Busking

Busking 28.03.2015 — Skomentuj

Kiedyś na deptaku wzdłuż Tamizy trafiłem na zakaz buskingu, a jako że nikt go akurat nie łamał, to dopiero słownik mi wyjaśnił, że chodzi o grajków ulicznych. Wcześniej, jakoś na początku studiów, chodził mi po głowie pomysł objechania z akustykiem Europy i finansowania podróży rzępoleniem.

Jeden z zawodowych buskingowców właśnie dokładnie rozpisał, jak to wygląda w praktyce – przynajmniej w San Francisco. Polecam cały tekst z radami dotyczącymi właściwego timingu i wyboru lokalizacji, a oto esencja:

Session 1: Friday, 3-5pm, $42

Session 2: Friday, 8-9pm, $117

Session 3: Saturday, 1-2pm, $37

Session 4: Monday, 12-2pm, $3

Session 5: Friday. 8-9pm, $63

Session 6: Sunday (Monday Holiday), 5-6pm, $61

Session 7: Sunday (Monday Holiday), 8-9pm, $57

Session 8: Friday, 8-10pm, $98

Session 9: Saturday, 6-6:30pm, $2

Session 10: Saturday, 9-10pm, $52

Fine.


Znów Islandia

Znów Islandia 27.03.2015 — Skomentuj

Rozmawiałem z Rakel Mjöll, piękniejszą połową nowego islandzkiego duetu Halleluwah, który swoją nazwę zaczerpnął z utworu Can, ale inspiracje zewsząd – jak pokazuje ich świetny debiutancki singiel dołączony do naszego wywiadu.

Debiut pełnometrażowy, zatytułowany po prostu „Halleluwah”, wydali kilka dni temu w Islandii, wkrótce powinien jednak wyemigrować.

Fine.


Inspirowani wiosną

Inspirowani wiosną 21.03.2015 — 8 komentarzy

Z całym niesionym przez siebie optymizmem w pierwszy dzień wiosny wybrzmiało „The Colour of Spring”, a za nim reszta dyskografii Talk Talk. Byle zdążyć ze wszystkim przed północą mimo 500 km wciśniętych między kruchy tenor Joy be written upon the earth a filigranowy falset Hear it in my spirit. Ostatecznie udało się nawet co nieco zarepetować.

*

Niespełna dwa tygodnie temu 33 muzyków wyznało zbiorowo miłość Radiohead, wymieniając swoje ukochane utwory grupy wraz z uzasadnieniami. Co ciekawe, nadspodziewanie często padały tytuły spoza supertandemu „OK Computer”/„Kid A”.

Ed Droste z Grizzly Bear odnalazł u Yorke’a ukojenie. Merrill Garbus z tUnE-yArDs światem własnych dźwięków zespół otworzył uszy na wszechświat dźwięków wszelakich. Robin Pecknold z Fleet Foxes zszedł w swym zachwycie do mikroskali. W skali makro o jakości piosenek, brzmieniu gitar i „niesamowitym śpiewie” krótko pisze J Mascis z Dinosaur Jr. Skrillexa zaciekawili teledyskiem. Dla Wayne’a Coyne’a z The Flaming Lips byli cool.

Jeśli wśród słuchaczy Radiohead „każdy znajdzie coś dla siebie”, bo to między innymi w recenzjach ich płyt zarzynano tę nie tak głupią przecież puentę, to w gronie grającym każdy potrafił coś innego dla siebie ukraść. A niektórych Brytyjczycy do złodziejstwa (nazywanego także muzykowaniem) w ogóle skłonili.

Nagrali osiem płyt. Ile zainspirowali?

*

Talk Talk wydali płyt pięć, w tym trzy doniosłe, więc pod względem płodności (zainspirowane a nagrane) wypadają pewnie nie gorzej niż młodsi koledzy z Oksfordu, którzy zaczynali nagrywać dokładnie wtedy, gdy londyńczycy kończyli. Zaryzykuję, że wypadają wręcz nieporównywalnie lepiej, bo i dorobek Radiohead idzie częściowo na ich konto – nawet jeśli przez pośredników.

W wydanej dwa i pół roku temu książce „Spirit of Talk Talk” hołd Hollisowi i jego kompanii składa ponad sto osób. Od Roberta Planta, Richarda Wrighta i Alana Wildera po Richarda Barbieriego z Japan i Porcupine Tree, Jamesa Lavelle’a z UNKLE, Seana Careya z Bon Iver, Steve’a Hogartha z Marillion, Guya Garveya z Elbow, Reinego Fiske z Dungen, Grahama Suttona z Bark Psychosis, Tima Bownessa z no-man i jednego z dźwiękowców Sigur Rós.

Zastanawiam się czasem, jak się żyje ze świadomością autorstwa czegoś tak niebywale pięknego, jak dyskografia Talk Talk. Odpowiedź poniekąd znamy: jest nią siedemnastoletnie już milczenie Hollisa. Tyle że na tych trzech, pięciu płytach scheda grupy dopiero się zaczyna. Led Zeppelin, Pink Floyd i Depeche Mode bez Talk Talk by sobie poradzili. Ale pozostali wymienieni?

Półtora tysiąca wyników daje wyszukiwanie samej tylko frazy inspired by talk talk.

*

Drzewa z okładek „Spirit of Eden” i „Laughing Stock”, w których koronach gnieżdżą się przedziwne ptaki i inne stworzenia, okazały się prorocze. Nawet gdy po płyty Talk Talk sięga się raz do roku, to przecież po to, by uświadomić sobie, że słucha się ich codziennie.

Tak też najstarsza tradycja Ziemi Niczyjej, rozpoczęta w 2009 roku i podtrzymywana w 2010, 2011, 2012 i 2013 roku, w ubiegłym pauzowała tylko pozornie. Może i ptaki rozpierzchły się nieco, a w ich miejsce gałęzie obsiadły pszczoły, ale drzewo to samo.

Fine.

 


Rosja

Rosja 13.03.2015 — 4 komentarzy

Zacząłem się martwić. Bo najpierw zniknął nasz stały korespondent – po prostu przestał odpowiadać na maile, choć przecież mógłby powiedzieć, że jest zajęty i tyle. Ale komunikacja się urwała.

Potem umówiłem się na wywiad z Naadią (наадя) zachwycony pewną piosenką. Nie dość, że liderka zespołu zgodziła się na rozmowę, to w swym entuzjazmie chciała nam też skompilować rosyjskie podsumowanie 2014 roku. Ale nagle zamilkła.

Dlatego szalenie cieszę się z zakończonej happy endem wymiany maili z Marią Teryaewą, gitarzystką w zespole Naadia, nagrywającą też solo pod uroczym pseudonimem Dub I Prosto Derevo (Дуб и просто дерево). Kolejna scena do odkrycia, choć teraz jakby trudniej.

Fine.

 


Jak pomóc (zagranicznym) dziennikarzom

Jak pomóc (zagranicznym) dziennikarzom 06.03.2015 — Jeden komentarz

W ciągu prawie roku udało nam się zaprezentować na bihajpie około 700 artystów z ponad stu krajów. Każdy wpis zawierał zazwyczaj parę zdań na temat danego wykonawcy, czasem dłuższy tekst lub wywiad. Do tego dochodzi kolejnych kilkuset wykonawców, którzy pojawili się w podsumowaniach 2014 roku – z podobnymi minikomentarzami.

Korespondenci nasi różnie radzą sobie z językiem angielskim. Wiele notek wymaga redakcji, uzupełnienia, przetłumaczenia, wręcz napisania od nowa. Normalnie cały proces zajmuje kilkanaście minut. Ale bywa, że prezentujemy postacie dosyć egzotyczne i mało znane nawet wśród lokalsów, wówczas nad kilkoma zdaniami ślęczy się nawet kilka godzin.

Swego czasu Jarek Szubrycht proponował przepis na sukces w branży muzycznej. Nieco skromniej chciałbym zasugerować, jak ułatwić życie zagranicznym pismakom, którzy a nuż zechcą napisać o twoim zespole kilka zdań. Chodzi o zupełnie podstawowe rzeczy, ale uwierzcie, nie piszę bez powodu.

1. Bio

W języku angielskim. Skąd jesteście, ilu was jest, kto na czym gra, coście razem nagrali, ewentualne ciekawostki, które każdy dziennikarz będzie chciał i wręcz musiał powtórzyć (patrz: theAngelcy). Wszystko to najlepiej umieścić i na Facebooku, i na Soundcloudzie, na stronie, wszędzie.

Jeśli dotarcie do tak podstawowych informacji zajmie dziennikarzowi godzinę – przeszukiwanie lokalnych serwisów i tłumaczenie ich notek czy wywiadów to naprawdę czasochłonne zajęcie – wówczas na ambitniejsze treści może zabraknąć mu czasu i sił.

Na pewno warto nie skazywać obcokrajowców na posługiwanie się Google Translate. Jeśli nie z litości, to żeby później nie słać sprostowań.

2. Zdjęcia

Albo choć jedno zdjęcie. Grafika. Rysunek. W ostateczności okładka w wersji bez napisów. Cokolwiek, co będzie można wstawić w obowiązkowe zazwyczaj pole pt. ilustracja i nie oszpecić przy tym swojego serwisu czy bloga.

Pisał o tym Jarek Szubrycht w ostatnim punkcie wspomnianego dekalogu. Dodam tylko, że printscreenowanie teledysków w polowaniu na nierozmazany kadr, bo zespół wciągu dwóch lat nie dorobił się sensownej fotki, to najbardziej uciążliwy element całej tej zabawy.

Zdjęcia „dla mediów” poza własną stroną najlepiej umieścić w fejsbukowej zakładce „profile photos”, tak żeby nie trzeba było się przedzierać przez cały stream komórkowych fotek z koncertów, imprez i wakacji.

3. Profile wszędzie

Na Bandcampie oraz na Soundcloudzie. Na Facebooku oraz na Twitterze. Teledyski na YouTube oraz Vimeo. Spotify i Deezer. Instagram i Pinterest też nie zaszkodzą. Prosta strona oficjalna takoż. Mówi to człowiek, który rok temu założył konto na Twitterze, a fejsbuka dalej nie używa.

Po pierwsze, ludzie mają różne preferencje i nigdy nie wiecie, którędy wieść się poniesie. Po drugie, poszczególne portale mają różne funkcjonalności. Bandcamp jest fajny i pozwala zarabiać, za to na Soundcloudzie łatwo repostować i robić playlisty. Po trzecie, dostęp. W wielu krajach latynoskich czy azjatyckich Facebook nie jest zbyt popularny, a gdzieniegdzie zakazany. Poza Chinami Twitter ma ostatnio problemy chociażby w Turcji. Powoli zamyka się Rosja. A mimo ekspansji serwisy streamingowe wciąż różnią się zasięgiem geograficznym.

Nie chodzi o podlizywanie się gawiedzi, której nie chce się wykonać dodatkowego kliknięcia, tylko fundamentalną dostępność – tak jak dawniej trzeba było zadbać, by płyta w ogóle pojawiła się na sklepowych półkach. I o pomoc tym, którzy bardzo chcą umieścić was na szczycie swojej listy najlepszych utworów roku na Soundcloudzie, ale np. wrzuciliście kawałek tylko na Bandcampa.

4. Kontakt

Czasem chcemy o coś dopytać, zrobić krótki wywiad, poprosić o zdjęcie – a artyści zazwyczaj chętnie pomagają. O ile uda się do nich dotrzeć.

Staroświecki e-mail wciąż pozostaje kanałem obowiązkowym, bo nie wszyscy – znów – mają Facebooka. Jeśli wolicie nie podawać bezpośrednich namiarów, umieśćcie na stronie i portalach społecznościowych kontakt do agenta, wytwórni, oddanego fana.

Jeśli podacie e-mail… sprawdzajcie go. W grudniu wysłałem do indonezyjskiego zespołu Matajiwa prośbę o zdjęcie, z którego moglibyśmy skorzystać. Odpisali 7 dni temu.

5. Tłumaczenia

Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej kibicuję językom lokalnym, do śpiewania po polsku jednak zachęcać nie zamierzam – co kto lubi. Jeśli jednak już wybierzecie ojczysty język, warto przetłumaczyć chociaż tytuł płyty, może nawet również poszczególnych utworów. By uprzedzić ewentualne pomyłki wynikające z dwuznaczności (albo wciąż wątpliwej intuicji Google Translate).

Jeśli ma to znaczenie albo chociaż walor humorystyczny, warto dorzucić tłumaczenie nazwy zespołu. Piszemy dzisiaj o przyjemnym tureckim zespole Son Feci Bisiklet. I jak tu nie wspomnieć, że nazwa ta oznacza Ostatni Fatalny Rower?

Fine.


Best Youth

Best Youth 04.03.2015 — Jeden komentarz

Portugalski indie/dream popowy duet, który w 2011 roku wydał obiecującą i szybko nagłośnioną EP-kę, a następnie… zamilkł.

We were supposed to release our album right after that but the truth is, we had been writing it since the first EP came out and when we got to the studio we felt the songs didn’t really reflect what we wanted anymore.

Wreszcie należycie debiutują, na bihajpie krótka rozmowa.

Fine.


Maseckiego „Mazurki”

Maseckiego „Mazurki” 27.02.2015 — Skomentuj

O muzyce Marcina Maseckiego mówiło się ostatnio w kontekście „estetyki pomyłki”, którą z kolegą zamieniliśmy kiedyś na erroryzm. Czyli starannie zaplanowane i wyćwiczone potknięcia. Po premierze jego „Mazurków” należałoby, przez analogię, mówić o amatoryzmie.

Po Studiu im. Lutosławskiego głośniej rozchodziło się samo walenie w klawisze pianina niż to, co Masecki wydobywał nimi ze strun. Wszystkie utwory zaczynał kwadratowo i tak też je kończył – tyle że znacznie głośniej. Ale pod tymi wprawkami upakował bodaj wszystkie swoje dotychczasowe doświadczenia. Polskę ludową przerabiał w granie a to Bachowe, a to Reichowe, w improwizacje jazzowe i w transy parkietowe. Żartował stale, acz z umiarem – głównie zresztą prawą nogą, która wyrywała mu się do tańca. Na bis zdekonstruował mazurek Chopina.

Nie sprawdzałem jeszcze, jak będzie się tych zmasakrowanych mazurków słuchało z wydanej przez For Tune płyty, bez oglądania amatorskich męczarni i uniesień. Na żywo było to doświadczenie równie intensywne, jak wykonania zeszłorocznej Symfonii nr 1 „Zwycięstwo” z zacną Orkiestrą OSP w Słupcy. Dobra wiadomość: obecnie ćwiczą razem kompozycję „Swag”.

Zapowiadając koncert, Mariusz Adamiak powiedział, że każdy swój pomysł Masecki zamienia w sukces. Nie wiem, czy to właściwe słowo, na pewno w przeżycie.

Fine.


Tricot

Tricot 24.02.2015 — 5 komentarzy

Gdybym układał line-up festiwalu rockowego, zacząłbym od tego japońskiego tria. Notabene bardzo chcieliby przyjechać do Polski…

Fine.

 


Konkurs Polskich Krytyków Muzycznych

Konkurs Polskich Krytyków Muzycznych 21.02.2015 — Skomentuj

Że zacytuję:

Do 25 lutego można zgłaszać teksty do organizowanego przez Fundację MEAKULTURA Konkursu Polskich Krytyków Muzycznych „KROPKA”. Mogą być to zarówno artykuły opublikowane w prasie, jak również teksty zamieszczone na blogu.

Wybrany tekst należy przesłać na adres: kropka@fundacjameakultura.pl

Konkurs jest otwarty na wszystkie gatunki i style muzyczne. Interesują nas także różnorodne formy wypowiedzi – m.in. recenzje, eseje, felietony czy wpisy na blogu. Nadesłane prace zostaną ocenione przez jury w składzie: Daniel Cichy (przewodniczący jury), Joanna Grotkowska, Anna Chęćka-Gotkowicz, Weronika Grozdew-Kołacińska, Piotr Metz, Miłosz Bembinow, Mariusz Herma.

Nagrody (statuetki i dyplom) zostaną przyznane w trzech kategoriach:

1. Nagroda Główna za najlepszy tekst o muzyce opublikowany w roku 2014 – w tej kategorii przewidziane zostały trzy równorzędne nagrody.

2. Wyróżnienia:
– dla debiutanta, czyli osoby, która nie ukończyła studiów związanych z muzyką oraz nie działa zawodowo w sferze publicystycznej;
– dla blogera, czyli osoby, która prowadzi w Internecie blog w języku polskim o tematyce muzycznej.

3. Nagroda Specjalna za tekst o muzyce polskiej opublikowany poza granicami kraju.

W tym roku przewidziana jest także Nagroda Redaktora Naczelnego PWM.

Ogłoszenie wyników konkursu nastąpi 9 kwietnia, a uroczyste rozdanie nagród odbędzie się 10 maja w siedzibie Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, podczas Warszawskich Spotkań Muzycznych.

Szczegóły konkursu na stronie: fundacjameakultura.pl/kropka

Wydaje się, że mam w jury reprezentować blogosferę, blogosferę więc szczególnie zachęcam. Statuetka jak winyl bez gramofonu – niby na nic, a cieszy.

Fine.