnie znów będzie Off. Ale już bez poczucia, że tam dzieje się muzyka, że jest niezbędny choćby w wymiarze lokalnym. Może się mylę.

*

Głupio się powtarzać, ale dla odnotowania: na liście najlepszych występów w tym roku są znowu nieanglosascy, czyli;

  • Noura Mint Seymali – zaczynała przed pustym namiotem, a kończyła jako wodzirej imprezy dnia; ona tańczyła dłońmi, a publiczność naprawdę, i to mimo słonecznej jeszcze pory
  • Kikagaku Moyo – perfekcyjna retropsychodelia Japończyków idealnie połączyła się z popołudniowym leżakowaniem i dla mnie był to bodaj najprzyjemniejszy moment całego festiwalu, mogliby tak grać cały dzień

Gorzej wypadli „udawani” nieanglosasi, czyli Helado Negro i Janka Nabay, ściągnięci ze Stanów. Ten pierwszy na początku jakoś cieszył, ale w dużej mierze dzięki towarzystwu dwóch złotych yeti.

Fine.


30 utworów z lipca

30 utworów z lipca

Tajlandia, Gruzja, Islandia, Estonia, Filipiny, Japonia, Włochy, Rosja, Ukraina, Finlandia, Liban, Australia, Brazylia itd. itp.

Do posłuchania na Soundcloudzie i wciąż tylko po części na Spotify.

Fine.


Trafiony zatopiony

Trafiony zatopiony

Doczytałem nowy numer „Gazety Magnetofonowej” dopiero do połowy, ale raczej nic nie przebije wydźwięku tego fragmentu:

„Jeśli chodzi o niszowe i ciężko sprzedawalne, cięzko promowalne rzeczy, to bardzo wiele zależy od indywidualnego profilu wytwórni i indywidualnych upodobań. (…)

I jeśli Universal nie ma wykonawców, którzy wygrywali zeszłoroczne rankingi płyt roku, to tylko dlatego, że wybieraliśmy to, co lubimy.”

Jan Kubicki, prezes Universal Music Polska

Wypowiedź pochodzi z dyskusji poświęconej przepaści między polskimi niszami (które „aż kipią od muzyki na światowym poziomie”) a polskim mainstreamem (który „ledwo bulgocze ciekawymi albumami”).

Fine.


Najlepsze letnie festiwale

Najlepsze letnie festiwale

Letnie w rozumieniu północnopółkulowym, bo w Botswanie niby zima. Na pewno niekompletna, ale chyba najbardziej imponujące zestawienie tego rodzaju, jakie widziałem. I gdyby się dało, chętnie według tego planu przeżyłbym to lato (zimę).

Fine.



W połowie drogi

W połowie drogi

Moim największym przegapieniem tego roku jest prawdopodobnie niestawienie się na prawdopodobnie ostatniej edycji Halfway Festival. Zwijanie się sugerują organizatorzy, choć jak ten Tusk: „I’m a dreamer”. A gdybym sam był włodarzem jakiegoś miasta, to skorzystałbym z okazji i zaimportował Halfway tak, jak Katowice sprowadziły sobie gotowego Offa.

Zgodnie z nazwą Halfway próbował przez te sześć edycji odnaleźć się pomiędzy muzyką anglosaską a resztą świata. I to może najtrudniejsze miejsce. Na zachodnie gwiazdy przychodzą tłumy. Na „muzykę świata” także łatwo łowi się ludzi: popatrzmy na wysyp (świetnych) wydarzeń world music tylko z obecnego miesiąca: Ethno Port, Etno Kraków, Globaltica… Halfway jest w zapomnianym „pomiędzy” i blisko mu w tym chyba tylko do lubelskich Innych Brzmień, które skądinąd będą moim kolejnym przegapieniem.

Poza działalnością misyjną, Halfwayowi jestem wdzięczny także prywatnie. Bo chyba z organizatorem jako pierwszym dyskutowałem o czym takim, jak scena beehype, bodaj po zeszłorocznym żarcie primaaprilisowym. I choć poważniej tematu nie pociągnęliśmy, może ta rozmowa była takim wpołowiedrogi do tego, by scenę bihajpową zainaugurować wkrótce gdzie indziej. Szkoda tylko, że Lublana w styczniu bywa naprawdę zimna…

Tymczasem dziś na scenie Halfwaya przedziwna argentyńska Juana Molina, przegapienie największe.

 

Fine..



Może i mój najlepszy wywiad

Może i mój najlepszy wywiad

Choć w sumie nie do końca mój, dlatego się z niego wyciąłem. Panowie pociągnęli rozmowę tak, że wystarczyło pilnować dyktafonu i tylko od czasu do czasu stuknąć krzesiwem.

Dla mnie to było tak naprawdę pierwsze spotkanie ze Zbigniewem Wodeckim – ostatnim był fenomenalny koncert na Off Festivalu. I jak sądzę w tym epizodycznym, ale jakoś uroczystym i niezwykle radosnym spotkaniu z artystą przy okazji jego powrotu do porzuconych marzeń nie byłem osamotniony.

Superową historię podarowali jemu i całej polskiej muzyce popularnej Mitch & Mitch tym swoim odkryciem i wydobyciem młodego Wodeckiego.

MORETTI: Czyli gdyby nie „Pszczółka Maja”…

WODECKI: Byłbym offowym artystą.

 

Fine.