50 utworów na 100 dni

50 utworów na 100 dni

Japonia, Luksemburg, Portugalia, Turcja, Słowenia, Francja, Austria, Wyspy Owcze, Szwecja, Brazylia, Polska, Portoryka, Rumunia, Niemcy, Ukraina, Chile…

…i jeszcze trochę na Spotify oraz Soundcloudzie.

Fine.


Czy lubi pan Talk Talk?

Czy lubi pan Talk Talk?

Cześć!

Nazywam się Mariusz Herma i koordynuję serwis beehype prowadzony przez około 100 dziennikarzy muzycznych z całego świata.

Chciałem tylko powiedzieć, że spośród setek (tysięcy?) płyt ze wszystkich kontynentów, jakie słyszałem w ubiegłym roku, „Recomeçar” jest dla mnie tą najpiękniejszą. Dziękuję!

Przy okazji mam małe pytanie: czy znasz muzykę Talk Talk? A jeśli tak, czy mógłbyś powiedzieć, co o niej myślisz, jakie masz doświadczenia z tą grupą?

Pytam, bo co roku piszę o nich krótki esej i byłem ciekaw, czy pomiędzy twoją twórczością a twórczością Talk Talk jest jakaś nić.

No i nie odpisał. Co robić, posłuchajmy?

Fine.


Muzyka się sama obroni

Muzyka się sama obroni

Poczucie zakończenia pewnego etapu mam po rekordowym Best of 2017, które nałożyło się na pierwsze bihajpowe wejście do realu podczas festiwalu MENT.

Skumulowane podsumowania roku w skali makro pokazują, gdzie jest muzyka (=wszędzie). A wydarzenia na MENT – od prezentacji 12 teledysków z 11 krajów przez panel językowy z udziałem dziesięciu korespondentów aż po cudowny występ Maniuchy i Ksawerego naprzeciw zahipnotyzowanej publiczności zewsząd, na czele z naszymi korespondentami z Chin, Belgii czy Grecji – punktowo uświadamiały to samo obecnym w Lublanie.

Pytanie o przyjęcie naszej hiperlokalnej polskiej dwójki na festiwalu zupełnie nie worldmusicowym najbardziej mnie stresowało, mimo pozytywnego odbioru nagrań studyjnych w gronie bihajpowym (stąd decyzja o zaproszeniu właśnie ich). Ale jak to po kolejnym potężnym aplauzie powiedział Artur: „Dobra muzyka zawsze się obroni”.

Za LiveBeijingMusic:

(…) the vocal and double bass duo Maniucha & Ksawery who combined jazz improvisation with the traditional songs from the Polesia region in Ukraine – a brilliantly executed set that combined so many different aspects from, storytelling to preservation.


Gdyby ktoś się wybierał do Słowenii

Gdyby ktoś się wybierał do Słowenii

To zapraszamy na trzy wydarzenia beehype na festiwalu MENT Ljubljana, który właśnie otrzymał tytuły Best Small Festival oraz Best Indoor Festival od jurorów festiwalowego stowarzyszenia Yourope.

Co to będzie:

🐝 scena beehypeAntropoloops (Hiszpania), Maniucha i Ksawery (Polska) oraz Katja Šulc (Słowenia).

🐝 panel beehype: Języki i muzyka – 5-minutowe prezentacje 10 korespondentów bihajpa z Europy, Azji i Bliskiego Wschodu oraz doświadczenia osobiste artystów (Maniucha i Katja)

🐝 teledyski beehype: Pokaz 10 najlepszych klipów, na jakie trafiliśmy przez te wszystkie lata.

Więcej informacji tutaj. I tak, jestem, jesteśmy dosyć podekscytowani.


101 utworów z 2017

101 utworów z 2017

People with strong Input talents bring tools that can facilitate growth and performance. They love to provide relevant and tangible help to others.

Their resourcefulness and curiosity lead them to store knowledge that can be culled and shared.

W ciągu ostatnich dwóch last dwukrotnie robiłem sobie test Gallupa (polecam!) i w obu przypadkach cechą dominującą wychodził mi Input.

Tłumaczy wiele spraw w moim życiu, od zajęć z dzieciństwa po dziennikarstwo, a w przypadku tego bloga doskonałą ilustracją tej cechy były Kioski. Inputem jest też bihajp, w istocie wielki katalog muzycznego piękna skądinąd.

Jedyną rzeczą, którą inputowcy lubią bardziej od gromadzenia, selekcjonowania i hierarchizowania wartościowych rzeczy – jest dzielenie się nimi. Dlatego odczuwam niemal fizyczną przyjemność, podsuwając Wam ten link.

 


Tego nie przeżyjesz: Japoński hardkor w pigułce

Tego nie przeżyjesz: Japoński hardkor w pigułce

Pod taką nazwą spontanicznie zrodził się pomysł na prezentację japońskich ekstremów w ramach unikatowego w skali kraju, kontynentu, może i świata festiwalu Radio Azja.

Festiwal rozpoczyna się w niedzielę 17 grudnia, i tego samego dnia wspólnie z Arturem Szareckim będziemy próbowali przegnać śmiałków prezentacją tuzina pogiętych klipów z naszej bodaj ulubionej sceny świata:

Od ekstremalnego metalu z udziałem nastoletnich dziewcząt, przez awangardowe wariactwo, zmutowany rock, dekonstrukcyjne kowery anglosaskich klasyków, aż po bastard jazz oraz piłowanie wiolonczeli w wykonaniu mistrza muzycznego performansu.

Przy okazji sprawdzimy, czy prezentowane ekstrema mówią nam coś o japońskiej kulturze i społeczeństwie, czy też są zjawiskami zupełnie osobnymi – lub nie występują wyłącznie w Japonii.

Kiedy: Niedziela 17 grudnia, godz 16:00
Gdzie: CSW / Laboratorium w Warszawie
Cena: Wstęp wolny


Scena beehype

Scena beehype

Słyszy się czasem, że jeśli masz jakiś pomysł, marzenie, cel – szczególnie taki na granicy wykonalności – realizację najlepiej zacząć od opowiadania o nim. Z jednej strony znajomi zaczną cię wkrótce nagabywać, „jak tam twój pomysł”. Głupio wciąż odpowiadać, że nijak, więc będzie cię to mobilizować. Z drugiej strony można trafić na kogoś, kto będzie mógł i chciał pomóc, może się przyłączy, a może wręcz zrobi to za ciebie.

Tak też było z bihajpem, a teraz – z bihajpową sceną.

Najpierw rozpowiadałem o pomyśle na serwis, a potem musiałem między spotkaniami ze znajomymi zrobić minimum postępów, żeby nie było wstydu. „W tym tygodniu zwerbowałem Brazylijczyka i Greka” – fajnie było coś takiego ogłosić. Ze znajomym programistą, kumplem jeszcze z liceum, który miał własny szalony pomysł internetowy, umówiliśmy się nawet na cotygodniowe skype’y, by wzajemnie zdawać sobie relację z postępów. Sam bihajp był jednak czymś, co poniekąd mogłem zrobić „własnoręcznie” – pomijając kodowanie strony.

Po odpaleniu serwisu stopniowo zaczął się jednak rodzić pomysł przeniesienia bihajpowych odkryć do realnego świata. W materii festiwalowej moje doświadczenie i kompetencje wynoszą jednak zero – dysponowałem tylko przekonaniem, że dzięki stuosobowemu globalnemu mózgowi bihajpa możemy zaproponować niesztampowy, odlotowy zestaw artystów z miejsc nieoczywistych. Tutaj więc zaczęła się strategia drugiego typu: gadania o tym pomyśle ludziom bardziej zorientowanym. Nawet na blogu pozwoliłem sobie na małą wrzutkę, która była czymś więcej niż tylko żartem kwietniowym. A nuż ktoś podchwyci?

Podchwycił kilka miesięcy temu Andraž Kajzer, twórca znakomitego festiwalu MENT Ljubljana, którą to imprezę – los się teraz uśmiecha – opisywałem tutaj swego czasu w poście zatytułowanym „Gdybym organizował festiwal muzyczny„. Andraž jest zarazem bihajpowym korespondentem w Słowenii, więc wszystko pasuje. Jeden wieczór w jednym festiwalowym klubie ma być więc nasz, a oprócz tego panel konferencyjny o lokalnych językach w muzyce, pokaz najlepszych nieanglosaskich teledysków z ostatnich lat, może językowa składanka, no i rodzinny miting.

Gdy wieść o słoweńskiej scenie zaczęła się nieść, parę osób stwierdziło, że debiut festiwalowej sceny serwisu narodzonego w Polsce także powinien był się odbyć w Polsce. Na to już trochę za późno, ale gdyby ktoś chciał pociągnąć temat… Tak tylko mówię.



Najlepsze Skrzyżowanie?

Najlepsze Skrzyżowanie?

Tydzień po zakończeniu tegorocznego Skrzyżowania Kultur wciąż pozostaje we mnie poczucie, że należało do najlepszych, w jakich uczestniczyłem – a miałem szczęście być na większości z trzynastu dotychczasowych.

Niby nie było takich spektakularnych koncertów jak – przed wielu laty – Alim Qasimov, Aynur Dogan, Mayra Andrade, Ladysmith Black Mambazo czy ostatnio Ester Rada, imponująca wykonawczo. Ale nie było też pseudofolkowej maskarady, która w ostatnich latach dość często skłaniała do ewakuacji jeszcze w trakcie pierwszego utworu. Czy zwykłej nudy.

Było więc bardzo równo, może najrówniej dotąd: bez wspomnień na całe życie, ale i bez ewidentnych pomyłek.

Wspaniale zaczęła Kolumbijka Marta Gomez, łącząc słodycz muzyczną utworów i takież wykonanie z zaangażowaną tematyką, w którą nas przed prawie każdym utworem wprowadzała.

Imponujące były Indie w obu odsłonach: instrumentalnym-wirtuzerskim (Purbayan Chatterjee) oraz odjechanym-wokalnym (siostry Ranjani & Gayatri). Dzięki nim wróciło częste w przypadku tego festiwalu poczucie obcowania z niebywałymi profesjonalistami, którzy tysiące godzin poświęcili na doskonalenie fachu. Tacy „najlepsi na świecie” w swoich działkach.

Odkryciem festiwalu było dla mnie jednak spotkanie naszych lokalnych debeściaków, czyli Adama Struga z Warszawską Orkiestrą Sentymentalną, których talenty się nie tyle dodały, co spotęgowały. Szczególnie że wchodziłem do namiotu z przekonaniem, że to nie moja muzyka – a zaraz potem kiwałem się wspólnie z setkami osób w wieku dwa razy moim.

Eksperymenty festiwalu – Kapela ze Wsi Warszawa z również niemłodymi gośćmi z Mazowsza, odjechany czwartek z udziałem tureckiej Baby Zuli, łączącego prostą Afrykę z imprezką Kondi Band oraz kolumbijskiego Meridian Brothers – też nie zaszkodziły. Choć ci ostatni zrobili coś niebywale głupiego i swój najbardziej pogięty utwór „Delirio” zagrali na samym wstępie. Czym natychmiast przepędzili z namiotu 1/4 publiczności. A przecież resztę dałoby się znieść.

Wreszcie pewną niespodziankę przyniósł dzień ostatni: wyczekiwana Aziza Brahim imponowała wokalnie, ale wrócił znany i nielubiany syndrom ciekawego niebiałego artysty z nieciekawym białym zespołem. Progrockowe solówki do pieśni ludu Sahrawi? Był jeden cudowny moment tego koncertu: gdy została na scenie sama z bębniarzem. Bez niego byłoby jeszcze lepiej.

Pierwszą połowę finałowego wieczoru spędziliśmy z innym czarno-białym połączeniem, czyli malijsko-francuskim duetem Ballaké Sissoko & Vincent Segal. Ewidentnie ten drugi przewodzi parze i to raczej jego pasje zaspokajają na scenie (grając muzykę nie tylko afrykańską). Jednak atmosfera, wyobraźnia i – znowu – poziom wykonawczy podarowały nam jedną z najprzyjemniejszych godzin festiwalu.

Skrzyżowania Kultur co roku kończę z myślą „widzimy się za rok”, ale tym razem jakoś bardziej.

Fotki z FB Festiwalu.

Fine.


Playlista wrześniowa

Playlista wrześniowa

Do usłyszenia na Soundcloudzie i (wciąż w mocno limitowanej wersji) na Spotify.

Często mam tak, że przy gromadzeniu tych utworów w ciągu miesiąca mam wątpliwości, czy naprawdę jest się czym dzielić. A potem słyszy się tę pierwszą dziesiątkę razem, piękno obok piękna, i same endorfiny zamykają temat.

Słonecznej jesieni!

Fine.