Kiosk

Najgorsza dekada w muzyce (Kiosk 2/2014)

vanity fair

Wyniki ankiety Vanity Fair przeprowadzonej wśród tysiąca Amerykanów potwierdzają: żyjemy w najgorszej dla muzyki dekadzie, w Taylor Swift kochają mamy nastolatek, gitara i saksofon są sexy, a do śpiewania piosenek nadaje się tylko angielski. Co gorsza, błyskawicznie przerywamy słuchanie i przeskakujemy do następnych kawałków, jak pokazała analiza zachowań użytkowników Spotify. Dla równie narwanych czytelników streścił ją Guardian.

Z korespondencji Ann Powers z Carlem Wilsonem z okazji wznowienia książki o krytyce tego drugiego da się wyłowić kilka ciekawych obserwacji choćby o nastaniu epoki post-gustów. Na łamach NYT Saul Austerlitz, krytyk głównie literacki i filmowy, pojechał po poptymizmie. Sugeruje, że w obliczu utraty autorytetu krytyka przesuwa zainteresowanie ku mainstreamowej powierzchni, aby uchronić się przed zatonięciem. Pitchforkowy Mike Powell odniósł się do obu dyskusji krytycznie. Swoiście zareagował Owen Pallett, rozbierając muzykologicznie ostatnie szlagiery Daft Punk, Lady Gagi i Katy Perry.

Na jednym interaktywnym wykresie zestawiono zakresy wokalne kilkudziesięciu gwiazd – zwycięzca cokolwiek zaskakujący. Nieco mniej dziwi mapka upodobań gatunkowych Amerykanów w zależności od stanu zamieszkania. Internet odpowiada także na inne pytania: Jak muzyka zakrzywia czas (na przykładzie Schuberta)? Jak wpływa na smak spożywanych posiłków? Czym był dysonans kiedyś i teraz? Czym jest groove? Dlaczego kochamy repetycje? Jakim cudem wałbrzyski fryzjer wygrał z ZAiKS-em?

Marek Sawicki napisał o niezalu w grach komputerowych, które okazują się całkiem skutecznym kanałem dystrybucji także muzyki mainstreamowej – pokazuje niedawny singiel Future. Gdy jedni cieszą się rozkwitem mixtape’ów w erze cyfry, inni wieszczą upadek miksów kompaktowych. Pitchfork przyjrzał się Library Music i jegoż Lindsay Zoladz zgłębiła hossę hashtagów nie tylko w #muzyce.

Gdy założyciel Primavery opowiadał o różnicach między festiwalami europejskimi (kontynentalnymi) i amerykańskimi, instytut im. Adama Mickiewicza połowicznie ujawniał serwisowi WAFP sposoby i kryteria doboru rodzimych artystów wysyłanych za granicę. Rośnie tymczasem rzesza gwiazd YouTube’owych, o których stare media w ogóle nie słyszały, a sam serwis żre się z małymi labelami. Style of Sound wybrał 100 najbardziej wpływowych blogów muzycznych, nie zapominając o sobie.

20 lat po słynnym eseju Steve’a Albiniego “The Problem With Music” magazyn Quartz spytał go, czy teraz jest zadowolony. Chyba nie powinien, bo z nowego raportu o podziale przychodów na rynku fonograficznym wynika, że długiego ogona nie ma. Podobnie jak w poprzednich latach, wiolonczelistka Zoë Keating ujawniła swoje sieciowe zarobki i wciąż dominuje u niej sprzedaż, ale Bandcamp poważnie podgryza już iTunes. Powoli Zoë zaczyna zarabiać na streamingu muzyki, choć czasem łatwiej zbić kokosy na ciszy. Van Dyke Parks poskarżył się, że za jedną piosenkę nie kupi już domu z basenem.

 

hendrix stamp

Billboard wspólnie z Twitterem zaczął mierzyć popularność utworów w czasie rzeczywistym. Ubiegły rok był pierwszym, w którym jego tradycyjne zestawienie R&B obyło się bez czarnych, co w zabawnym liście skomentował RapRehab, a już rzeczowo rasowe dysproporcje przeanalizował Pitchtfork. Sasha Frere-Jones poradził się Chrisa Molanphy’ego, eksperta od rankingów płytowych, jak to naprawić. I jeszcze co do zarabiania: Buzzfeed obrazowo porównał meet&greet w wykonaniu Rihanny (darmowe) i Avril Lavigne (400 dolarów).

Pewien ojciec umieszcza swojego syna na okładkach klasyków. Program Transprose zamienia książki w muzykę – na stronie próbki Sherlocka, Zabić Drozda czy Norwegian Wood. Specjalna podstrona na Wikipedii gromadzi etymologie nazw zespołów. Paste – okładkowe klisze. A kolekcjonerzy znaczek Hendriksa. Fani Toma Waitsa mogą podróżować kursorem po mapie jego utworów. Jest muzyka w brzęczeniu pszczół. Jest acid house w klockach lego. Będzie parasol surround zamiast słuchawek stereo.

Tu i ówdzie poczytać można o podziemnych imprezach w Teheraniescenie hiphopowej w Mali i kłopotliwym muzułmańskim rapie w krajach Zachodu. Michał Wieczorek rozmawiał z indonezyjskimi punkami. Pewna malezyjska dziewczyna wygrała miliony odsłon piosenką, w której upiera się, że nie jest Koreanką. Niezłym prognostykiem temperatury gospodarczej w poszczególnych krajach okazała się kondycja scen metalowych. W filharmoniach coraz więcej ekscesów komórkowych.

Świetny tekst o psychoakustyce zilustrowany licznymi przykładami dźwiękowymi zafundował nam Red Bull.  The Verge przyjrzał się próbom ratowania radia długofalowego. Z Davidem Grubbsem, autorem książki o niechęci awangardzistów z połowy XX wieku do muzyki nagrywanej, rozmawiał New Yorker. Rafał Księżyk wspomniał początki polskiej awangardy jazzowej, a Greg Kot trudne boje brytyjskich kapel na rynku amerykańskim. Policy Mic wytypował współczesnych 10 artystów ze świata, którzy wkrótce zrobią karierę w USA. Na miejscu dziewiątym – Polska!

Calvin obiera moralność Kalego.

.

Fine.


Coraz mniej miłości (Kiosk 1/2014)

Logo z Lego

Z grafik ilustrujących popularność słów i zwrotów w tekstach piosenek na przestrzeni dekad dowiadujemy się, że w muzyce coraz mniej uśmiechu i miłości, a coraz więcej seksu, nienawiści, kasy i trawy. Nic dziwnego, że amerykańska policja szuka dowodów zbrodni w teledyskach oraz nawijkach rapowych. Z kolei dzięki Spotify wiemy, czym różnią się gusta kobiece i męskie (a różnią się znacznie). Pandora tymczasem zamierza powiązać preferencje muzyczne z politycznymi.

Za sensację miesiąca wypada uznać wynalezienie pigułki na słuch absolutny. Cztery prostsze sposoby na to, by usłyszeć więcej muzyki w muzyce, przygotowało NPR. Autorka książki „On Repeat: How Music Plays the Mind” tłumaczyła, dlaczego pewne melodie wpadłszy w ucho nie chcą z niego wypaść. A New Republic wypunktował powody, dla których nie należy posyłać dzieci na lekcje gry na instrumencie.

Pewien songwriter pisze po 20 piosenek dziennie i pod kilkudziesięcioma różnymi nazwami wrzucił już na Spotify 14 tysięcy kawałków z tytułami sprecyzowanych pod nietypowe poszukiwania. Zorientował się na przykład, że mnóstwo ludzi szuka na Spotify… celebrytów. Założył więc kapelę Papa Razzi and the Photogs, która wydała 22 płyty, z których każda zawiera 20-40 utworów dedykowanych gwiazdom rozmaitym – „od literatury po Hollywood”.

Według Adama Harpera „internet music” to nowe lo-fi. Resident Advisor w obszernym tekście o fundamentalnym miejscu LGBT w kulturze klubowej przeleciał nad nowojorskim disco, chicagowskim house czy techno z Detroit. Producenci syntezatorów z Korgiem na czele wracają do analogu, a ścieraniem tegoż z cyfrą bardziej na przykładzie rozmów głosowych niż muzyki zajął się Damon Krukowski. Bartek Chaciński streścił kilkanaście lat muzycznej cyfry w 10 punktach.

Agata Pyzik rozpisała się o politycznym popie w szerszym kontekście brytyjskiej sztuki współczesnej. O narodzinach Anteny Krzyku z okazji jej 30. urodzin opowiadał Arek Marczyński. Jedni narzekają na błyskawiczne recenzje wymuszane przez niezapowiadane premiery płyt, inni odwiedzają w podziemiu fanziny wiecznie żywe. W kolejnym tekście o winylowym revivalu wyczytałem, że 27 proc. kupujących czarne płyty nie ma ich na czym odtwarzać. Niedługo nie będą mieli gdzie ich trzymać, bo IKEA wbrew lamentom zrezygnowała z winylowych półek.

heavy-metal-botswana

Efrim z Godspeed You! Black Emperor tłumaczył się z wygrania Polaris Prize. Barwną rozmowę z Georgem Clintonem odbył Guardian. Mike Powell na łamach Grantland zgrabnie zarysował sylwetkę Ariela Rechtshaida, czyli człowieka od Vampire Weekend, Sky Ferreiry, Haim czy Solange Knowles. Nirvanę przed sławą zilustrował Bruce Pavitt, współzałożyciel Sub Pop. A Pitchfork zajął się zatyczkami do uszu z inspiracji Grimes, która przyznała się do pisku w uszach.

Ta sama redakcja wywnioskowała, że przełożenie Grammy na Billboard dotyczy nie tyle nagród, co występów, toteż Kendrick Lamar nie powinien chować urazy za wyrządzoną mu krzywdę. Według nowego rankingu IFPI liderami fonografii w 2013 roku byli One Direction, Eminem i Justin Timberlake. Najpopularniejszym didżejem na Spotify pozostaje zaś Sean Parker, kurator playlisty Hipster International.

Szczególnie niefortunne nazwy nowych zespołów zebrał AV Club – coś polskiego też się znajdzie. Krótką historię tego, jak doszliśmy do tak beznadziejnych pomysłów spisał LA Weekly. Warto rzucić okiem na interaktywną mapę gatunków muzycznych, posłuchać na Bandcampie 47 płyt Feli Kutiego, obejrzeć fotografie heavymetalowców z Botswany i niezwykłą kolekcję okładek z LEGO. A przy okazji Olimpiady dowiedzieć się, jak podkłady do występów dobierają łyżwiarze figurowi.

Calvin sprawdził filozofów.

.

Fine.


Wśród gwarów miasta (Kiosk 5/2013)

Yuri Suzuki - Looks Like Music

Koniec wojny głośności ogłosił amerykański masteringowiec Bob Katz. Według niego automatyczny limiter wprowadzony przez iTunes Radio niweczy zupełnie wysiłki studyjny pogłaśniaczy. A przywraca nadzieję tym, którzy chcą grać dynamiką. Z tym nie do końca zgadza się The Atlantic. Według redakcji podkręcanie słupków wynika wbrew stereotypowi raczej z potrzeb estetycznych niż radiofoniczno-ipodowej kalkulacji. Zanim od hałasów ulicy odgrodzimy się małym głośniczkiem przyczepianym do okna, New Yorker zabrał dwóch akustyków w podróż wśród gwarów.

„Gdy Kanye West, Kim Kardashian, Lady Gaga czy Marina Abramovic usiłują demonstrować swoją szczerość, obnażają raczej swoje oderwanie – od siebie nawzajem, od siebie samych i od nas. Nie są sławnymi wykonawcami, lecz wykonawcami sławy” – rzecze Vulture w tekście o „nowym osobliwym”. Salon alarmuje, że biały pop z Lorde i Macklemorem na czele naśmiewa się z czarnego hip-hopu, a zdaniem Flavorwire eufemizujący raperów blog Respectful Rapper w istocie sam jest rasistowski. Premierę nowej płyty One Direction serwis Gartland wykorzystał do tego, by ogłosić schyłek podziałów gatunkowych. Niespodziewaną karierę terminu PBR&B wspomina sam wynalazca.

Jeden z byłych writerów Pitchforka wyjawił tajemnice ratingów i dorzucił garść cierpkich wspomnień. Niezrażony nimi Jeff Weiss sporządził dla serwisu retrospektywę OutKast z okazji dekady milczenia, a pod tym samym adresem znajdziemy rozmowę z twórcami holograficznych projekcji koncertowych. Menedżer Arcade Fire zdradził co nieco o kampanii promocyjnej „Reflektora”, na którym to albumie Kanadyjczycy mieli wykorzystać Haitańczyków. Arabów oszukała 23-letnia Amerykanka, podbijając tamtejszego Idola. Gdy socjolog PAN usiłuje odpowiedzieć, czego słuchają Polacy, na blogu 50złotych nasi muzycy tłumaczą, dlaczego nie wydają pieniędzy na muzykę.

Znakomity reportaż o chińskich zespołach próbujących przebić się na Zachodzie popełnił Jonathan Campbell, autor książki o „Czerwonym rocku”. Dziewczętom z Perfume udało się zagrać w wielkim świecie i dlatego podpadły gejom (tymczasem Katy Perry gejszom). Do dalekiej Japonii próbuje się z kolei ściągać nieskore zespoły europejskie czy amerykańskie przy pomocy crowdfundingu i pomyśleć o tym mogłaby usytuowana również na uboczu Polska. Passion Pit dosadnie wyłożyli, dlaczego kapele koncerty odwołują. Nietypowym riderem koncertowym podzieliła się Grimes

Jacaszek punktuje swoje ulubione płyty, Mike Skinner wspomina złote czasy UK Garage, a RA przepowiada comeback jungle. Gdy Fiona Apple tłumaczy się z niedawnych scen na scenie, wokalistka Chvrches odmawia prania brudów, którymi zalewa ją sieć. Ezra Koenig zrecenzował nowego Drake’a, Kitty rówieśników z One Direction, premiera Arcade Fire wyraźnie poruszyła zaś St. Vincent. Jay-Z ocenił dorobek… własny. Jeśli ktoś zdołał przegapić, niech przeczyta Laurie Anderson piszącą o relacji z Lou Reedem. Inny smutny pretekst przypomniał o brzemiennej w skutki piosence „Nelson Mandela” i innych antyapartheidowych protest-songach.

Gdzie się podziały wszystkie soprany? – lamentuje New York Times w dużym materiale o chórze chłopięcym z Lipska, którego szefem był niegdyś sam Mozart i którego bytowi zagraża szybsze wchodzenie owych chłopców w wiek dojrzały. W tej samej gazecie artykuł o pozytywnym wpływie kształcenia muzycznego na pozamuzyczne kariery na przykładzie sław świata biznesu i polityki:

Wielu ludzi sukcesu twierdzi, że muzyka nauczyła ich kreatywnego myślenia. Ale z ich doświadczenie wynika, że nauka muzyki wyostrza również inne umiejętności: współpracy, słuchania, kojarzenia odległych idei. A także zdolność skupiania się na teraźniejszości i przyszłości jednocześnie.

Niemcy z właściwą sobie dokładnością wyliczyli, że nauka instrumentu procentuje na studiach pozamuzycznych.O sensie praktykowania grania w realiach obecnych pisze też The Economist, podrzucając nawet sugestie co do wyboru pierwszego instrumentu i aplikacji wspomagających ćwiczenia. Przy czym jeśli chcecie, by wasze dzieci zmądrzały od muzyki, niech zaczną ćwiczyć przed siódmym rokiem życia. Małe ostrzeżenie: pewnemu hiszpańskiemu pianiście grozi siedem lat więzienia za szkody, które swym rzępoleniem miał wyrządzić psychice sąsiada.

Przez Amerykę przetoczyła się fala filharmonicznych bankructw oraz debata na temat seksizmu w klasyce, począwszy od Alexa Rossa piszącego o kobietach i gejach w ogóle po Justina Davidsona o dyrygentkach w szczególności. Całość próbowało ją podsumować NPR. Dla odreagowania The Atlantic zajął się nietypowymi notacjami. Przy lekturze można posłuchać kompozytora Djuro Zivkovica, który odebrał właśnie nagrodę Grawemeyera wartą 100 tysięcy dolarów.

Szef muzyczny Google uważa, że nie da się zdewaluować muzyki, dlatego starym narzekaczom każe się walić. Zbliżonego losu serwisom streamingowym życzy tymczasem Thom Yorke, a własne niepokoje wyraził też David Byrne. Powinni może przenieść się do supernowoczesnej Japonii, bo ta nadal nie doczekała się streamingu. Tym bardziej że w styczniu do mafii dołączy Beats Music, dziecko Trenta Reznora i Dr. Dre. Zdołowane tym wszystkim Spotify – zalewane ponadto przez karaokowery – uruchomiło specjalną stronę dla artystów z dostępem do statystyk odsłuchów. Co przy sprawdzaniu wypłat może owych artystów nieco poróżnić z wytwórniami.

Zdaniem London School of Economics sieć showbiznesowi wcale nie zaszkodziła, a plądrofoniczna samowolka Girl Talk wręcz podniosła popyt na samplowane utwory. Billboard pokazał, jak zarabiają niezależni muzycy, choć dla Buzzfeeda to rynek reklamowy ratuje indie. Reklama zresztą mocno interesuje się przestrzenią audio, stąd mariaż Shazam z marketingiem interaktywnym. Amerykańscy zaiksowcy zainteresowali się z kolei RapGeniusem i innymi przedrukami tekstów. A Brytyjczycy powinni poświęcać więcej uwagi gościom z zagranicy, bo choć stanowią 6 proc. publiki lokalnych festiwali, generują aż jedną piątą ogólnych profitów.

Nicolas Jaar chce wydawać muzykę jak magazyn. Damon Krukowski reklamuje aplikację, która słuchawkom nadaje pozory głośników. A Splice umożliwia zdalne współtworzenie. Guardian pisze o nagrywaniu na tabletach, rock’n’rollowych komiksach – Aleksandra Żeromska z Porcys narysowała poprzednią płytę Roberta Glaspera – tamże obejrzycie nietypowe upominki crowdfundingowe i dowiecie się, czego australijscy celnicy szukali w płytach Katy Perry. Dzielny krytyk obejrzał cały dobowy teledysk Pharrella Williamsa i wybrał pięć chwil. Teledyski czasochłonne stają się zresztą nową modą: spóźniony o pół wieku klip do „Like a Rolling Stone” Boba Dylana wypada obejrzeć kilkanaście razy.

Od Beatlesów przez Cobaina po Adele, warto posłuchać wyizolowanych ścieżek wokalnych klasyków. Albo przeciwnie – stu „Białych albumów” jednocześnie. Wśród innych osobliwości kuriozalne okładki płytowe z Jugosławii i takież fotki kapel indierockowych. Całkiem niezły generator recenzji pitchforkowych, a przynajmniej wyimków, oraz odręczne transkrypcje rytmów hiphopowych. Nadchodzą bitcoinowe szafy grające, odchodzą rozmaite dźwięki technologiczne. A muzykę można wspólnie z dziećmi malować. Chyba każdy potrafią już odróżnić ofertę IKEI od nazw kapel deathmetalowych? Ale czy każdy wie, czemu naukowcy lubią nazywać nowo odkryte gatunki imionami gwiazd?

Calvina zwietrzył drapieżnik.

.

Fine.


Szpecąc miejsca pracy (Kiosk 4/2013)

NBA v Hip-Hop

W poświęconym warszawskiej alternatywie artykule MTVIggy słowo komunizm występuje tylko dwa razy – a nazizm ani razu – za to pada mnóstwo nazw klubów znanych i lubianych klubów. Wspomina się również o Lado ABC, Enchanted Hunters czy très.b („PJ Harvey ze szczyptą Sonic Youth”), a stołeczne gwiazdy wypowiadają się w zdecydowanie bardziej optymistycznym tonie niż offfestiwalowi rozmówcy Pitchforka. „Trudno pokochać to miasto, ale jest naprawdę magiczne i piękne” – obiecuje Brodka.

Po raz kolejny okazuje się, że matką wynalazków potrzeba. Gdy laryngolodzy zaczęli ostrzegać przed falą głuchych emerytów, którzy za młodu nadużywali odtwarzaczy mp3 i występów My Bloody Valentine, naukowcy dokonali niemożliwego i nieodwracalne szkody słuchu zdołali odwrócić, na razie u myszy. Inni wykazali, że osoby uprawiające muzykę lepiej radzą sobie z przetwarzaniem informacji i nie dają wybić z rytmu życiowymi potknięciami. Sama kreatywność kompozytorska osiąga jednak szczyty dopiero wówczas, gdy instrument się odłoży i na przykład pospaceruje.

Japońscy badacze przekonują tymczasem, że muzyka smutna niekoniecznie smuci, a wesoła cieszy. Dowiedziono również nostalgii dzieci za przebojami rodziców, a po festiwalowym sezonie nie powinny dziwić doniesienia, że ludzkość wymyśliła muzykę, aby utrzymać się razem, Michael Janisch postanowił zbadać, czy jego ulubiony gatunek nadaje się dla dzieci i całe szczęście, że uprawia jazz, bo według najnowszych szacunków co czwarty przebój popowy promuje alkohol.

Skuteczność koszykarską kilkunastu gwiazd NBA dzięki interaktywnej infografice można sobie porównać z popularnością tychże graczy w hip-hopie. Rapgenius wyszukał szczególnie udane poetyckie aluzje rapowe, serwis Pigeon & Planes prześledził historię smutnego rapu, a Buzzfeed sporządził listę tych, do których zdążył się już porównać Jay Z. The Atlantic podejrzewa, że do schyłku hip-hopu politycznego przyczynił się szlaban na sample. Bodaj najgłośniejszym wersetom rapowym ostatnich lat, czyli featuringowi Kendricka Lamara w utworze „Control” jakiegoś innego rapera, NPR poświęcił jeden ze swoich najlepszych artykułów.

Cały pakiet tekstów o obliczach popularności w erze sieciowej przygotował New York Times, a o przyczynach upadku przemysłu fonograficznego załoga Explainer Music. Pitchfork przeleciał nad świętującą ćwierćwiecze alternatywną listą Billboardu, marketingowców przepytano o niegasnący fenomen indie w reklamie, Bartek Chaciński przyjrzał się biletom dla VIP-ów, a włodarze wytwórni Beggars, Warp, Planet Mu oraz Tresor opowiedzieli o tym, jak w trudnych cyfrowych czasach dobić do dwustu płyt. BBC sprawdziło, jak dzieli się obecnie zyski z CD, a Kollekt.fm postanowił połączyć streamy z YouTube, Soundclouda czy Facebooka w jednym miejscu. Co zabiło przemysł muzyczny?

Dyskusję o finansowaniu muzyki w erze stremu pociągnęli dalej Dave Allen (Gang of Four), Jace Clayton (DJ/rupture) oraz Damon Krukowski (Galaxie 500). Impulsem dla nich była opowieść o tym, jak Wilco zaczęło zwalniać, by zacząć zarabiać. Gdy z okazji dnia kasety magnetofonowej Pitchfork opisywał dziewięciu wydawców taśm, Fact zestawił co ciekawsze winyle koncepcyjne. Guardian przyjrzał się fali nagości w teledyskach, a Gameological tyleż imponującej co krótkiej karierze gry Rock Band. Karierę własną naraziło Arcade Fire, gdy ich superkreatywna kampania promocyjna poczęła fanom szpecić miejsca pracy.

Świetny tekst o krytyce poezji i preferencjach estetycznych tężę krytykę uprawiających w większości punktów przyda się także każdemu, kto pisze o muzyce. Pozostając w temacie literatury, New York Times postanowił wytłumaczyć, dlaczego Bob Dylan nie zasłużył na Nobla, a David Bowie polecił swoich sto ulubionych książek. Na rynku księgarskim ukazała się podwójna biografia odwiecznych konkurentów Beatles vs. Stones, a Bob Stanley, autor wydanej właśnie „Yeah Yeah Yeah: The Story of Modern Pop”, wynotował trzy rzeczy, których dowiedział się przy pisaniu dzieła.

Historię muzyki elektronicznej w Berlinie Wschodnim opowiedzieli winowajcy. O MIDI sam wynalazca protokołu. O złych okładkach wypowiedział się grafik The Black Keys. O dobrych ambientach The Orb. Michał Wieczorek odświeżył muzyczne rewolucje czarnego kontynentu, a kompozytorka Annie Gosfield podważyła stereotyp, jakoby płeć piękna wśród partytur miała trudniej. Wśród laureatów tegorocznego MacArthur Genius Grant są pianiści Jeremy Denk (klasyczny) i Vijay Iyer (wiadomo), z oboma porozmawiał z tej okazji Buzzfeed. Według Kevina Shieldsa karierę britpopu nakręcał rządowy spisek.

Brazylijskie dzieci uczą się na tweetach Rihanny i Justina Biebera, jak nie pisać po angielsku. Pomimo wojny domowej w Syrii imprezują. Pomimo sukcesu szczerego Psy w K-popie ciągle kłamią, a w EDM-ie wciąż trudno znaleźć czarnych didżejów. Rok po swojej doniosłej analizie Adam Harper wrócił do tematu vaporwave. Polecam filmik o reżyserii dźwięku, a poza nim obejrzeć sobie można galerię basistów z psami zamiast instrumentów, porównanie fanów muzyki przed i po trzydziestce oraz mash-upy Fistaszków z The Smiths, które ledwo obroniły się przed stróżami praw autorskich. Słuchając przy tym bieżących zmian w Wikipedii i marząc o 50 miejscach, które każdy meloman powinien jakoby odwiedzić.

Calvin zaspał.

.

Fine.


Pompując ego (Kiosk 3/2013)

Thom Yorke - Interview Magazine

Zażywając wakacyjnych wolności warto sprawdzić, jak słucha się muzyki za kratkami, co sztuce tej wyrządziła niedawna wojna w Mali lub poczytać o muzykoterapii dla żołnierzy powracających z Afganistanu czy Iraku. O szkodach, jakie letnie festiwale wyrządzają przyrodzie, napisał tym razem Village Voice, a Buzfeedowi kilku utalentowanych nieszczęśników opowiedziało, jak to jest, gdy wytwórnia nie chce ani wydać twojej płyty, ani wypuścić cię z rąk.

potędze gwiazd popu w zestawieniu z hollywoodzkimi pisze Vulture. I chodzi zarówno o małoletni posłuch społecznościowy, jak i o sprzedaż okładek poważnych magazynów kolorowych. New York Times opowiedział historię człowieka, który wyleciał z Nirvany i Soundgarden tuż przed tym, jak podbiły świat, a potem zrobił zupełnie inną karierę. Herosi kalifornijskiego heavy-metalu lat 80. na czele z Mötley Crüe i Slashem powspominali stare dobre czasy własnego gatunku.

Trudna muzyka czyni nas trudnymi dla obcych, za to smutna na dłuższą metę rozwesela – ustalili naukowcy. I jednak jesteśmy Mamoniami symulującymi tylko, również przed sobą, zainteresowanie nową muzyką. Potwierdzałoby to kolejne potwierdzenie podejrzenia, że muzyka daje nam przyjemność już na etapie oczekiwania. A żeby z góry podniecać się refrenem, trzeba go już znać. Fenomenem pięknych melodii zajął się jeden z autorów Slate, przemycając przy okazji swoje faworytki.

Dominacja Ameryki i Wielkiej Brytanii nad globalnym popem systematycznie kruszeje i około 70 proc. muzyki słuchanej obecnie w 22 przebadanych krajach pochodzi z hodowli lokalnej, podczas gdy w latach 80. była to ledwie połowa. Na Kubie trwa tymczasem wojna domowa, bo tamtejsza tradycja zaczyna przegrywać z miejscowym reggaetonem, który okazuje się symbolizować – a zdaniem krytyków nawet powodować – przemiany kapitalistyczne.

Gdy czytelnicy południowoamerykańskiego Sounds and Colours wybierali 10 najbardziej wpływowych płyt brazylijskich, a reprezentacja Brazylii młodej i miejskiej spotkała się na świetnej świetnej składance, Bartek Chaciński przypomniał o nurcie Tropicália przy okazji nowych dokumentów. Jan Błaszczak rozmawiał z Portishead i Stevem Reichem, a artykułem o fonoturystyce swoją nową książkę zatytułowaną „Doskonale zwyczajna rzeczywistość. Socjologia, geografia albo metafizyka muzyki” zajawił Michał Libera.

Po śmierci Stockhausen sprzedaje i gra się lepiej niż za życia, bo wreszcie nie przeszkadza. Serwis Sinfini przyjrzał się muzyki poważnej pasjach przyrodniczych, a NPR fascynacji jazzmanów stuletnim już Świętem Wiosny. Naukowcy z Kioto i Harvardu zgodnie wykazali, że nawet jeśli nawet efekt Mozarta jest ściemą, to jego dzieła pomagają się przynajmniej skupić. Wybitną zdolność koncentracji okazują się posiadać chórzyści łotewscy, skoro potrafią śpiewać w takim tłumie.

Bloomberg dowiódł, że raperzy pompują swoje ego w tekstach o posiadanym majątku. Najlepsze hiphopowe płyty undergroundowe wybrało Pigeon and Planes i ta połowa, którą zdążyłem poznać, na rekomendacje zdecydowanie zasługuje. Pitchfork przyjrzał się podkładom kreskówkowym, a niejaki Lou Reed zrecenzował pochlebnie Kanyego Westa. Sasha Frere-Jones przyjrzał się zaś Jayowi-Z. Przepraszam, ten drugi już bez myślnika.

W songwriterskim cyklu New York Timesa udzielił się Andrew Bird, a Jeffrey Lewis wykazał na przykładzie Dylana i Rolling Stonesów, że każde słowo w tekście ma znaczenie. Cały wykład o piosenkopisaniu wygłosił sam Nick Cave. W interaktywnej infografice Guardian pokazał, które rejony gryfu gitary czy basu wybitnie lubi 22 wybitnie znanych gitarzystów lub nawet całe kapele.

Office Turntable

Wiele obiecywałem sobie po pierwszym wywiadzie z The Weeknd, bo mało kto debiutuje medialnie na tak późnym etapie kariery. I jeszcze tłumaczy zwłokę faktem, że wcześniej nie miał nic do powiedzenia. No więc nadal za bardzo nie ma, chyba że kogoś interesują kulisy nagraniowe i asertywność Drake’a. Electronic Beats treściwiej przepytało Simona Reynoldsa o nowe, uzupełnione o ostatnie pięć lat wydanie książki Energy Flash, a z samym Thomem Yorke rozmawiał sam Daniel Craig.

Gdy lider Radiohead krytykował Spotify, byli muzycy Pink Floyd pojechali po Pandorze. Billboard dociekał, dlaczego japoński rynek muzyczny dogania amerykański. A pewna firma dowodzi, że zbieranie tantiem za piosenkę Happy Birthday – najbardziej dochodowy pod tym względem utwór wszech czasów – od paru dekad może być nadużyciem. Ciekawych kulis koncertów zachodnich wykonawców w Chinach odsyłam do rozmowy z weteranem, a marzących o karierze wykonawczej do skreślonych przez Jarka Szubrychta dziesięciu wskazówek dla młodych zespołów.

300 małopowierzchniowych niedobitków płytowych na Wyspach odnotowało w pierwszym półroczu skok popytu o absurdalne 44 procent. Zasługa to głównie winyli, których w połowie rozchodzą się właśnie u nich. Także w Stanach rosną, czemu tym razem przyjrzał się NYTimes. O winylową hossę XLR8R spytał szczególnie rozchwytywanych choć niskonakładowych producentów dwunastocalówek. Naczelny Pitchforka popełnił przyjemny felieton o tym, czy winyl brzmi rzeczywiście  lepiej (i od kiedy tak myślimy), a Tableu! odświeżyło przewodnik po kupowaniu LP.

O partyturowych kowerach utworów tanecznych przy okazji przeróbek klasyki Kompaktu napisał Michaelangelo Matos. O komputerowej improwizacji Ethan Hein. Kieran Hebden znany jako Four Tet oprowadził po swoim sprzęcie scenicznym i zarysował własną strategię grania na żywo. Po elektronice wysokiej warto odetchnąć nad wzruszającymi komentarzami pod rave’owymi playlistami na YouTube i przekonać się, że czołówka utworów z Beatportu zmiksowana w jedną minutę brzmi jak… jeden kawałek.

Pewien użytkownik Reddita kolekcjonuje wokale wyizolowane z przebojów starych i nowych (polecam Marvina Gaye’a). Gdzie indziej trafiłem na czyste wokale Freddiego Mercury’ego i Davida Bowiego z Under Pressure. Akademia muzyczna popularnego napoju energetycznego prześledziła genezę 22 słynnych logo okołomuzycznych, a wersji trójwymiarowej doczekała się równie charakterystyczna okładka Unknown Joy Division.

Żeby uwolnić się od słuchawek, pewien innowator wszczepił sobie implanty. Inny wynalazek o nazwie office turntable połączył smartfonem płytę winylową z gramofonem. Kate Bush, której klasyczny teledysk „Wuthering Heights” odtworzyło 300 brytyjskich dziewcząt, okazała się wielką fanką talent show, natomiast Alex Ross pewnej fotografii własnej. W najcichszym miejscu Ziemi podobno da się wytrzymać najwyżej 40 minut.

Calvin zawsze gra.

.

Fine.


Odwrót robotów (Kiosk 2/2013)

Nardwuar & Questlove

Nardwuar okazał się pierwszym dziennikarzem, który zaimponował Kendrickowi Lamarowi. Za największy wyczyn w jego wywiadowczej karierze wypada jednak uznać opadłą przez trzy kwadranse szczękę Questlove z The Roots. David Bowie zadziwił z kolei pewnego krytyka, osobiście tłumacząc mu swój nowy album w 42 słowach. Grimes zaskoczyła z kolei wadliwość fanów, na którą skarży się po swoim pierwszym dużym cyklu płytowo-koncertowym. Nagła sława wzbudziła niezadowolenie w członkach Staff Benda Bilili, którzy w rezultacie się rozpadli.

Okrutnie spóźniony, lecz chyba najlepszy tekst inspirowany Reynoldsową „Retromanią” popełnił The Point Mag. W ramach walki z upływem czasu Joe Muggs próbował bronić kondycji dubstepu, ale w końcu (czyli w komentarzach) puściły mu nerwy. Mark Fell podważa występowanie pomyłek w muzyce, promuje za to dialog z technologią i naginanie obwodów. Stephen Graham przedstawił ciekawą teorię na temat modnego przekonania o pogarszającej się muzyce (sztuce). Po dekadach dyktatury coraz lepiej ma się burmański punk za to pierwszy kaszmirski girlsband zmuszono do rozpadu. Afrykańskie Glastonbury pomimo trudów politycznych trwa.

Muzykolog Timothy Taylor przy okazji premiery książki „The Sounds of Capitalism” rozmawiał z redakcją Pitchforka o dżinglach i reklamach radiowych. Ten sam serwis przepytał także autora analizy porównawczej dwóch ojców założycieli nowoczesnej krytyki muzycznej. Fragment książki  „Democracy of Sound: Music Piracy and the Remaking of American Copyright in the Twentieth Century” o tym, że kradniemy od zawsze, przedrukowuje Salon. Co muzyka ma do kryminałów, tłumaczy jeden z ich twórców. J. Robert Lennon również na własnym przykładzie opisuje podwójne życia literacko-rockowe.

Analizę muzykologiczną raperskiego flow na czterech modelowych przykładach Kanye Westa, Mos Defa, Andre 3000 oraz Eminema warto mieć pod ręką w razie potrzeby obalenia stereotypów. Na fali dyscyplinarek dla Ricka Rossa i Lil’ Wayne’a przyjrzano się trudnej sztuce łączenia hip-hopu ze sponsoringiem, a wizyty tego drugiego w szpitalu przypomniała o roli dragów w rapie. Andrew Nosnitsky tym razem ubolewa nad schyłkiem hiphopowego lo-fi, Complex zwraca uwagę na wcale nie najlepszy skutek uboczny „Illmatic”, za to Ten Typ Mes entuzjastycznie oddał hołd mistrzom postękiwań.

Erykah Badu wspomina J Dillę, Ben Greenman pije za zmarłego Jasona Molinę, a dochodowe pośmiertne życie nieco większych gwiazd od Tupaca po Janis Joplin podliczyło Variety. Brian Eno gawędził z Laurie Anderson, dosyć szczerze o relacjach z Universalem mówił James Blake, a swoje życiowe inspiracje sam streścił Steve Reich. Bartek Chaciński zajął się The Flaming Lips oraz ludźmi niezalu, czyli małymi polskimi wytwórniami, a Daniel Brożek ciszą Michaela Pisaro. Lepiej obejrzeć olśniewający wizualnie ficzer Pitchforka poświęcony Daft Punk, niż słuchać ich nowej płyty, o której rozpisał się wspomniany Reynolds.

Mark Russel w dłuższym artykule (PDF) podsumowuje pokrótce ekspansję zagraniczną koreańskiej popkultury i zestawia ją z eksportem materialnym. W sekcji azjatyckiej także o sygnałach odwrotu od robotów w k-popie, o japońskich netlabelach i tamtejszych echach Loveless”. A także o chowie idoli na przykładzie stajni Johnny’s Entertainment, którą to lekturę warto podeprzeć streszczeniem historii idol-popu. Gwiazdy nie uchroniły japońskiego rynku fonograficznego ani przed zasłużonym kryzysem, ani przed muzycznymi niesnaskami w relacjach z Koreą Południową i Chinami.

Niewesołą dolę kompozytorek opisuje Alex Ross przy okazji muzycznego Pulitzera dla Caroline Shaw, drugiej dopiero kobiety w XXI wieku i bodaj trzeciej w całej historii nagrody (przyznawanej od 1943 roku). Kompozytor Richard Carrick przyjrzał się twórczemu flow, New York Times hossie tanich klasycznych składanek z równie tanimi tytułami, a NPR próbował dociec fenomenu kaszlenia w salach koncertowych – wyjaśnienia szukać jednak należy raczej w pierwszym komentarzu. Dwutygodnik cieszy się wskrzeszaniem dorobku Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia.

Wcale nietrudno wyśrubować karierę na Soundcloudzie, podobnie jak przetrwać 12 miesięcy bez wieczornego streamingu. Lindsay Zoladz wspominała fake’i wczesnego p2p, a po przeczekaniu zawieruchy wróciła też na łamy Emily White, ta od „nigdy nie posiadałam muzyki”. Billboard streścił panel o odkrywaniu 2.0 z nowojorskiej EMP Pop Conference, a Sidewinder porównał, jakie narzędzia dla artystów posiadają lub szykują poszczególne serwisy streamingowe. Ich druga generacja ma być zresztą zespolona z okołomuzycznym biznesem koncertowo-gadżetowym.

W Stanach handel używanymi mp3 okazał się jednak nielegalny, chyba że sprzedamy pliki… razem z dyskiem. Rozwija się za to giełda tantiemowa i zarobkowe kowerowanie na YouTube. Według dwóch nowych badań płytom piractwo nie szkodzi. Gdy Google startuje z własnym streamingiem, Spotify dowodzi, że wcale nie kanibalizuje sprzedaży CD, a Shazam chwali się generowaniem 300 mln dolarów rocznie w ściągniętych mp3 (7% globalnego rynku!). Hypebot zaproponował zerwać z indie w pierwotnym znaczeniu tego terminu, a MySpace znów nawaliło, czas więc pochować je na cmentarzysku startupów muzycznych. Nowe Idzie od Morza nakręciło branżowe dyskusje o organizowaniu koncertów i wydawaniu płyt.

Zaskakująco precyzyjną mapę muzyki wygenerował anonimowy algorytm. Naukowcy dowiedli w sposób obiektywny, że trudnej muzyki trzeba się uczyć, żeby móc ją docenić. A słuchać w ogóle warto, bo znowu poprawia osiągi fizyczne, czerpana synchronicznie przez całą drużynę poprawia skuteczność piłkarzy, zaś wykonywana na żywo służy wcześniakom. O wychowywaniu dzieci pośród dźwięków Jarek Szubrych rozmawiał z Asi Miną. Przed koncertem można przejrzeć akademicką analizę mosh pitów, a na sam występ zabrać odrobinę acetylocysteiny, bo podobno ratuje słuch nawet w sytuacjach skrajnych.

Słuchacze radiowej Dwójki wybrali najlepsze polskie płyty jazzowe, Guardian pięć najlepszych dokumentów hiphopowych, a Beatport tyle samo house’owych. Spin wytypował 40 filmowych ścieżek dźwiękowych, które jakoby zmieniły alternatywę. Factmag sugeruje 15 najlepszych płyt techno, których raczej nie znamy (komentujący oczywiście znają), a wokalista Mazes 10 przykazań, których powinna dotrzymać każda szanująca się indiekapela. Dosyć zabawnie wygląda lista 19 niepotrzebnie spisanych tekstów.

Zakończyła się nowomuzyczna seria H∆SHTAG$ Red Bull Music Academy. Na pociechę – interesujący TED o pomyłkach w jazzie oraz fantastyczna animowana historia muzyki. Flying Lotus nagrał muzykę do krótkometrażówki o Afro-Amerykanach z rodeo, Imogen Heap zagrała tańcem, a na OtwARTej Scenie wystąpili już m.in. Tres.B, Soniamiki, Skubas i Drekoty. Sunn O))) wystawili dyskografię na Bandcampie, tam też do posłuchania album mamy Nicka Drake’a z lat 50. (ależ podobni!). Do posłuchania także mix wszystkich sampli z „Madvillainy” oraz yeah zebrane Jamesa Hetfielda.

Perkusista Black Keys przeżył poważne twitterowe zderzenie z mafią Justina Biebera, która podobno jest modelowym neoplemieniem. (A właśnie, fascynująco śledzić Twitter z kosmosu). Vampire Weekend oberwało się za spalenie starego Saaba (wkurzyli tym poprzedniego właściciela), a w Wielkiej Brytanii karzą odebraniem prawa jazdy za prowadzenie pod wpływem drum’n’bassu. Chubby Checker pozwał noszącą jego imię aplikację do mierzenia długości chubby’ego. Prawie zadławiłem też przy kozim remake’u Taylor Swift.

Skonstruowano drone przeznaczony do dostarczania piwa uczestnikom festiwali oraz słuchawki, które odgadują nastrój i dobierają odpowiednią muzykę. Ktoś kolekcjonuje nieudane promofoty didżejek – jest też tumblr ze smutnymi didżejami – a ktoś inny przedstawia współczesne piosenki jako siedmiocalowe retrosingle, przyłapuje koty na wzmacniaczach, gwiazdy rocka wkleja w „Gwiezdne Wojny” albo gwiazdy komiksów do słynnych okładek. Na koniec polecam zaś najpierw rozmowę, a potem ewentualnie artykuł o człowieku, który kolekcjonuje tylko i wyłącznie pierwsze tłoczenia „Białego Albumu”.

Calvin rodem z Hitchcocka.

.

Fine.


Zakuwając nuty (Kiosk 1/2013)

Na rozgrzewkę po dłuższej przerwie (sorry) zacznijmy od przewodnika po pięknych sklepach płytowych, aż nadto udanej ściemy z nową okładką Vampire Weekend – w istocie zadania domowego – krótkiej historii playbacku inspirowanej reinauguracją Obamy, twórczego zużycia winyli, rosyjskiej kpiny z korekty studyjnej, klubowej instrukcji traktowania kobiet, londyńskiej taksówki muzycznej, osadzonego w realiach grającego globusa, wybitnie wystrzałowych instrumentów, muzykującej kostki Rubika, jabłecznych głośnikosłuchawek, gwiazd słów ostatnich i finału konkursu na najgorszą koszulkę fanowską.

Ludzie ponadto animują dzieje muzyki w GIF-ach – chyba że akurat prześwietlają owoce i warzywa – przymierzają gwiazdom fryzurę Skrillexa, komponują myślą, układają sushi w Rolanda TB-303, pocieszają bezrobotnych, samodzielnie drukują winyle, automatycznie generują zupełnie przyzwoite recenzje audiofilskie (każde F5 = nowy tekst), czytają 6128 książek, piszą na perkusji i tłumaczą sieci pajęcze na dźwięki. Poważna prasa nawija rapem, metalowcy ostro sie promują, Szwedzi odstraszają Chrisa Browna, a klubowicze z Miami DJ-a Shadowa.

Czarnoskóry fan białego indie przyznał: łatwo nie było. Pete’a Cashmore’a z depresji wyciągnęły potyczki rapowe, a Keerila Makana – komponowanie. Dla Seana T. Collinsa światłem w mroku okazali się gorzcy Godspeed You! Black Emperor, gdy beztroską Ulicą Sezamkową torturowano w Guantanamo. Nieistniejący już twitterowy profil I Hate Indie Rock przypomniał niezrealizowane postulaty punku, a w końcu sprowokował do refleksji nad powinnościami odbiorcy sztuki w ogóle. Gdy Simon Reynolds dissował obsesję remiksu broniąc oryginalności, innowacji i geniuszu, Juno dociekało samych źródeł mody na dekonstruowanie klasyków.

Z punktu widzenia ekologii 27 streamów albumu szkodzi podobno tak samo, jak jedno CD. Doświadczeniami z pierwszego roku abonamentowego streamingu podzielił się Rob Weychert, a wątek podjęli między innymi Elliot Jay Stocks oraz – najkrócej i najciekawiej – Frank Chimero. Oryginalne spojrzenie na cyfryzację okazał się mieć także muzyczny archiwista. Jak w tym kontekście dochodzi się do sławy? Village Voice dostrzegł trzy drogi. O latach świetności i schyłku blogów z muzyką nieznaną dyskutowali pionierzy procederu.

Przez chwilę głośno było o czarnych kobietach w black metalu oraz o białych piszących o czarnych. Nowojorska socjolog podzieliła się pięcioletnimi obserwacjami obsesji autentyzmu, którego ewolucję prześledził Stephen Graham. Atlantic domaga się edukacji rockowej, którą można zacząć od porównania dnia muzyka rockowego z dniem fana. Wykonawcy podzielili się doświadczeniami z trasy. Krytycy skrytykowali pedałowanie w słuchawkach. Literaci wyznali, do jakiej muzyki piszą, a dzięki solówkom Milesa Davisa jeden z nich odkrył, że w jego fachu mniej znaczy więcej.

Niełatwo było utrzymać w tajemnicy prace nad nowym albumem Davida Bowiego, którego okładkę tłumaczył autor Jonathan Barnbrook – a Guardian chwalił za radykalizm. Samego Bowiego dekada po dekadzie zgrabnie streścił Telegraph. David Stubbs po rocznicowym koncercie postawił warunki Stonesom, a z okazji maratonu w Tate Modern opowiedział o Kraftwerk, które notabene wygrało z hip-hopem batalię o dwie sekundy. Zabawnie czyta się recenzje klasycznych singli punkowych pióra Chucka Berry’ego oraz wspomnienie Raviego Shankara autorstwa innego Raviego Shankara.

Mocarny tekst o Grateful Dead z perspektywy zaginionych bootlegów popełnił New Yorker. Pod tym samym logo Sasha Frere-Jones opisał Bikini Kill, czyli matki chrzestne Riot Grrrl, a przy okazji wznowień zestawił bluesrockowe potęgi Zeppelinów i Stonesów. Nitsuh Abebe w długą opowieść o Grizzly Bear włączył kwestie utrzymania. Pośmiertną karierą Aaliyah zajął się Atlantic, który rozstrzygnął również pomiędzy André 3000 a Big Boiem. Po fragmencie „Unknown Pleasures”, pamiętnika Petera Hooka z Joy Division, już widać, że będzie tyleż fascynujący co niepewny.

Zdaniem niektórych punk zaczął się w Peru, inni wyśledzili mizoginię w industrialu oraz związki dubstepu z metalem i funkiem. Dubstepowe zmainstreamowienie opisał Spin, a historię gatunku The Verge rozpoczął od prapoczątków. BoingBoing przyjrzał się globalnemu basowi, wprowadził w drone oraz hauntologię. Guardian uczcił dziesięciolecie grime’u, Stereogum zmartwił schyłkiem chillwave’u, a brytyjski kornecista przypomniał, jak jazz przegrał z Beatlesami. A właśnie: po 50 latach Paul McCartney ogłosił, że Yoko Ono nie jest winna rozpadu grupy. Za to sam zespół, zdaniem producenta The Simpsons, jego serial i wszelkie animowane bestsellery.

Salon przyjrzał się być może szkodliwej roli standardów w jazzie, Economist jego pociągowi do pociągów, NPR niegasnącemu czarowi składanek, zaś WSJ – zaglądając przy okazji na warsztat – remasterów. Skąd w polskiej muzyce tyle outsourcingu masteringowego – wyjaśnił Paweł Franczak. Zainspirowany wirtualnym oprotestowaniem Rihanny za romans z seapunkiem Max Perpetua usprawiedliwił mainstream z podkradania pomysłów undergroundom, Guardian zaproponował 7-stopniowy cykl boysbandowy, a tak w ogóle to pop podbija pogrzeby.

Na gangnamowej fali – polecam przyjemny akustyczny kower – New Yorker rozpisał fenomen K-popu na osiem fascynujących stron. Nad specyfiką koreańskiego rynku muzycznego pochylił się The Stool Pigeon. Zachód podbili w samą porę, bo w Japonii zaszkodziła im polityka. Slate wyraził nadzieję na więcej nieanglojęzycznych piosenek na liście Billboardu, a zmęczeni popem południowokoreańskim mogą odreagować nieskażonymi XXI wiekiem przebojami sąsiadów z Północy.

W Afganistanie zadebiutowała pierwsza raperka, Idola w RPA w końcu wygrał czarnoskóry, Emicida i Criolo sprawili, że swój moment w Brazyli ma rap. Po ostatnich zmianach politycznych pierwszą damą Chin została pierwsza dama tamtejszego folku. Specyficznie funkcjonuje scena muzyczna na Alasce, podobnie jak w Tokio, gdzie tępią taniec. Mniej lub bardziej popularni od Massive Attack po Kronos Quartet polecają utwory z Mali, a pożytkami darmowego zdalnego kursu muzyki świata podzielił się jeden z absolwentów.

Kaszlemy w filharmoniach nawet dwa razy częściej niż przy innych zajęciach – stwierdził jeden z niemieckich naukowców. Noworoczne życzenia dla poważnych środowisk zebrał NPR, a świeżo mianowany szef klasycznego Universalu polecił orkiestrom wyluzować, jeśli za parę lat chcą jeszcze grać. Z czym niektórzy polemizują, sugerując jednocześnie, że klasyce – inaczej niż muzyce rozrywkowej – przydałaby się kompresja. Warto by za to zrezygnować z zakuwania nut, w których Brahms ukrywał ludzi.

Przewodnik Toma Service’a po współczesnych poszerzył się o Luigiego Nono, Meredith Monk, Mortona Feldmana, Steve’a Reicha, Philipa Glassa, Corneliusa Cardew, Terry’ego Rileya oraz – sto lat – Witolda Lutosławskiego. Z okazji innej setnej rocznicy NYT przypomniał pierwszą wizytę London Symphony Orchestra w Nowym Świecie. Howard Goodall cokolwiek na wyrost wypomniał muzyce popularnej stare długi. Atlantic zebrał tematy szczególnie lubiane przez kino, którego etatowcy wyżywają się twórczo w grach wideo. Informacje o zarobkach rosyjskich solistów mogą zdziwić prawie tak jak inspirowane losami Beethovena koncerty dla dzieci z wadami słuchu.

Z „pięciu rzeczy, których nie wiesz o Schumannie” autorstwa jego biografa Fredericka Jensena faktycznie dowiedziałem się, że jeden z najpiękniejszych utworów fortepianowych kompozytor napisał na moment przed tym, jak zbzikował. Pianista Jonathan Biss wyznaje, że Schumann pomógł mu poznać samego siebie, a gdzie indziej rozbraja negatywne stereotypy dotyczące kompozytora – według niego Schumann wymyślił za to muzyczną retromanię. Łatki przyszywane Wagnerowi odpruł Alex Ross. NPR rozpracował pierwsze cztery nuty Piątej Beethovena. Dyrygenci okazali się obiektywnie przydatni,

Wciąż nieprzekonanych do „good kid, M.A.A.D.” nawróci może wyznanie świeżo oświeconego. Salon zajął się wyznacznikami statusu w hip-hopie, czyli drogą od Adidasów przez Maybacha do Warhola. Drew Millard wyróżnił sześć typów rapowego wywiadu. Time w związku z 25-leciem Public Enemy przypomniał kluczowe momenty ich kariery, a LAWeekly serią artykułów uczciło 20-lecie The Chronic. GZA zaangażował się w projekt uczenia rapem.

Resident Advisor podpytywał i podglądał, jak Mount Kimbie, Apparat czy Bass Clef zmagają się z laptopową nudą sceniczną. W dyskusję o ekranach na scenach włączył się PopMatters, a także Matthew Perpetua broniący wciskających play. Spin zwrócił uwagę, że podwójny przymus produkowania i didżejowania szkodzi całej scenie. Blackdown graficznie rozrysował typy setów didżejskich, a pewien sympatyczny audiofil podniecił cyfrowymi nowinkami hi-fi. Gdy BBC gawędziło z wynalazcą, uczciwie oceniono 30-letnie już MIDI.

Windy Weber z grupy Windy & Carl w osobistym poście opowiedziała o życiu z muzyką, marzeniach, rozczarowaniach i schyłku. Fascynującą rozmowę z Andrzejem Korzyńskim przeprowadził Jacek Skolimowski. Conny’ego Planka, producenta Kraftwerk, Neu!, Ash Ra Tempel czy Ultravox wspomnieli wspólnie Brian Eno i Holger Czukay. Eno przyznał, że sadzi dźwięki gdzie popadnie, a na łamach Guardiana spotkał się z koreańskim ekonomistą. Max Richter tłumaczył, co wyrządził Vivaldiemu, a Björk z wydanych niedawno remiksów i sensu życia.

W serwisie Kids Interview Bands muzyków przepytują dwie jedenastolatki. Resident Advisor dopadł nasze Catz N’ Dogz, z całym Redditem czatowali Sigur Rós między innymi o płycie przygotowywanej, a tę już wydaną z Japan Times konsultował z Shugo Tokumaru. Davidowi Byrne’owi z powrotu do majorsa spowiadał się Trent Reznor. Rozmawiano także z Gilberto Gilem, współwynalazcą New Jack Swingu z okazji ćwierćwiecza, a na 20-lecie wytwórni Thrill Jockey z założycielką. Economist natrafił na szczególnie zdeterminowanego organistę.

Że spodziewał się sukcesu, przyznał Kendrick Lamar i wyspowiadał z 25 ulubionych płyt. O longplayach swego życia opowiedzieli również James MurphyChilly Gonzales oraz Michael Gira – tutaj jest akcent polski – a bohaterów młodości wyjawił Ed Droste. Odnalazła się nawet odręczna lista ulubionych płyt Kurta Cobaina. Stylem (nie)udzielania wywiadów zaimponował mi Lee “Scratch” Perry, a skoro jesteśmy przy weteranach: Library of Congress zaczęła udostępniać słynne wywiady Joego Smitha z lat 80. m.in. z Bowiem, Beatlesami i Rayem Charlesem.

Naukowcy donoszą, że najniebezpieczniej prowadzić przy klasyce. Ton preferowanej muzyki oddaje ducha czasów, granie obniża ciśnienie i tętno, choć śpiew, taniec i walenie w bębny podnoszą poziom endorfin czyniąc nas szczęśliwszymi. Zresztą muzyka działa jak dragi. Ustalono ponadto, że fałszującym nie brak słuchu, lecz głosu, dźwięki i zapachy się komponują, a melodii uczymy się jak tańca, sportu i innych czynności motorycznych. Gusta nastolatków zapowiadają późniejszy stosunek do porządku. Zmarły niedawno Dave Brubeck dobrze robił na głowę. Soliści umierają młodziej.

Pewien muzyk udostępnił cały swój dorobek za darmo na dobę i pokrótce opisał, co z tego wynikło (zarobił krocie). Bandcamp wprowadził profile fanowskie, zamieniając kupowanie w promowanie i pozytywny lans. Stereogum próbował wykoncypować, jak niezależni mogą wyjść na finansową prostą. Gdy jedni grają po domach, z hasełkiem „nie marudź, ruszaj w trasę” wojuje Maura Johnston. Pitchfork sprawdził, ile w rapie znaczy sprzedaż (niewiele), Stool Pigeon rozważał sens przedpremierowych odsłuchów, a Kickstarter okazał się kolebką muzycznych filmów dokumentalnych. RIAA wykoncypowała tymczasem, że liczba zawodowych muzyków zmalała o połowę,

99 nieszczęść przemysłowi muzycznemu wypunktował serwis Digital Music News. Brytyjczycy opublikowali i ładnie oprawili listę wszystkich (123) milionerów singlowych ostatnich 60 lat – prowadzi Elton John. Listę krezusów wszech czasów otwiera niejaki Andrew Lloyd Webber. Spencer Manio opowiedział o tym, jak wstawia muzykę do reklam i hipermarketów, a kwestią muzyki handlu zajął się również Jan Błaszczak. Przy okazji zaręczyn Beyonce z Pepsi przyjrzano się dziejom mecenatu, a sukces ostatniej płyty Taylor Swift wytłumaczono rozmachem marketingowym.

Gdy Chińczycy budują dolinę muzyczną, szef brytyjskiego Live Nation zrzuca winę za zapaść koncertową na wybrednych słuchaczy. Na festiwalu Coachella wciąż jednak zyskują wszyscy dokoła. Współzałożyciel Netscape’a tłumaczy, czemu postanowił zainwestować 15 mln dolarów w Rapgenius, którego fenomenowi przyjrzał się również New York Times. Hypebot przekonuje o wadze wytwórni kasetowych na przykładzie Opal Tapes, którą odwiedził Resident Advisor. Wydawcy książek wiele mogliby się podobno uczyć od wytwórni indie.

Własny serwis streamingowowy szykuje duet Trent Reznor – Dr. Dre, podobnie jak BBC oraz Microsoft, przy czym ten ostatni obiecuje 30 milionów utworów. Pojawił się streaming dla didżejów, a własną platformę dla muzyków uruchomił WordPress. Podsumowano 11 lat i tyleż etapów iTunes, niezależne wytwórnie wściekły się na MySpace, że puszcza ich muzykę na lewo, wróciły kontrowersje związane z handlem używanymi empetrójkami, a pojawiły wokół nowej metodologii Billboardu. Sony sprytnym zabiegiem wydłużyło swoją władzę nad wczesnym Dylanem, zrezygnowało za to z produkcji walkmana.

Ortodoksyjną listę 50 hip-hopowych utworów wszech czasów z introdukcją ?uestlove’a ułożył Rolling Stone. Village Voice przygotował dziesięciopłytowy niezbędnik freejazzowy, a między rozmaitymi podsumowaniami 2012 – najpopularniejszych utworów na Spotify czy też najlepiej zarabiających muzyków tudzież kobiet – zawieruszyły się zestawienia piosenek najczęściej występujących w literaturze, szczególnie irytujących zachowań koncertowych, najlepszych rockowych trylogii oraz indie-dokumentów. I kapeli metalowych, których skład uległ całkowitej wymianie.

25 zespołów nazwanych na pohybel redaktorom wytypował AV Club, a Flavorwire uzupełnił celowo kontrowersyjnymi. Ten sam serwis przyszykował czarującą kolekcję negatywnych recenzji klasycznych – jak się miało okazać – płyt pióra poważanych mimo tego krytyków. A także listę dziwnych karier, wyprodukowanych przez speców od elektroniki albumów rockowych i vice versa, a także zestaw wczesnych demówek przyszłych gwiazd. Complex wytypował 50. najlepszych fotografów muzycznych i dorzucił ich jeszcze ćwierć setki.

W połowie stycznia Kwadrofonik wraz z licznymi gośćmi zagrał „Music for 18 Musicians” Reicha podobno po pierwszy w czysto polskim składzie. Kto nie zdołał obejrzeć na żywo, może nadrobić online. Pewną piosenkę skomponowało aż 2601 osób, 250 najlepszych filmów według IMDB ktoś wcisnął w 2,5 minuty, radosna ekipa CDZA streściła zaś historię muzycznych przesłyszeń. Nowy miks dla Glissanda popełnili Matmos i Wobbly, Lance’a Armstronga zmiksowano z Creep, znanych uchwycono w pozach prozaicznych.

Wyciekła minuta, podczas której młodzi Stonesi kowerują największych rywali. Kylie Minogue cofnęła się do „Locomotion”, a w ponadgodzinnym wywiadzie Nas aż do „Illmatic”. Al Jazeera nakręciła dokument o mongolskim rapie. Mark Fell z SND wydobył muzykę z ruchu cząstek, a ktoś inny odtworzył Rolanda TR-808 ze sprzętów analogowych. Co poza tym? Nieletnie japońskie ksylofonistki rządzą. Koreańskie słonie mówią. Morskie wobble’ują. Za oknem odwilż, a ja i tak zapraszam do komponowania.

Calvinowi na śniegu fantazji nie brak.

.

Fine.


W obronie prostej muzyki (Kiosk 8-9/2012)

„Najfajniejsze to wideo ze stadionu. Ledwie kilka miesięcy temu mieliśmy serię artykułów o tym, jak k-pop przygotowuje się do podbicia Zachodu, a okazuje się, że szlaki przeciera ten człowiek… to jest po prostu mega-zajebiste i dla takich historii uwielbiam popkulturę”.

Znajomy skomentował tak podsunięty mu artykuł The Atlantic o drugim dnie koreańskiego megahitu „Gangnam Style” Parka Jae-Sanga znanego jako Psy. No bo miały być dziewczęta tańczące jak im każą, a tymczasem narodowego precedensu dokonał samodzielnie piszący, komponujący, produkujący, śpiewający, tańczący i reżyserujący błazen. Tryby fonograficzne dawno nie trzeszczały tak radośnie jak wtedy, gdy wspinał się szczyt fińskiego odpowiednika Billboardu. A symbolem tej rewolucji, a przynajmniej rewelacji, będzie owo wideo ze stadionu The Los Angeles Dodgers.

Mnie z kolei Marceli podesłał piękny tekst o muzyce do pogrzebów, a pozostając przy tematach oryginalnych i miejscami międzynarodowych można się co nieco dowiedzieć o typografii grunge’u, niedoborze producentek muzycznych, rosyjskich muzykach w Nowym Jorku oraz undergroundowych w Chinach, potencjalnym wpływie prawa antysquatowego na brytyjski pop i faktycznym amerykańskiego punku na współczesną sztukę protestu – a właśnie, treść songów Pussy Riot nie ma podobno żadnego znaczenia. A także o zakazie randkowania w japońskich girlsbandach, meksykańskim gangsta rocku i warszawskiej ciszy nocnej w czasach zamierzchłych.

David Hepworth spisał 10 zasad, którymi kierowałby się rozpoczynając kolekcjonowanie płyt od nowa. Bartek Chaciński przyjrzał się kanonom muzycznym, zaś Adam Harper po omówieniu ironii w muzyce oświadczył, że żyjemy w epoce post-genre, czyli coraz mniej chętnie sankcjonujemy nurty muzyczne. Na taki kąsek czekali sieciowi polemiści oraz Rory Gibb z serwisu The Quietus. Zamieszanie ostatecznie skłoniło Harpera do doprecyzowania tez. Z niesprawiedliwościami mapy zagęszczenia muzyki w USA dyskutował z kolei Spin, który ma poza tym nadzieję, że Frank Ocean zapowiada coś większego.

Czy Thelonious Monk zakwalifikowałby się do konkursu własnego imienia? – pyta NPR. Czy porównywanie czarnego jazzowego Duke’a Ellingtona do białych poważnych Europejczyków ma uzasadnienie? – zagaja LA Review of Books w omówieniu książki „The Ellington Century”. Nie szczędząc pytajników Marek Kiciński gromi wszechjazzowy pęd klezmerski, a Salon dziwią niekończące się kariery. Irish Times stanął w obronie prostej muzyki, a Alexandra Coghlan zdaje smutną relację z zagrożeń czyhających na astmatyków w filharmoniach. Podobno doom metal ma w sobie New Age i przy tej okazji warto wspomnieć, że MF DOOM organizuje sobie zastępstwa licząc na to, że nikt nie zauważy. Zauważył.

Dlaczego Barack Obama stracił entuzjazm do hip-hopu (z wzajemnością) tłumaczy Erik Nielson z University of Richmond. Laurent Fintoni przekonuje, że rozmaite hiphopowo-elektroniczne hybrydy – Wonky? Aquacrunk?? Lazer Bass??? – to nic innego jak dojrzała faza starego dobrego boom bapu. Na fali kolejnych kontrowersji Ann Powers bada rolę „dziwki” w dziejach, a HipHopDX w cyklu Taboo zajął się faktyczną czarnością gatunku, jego relacją z chrześcijaństwem i obsesją raperów na punkcie Iluminatów, której to kwestii poświęcono też komiks z udziałem Drake’a, Jaya-Z, Beyonce i Kanye. Serwis zastanawia się też, czemu pomimo komercyjnego schyłku nowojorski hip-hop wciąż zadziera nosa,

Wraz z premierą albumu-hołdu „Spirit of Talk Talk” Guardiana przygląda się dziwnej końcówce kariery zespołu i cytuje znanych zainspirowanych. New Yorker przygotował potężny profil Bruce’a Springsteena, The Quietus udostępnił fragment nowej biografii Kraftwerk, Jan Błaszczak przybliżył Stockhausena, a Simon Reynolds podsumował wyczyny Roxy Music. Ten ostatni popełnił też niekoniecznie najciekawszy, za to na pewno najdłuższy tekst o EDM. Pitchfork opowiada historię pierwszego przedpremierowego przecieku, do którego Bob Dylan dopuścił jeszcze w latach 60. Jak brzmi obecnie głos Dylana? Vulture przejrzał prasę i wybrał co ciekawsze epitety.

Fascynującą na swój sposób rozmowę z 76-letnim kolekcjonerem 78-obrotówek, dla którego jazz – ba, muzyka! – skończył się w 1933 roku, odbył przychylny tradycjom serwis Dust and Grooves. Jarek Szubrycht dopadł szefa Ensemble Modern, a Joe Muggs z władcą 4AD omówił wszystko od sztuki po biznes i od Cocteau Twins po Spaceghostpurrp. Równie rozległe tematy poruszyli Zadie Smith i Jay-Z zszedłszy się w przyjemnej włoskiej knajpce przy nowojorskiej Mulberry Street. Petera Gabriela przepytano na okoliczności 30. urodzin festiwalu WOMAD oraz hucznej reedycji „So”.

O nadchodzącym „Until The Quiet Comes” Complexowi opowiedział Flying Lotus. Całe swoje życie na łamach Self-Titled streścił John Lydon, James Blake wyznał Japan Timesowi, że ciągle słucha mamy, natomiast Amanda Palmer, której ostatnie poczynania nie wzbudziły entuzjazmu Steve’a Albiniego, wyznała Billboardowi, co Twitter zmienił. Pitchfork spotkał się z Lisą Gerrard, a oprócz tegoż serwisu załogę Animal Collective dopadł Matthew Perpetua i reprezentant PopMatters. Z wywiadowej rutyny wyrwał się Spin: zamiast pytać AnCo o inspiracje sam znalazł ich aż 127. Tom Ewing wysondował tymczasem czytelników, dlaczego zespół ten dla nich wielkim jest.

Wojnę stuletnią obrońców praw autorskich z postępem technologicznym streścił Rick Falkvinge, założyciel szwedzkiej Partii Piratów. Leo Belchetz z wytwórni Fabric tłumaczy, dlaczego dotychczas bojkotował iTunes – kogo tam jeszcze brakuje, wylicza TechHive – gdy z kolei wiolonczelistka Zoe Keating ujawniając dochody wskazuje na iTunes i Bandcampa jako główne źródła utrzymania. Grizzly Bear nie lubią Spotify, ale znów znajdą się tacy, którzy na streamingu zarabiają. Rozeznać się w tym mętliku pomoże aktualizacja słynnego wykresu kołowego pokazującego, ile czego trzeba sprzedać, by wypracować płacę minimalną.

O kreowaniu przebojów w erze społecznościowej pisze NYTimes, a Village Voice prześledził etykietki przypisywane czarnej muzyce na liście Billboardu na przestrzeni lat. Gdy Buzzfeed brzydził się rankingami, forumowicze Drowned in Sound wybrali 101 płyt wszech czasów, a czytelnicy Rolling Stone’a topowe płyty progrockowe, bo gatunek ten doczekał się – rychło w czas – własnej gali. Attack ma ranking 10 klasycznych automatów perkusyjnych, RFTmusic poleca 6 kawałków rockowych z udziałem gramofonów, a swe ulubione teledyski wskazało Yeasayer

Pozostając będąc na wizji: zaktualizowano zestawienie 50 najlepszych filmów według ankiety Brytyjskiego Instytutu Filmowego. 24 obrazy wymalowane przez zwykle grających – wraz z krótkimi Q&A – reprodukuje Paste. Flavowire ułożył litanię muzycznych męczenników i muzyków najpłodniejszych, zapominając niestety o Leifie. Przez sieć przewinęły się też listy 30 najbogatszych (eks)perkusistów i takichże didżejów. Ale Marcin Flint przebił to wszystko, wybierając i opisując 120 utworów na 20-lecie polskiego hip-hopu.

Według Berniego Krause, który od czterdziestu lat błąka się po lasach z mikrofonem, przyroda cichnieZa to pewien 23-latek niedawno usłyszał muzykę po raz pierwszy i zdał raport z wrażeń. Jak dobrze pójdzie, wkrótce będziemy muzykować głową, a póki co DJ /rupture zmontował wtyczki audio o nazwie Sufi Plug-Ins, które pomagają wyrwać się z okowów europejskiej harmonii. Beck wydał nowy album tylko w postaci partytury – na tej fali powstało sporo zestawień dziwnych sposobów dzielenia się muzyką ze światem – a małpy śpiewają po ludzku.

Dopiero teraz trafiłem na tę przezabawną minikonferencję Roba Reida na temat piractwa. Pitchfork nakręcił minidokument o Flying Lotusie, Dirty Projectors minifilm do własnej muzyki, a ktoś inny teledysk excellowy. Wordless Music Orchestra wykonała akustycznie „Disintegration Loops” Williama Basinskiego, Anti-Social Network udostępnia kompendium prawdziwego electro złożone ze 116 utworów, zaś NYTimes publikuje zdjęcia niszczonych fortepianów. Czy jesteś muzycznym snobem? – można sprawdzić tutaj.

Przy okazji New York Fashion Week dziesięciu projektantów wyznaje, czego słuchają przy szyciu. Playlistę Omara z The Wire ujawnił grajacy go Michael K. Williams, a idealnego podkładu do ćwiczeń szukał Times. Dan Deacon przy pomocy zmyślnej aplikacji oddał oświetlenie swoich koncertów w ręce publiczności. Szwajcarscy naukowcy odkryli, że odrobina grzyba zrobi z tanich skrzypiec Stradivariusa, a inni postanowili zwizualizować muzykę w trójwymiarowe rzeźby. Za 1000 dolarów można już kupić słuchawki dla kotów, a jakby tego było mało, to świat doczekał się pary o nazwisku Rock-Singer.

Calvina swędzi.

.

Fine.


Z Muppetami o muzyce (Kiosk 6-7/2012)

Świat staje do góry nogami: kowery wyprzedzają oryginały, sprzedaż starych nagrań prześciga zbyt nowych, koncert wyprzedany niekoniecznie oznacza pełne trybuny, a uczciwy biznes streamingowy nie jest w ogóle możliwy. Jakby tego było mało, Winamp niszczy sam siebie, a do tego istnieje zawód beat brokera.

Zgrabne podsumowanie ostatniej odsłony debaty o (nie) płaceniu za muzykę połączone z próbą stworzenia kodeksu mecenasa muzyki znalazłem na Rawkblogu. Powody, dla których piractwo obeszło się z muzyką inaczej niż z książkami, wyliczył Nicolas Carr w polemice do szukającego analogii artykułu opublikowanego na łamach Wall Street Journala.

Pianista i kompozytor Kurt Ellenberger postanowił wyjaśnić, dlaczego namawianie do jazzu to wcale nie taka prosta sprawa. Zbiegło się to z serią bliźniaczych publikacji Grega Sandowa, który zarysował pokrótce dzieje poczucia wyższości i bycia niezbędnym w środowiskach muzyki poważnej i dorzucił trzy pomysły na to, jak odzyskać filharmoniczną publiczność. W Rzymie tymczasem tysiące dzieci wciąga się w operę.

Ted Leo wymalował laurkę grupie Rush, Green Gartside ze Scritti Politti podobnie postąpił z Sandy Denny, zaś dla równowagi Erykah Badu nawrzucała Wayne’owi Coyne’owi – który przy tej okazji okazał się kretynem. Andrew Falkous z Future of the Left natomiast wyszykował dosadną ripostę autorowi Pitchforkowej recenzji nowej płyty zespołu. Lauryn Hill wytłumaczyła, gdzie była, gdy jej nie było, a lekturę wpisu warto uzupełnić o komentarz Sashy Frere-Jonesa.

Ten ostatni w innym artykule zeswatał Justina Biebera z Merzbowemprzypomniał nam również o LCD Soundsystem w kontekście pożegnalnego filmu „Shut Up and Play the Hits”. Guardian zajął się Van Dyke Parksem, a David Toop zmarłym niedawno Lolem Coxhillem. Mimo braku pewności co do autentyczności polecam też wyznanie człowieka, dzięki któremu Brian Wilson miał poznać LSD.

Wypowiedzi 25 songwriterów na temat ich fachu zebrał Atlantic. A już konkretnymi radami dla muzyków młodych podzielili się ci starsi: pierwszy zestaw wskazówek ułożyli Steve Albini, Chuck D., Glenn Branca, Frank Black, Girl Talk czy Genesis P-Orridge, zaś w części drugiej swoje dwa grosze dorzucili Brian Wilson, Paul Weller, Robert Schneider, Allen Toussaint, Corin Tucker i inni. Z kolei przedstawiciele Ninja Tune, Planet Mu, Hyperdub, Olde English Spelling Bee, Not Not Fun, Touch czy Werk Discs pomagają chętnym otworzyć wytwórnię muzyczną.

Zamknął się magazyn The Word, który ciepło wspomina Tim de Lisle na łamach Intelligent Life, a o samym wieszaniu klepsydr w epoce informatycznej napisał naczelny pisma. Z czytelnikami pożegnał się również bardzo zasłużony dla elektroniki kolektywny blog mnml ssgs. A to wszystko przypomniało mi o artykule o upadku krytyki jazzowej… z 1983 roku.

Martyn nazwał amerykański dubstep nü nü-metalem. Spin stwierdził, że punk wypiera indie, Village Voice przedyskutował nowojorski indie pop, a Vice przegląda muzyczne fale od new- po lol-wave. AV Club wprowadza do progrocka, SFWeekly do współczesnej muzyki tanecznej, a Daniel B z Front 242 na łamach FACT-u zachęca do EBM. Jest też przewodnik po najwcześniejszej elektronicektóry uzupełnia solidna lista 55 kamieni milowych gatunku (via Polifonia). The Believer w swoim corocznym muzycznym wydaniu arcyciekawie o Library Music (via Marceli).

Andrew Nosnitsky, założyciel bloga Cocaine Blunts, rozpisał się w The Wire o ekonomii rapowej blogosfery. The Atlantic pochwalił żyzność i tożsamość southern rapu, Cypress Hill wytłumaczyli, jak od samplowania Black Sabbath doszli do dubstepu, a natrafiłem też na interesującą pochwałę Rakima w ćwierćwiecze premiery „Paid in Full”. Porządną sylwetkę Mos Defa, znaczy się Yasiina Beya, opublikował The Awl. Ice-T opowiedział Time’owi o swoim nowym rapowym filmie dokumentalnym, a umowne miejsce narodzin hip-hopu odwiedził AV Club.

O roli technologii w muzyce jamajskiej – od reggae przez dub po dancehall – opowiedział jej badacz. NPR zajął się egipskim undergroundem, Pitchfork hiszpańskim indie, a naszą polską R.U.T.Ą. zainteresował się serwis the Arts Desk. Atlantic zbadał fenomen Kyary Pamyu Pamyu i dziwnej Japonii. Jonathan Campbell, autor książki „Red Rock: The Long, Strange March of Chinese Rock and Roll”, podzielił się swoimi ulubionymi płytami z Chin.

Wypłynęła niepublikowana wcześniej transkrypcja rozmowy, jaką John Lennon, Yoko Ono i Timothy Leary przeprowadzili w łóżku w maju 1969. Clash z kolei udostępniło rzadki wywiad z Boards of Canada sprzed 5 lat. Z otwierającą własną wytwórnię mamą J Dilli, spotkał się Fact, a z autorem nowej biografii Yo La Tengo Pitchfork. Nicolas Jaar opowiedział kamerze o skutkach słuchania Keitha Jarretta, Geoff Barrow z Portishead o płytach swojego życia Guardianowi, a Steve Reich Quietusowi między innymi o przyszłorocznej przeróbce Radiohead.

Zacny wywiad z Fioną Apple przeprowadził Pitchfork, ale jeszcze lepszy – Interview Magazine. Telegraph rozmawiał z Muppetami o muzyce, zagadnął także Nico Muhly’ego o jego nową drone’ową EP-kę inspirowaną odkurzaczemPopMatters umówił się z Anais Mitchell, Glissando z Anstamem, TMM z Bassekou Kouyate, a Popup z Vijayem Iyerem, Colinem StetsonemJulią Holter oraz The Antlers. Długą rozmowę z Greilem Marcusem odbył Simon Reynolds, który skomentował też swoje ulubione UK-garażowe remiksy przebojów R&B.

Jak Volkswagen poradził sobie z odmową udziału w reklamie zespołu Beach House relacjonowały między innymi Wall Street Journal oraz New York Times. Pitchfork dopisał tło historyczne. Globe and Mail zapytał kanadyjskich muzyków relatywnie niezależnych o sprzedawanie się w spotach, a Paste zebrał opinie ośmiu wykonawców na temat artystycznej niepodległości – czyli z wytwórnią czy bez?

Ile obecnie zarabia się na Spotify – sprawdził Atlantic, zaś The Next Web odnalazł arabskiego kuzyna tegoż serwisu. Wpływem słuchania na produktywność biurową zajął się Wall Street Journal, a z artykułem koresponduje bardziej filozoficzny od mojego tekst o samotności w słuchawkach. Jak słuchają i co słyszą komputery? – o tym w obszernym raporcie na temat muzykologii obliczeniowej.

Równie obszernie o naszych biologicznych i społecznych uwarunkowaniach do bycia gatunkiem muzykalnym opisał Salon. Na tych samych łamach znalazłem poetycką obronę winylu. NYTimes prześledził ewolucję odtwarzaczy samochodowych, krótką historię sztucznego pogłosu sporządził Atlantic, a sztuczna inteligencja swoimi kompozycjami znów zmyliła publiczność.

Co czyni muzykę niepokojącą – usiłowało dociec NPR. W tym samym portalu można znaleźć ciekawy cykl pod tytułem „dzieci i instrumenty”. Porusza się w nim kwestię wyboru instrumentu oraz nauczyciela, a także strategię ćwiczeń i metod motywowania, przy czym komentarze bywają nawet ciekawsze od samych felietonów.

Oprócz polskiego popu Guardian w dziesięciu utworach podsumował także francuskiniemiecki, holenderskihiszpańskibelgijski i włoski, za czym stoją pewnie jakieś fundusze unijne. Serwis świętuje także 60 lat brytyjskiej listy singli przypominając po jednym z każdego roku. Paste po swojemu rekomenduje 60 płyt z lat 60. oraz 70 z lat 70, a z okazji 50. urodzin The Rolling Stones 50 najlepszych piosenek zespołu wybrał Paste, który to ranking uzupełnia przewodnik po dotychczasowych książkach o grupie.

18 piosenek antybitelsowskich zebrał AV Club. Wynalazł też 15 muzyków, którzy przepraszali za swoją twórczość. Flavorwire znalazł garść ulic nazwanych po muzykach (sam przy takowej mieszkam!), wybrał również dziesiątkę najbardziej absurdalnych tekstowo przebojów lat 80. i sporządził wykaz współprac muzyków i literatów. 100 topowych rapowanych przejawów Los Angeles zebrał Complex, a Marcin Flint wespół z tłumem gości głosował na najlepsze produkcje Madliba,

Independent chwali innowacyjne gitarzystki oraz najbardziej zasłużonych brytyjskich kompozytorów. Spin usiłuje serio wybrać 40 najlepszych nazw zespołów, a Popmatters 20 najbardziej wpływowych metalowców. Pierwsze półrocze roku 2012 podsumowują didżeje BBCPasteTinyMixtapes, Guardian, NPRWild Mercury SoundThe Line of Best Fit i wreszcie Metacritic.

Wśród multimediów playlista The Wire do numeru o basie, Neutral Bling Hotel, czyli mash-up In the Aeroplane Over the Sea z hip-hopem, skrócona historia muzyki zachodniej w 16 gatunkach, mix nowej muzyki z Islandii, zebrane kowery Nicka Drake’a, koncert Faith No More z poznańskiej Malty, a także całe, wizualnie imponujące wykonanie albumu „ISAM” Amona Tobina. Paste stworzyło widebazę występów starych i nowych, która już na starcie liczy podobno ponad 7,5 tysiąca nagrań.

Glissando jakiś czas temu zainaugurowało „serię eksperymentalnych miksów”, w których chce „przedefiniować to, do czego da się tańczyć”. NPR zmontował składak piosenek letnich z lat 1962-2012, ogólnodostępny Flash Choir odśpiewał na Times Square premierowy utwór Philipa Glassa,  a Imogen Heap śpiewem rysuje solą.

Kawa czy herbata odkryła, czym jest dubstep. Quasi-erotyczny bestseller książkowy „Fifty Shades of Grey” wprowadził na szczyty sprzedażowe nieżyjącego od prawie pięciuset lat Thomasa Tallisa, a Placebo zrujnowało życie 12-letniego chłopca znanego z okładki ich debiutu. Guardian przygotował krótki słownik zjawisk sieciowo-popowych roku 2012, Princess Stomper rozpiskę pięciu stopni fanostwa, Patti Smith wskazała swoich 5 ulubionych oper, a rosyjscy lekarze obwinili Beatlesów za dzisiejszą plagę narkotyków.

W tym wydaniu rozmaitości można poczytać także o słuchaniu muzyki przez zęby, autorskich butach Bon Iverinwestowaniu w plakaty koncertowe, obejrzeć najstarszy zestaw didżejski (rocznik 1910) oraz szkolne zdjęcia 50 metalowców i hardrockowców, a także posłuchać grających bananów oraz muzyki wydobywanej z innych nietypowych źródeł. Warto również zerknąć na dość szczególną ofertę pracy dla basistki i porównanie czterech czarnych albumów, jak również wspomnienie pewnej pięknej scenki z udziałem Leopolda Stokowskiego i Orkiestry Filadelfijskiej

Życzcie mi urlopu równie rozczarowującego, co wakacje Calvina.

.

Fine.


Odchudzanie Wenus (Kiosk 4-5/2012)

Historię rock’n’rolla na przykładzie własnej kariery opowiedział Bruce Springsteen podczas mowy przewodniej konferencji SXSW i sprawił mi tym znacznie więcej radości niż swoją nową płytą. Świetnie czytało mi się także epicki tekst o Kanye Weście w kontekście jego trasy z Jayem-Z oraz relację z pewnego tajnego spotkania tuzów przemysłu muzycznego, którzy popychając hip-hop w stronę gangsta na początku lat 90. mieli zmienić oblicze muzyki popularnej i – więziennictwa.

Kto, z kim, kiedy i co robił – to wszystko na imponującej mapie mitingów jazzowych. The Atlantic twierdzi, że R&B przeżywa kryzys tożsamości – może powracający D’Angelo pomoże? PopMatters wyszukał miejsca, w których wczesny punk zainspirował mainstream, mnml ssgs krytykuje boom na EDM z perspektywy insidera, a Guardian chwali microclubbing. Michaelangelo Matos przedstawia drugą falę chicagowskiego house’u, a o stosunku III Rzeszy do jazzu rozpisał się Smithsonian.

Björk wszechstronnie wyliczyła, co ją ostatnio inspiruje. Rolling Stone owocnie spędził czas z Radiohead, zaś New York Times namówił na rozmowę stroniącego raczej od wywiadów Ralfa Hüttera z Kraftwerk. Dlaczego zespół ten trafił do muzeów, głośno zastanawia się Sasha Frere-Jones. I jeszcze dwa inne rarytasy: promos z 1991 roku, na którym Mark Hollis wypowiada się na temat „Laughing Stock” i podobno pierwszy anglojęzyczny wywiad z Perfume, acz niezbyt dobry.

Rolling Stone spotkał się także z Jasonem Piercem, który Pitchforkowi wyjawił główne muzyczne fascynacje swojego życia, a gdzie indziej streścił samo życie. Z żyjącymi członkami E.S.T. rozmawiał ArtsDesk, PopMatters przegadał kilka godzin z Timem Bownessem, Steve Albini odpowiedział na mnóstwo pytań internautów, zaś Briana Eno wygłosił godzinny wykład na temat muzyki i malarstwa w XX wieku. A propos malarstwa: najsłynniejsze Wenus poddano zabiegowi wyszczuplającemu.

Holger Czukay przypomniał początki Can, a AVClub mankamenty „St. Anger Metalliki. Z okazji dziesiątej rocznicy wydania tu i ówdzie powraca temat „Yankee Hotel Foxtrot” Wilco, a rocznicy dwudziestej – „Slanted and Enchanted” Pavement. Wyżywając się na writerach NME, Neil Kulkarni omawia pokrótce, jak nie pisać o muzyce. David Stubbs zrecenzował pierwsze 100 nagrań z kolekcji Johna Peela, Paweł Franczak pisze o muzyce wyśnionej, Marcin Flint o dobrych polskich okładkach, a Jean-Michel Jarre opisuje dziesięć ulubionych syntezatorów.

Wdzięcznie na łamach Slate o swoim zakochiwaniu się w Mozarcie i muzyce w ogóle opowiedział Jan Swafford. Jonathan Lethem, autor nowej książki o „Fear of Music” Talking Heads, wybrał 10 obowiązkowych utworów zespołu. W sieci pojawił się też kolejny fragment książki Richarda Kinga o złotych latach wytwórni niezależnych, tym razem poświęcony początkom Warp. Pisanie swojego przewodnika po muzyce współczesnej Tom Service rozpoczął od obalenia 5 mitów.

Didżej A-Trak lamentuje za MySpace, Alexandra Molotkow tęskni za czasami kulturalnego snobizmu i muzycznej wiedzy tajemneja epokę muzycznych niedoborów i zarazem większego szacunku dla muzyki rzewnie wspomina Lucy Jones z Telegraph. W sukurs przyszedł im The Atlantic, odnajdując przewodnik melomana z 1982 roku, który okazuje się zaskakująco aktualny w kwestii zdrowego przyswajania dźwięków uporządkowanych.

Jak kupować gramofon – wszak sprzedaż rośnie w tempie 50 procent rocznie – instruuje New York Times. Ben Folds doradza młodym muzykom, a Martin Clark (aka Blackdown) młodym producentom. Atlantic sprawdził, jak wzmacniacze Marshalla zmieniły rock i znaczenie słowa „głośno”, BBC pisze o ryzykach występowania na scenie, a teksty Jacka White’a zbadano pod kątem jego/ich problematycznego stosunku do kobiet.

Są ponadto opowieści o człowieku, który zawodowo spisuje jazzowe solówki, o dziwnych instrumentach w filharmoniach, o pewnej orkiestrze z Haiti, która przetrwała „Trzydziestoletnią dyktaturę, 26 innych rządów, zewnętrzną interwencję, katastrofalne trzęsienie ziemi i epidemię cholery”, o domu, który gra muzykę ziemi, muzyce pozytronowej, narodowym instrumencie Chin guqin, o wystawianiu ocen nie tylko na Pitchforku, wystrzałach w muzyce i o tym, jak wytwórni Polydor nie spodobało się „Video Games” wszechtańczącej piosenkarki.

Bardziej niż M.I.A. projektująca etykiety piwne zaskoczył mnie Hieronim Bosch recenzujący „Reign in Blood” Slayera. Tuż obok znalazłem uniwersalny przepis na piosenkę deathmetalową, gdzie indziej portrety znanych noise’owców w wydaniu southparkowym, archiwalną polemikę Axla Rose’a z krytykiem The Indianapolis Star, dowód związków Stonesów z Kubusiem Puchatkiem oraz wykaz przedmiotów, z którymi grzebano muzyków. Sprawdzono również, co Brytyjczycy biorą na festiwalach.

Dwóch naukowców-psychologów publicznie debatowało, czy muzykę wynalazł człowiek. Inni dowiedli, że granie zespołowe wzmacnia empatię, a słuchanie muzyki oraz innych dźwięków znacząco wpływa na smak (generalnie im głośniej, tym mniej słono i słodko). Resident Advisor starannie tłumaczy działanie kompresji, Dolby obiecuje dźwięk zewsząd, co zbiegło się z newsem o drukowaniu głośników. Guardian przypomniał, że zabieranie zatyczek do uszu na koncerty ma sens.

Streaming ma własną listę przebojów. Za to nieobecność w serwisach streamingowych zagraża jakoby przyszłości Beatlesów, chociaż zarobili krocie na występie w serialu „Mad Men”. O (niełatwym) zarabianiu na streamingu opowiedział doświadczony w tej kwestii zespół Quiet Company. Factmag pisze o negatywach fan-fundrisingu, co warto skonfrontować z tekstem o sukcesach Kickstartera. Ciekawe rozważania na temat tego, co po Facebooku, snuje The Atlantic, a Information Is Beautiful pięknie sprawdziło płeć serwisów społecznościowych.

Podczas gdy założyciel Groovesharka wylicza 6 argumentów za darmową muzyką, Anonymous uruchamiają własną platformę muzyczną o nazwie Anontune. NYTimes relacjonuje sukcesy TuneCore i nerwy jego szefa, TVN rozjaśnia w mroki ZAiKS-u, a Billboard prześledził zmagania pomiędzy Pepsi a Coca-Colą na gruncie muzycznym. Najciekawsze startupy muzyczne ktoś zebrał w jednej infografice, a ktoś inny na mapę świata nałożył atrakcyjność cyfrowomuzyczną poszczególnych państw.

Wśród rankingów mnogich wychwyciłem 10 obowiązkowych książek o muzyce elektronicznej , trzynastu pechowych rockmanów, 10 kontrowersji okładkowych, najlepsze płyty narkotykowe, 25 klasycznych wstępów werblowych i tyleż godnych uwagi kowerów Beach Boysów oraz piosenek Brianem Wilsonem inspirowanych. A także 50 udanych logo muzycznych, 10 przykazań teen popu oraz 10 płyt-samobójstw z perspektywy kariery i 15 historycznych występów Saturday Night Live. Wreszcie rzadkie zestawienie utworów, które czarni ukradli białym.

Warto zobaczyć, jak Cage robi Cage’a – czyli „4:33” sfilmowane – a także dziecięce zdjęcia Kate Bush, uczniowskie innych gwiazd oraz Ringo Starra, gdy udawał wyższego. „OK Computer” oraz „Kid A” można już posłuchać w wersjach 8-bitowych, jest też krótki dokument o 89-letnim Murrayu Gershenzu, który próbuje sprzedać 300 tysięcy winyli (w reżyserii syna Van Dyke Parksa), garść swojsko brzmiących bitów zmontowanych ze skrawków kreskówek z lat 80., trzyminutowy hołd dla Rolanda TR-808 i trwająca tyle samo historia popowego gwizdania.

Calvin bywa samowystarczalny.

.

Fine.