Felieton

Dzieje się

Dzieje się

Wbrew pozorom i ciszy na Ziemi – słuchamy, zbieramy, a nawet pojawiło się po najdłuższej przerwie zaproszenie na konferencję muzyczną / showcase. Czas pokaże, czy uda się z niego skorzystać, bo Delta u bram.

Niezmiennie polecam playlisty bihajpowe, bo to esencja naszej prac… pasji. I kalejdoskop sylab z całego świata. Polecam też uwadze nasz newsletter, który zgodnie ze standardami światowymi staje się głównym kanałem łączności ze słuchaczami i obejściem algorytmów mediów społecznościowych, pokazujących nasze wpisy jakiejś 1/15 niby śledzących.

No i nasze konto na Spotify, dobiliśmy właśnie 1333 obserwatorów.

A co do poprzedniego wpisu o współczesnej payoli, zrodził się z tego większy tekst, będę wnet linkował między górskimi bieganiami.

 


Kup pan spota

Kup pan spota

Zaczęło się tak:

Hey, I am inquiring about placement pricing for your spotify playlist. I am looking for a one month placement for my artist [tutaj nazwisko artystki]. How much is the pricing ?

 

Ten konkretny mail został wysłany do 492 adresatów, wszystkie adresy oczywiście jawne w DW. Pierwsza odpowiedź nadeszła dopiero cztery godziny później i była bardzo zabawna, bo zawierała tylko zdjęcie (to powyżej). Druga odpowiedź była znów konkretna:

 

Hey dude! I hope you are good. About 20 $ for 1 month but It depends if the song fits with my list, if you send me the link I can check it out. I wish you a great weekend. Keep safe

 

Sprawdziłem tego konkretnego: na Spotify ma “3744 słuchacze w tym miesiącu”, ale jego playlistę o nazwie CLUB HOUSE (House Tech House Techno) śledzi 5689 osób. Kolejna odpowiedź od kolejnej osoby:

 

Yo wtf would you send a blast email?!?!

 

I kolejna:

I’ll play your music for $26.50 for one month.

 

I kolejna:

I don’t charge anything. Just drop a submit in my form and I’ll review it.

 

I kolejna:

We only do spotify trades for our EDM playlists. So if anyone has EDM playlists too, let me know

 

I kolejna:

hey next time send email with Blank Carbon copy haha but if anyone wants to do Some soundcloud RP trades i have 1mil worth of artists accounts HMU

 

Po tej serii ktoś znowu odpowiedział obrazkiem:

 

Następna osoba się bardziej rozpisała:

Dear All. Blocking the sender and moving you all to bcc. :)

We’ve got 60,000 Spotify followers on our playlists built over 2 years. Genres: House & Techno, Deep house, Organica, Burning Man. NO EDM. All playlists are active and we generate good streams.

1. I’m up for relevant playlist exchanges.
2. I can do paid placement on your playlist if it generates enough plays.

Ping me personally if interesting :)

 

I na tym skończyła się impreza, bo facet przesunął wszystkich do bcc ¯\_(ツ)_/¯

A mnie przypomniała się afera z payolą sprzed półwiecza, gdy radiowi didżeje dorabiali w dokładnie ten sam sposób. I zastanowiło, jak długo Spotify i krewni będą tolerować, że ktoś na ich terenie uprawia sobie pokątnie tego rodzaju poletka. Może być im to oczywiście na rękę, może być też nie do pokonania.

Jakby coś nowa playlista bihajpa już jest. Do czerwcowej (śledzi nas już prawie 1,3k!) wstawię coś dobrego za darmo, innych zapraszam na priv.


Mętny strumień

Mętny strumień

Spytałem trzech polskich wykonawców o kasę ze streamingu. Powinni być tym zainteresowani tym bardziej, że wszyscy wydali nowe płyty na samym początku pandemii i nie mogli zarabiać na tym materiale na koncertach. Na plastiku i winylu pewnie też nie bardzo.

Tak odpowiedziała Julia Marcell, jej płyta “Skull Echo” wyszła w styczniu 2020 (poprzedzona proroczym teledyskiem):

“Sama jestem ciekawa, jak to wygląda, a dawno nie patrzyłam w te tabelki. Ogólnie przez lata nauczyłam się nie myśleć o tym jak o zarobku”.

Tak odpowiedział Maciej Szajkowski z Kapeli ze Wsi Warszawa, których płyta “Uwodzenie” ukazała się w lutym 2020:

“Niestety, nie mam żadnej wiedzy na temat Spotify i innych”.

A tak Łukasz Rozmysłowski z Coals, płyta “docusoap” z marca 2020:

“Niestety, aktualnie nie mamy dostępu do konkretnych rozliczeń za streamingi”.

A pytałem ze względu na tekst dla “Polityki” o tym, jak pandemia wzmogła ruch antystreamingowy, przynajmniej jeśli chodzi o majorsów. I jak wzmogła zarazem zainteresowanie “etycznymi alternatywami” dla Spotify i spółki, które płacą muzykom godniej przynajmniej o jedno miejsce po przecinku.

Bardzo ciekawa była dla mnie przy tej okazji rozmowa z szefem SonStream, jednego z takich wojujących startupów, prywatnie 50-letnim producentem i muzykiem z Anglii. Bo pytany o motywację dla swojego donkiszotowania zapewnił, odpowiedział:

Chcę widzieć tę samą energię artystyczną, w jakiej zakochałem się jako dzieciak. Ale żeby to było możliwe, bycie muzykiem znów musi się stać atrakcyjnym marzeniem dla dzieciaków z klasy pracującej, powiedzmy jak granie w piłkę. Muzyka straciła ten czar, mało kto marzy o graniu rocka. Także dlatego, że w powszechnym przekonaniu w muzyce nie ma kasy – nie licząc garstki supergwiazd – a teraz nawet nie ma koncertów. Jeśli streaming nie przywróci ekonomicznej wartości muzyce, nie umożliwi godnego życia, sytuacja będzie się tylko pogarszać.

 

Rysunek Mirosława Grynia dla “Polityki”.

 


Mary wyłączy Talk Talk

Mary wyłączy Talk Talk

Za sprawą pandemii opuściłem na dłużej Warszawę – po raz pierwszy, od kiedy przyjechałem do stolicy na studia – co zasadniczo zmieniło dwie rzeczy. Zamiast biegać po płaskim, biegam po górach i to jest super. I pomieszkuję z niespełna dwulatkiem, co to też jest super.

Niespełna dwulatek doskonale odróżnia główne marki samochodów, a także sporo tych mniej oczywistych. Ale rozpoznaje także bez wahania głos Marka Grechuty, Petera Gabriela, Kate Bush czy klasyki Beatlesów, słucha regularnie Boguckiego o autobusach, Rynkowskiego o pociągach i tramwajową Koterbską.

Dzięki niemu przypomniał mi się wywiad z psycholożką muzyki Joanną Kantor-Martynuską, który zrobiłem kiedyś dla “Przekroju”. Pytałem ją między innymi o najlepszą muzykę dla dzieci, na co odparła:

Najważniejsze jest to, aby nie była ona schematyczna. Należy unikać przewidywalności, coś musi się w niej dziać. Gatunek nie ma zasadniczego znaczenia, pod warunkiem, że pod względem intensywności będzie dostosowany do wieku dziecka.

Generalnie dzieci wolą muzykę raczej pogodną i żywą niż smutną i ponurą. Kochają połączenie muzyki z ruchem.

Wierny tej radzie postanowiłem ubarwić playlistę niespełna dwulatka, a zacząłem dość przypadkowo od grupy Quruli, bo akurat wypuścili hołd dla japońskich pociągów. Bingo: codziennie rano słyszałem odtąd “Mary puści Kotokoto”.

Później faworytką poranków stała się La Yegros ze swoją świetną piosenką i jeszcze lepszym teledyskiem “Viene de mi“. Przy tej argentyńskiej okazji odkryłem, że dobry teledysk pozwala utrzymać uwagę niespełna dwulatka przy pierwszym obrocie – zanim jeszcze rytmy i melodie wpadną mu w ucho. Potem do klipu nawet nie trzeba wracać, bo zostaje w wyobraźni, ewentualnie odświeżać od czasu do czasu.

Tak stało się z kolejnym domowym hitem, tym razem peruwiańskiego Kanaku Y El Tigre: “Mary puści chłopaków“. Starszemu dzieciakowi bałbym się taki teledysk pokazywać, ale jemu jeszcze chyba życia nie narazi. Za to można pogadać o korzyściach z kasków. Portorykańskie Buscabulla z kolei pomógł polubić różowy wóz.

Są oczywiście rzeczy, które chwyciły bez żadnych teledysków. Absolutnym fenomenem okazał się Harry Belafonte śpiewający o bananach, szybko spodobała się też Cibelle o mango (bondowski oryginał za krótki i bez perkusji), a do disco najlepiej zagrzewają Pedrina y Rio.

Ale dzisiaj w pierwszy dzień wiosny (cały biały) tradycyjnie chciałem zapodać “The Colour of Spring”. Pojawia się perkusja: “Coś jest!” – reaguje obiecująco, z każdą kolejną sekundą zaczyna jednak wymiękać. Po dodatkowej zachęcie doczekuje wejścia gitar i pianina. Nic to: “Mary wyłączy”. Poczekaj, zaraz będzie wokal! “Mary wyłączy”. Jest wokal. “Mary włączy coś innego”.

Mary włączył festiwal bębnienia (na brzuchu) Sergio Mendesa, później tropem brazylijskim po raz pierwszy zapodałem swój ulubiony kawałek Banda do Mar – od razu poleciał ponownie – a następnie klekotanie Apanhador Só.

Stąd próbowałem przeskoczyć do złotych przebojów japońskich. Ten o rybach kazał wyłączyć mimo bajkowego teledysku – skądinąd świetne animacje nie potrafiły przekonać go też do Shugo Tokumaru, z pozoru mocnego kandydata. Za to ballady o samotności słuchał do końca i milcząco zgodził się nawet na powtórkę.

Samotnie więc słucham sobie teraz Talk Talk, o których trochę więcej pisałem w 2020, 2019, 2018, 2017, 2016, 2015, 2014, 2013, 2012, 2011, 2010, 2009.

 


Jeszcze teledyski

Jeszcze teledyski

Dokończyliśmy bihajpowy trójbój, do rekomendacji albumowych oraz singlowych dorzucając jeszcze klipy. Polecam nie tylko czołówkę, ale także listę rezerwową.

Gdy w połowie roku w “Polityce” próbowałem podsumować muzyczne trendy w pandemii, wspominałem o teledyskach animowanych, które w lockdownie stały się oczywistym wyborem. Na moje oko ten trend się utrzymał w kolejnych miesiącach. Ale nie wydaje mi się, by po tej naszej liście ktoś mógł się domyślić, że 2020 rok był jakiś dziwny. Na pewno w tej dziedzinie nie był nie gorszy od poprzednich, co prawdę mówiąc mnie zaskoczyło.

Takie samo zdanie mam zresztą o stanie samej światowej muzyki, opierając się na zestawieniu albumowym. Jeszcze nie przesłuchałem wszystkiego, ale na razie szczególnie podeszła mi północ Europy – Holandia, Szwecja czy Finlandia . Popowym odkryciem roku jest dla mnie zaś Jasmin Moallem, która podbiła izraelskie radia, a mogłaby światowe. Byle nie zmieniała języka.

Na zdjęciu Nowozelandka.


99 utworów z nieszczęsnego 2020 roku

99 utworów z nieszczęsnego 2020 roku

Postaram się podzielić tutaj kilkoma obserwacjami po tym kowidowym muzycznym roku w kontekście bihajpa – bo od moich ogólniejszych obserwacji na temat sceny muzycznej od lipca niewiele się zmieniło.

Tymczasem dzielę się naszymi 99 znaleziskami singlowymi z ubiegłego roku na pęczniejącym kanale Spotify (a myśmy przez te lata tyle uwagi poświęcili rozwijaniu Soundclouda!). To faworyci z całego roku z dodatkiem niespodziewanych wynalazków z podsumowania albumowego.

Co ciekawe, jakiś czas temu staraliśmy się w comiesięcznych playlistach rezerwować pierwszą dziesiątkę dla utworów nieanglojęzycznych, co z czasem stało się oczywistością. Teraz bez problemu ułożylibyśmy całą setkę bez angielskiego, ale dla paru fajnych rzeczy warto było się powstrzymać.

Może na koniec 2021?

 


Wszyscy jesteśmy Japończykami

Wszyscy jesteśmy Japończykami

W podtytule mojej książki jest mowa o tym, że japońska popkultura podbiła świat, ale to zakłada jakąś aktywność. A podtytuł ten powinien raczej brzmieć: jak świat stał się bardziej japoński. Od 20 lat zajmuję się tłumaczeniem tamtejszych gier, komiksów czy zabawek na rynek amerykański. Kiedyś taka adaptacja oznaczała zmianę nazwy produktu, części elementów, a niekiedy także ukrycia jego pochodzenia, bo inaczej nie przyjąłby się na Zachodzie. Z roku na rok obserwowałem jednak rosnące oczekiwanie, aby zmieniać jak najmniej. Japońskie wytwory miały pozostać jak najbliższe oryginałowi.

Na początku myślałem, że chodzi o garstkę pasjonatów, ale tak nie było. Po prostu nasze gusta stawały się coraz bardziej japońskie za sprawą rosnącej liczby produktów czy kreacji, które stamtąd sprowadzaliśmy.

Na kanwie swojej nowej książki “Pure Invention: How Japan’s Pop Culture Conquered the World“, która pod koniec lutego ukaże się po polsku, Matt Alt opowiada mi o tym, jak japońska popkultura pozwoliła nam dać się przez nią podbić.


Best of 2020

Best of 2020

Zastanawialiśmy się, czy robić w ogóle podsumowanie po takim roku. I ze względu na korespondentów, i z troski o ilość i jakość materiału, który pozostawiły po sobie te wszystkie lockdowny.

Obie obawy okazały się niepotrzebne: dopisali zarówno korespondenci, w wielu cała akcja wzbudziła wręcz niespotykany entuzjazm, a na ostatniej prostej parę nowych osób poratowało nas podsumowaniami, których inni jednak nie byli w stanie z siebie wykrzesać.

A muzyka co najmniej tak dobra jak w poprzednich latach, a może nawet lepsza.

 


Piosenki z listopada & all that shit

Piosenki z listopada & all that shit

Oceniając po tych naszych comiesięcznych playlistach, rok muzycznie nie wydaje się jakoś odbiegać od poprzednich – także w listopadzie.

Ale ja mam jednak wrażenie, że pewne sceny zgasły lub wręcz zniknęły z naszego radaru, co tylko częściowo da się wytłumaczyć osobistą sytuacją korespondentów w danych krajach. Zresztą sam muszę przyznać, że niewiele w tym roku słyszałem rzeczy z Polski, które chciałem podać dalej korespondentom z innych państw.

Pytałem dwóch rodaków, kolegów po fachu, czy też mają takie wrażenie. Jeden zaprzeczył, chwaląc szczególnie polską jesień. Drugi w pełni się zgodził.

Te i inne rozkminy sprawiły, że po raz pierwszy od startu bihajpa zastanawiałem się, czy powinniśmy robić podsumowanie roku. Pytałem paru korespondentów i też mieli mieszane uczucia, ale w końcu nasz Libańczyk – człowiek poszkodowany przez wybuch w Bejrucie – zamknął temat:

“I think we should definitely do a Best Albums feature because if anything, music is what kept the world going in 2020, amid the pandemic and all that shit”.

 


Dziwna normalność

Dziwna normalność

Australia pochwaliła się dziś pierwszym dniem bez nowych covidów od pięciu miesięcy, ale to (powiedzmy) sąsiednia Nowa Zelandia nie przestaje imponować – łatwiej o to oczywiście, będąc wyspą na krańcach świata.

Spytałem naszego korespondenta tamtejszego, czy w takiej sytuacji ichniejsza muzyka ma się lepiej, czy jednak tak jak wszędzie indziej?

“Live music has been back down here for months Mariusz. Things are pretty normal here. It’s good but eerie.”

Eerie jest dobrym słowem natenczas, odpowiadamy na bihajpie październikową playlistą nieco inną niż tradycyjnych, bo z (niemal) samymi dziewczynami.