Po pierwsze inspiracja

Po pierwsze inspiracja

Najpierw podziękowanie dla festiwalu Halfway za zaproszenie i organizację karkołomnej dyskusji o muzyce i internecie. I uczestnikom, czyli Agnieszce Słodownik, Halinie Jasonek, Michałowi Turowskiemu i Michałowi Wieczorkowi (notabene troje z nas pięciorga głosowało w bihajpowym Best of 2017 dla Polski). Choćby za próby odpowiedzi na równie karkołomne pytania o wpływ sieci na nasze pisanie, ich granie, i nasze wspólne słuchanie.

Wątków, wniosków i anegdot streszczał nie będę, bo za jeden z nielicznych atutów spotykania się fizycznego w XXI wieku uznaliśmy to, że jeszcze czasem warto być na miejscu. Najważniejszym wnioskiem wydaje mi się jednak teza, którą sam także pozwoliłem sobie poprzeć, że spotkania dodają energii do działania.

Tuż przed Halfwayowym spotkaniem sam wysłałem pierwszy bihajpowy newsletter, a tuż po spotkaniu – czułem to cenne doładowanie akumulatora niezbędne do kontynuowania działań o korzyściach niepewnych. Dzień później dostałem od jednej z osób uczestniczących maila o tym, że nasza dyskusja skłoniła ją do tego i owego. Tak jest!

Uśmiechnąłem się więc do wpisu naszych Fiszkowych programistów z Teonite o konferencji całkiem innej, choć też technologicznej:

Is it to gain knowledge? Yes, of course, but… also meet new people, exchange experience, not only after official part but even during/between presentations! And get INSPIRED!

 

Fine.


Japonia (się) inspiruje

Japonia (się) inspiruje

Niektóre hollywoodzkie zżynki z Japonii można uznać za jak najbardziej wdzięczne i mile widziane. Przykładem animowana „Wielka Szóstka” – hołd dla Hayao Miyazakiego – ale po części także inne inspiracje Studiem Ghibli. Tym bardziej że Japończycy sami lubią pożyczać i remiksować, niektórzy powojenną (pop)kulturę tego kraju uznają za jeden wielki recykling twórców zachodnich.

Gorzej, gdy cytaty są nie tylko dosłowne – jak spadające cyfry z „Matrixa” – ale też decydują jakoś o istocie filmu i sięgają od ogółu do szczegółu. Chyba najbardziej bezczelnym przykładem było „Black Swan”, szczególnie przy doniesieniach, że twórcy filmu skrycie wykupili prawa do korzystania z japońskiego „Perfect Blue”, ale oficjalnie temu zaprzeczali (nie znam stanu tej sprawy na dziś).

Różnice między inspiracjami sympatycznymi a przykrymi ilustruje dla mnie seria anime „Zankyō no Terror”, którą właśnie obejrzałem z ciekawości, cóż reżyser Shinichirō Watanabe robił po najświetniejszej w świecie serii „Samurai Champloo”. Otóż:

– Jak się zainspirował: Główni bohaterowie filmu w miejscach swych niby-terrorystycznych wyczynów pozostawiają napis „Von”. Wkrótce pojawia się informacja, że lubią „muzykę z zimnej północy”. Na końcu, że muzyka ta pochodzi z Islandii.

– Jak zainspirował: Osią serii jest wątek grupki dzieci, na których eksperymenty prowadzi pewna organizacja związana z władzą. Cel: uczynić z nich nadludzi i wykorzystać jako broń. Dwoje z owych dzieci ucieka i po jakimś czasie robi nieco zamieszania. Nie mają imion, nazywają się „dziewiątka” i „dwunastka”, jest jeszcze „piątka”. A więc w ogóle i w szczególe „Stranger Things”.

Bez owych numerowanych dzieciaków nie byłoby „Stranger Things”. Za to Watanabemu cytowanie Sigur Rós nie było do niczego potrzebne, po prostu oddał fanowski hołd, trochą jak to robi Haruki Murakami. Poszczególnym gatunkom muzycznym Watanabe poświęcał zresztą już wcześniej kolejne odcinki „Cowboy Bebop”, a w najlepszym odcinku „Samurai Champloo” chodzi o hip-hop.

Co zabawne, Watanabe najczęściej wydaje się inspirować samym sobą. I w „Cowboy Bebop”, i w „Samurai Champloo”, i w „Zankyō no Terror” mamy poniekąd ten sam zestaw postaci: ich dwóch i ona. I zupełnie nie szkodzi.

 

Fine.


Math-pop i specyfiki lokalne

Math-pop i specyfiki lokalne

Jednym z naszych największych objawień bihajpowych było odkrycie, że rozmaite gatunki muzyczne mają swoje pomniejsze rozmaitości w poszczególnych regionach świata.

Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów jest nowa elektronika z Bliskiego Wschodu, która współczesne, „globalne” brzmienia miesza z zakurzonymi arabskimi tematami. Latynosi z kolei w swoją laptopową cyfryzację wstrzyknęli rdzenne rytmy. Oba te miksy są czymś unikatowym w skali świata i już przez to bezcennym, ale przynajmniej dla mnie – po prostu niebywale przyjemnym.

Taką też swoistość okazał się mieć math-rock z Azji, szczególnie Azji Południowo-Wschodniej i częściowo tej posługującej się znakami. Zupełnie niespodziewanie, bo tym razem nie chodzi wprost o cytowanie kultury lokalnej. Chyba mniej wprost przenika do tej muzyki natura samych mieszkańców.

W Europie czy Stanach math-rock kojarzy się raczej z ponurymi, molowymi, ciężkimi od mocnych przesterów rzeczami z pogranicza rocka i metalu. Tam – kolory, lekkość i słońce. Bardziej więc math-pop.

Tyle gadania, zapraszam do słuchania.

Fine.


Praca zespołowa

Praca zespołowa

Z jednej strony playlista za kwiecień i maj. Z drugiej nasze rekomendacje festiwalowe zdookołaświata, w tym podwójny akcent polski.

Mamy nadzieję coraz częściej korzystać z formuły pracy zespołowej i – skoro RODO powoli cichnie – wystartować też z bihajpowym newsletterem. Gdyby ktoś był zainteresowany, można dać znać mailem albo w komentarzu.

 

Fine.


50 utworów na 100 dni

50 utworów na 100 dni

Japonia, Luksemburg, Portugalia, Turcja, Słowenia, Francja, Austria, Wyspy Owcze, Szwecja, Brazylia, Polska, Portoryka, Rumunia, Niemcy, Ukraina, Chile…

…i jeszcze trochę na Spotify oraz Soundcloudzie.

Fine.


Czy lubi pan Talk Talk?

Czy lubi pan Talk Talk?

Cześć!

Nazywam się Mariusz Herma i koordynuję serwis beehype prowadzony przez około 100 dziennikarzy muzycznych z całego świata.

Chciałem tylko powiedzieć, że spośród setek (tysięcy?) płyt ze wszystkich kontynentów, jakie słyszałem w ubiegłym roku, „Recomeçar” jest dla mnie tą najpiękniejszą. Dziękuję!

Przy okazji mam małe pytanie: czy znasz muzykę Talk Talk? A jeśli tak, czy mógłbyś powiedzieć, co o niej myślisz, jakie masz doświadczenia z tą grupą?

Pytam, bo co roku piszę o nich krótki esej i byłem ciekaw, czy pomiędzy twoją twórczością a twórczością Talk Talk jest jakaś nić.

No i nie odpisał. Co robić, posłuchajmy?

Fine.


Muzyka się sama obroni

Muzyka się sama obroni

Poczucie zakończenia pewnego etapu mam po rekordowym Best of 2017, które nałożyło się na pierwsze bihajpowe wejście do realu podczas festiwalu MENT.

Skumulowane podsumowania roku w skali makro pokazują, gdzie jest muzyka (=wszędzie). A wydarzenia na MENT – od prezentacji 12 teledysków z 11 krajów przez panel językowy z udziałem dziesięciu korespondentów aż po cudowny występ Maniuchy i Ksawerego naprzeciw zahipnotyzowanej publiczności zewsząd, na czele z naszymi korespondentami z Chin, Belgii czy Grecji – punktowo uświadamiały to samo obecnym w Lublanie.

Pytanie o przyjęcie naszej hiperlokalnej polskiej dwójki na festiwalu zupełnie nie worldmusicowym najbardziej mnie stresowało, mimo pozytywnego odbioru nagrań studyjnych w gronie bihajpowym (stąd decyzja o zaproszeniu właśnie ich). Ale jak to po kolejnym potężnym aplauzie powiedział Artur: „Dobra muzyka zawsze się obroni”.

Za LiveBeijingMusic:

(…) the vocal and double bass duo Maniucha & Ksawery who combined jazz improvisation with the traditional songs from the Polesia region in Ukraine – a brilliantly executed set that combined so many different aspects from, storytelling to preservation.


Gdyby ktoś się wybierał do Słowenii

Gdyby ktoś się wybierał do Słowenii

To zapraszamy na trzy wydarzenia beehype na festiwalu MENT Ljubljana, który właśnie otrzymał tytuły Best Small Festival oraz Best Indoor Festival od jurorów festiwalowego stowarzyszenia Yourope.

Co to będzie:

scena beehypeAntropoloops (Hiszpania), Maniucha i Ksawery (Polska) oraz Katja Šulc (Słowenia).

panel beehype: Języki i muzyka – 5-minutowe prezentacje 10 korespondentów bihajpa z Europy, Azji i Bliskiego Wschodu oraz doświadczenia osobiste artystów (Maniucha i Katja)

teledyski beehype: Pokaz 10 najlepszych klipów, na jakie trafiliśmy przez te wszystkie lata.

Więcej informacji tutaj. I tak, jestem, jesteśmy dosyć podekscytowani.


101 utworów z 2017

101 utworów z 2017

People with strong Input talents bring tools that can facilitate growth and performance. They love to provide relevant and tangible help to others.

Their resourcefulness and curiosity lead them to store knowledge that can be culled and shared.

W ciągu ostatnich dwóch last dwukrotnie robiłem sobie test Gallupa (polecam!) i w obu przypadkach cechą dominującą wychodził mi Input.

Tłumaczy wiele spraw w moim życiu, od zajęć z dzieciństwa po dziennikarstwo, a w przypadku tego bloga doskonałą ilustracją tej cechy były Kioski. Inputem jest też bihajp, w istocie wielki katalog muzycznego piękna skądinąd.

Jedyną rzeczą, którą inputowcy lubią bardziej od gromadzenia, selekcjonowania i hierarchizowania wartościowych rzeczy – jest dzielenie się nimi. Dlatego odczuwam niemal fizyczną przyjemność, podsuwając Wam ten link.